stat

Na swoim. Komercyjne laboratorium Łukasza Guzika

"Innowacja"  to bardzo wyświechtany termin, używany głównie  na potrzeby projektów unijnych. A przede wszystkim nadużywany i dlatego celowo go nie... używam - mówi Łukasz Guzik.
"Innowacja" to bardzo wyświechtany termin, używany głównie na potrzeby projektów unijnych. A przede wszystkim nadużywany i dlatego celowo go nie... używam - mówi Łukasz Guzik. Fot. Łukasz Unterschuetz/trojmiasto.pl

O tym, że jak się chce, to można mieć nawet własne laboratorium analityczne, że dotacje unijne nie zawsze się opłacają, a także o tym, że z naukowca też może być menadżer rozmawiamy z Łukaszem Guzikiem z firmy Spark-Lab. W poprzednim odcinku "Jak to jest na swoim" rozmawialiśmy z Martą Woźny-Tomczak prowadzącą firmę Personia, a już za tydzień rozmowa z Przemkiem Kuśmierkiem z firmy Spensen.


My chcieliśmy pracować naukowo, ale w godnych warunkach i za godne wynagrodzenie.

Jest pan farmaceutą, doktorem, jak to się stało, że naukowiec został przedsiębiorcą?

Łukasz Guzik: - Kierunek studiów wybrałem dzięki moim dziadkom, którzy są farmaceutami. Posiadali własną aptekę w Orłowie. Zainteresowali mnie zawodem farmaceuty jeszcze w liceum. Wydawało mi się to bardzo ciekawe. Jest to interdyscyplinarna dziedzina. Dostrzegałem też zalety posiadania własnej działalności gospodarczej. Nieco później, będąc już pracownikiem Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego, wraz z moją obecną żoną Alicją Kucharską, również farmaceutką, oraz przyjacielem - magistrem inżynierem chemii Maciejem Barcem postanowiliśmy założyć laboratorium analityczne.

Dlaczego laboratorium? Nie myślał pan o przejęciu rodzinnej apteki?

- Niestety, kiedy byłem na trzecim roku studiów apteka - z uwagi na konkurencję - została zamknięta. Po drodze też pracowałem w aptece, ale... zacząłem poszukiwać czegoś innego. Stąd pomysł, aby zrobić doktorat. Spodobała mi się praca badawcza. Do niedawna jednak polska nauka była niedofinansowana, a naukowiec miał prawo narzekać na wysokość wynagrodzenia, na warunki pracy. My chcieliśmy pracować naukowo, ale w godnych warunkach i za godne wynagrodzenie.
Komercyjne laboratorium, które zajmuje się pracami badawczymi z minimalnymi środkami na start, bez bazy klientów. To nie była droga usłana różami (...)
Ponadto, dzięki zastosowaniu technik i metodologii badawczych chcieliśmy rozwiązywać realne problemy firm produkcyjnych, naszych klientów. Stąd wkrótce po obronie doktoratu zrezygnowałem z pracy na rzecz rozwoju własnego przedsiębiorstwa.

Prywatne laboratorium. Mieli państwo dużo odwagi.

- Z racji niewielkiego doświadczenia i młodzieńczych ideałów zaangażowaliśmy się w to nie będąc w ogóle świadomi wyzwań, jakie przed nami stoją. Nowoczesne laboratorium analityczne to bardzo drogie przedsięwzięcie, a  my mieliśmy skromne środki finansowe. Mieliśmy jakiś swój pomysł na funkcjonowanie takiego laboratorium, ale jest to branża na tyle nowa w Polsce, że nawet nie mieliśmy się na kim wzorować. Komercyjne laboratorium, które zajmuje się pracami badawczymi z minimalnymi środkami na start, bez bazy klientów. To nie była droga usłana różami, kosztowało nas to wiele wyrzeczeń. Mieliśmy też dużo szczęścia.

Ale szczęściu trzeba pomagać.

- Pewnie tak. Dziś wiemy już, na czym to polega, jak prowadzi się komercyjne laboratorium analityczne. Jednak taka wiedza nie jest wiedzą leksykalną, trzeba ją zdobyć dzięki doświadczeniu. A jest to wiedza okupiona dużym wysiłkiem i pracą. Nie tylko naszym, czyli wspólników, ale całego zespołu.
Nowoczesna analiza techniczna, to nie jest analiza z użyciem menzurek. Sama aparatura - bardzo droga - to jedno, do tego dochodzą koszty jej utrzymania, koszty okresowych kwalifikacji, serwisowania, to są duże pieniądze - mówi Łukasz Guzik.
Nowoczesna analiza techniczna, to nie jest analiza z użyciem menzurek. Sama aparatura - bardzo droga - to jedno, do tego dochodzą koszty jej utrzymania, koszty okresowych kwalifikacji, serwisowania, to są duże pieniądze - mówi Łukasz Guzik. Fot. Łukasz Unterschuetz/trojmiasto.pl

A co na pana decyzję powiedzieli dziadkowe?
Na uczelniach też sporo się zmieniło. Mają coraz większy potencjał aparaturowy, coraz więcej środków.

- Bardzo nam kibicowali.

