stat

200 klientów, 3,5 tys. pracowników i 2 biliony dolarów

- State Street nie świadczy swoich usług dla klientów z Polski.  Z jednej strony rynek polski jest bardzo ciekawy i dynamiczny. Często rozwija się w dwucyfrowym tempie jeśli chodzi o przyrost aktywów. Jednak suma tych aktywów jest cały czas relatywne niska w porównaniu z rynkami europejskimi - twierdzi Tomasz Salamon, dyrektor zarządzający ds. funduszy State Street Bank.
- State Street nie świadczy swoich usług dla klientów z Polski. Z jednej strony rynek polski jest bardzo ciekawy i dynamiczny. Często rozwija się w dwucyfrowym tempie jeśli chodzi o przyrost aktywów. Jednak suma tych aktywów jest cały czas relatywne niska w porównaniu z rynkami europejskimi - twierdzi Tomasz Salamon, dyrektor zarządzający ds. funduszy State Street Bank. mat.prasowe

Branża finansowa w Polsce to jeden z prężniej rozwijanych się sektorów, a polski sektor usług finansowych utrzymuje czołową pozycję w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Nowoczesne usługi dla biznesu i atrakcyjność inwestycyjna przyciąga do Polski globalnych liderów bankowości, takich jak np. State Street Bank zatrudniający już ok. 3,5 tys. osób. O tym, co różni Luksemburg i Polskę, jakie wnioski wyciągnięto po ostatnim kryzysie i co oznacza Brexit dla branży finansowej w Polsce, rozmawiamy z Tomaszem Salamonem, dyrektorem zarządzającym ds. funduszy State Street Bank.



State Street jest bankiem działającym na całym świecie. Zarządza i administruje aktywami wielu organizacji czy osób prywatnych. Wśród nich nie ma jednak klientów z Polski. Dlaczego?

Tomasz Salamon
: - Jeśli chodzi o rynek polski to w tym momencie State Street rzeczywiście nie świadczy swoich usług dla lokalnych klientów. Z jednej strony rynek polski jest bardzo ciekawy i dynamiczny. Często rozwija się w dwucyfrowym tempie jeśli chodzi o przyrost aktywów. Jednak suma tych aktywów jest cały czas relatywnie niska w porównaniu z rynkami europejskimi. Jeśli popatrzymy sobie na statystyki Europejskiego Stowarzyszenia Funduszy i Zarządzających Aktywami (EFAMA) to zobaczymy, że udział Polski wynosi ok. 0,6 proc. wszystkich zgromadzonych aktywów.

Teraz mamy całkiem niezły okres na rynkach finansowych, jednak to na pewno się kiedyś skończy. Co będzie tego przyczyną? Nie wiadomo. Rynek finansowy i regulatorzy robią jednak wszystko, aby nie była to ta sama przyczyna, która zaskoczyła nas w 2008 roku.

Interesującym przykładem jest Luksemburg. Państwo bardzo niewielkie, lecz jednocześnie będące wielkim hubem finansowym. Porównanie Polski i Luksemburga wygląda bardzo ciekawie jeśli spojrzymy na liczbę aktywów zgromadzonych w funduszach. Niewielki Luksemburg ma ich 60 razy więcej niż jest ich w Polsce. Mówimy o 38 mln narodzie vs pół milionowy naród, chociaż oczywiście aktywa zgromadzone w Luksemburgu nie należą jedynie do jego obywateli.

Jak Pan widzi przyszłość Polski w tym zakresie? Jesteśmy w stanie przyciągnąć tak ogromne aktywa do naszego kraju? Jeśli tak to kiedy?

- Chciałbym uniknąć takich deklaracji, choć byłby to na pewno ciekawy news - "State Street prognozuje: dogonimy Luksemburg już za kilkanaście lat". Polska gospodarka ma zupełnie inny charakter, bardziej zdywersyfikowany, i na razie nie jest na ścieżce do stania się hubem dla funduszy inwestycyjnych. Polski rynek wewnętrzny będzie się na pewno dalej rozwijał. Weźmy za przykład częste zmiany systemu emerytalnego, które sprawiają, że coraz więcej ludzi zdaje sobie sprawę, że na własną emeryturę sami będę musieli odłożyć część środków. To może być w średnim i długim terminie katalizatorem, który przyspieszy rozwój rynku kapitałowego i rynku funduszy inwestycyjnych w Polsce. Natomiast na pewno mamy jeszcze dosyć długa drogę do przebycia jako kraj.

W takim razie kto jest waszym klientem?

- W Polsce obsługujemy prawie 200 klientów z całego świata. Można by pomyśleć, że co to za bank, który zatrudnia 3,5 tys. osób i obsługuje 200 klientów. Chodzi jednak o to, że jako bank depozytariusz świadczymy usługi klientom instytucjonalnym. Są to przede wszystkim fundusze inwestycyjne - zarówno regulowane, jak i alternatywne, fundusze hedgingowe, rynku nieruchomości czy private equity. To są również prywatne fundusze, należące do osób, które zdecydowały się na zarządzanie swoim majątkiem poprzez taką formę prawną. Wśród naszych klientów są także fundusze emerytalne. Obsługujemy podmioty z różnych państw, m.in. z Wielkiej Brytanii, Szwajcarii, Francji, Luksemburga, Irlandii czy Niemiec. Aktywa obsługiwane w Polsce to w sumie 2 biliony dolarów.

