stat

Biznes z misją i duszą, ale... Wydawnictwo to też firma i musi zarabiać

Na wydawaniu książek można zarobić. Wystarczy zaangażowanie i odejście od standardów rodem z lat 80. - twierdzi Wojciech Gustowski z wydawnictwa Novae Res.
Na wydawaniu książek można zarobić. Wystarczy zaangażowanie i odejście od standardów rodem z lat 80. - twierdzi Wojciech Gustowski z wydawnictwa Novae Res. fot. Monika Goldszmidt/Trojmiasto.pl

Zaczynali 4 lata temu. Do rozwinięcia biznesu potrzebowali jedynie 15 tys. zł. Teraz gdyńskie wydawnictwo Novae Res z powodzeniem konkuruje z dużymi graczami na rynku, a sami założyciele spółki chcą pomagać młodym przedsiębiorcom na początku biznesowej kariery. O specyfice rynku wydawniczego rozmawiamy z Wojciechem Gustowskim, współwłaścicielem wydawnictwa Novae Res.



Czy rynek nie jest obecnie pełen książek? Czy jest coś co jeszcze może zwrócić uwagę klientów? Jak udaje się wam walczyć o rynek z o wiele większymi od was wydawnictwami?

Wojciech Gustowski: - Zaczęliśmy od książek elektronicznych, czyli wydawania e-booków. Okazało się, że nasz rynek nie jest jeszcze tak rozwinięty, aby przyjąć nową formę książki. Dlatego też przebranżowiliśmy naszą działalność. Weszliśmy w książki drukowane. Rożnica między nami, a dużymi wydawnictwami polega na tym, że nie drukujemy dużych nakładów. Duże wydawnictwo potrzebuje bardzo rozbudowanej sieci dystrybucyjnej. Musi też szacować popyt na daną książkę. My działamy w trochę inny sposób. Rozprowadzamy poprzez te same sieci dystrybucyjne, jednak drukujemy debiutantów i to w o wiele mniejszym nakładzie. Na początku jest to ok. 400 egzemplarzy, które wystarczają by zapełnić największe sieci księgarskie. Jeśli dana książka się sprzedaje, to mamy taką umowę z drukarnią, że możemy w każdym momencie dodrukować kolejne egzemplarze w zależności od popytu rynkowego. Mamy dzięki temu dużo mniejsze koszty związane z magazynowaniem, transportem i jesteśmy bardziej elastyczni.

Wydawnictwo działa już od 2007 roku. Pierwszą książkę opublikowaliście w marcu 2008 roku. Pomimo szalejącego w tym czasie kryzysu rozwijacie się. Czy wasza branża nie odczuła spowolnienia?

- Cała branża księgarska odczuła kryzys. Natomiast nasz sposób działania jest dosyć specyficzny i tak zorganizowany, że ponosimy stosunkowo małe ryzyko przy publikacji książek. Staramy się tak dobierać tytuły i w taki sposób je sprzedawać, żeby na tym zarobić. Każdą książkę można sprzedać. Choć nie działa już slogan z lat 80. "Sprzedaj to co wyprodukowałeś". Teraz bardziej na czasie jest slogan "Wyprodukuj to co możesz sprzedać". Minęły już czasy, że księgarz sam czytał wszystkie książki. Polecał je swoim czytelnikom. Teraz wszystko odbywa się za pośrednictwem poczty elektronicznej. Księgarz na podstawie okładki i opisu musi podjąć się zamówienia, lub nie. Treść książki może być najlepsza na świecie jednak autor musi dostać odpowiednią formę prezentacji. Ważny jest wygląd okładki, sposób prezentacji książki i jej opis.

Oprócz przyziemnego interesu i zarabiania pieniędzy wydawnictwo ma także misję. Jaki sukces liczy się bardziej w branży wydawniczej - materialny, czy artystyczny i czy te dwie rzeczy można pogodzić?

- Staramy się, aby nasze pozycje przyczyniały się do tego, by rynek był świeży. Jednocześnie chcemy na tym zarobić. Wydawnictwo jest przecież firmą. Dlatego staramy się ciągle minimalizować koszty związane z wejściem danego tytułu na rynek, tak aby coraz więcej tych książek wydawać.