Wspomniał pan o zespole. Ile osób dziś pracuje w laboratorium?

- Cały nasz zespół to dziewięć osób, w tym trzech wspólników. Dziś, po tych 6 latach mamy to szczęście, że pracujemy z ludźmi z pasją, którzy mają tę iskrę. Naszym kapitałem dziś jest nasz zespół, nasi pracownicy. Oni w laboratorium niejednokrotnie są lepsi od nas i dobrze. To nas tylko cieszy.

Ile jest takich laboratoriów u nas?

- W Polsce kilka, może kilkanaście.

Od lat biznes narzeka, że współpraca z uczelniami bywa trudna. Jak pan to ocenia?

- Dużo mówi się o współpracy nauki i biznesu, organizuje się spotkania na ten temat, konferencje, tylko dalej widać, że to nie funkcjonuje dobrze. Nie wszyscy rozumieją potrzeby rynku i potrzeby firm. My też długo uczyliśmy się, jak komercyjnie współpracować z klientami. Rozumiemy, że klientowi zwykle się spieszy, że procedury trzeba ograniczyć do minimum. Tu chodzi o koszty, każdy dzień zwłoki we wdrożeniu produktu kosztuje. Kolejną, wciąż do końca nieuregulowaną kwestią są prawa do własności intelektualnej. Działy prawne uczelni często dają takie warunki, których przedsiębiorca nie jest wstanie spełnić. Roszczenie sobie praw do ewentualnych odkryć, do ewentualnych patentów - wydaje mi się, że to mocno zniechęca do współpracy. Dlatego klienci wybierają podmioty prywatne, bo tu łatwiej o porozumienie, bo to gwarantuje wolnorynkowe relacje. Oczywiście nie generalizując, bo są wyjątki, są prężnie działające publiczne jednostki naukowe, które też pomagają przedsiębiorcom. Na uczelniach też sporo się zmieniło. Mają coraz większy potencjał aparaturowy, coraz więcej środków. Jakiś czas temu zreformowano system dotowania polskiej nauki, powołano dwa duże ośrodki, czyli Narodowe Centrum Badań i Rozwoju oraz Narodowe Centrum Nauki. Potencjał kadrowy jest olbrzymi. Tylko tym trzeba pokierować i pewne procedury uprościć, wówczas to się rozwinie.
Rozwinęliśmy usługę, którą polega to na badaniu e-liquidów używanych w e-papierosach (...) Udało nam się z takiego planu koncepcyjnego przejść w fazę realizacji i wdrożenie.

Rozmawiamy już dłuższą chwilę i ani razu nie użył pan słowa "innowacja"?

- To bardzo wyświechtany termin, używany głównie na potrzeby projektów unijnych. A przede wszystkim nadużywany i dlatego celowo go nie... używam.

Ale akurat pan ma pełne prawo.

- Trzeba sobie zadać pytanie, czym tak naprawdę jest innowacyjność. Nie akceptuję innowacyjności w skali regionu, w skali kraju. Innowacyjność to coś więcej, to coś, co nie zostało jeszcze opisane, na co potrzebne są nakłady finansowe i prężny zespół. Poza tym to klient przychodzi do nas z konkretnym pomysłem, my jedynie pomagamy mu rozwinąć ten pomysł. Naszym priorytetem na razie nie jest realizowanie projektów badawczych na swoje potrzeby, tylko na potrzeby naszych klientów.

Czym dokładnie zajmuje się firma?

- Realizujemy projekty badawcze z sektora chemicznego i farmaceutycznego, a wspólnym mianownikiem jest chemia analityczna. Stosujemy - ogólnie rzecz ujmując - analizę chemiczną do opracowania technologii produkcji jakiegoś wyrobu bądź surowca, czy usprawniania procesu produkcji na jakimś etapie. Jeżeli występują problemy - np. proces wytwórczy nie jest wystarczająco wydajny - to razem z klientem zastanawiamy się, jak ten proces usprawnić. Jeżeli chodzi o dział farmaceutyczny, to wspieramy działy badawczo-rozwojowe wewnątrz dużych przedsiębiorstw farmaceutycznych. Jeśli dajmy na to firma farmaceutyczna chce wdrożyć nowy wyrób leczniczy, to aby to zrobić, musi przedstawić dokumentację, że potrafi zidentyfikować zanieczyszczenia, które mogą w wyrobie wystąpić i stwierdzić, na jakim poziomie one występują. Muszą przedstawić dokumentację analityczną, że potrafią to zrobić. Często my taką dokumentację opracowujemy.

Zewnętrzne zlecenia to jedno, pracujecie też nad własnymi projektami.
(...) wiele firm ma dziś problemy. Pozyskały dotacje, ale ich tłuste lata minęły i nagle zadają sobie pytanie co dalej.