Trzeba w tym miejscu zaznaczyć różnicę pomiędzy zarządzaniem aktywami i administrowaniem. Zarządzanie aktywami to podejmowanie decyzji inwestycyjnych, w co te aktywa zostaną ulokowane. Administrowanie aktywami to ich obsługa - usługi depozytowe, rozliczanie transakcji, regularna wycena, obsługa przychodów i wierzytelności, obsługa audytu, usługi zgodności prawnej, księgowość etc. W Polsce świadczymy usługi związane właśnie z administrowaniem. Zarządzaniem zajmuje się inny pion naszej firmy - State Street Global Advisors posiadający siedziby m.in. w Bostonie i Londynie.

Jako bank depozytariusz świadczymy usługi klientom instytucjonalnym. Są to przede wszystkim fundusze inwestycyjne. Aktywa obsługiwane w Polsce to w sumie 2 biliony dolarów.

Brexit spowodował, że coraz częściej zaczęto mówić o "ucieczce" instytucji finansowych z londyńskiego City na kontynent. Czy jest szansa, że część tych instytucji trafi do Polski?

Wszystkie organizacje finansowe działające w Europie są na etapie analizy ich strategii lokalizacyjnej. Kluczową sprawą jest dostęp do jednolitego rynku europejskiego po wystąpieniu Wielkiej Brytanii z Unii. Czy dla tych organizacji, które zdecydują się ustanowić swoje siedziby lub otworzyć nowe oddziały poza Wielką Brytanią Polska ma szansę na to, by być krajem docelowym? Na pewno tak, szczególnie dla ról operacyjnych i związanych z usługami dla biznesu. Wystarczy popatrzeć na sektor usług finansowych w naszym kraju. Wydaje się być on trochę niedoceniany jeśli chodzi o polską gospodarkę. Tymczasem zgodnie z ostatnimi statystykami jest to sektor, w którym pracuje obecnie 210 tys. ludzi. W jego skład wchodzą wszystkie centra usług wspólnych, czy centra usług biznesowych ulokowane w Warszawie, Krakowie, czy Trójmieście. Na pewno mamy szansę uszczknąć jakąś część z tego tortu.

State Street zatrudnia w Polsce już 3,5 tys. pracowników, a do końca 2017 roku chcielibyśmy zatrudnić dodatkowych 500 osób. Warto podkreślić, że głównym czynnikiem wzrostu są nowi klienci i dynamiczny wzrost całej firmy, a nie jedynie przenoszenie obowiązków z innych lokalizacji State Street.

Cały czas słyszymy o IT i programistach jako zawodzie przyszłości. Z Pana wypowiedzi wynika jednak, że branża finansowa nie jest wcale gorsza. Czy można o niej mówić jako o branży przyszłości?

- Z mojego punktu widzenia warto podjąć pracę w tej branży. Ja zaczynałem w State Street 10 lat temu jako księgowy. Dzięki dynamicznemu rozwojowi sektora w Polsce można naprawdę ciekawie zbudować swoją karierę. Można wybrać różne ścieżki: ścieżkę specjalistyczną i stać się ekspertem w jakiejś ściśle określonej dziedzinie, czy ścieżkę związana z wewnętrznym działem R&D, który testuje wszelkie nowości w systemach, narzędzia, programy finansowe i podejmuje decyzje, które z proponowanych zmian zostaną wprowadzone. Oczywiście jest też ścieżka menedżerska, czyli zarządzanie coraz większym zespołem. Nowe stanowiska pracy będą cały czas powstawały i jest to ciekawa opcja kariery.
Wszystkie organizacje finansowe działające w Europie są na etapie analizy ich strategii lokalizacyjnej. Kluczową sprawą jest dostęp do jednolitego rynku europejskiego po wystąpieniu Wielkiej Brytanii z Unii.

W ostatnich latach sektor bankowy, finansowy nie miały najlepszej opinii, a fundusze hedgingowe były oskarżane o wywołanie ogromnego kryzysu finansowego? Czy słusznie?

- Na pewno sektor finansowy jest ściśle powiązany z rynkiem finansowym. Jeśli mamy krach na rynku to trudno powiedzieć, że podmioty tego rynku nie są w niego w żaden sposób zaangażowane. Proszę jednak zobaczyć jak duży nacisk mamy obecnie na regulacje rynków finansowych i jak mocne lekcje ten rynek wyciągnął z ostatniego kryzysu.

Wiele nowych stanowisk powstało w sektorze finansowym tylko po to, aby wzmocnić struktury zarządzania ryzykiem czy struktury zgodności z lokalnymi regulacjami. Bardzo wiele stanowczych regulacji, do których podmioty finansowe muszą się dostosować, zostało wprowadzonych na całym świecie. Są one trudne, ale także potrzebne po to, aby kryzys w taki stopniu jak ostatni, już się nie powtórzył. Łatwo mówić, że ktoś spowodował kryzys warto jednak też pokazywać jak rynki i jego regulatorzy wyciągają z tego lekcje.

Poza tym cykliczność rynku finansowego jest faktem. Już w XVII wieku była jedna z pierwszych baniek spekulacyjnych dotycząca cebulek tulipanów w Holandii. Teraz mamy całkiem niezły okres na rynkach finansowych, jednak to na pewno się kiedyś skończy. Co będzie tego przyczyną? Nie wiadomo. Rynek finansowy i regulatorzy robią jednak wszystko, aby nie była to ta sama przyczyna, która zaskoczyła nas w 2008 roku.

Dodaj zdjęcie do artykułu
Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Tytuł:
Treść:
Autor (opcjonalny):
E-mail (opcjonalny):
Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.
zamknij

Opinie (razem: 87)

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie niezwiązane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.

- jeżeli uważasz, że dana opinia nie powinna się tu znaleźć, zgłoś ją do moderacji.

Moim zdaniem

Ważne adresy

Strefa start-up

Najczęściej czytane