Konsolidacje w obecnych czasach są coraz częstsze. Konsoliduje się branża bankowa, stoczniowa, hutnicza... W jakim kierunku pójdzie branża wydawnicza? Nie obawiacie się, że może dojść do sytuacji kiedy zostaniecie wchłonięci przez większego gracza na rynku?

- Jesteśmy na tyle innowacyjni, że podchodzimy do rynku zupełnie inaczej niż większość wydawnictw. Nie potrzebujemy zewnętrznego finansowania. Wręcz przeciwnie, sami coraz szybciej się rozwijamy. Chcielibyśmy wydawać jak najwięcej dobrych książek. Do tej pory wydaliśmy 220 tytułów. W roku 2012 wydamy ok. 150 nowych tytułów.

Na obecnym etapie nie potrzebujecie dodatkowego finansowania. Czy jednak dynamiczny rozwój nie pociągnie za sobą tego, że jednak trzeba będzie poszukać tych pieniędzy na zewnątrz?

- Zaczęliśmy zarabiać pieniądze dopiero dwa lata temu, a firma istnieje od czterech. Na początku wraz z moim wspólnikiem wykładaliśmy własne środki, aby to wszystko utrzymać. Jest jeszcze zbyt wcześnie, aby myśleć o formach inwestowania zewnętrznego. Wręcz przeciwnie sami myślimy o wspieraniu młodych przedsiębiorców. Chcemy wprowadzać nasz wypracowany kapitał do innych firm z ciekawym i innowacyjnym pomysłem na biznes. Pamiętam nasze początki. Do rozpoczęcia działalności potrzebowaliśmy 15 tys. zł. Jednak obydwaj byliśmy po studiach i nikt z nas nie miał takich pieniędzy. Trudno było też uzyskać kredyt. Gdyby wtedy ktoś wspomógł nas kwotą 15 tys. bylibyśmy o kilka lat dalej. Teraz chcemy sami pomagać ludziom w podobnej sytuacji, bo wiemy jak ciężko jest zaczynać od zera.

Stwierdził Pan, że rynek polski nie jest przygotowany na książki elektroniczne. Dlaczego?

- Książki głównie czytają osoby w starszym wieku, czyli ok. 30 i wyżej. Takie osoby są przyzwyczajone do papieru, do jego faktury, szelestu i zapachu. Poza tym każda książka ma duszę. Wiele osób nie wie też, że można czytać książki za pomocą specjalnego czytnika. Nie ma wiedzy na temat elektronicznego papieru. Nie prowadzone są także kampanie reklamowe, takie jakie np. zrobił Amazon w Stanach Zjednoczonych.

Bardzo ograniczona jest liczba książek elektronicznych w stosunku do książek tradycyjnych. Książki takie są także wciąż zbyt drogie. Rozwój książki elektronicznej bardzo mocno blokuje też podejście dystrybutorów. Traktują książkę elektroniczną tak samo jak drukowaną. Zaczynają od 50 proc. marży tak samo jak dystrybutor tradycyjny. Tylko, że dystrybutor tradycyjny musi się podzielić także z księgarzem, musi te książki zmagazynować, dostarczyć do księgarni, musi także administrować wszelkimi rozliczeniami. Przy książce elektronicznej większość tych kosztów odpada. Wielu wydawców uważa, że jeśli zejdą z ceny to książka elektroniczna zagrozi ich podstawowemu produktowi, czyli książce drukowanej. Do tego dochodzą też sami autorzy. Każdy autor uważa, że druk jest dla niego nobilitujący. Chce ją zobaczyć, dotknąć, pokazać znajomym, czy złożyć na niej autograf.

Czy zmiana podejścia dystrybutorów, księgarzy, autorów, czytelników do książek elektronicznych nie spowoduje, że książki papierowe znikną z rynku?

- Do tego nie dojdzie. Te dwie formy książki zaczną się po prostu zazębiać.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (26)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.
zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie niezwiązane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.

- jeżeli uważasz, że dana opinia nie powinna się tu znaleźć, zgłoś ją do moderacji.

Moim zdaniem

Ważne adresy

Strefa start-up

Najczęściej czytane