- Tak. Rozwinęliśmy usługę, która polega na badaniu e-liquidów używanych w e-papierosach. Zgodnie z nowymi zaleceniami unijnymi, nałożono obowiązek na producenta e-liquidów, aby badali swoje wyroby nie tylko w fazie ciekłej, ale również w fazie aerozolu. Chodzi o to, aby stwierdzić, co zawiera "para", która jest wytwarzana w trakcie używania e-papierosa. Zaprojektowaliśmy aparaturę, która generuje i zatrzymuje aerozol do badań. Z tego jestem szczególnie zadowolony, bo prowadzimy to od projektu na przysłowiowej serwetce po gotowy wyrób. Udało nam się z takiego planu koncepcyjnego przejść w fazę realizacji i wdrożenia.

Wspomniał pan, że wasza działalność jest kosztochłonna. Jak z tym sobie poradziliście?

- Nowoczesna analiza techniczna to nie jest analiza z użyciem menzurek. Sama aparatura - bardzo droga - to jedno, do tego dochodzą koszty jej utrzymania, koszty okresowych kwalifikacji, serwisowania, to są duże pieniądze. Rozpoczynaliśmy od używanej aparatury ze Stanów Zjednoczonych. Wspólnik, jako zdolny inżynier, dokonał stosownego przeglądu aparatu. Jej zakup pozwolił nam rozpocząć pracę na pewnym poziomie. Dziś w laboratorium dysponujemy naprawdę nowoczesną technologią. A źródła finansowania? Czasem leasing, czasem korzystna pożyczka. Nie pozyskaliśmy żadnego projektu unijnego. Na początku uznaliśmy, że to wręcz konieczność, aby taki projekt zdobyć. Później w miarę rozwoju firmy uznaliśmy jednak, że taki projekt nie jest niezbędny. Dlaczego? W związku z realizacją tego typu projektów na wykonawcy ciąży wiele obowiązków. Doprowadzenie projektu do końca i wylegitymowanie się jakimiś określonymi wynikami wiąże się z dużym ryzykiem. Jeżeli jakiś pomysł - dobrze, użyjmy słowa "innowacyjny" - jest mało dojrzały, to jak możemy na etapie składania wniosku przewidzieć, co będzie dalej. Są oczywiście pewne furtki, które po części rozwiązują ten problem, ale nadal jest to przedsięwzięcie ryzykowne.

Nie wszyscy są tak ostrożni. Wiele firm, ośrodków badawczych korzysta z grantów i dotacji.

- Tak, i wiele firm ma dziś problemy. Pozyskały dotacje, ale ich tłuste lata minęły i nagle zadają sobie pytanie, co dalej. Stwierdziliśmy, że najpierw zadbamy o bazę klientów, umocujemy się na rynku, a potem ruszymy po dotacje.

Woli pan być naukowcem czy menadżerem?
Żeby prowadzić firmę, trzeba mieć pewien odpowiedni zestaw cech, a do nich można zaliczyć przede wszystkim pracowitość i determinację.

- Bardzo lubię pracę w laboratorium, ale mam tę świadomość, że wkrótce będę musiał z tego zupełnie zrezygnować. Pochłania mnie prowadzenie firmy. W pewnym momencie należy się zająć poszukiwaniem nowych kierunków, strategią rozwoju przedsiębiorstwa. Więc teraz, niejako z obowiązku, jestem bardziej menedżerem niż naukowcem.

A co się przydaje w byciu na swoim?

- Żeby prowadzić firmę trzeba mieć pewien odpowiedni zestaw cech, a do nich można zaliczyć przede wszystkim pracowitość i determinację. Prowadzenie firmy to nie jest prosta sprawa. Dla każdej firmy bywają lepsze i gorsze czasy. Trzeba odpowiednio zareagować, przygotować się na takie momenty. Trzeba mieć dużo własnych umiejętności, nie wszystko można zlecić. Należy znać podstawy księgowości i ekonomii, no i oczywiście orientować się w branży, w której się poruszamy.

Co by pan powiedział komuś, kto właśnie siedzi w laboratorium czy w aptecznym okienku i marzy o byciu na swoim? Bać się i nie ryzykować...

- Bać się, ale zaryzykować. Podejść do tego odpowiedzialnie. Nie należy też przy ewentualnych pierwszych porażkach się zniechęcać. Należy pamiętać, że porażka - choć przykra - też buduje doświadczenie. W Stanach Zjednoczonych większą nieufność u kontrahentów budzi ktoś, kto nic nie zrobił, niż ten, który ma za sobą porażki. Trzeba mieć pomysł na firmę, być zdeterminowanym i gotowym na ciężką pracę.

Podobno najlepiej uczyć się na cudzych błędach. Zdecydowanie lepiej słuchać mądrych rad. Własny biznes to często trudny kawałek chleba, ale - jak postaramy się pokazać - warto spróbować. Dla tych, którzy wolą rady rozpoczynamy nasz cykl rozmów z doświadczonymi przedsiębiorcami - "Jak to jest na swoim". Co tydzień garść nieocenionej wiedzy od praktyków w biznesie.

Dodaj zdjęcie do artykułu
Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Tytuł:
Treść:
Autor (opcjonalny):
E-mail (opcjonalny):
Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.
zamknij

Opinie (razem: 37)

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie niezwiązane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.

- jeżeli uważasz, że dana opinia nie powinna się tu znaleźć, zgłoś ją do moderacji.

Moim zdaniem

Strefa start-up

Najczęściej czytane