stat

Na swoim. Wirtualny świat w stylu fińskim Grzegorza Hawrota

Około 90 proc. czasu zajmują nam projekty dla fińskiego Sito. A pracy będzie prawdopodobnie jeszcze więcej. W tym roku łączą się oni bowiem z jedną z największych firm consultingowych działających w branży budowlanej na tamtym rynku - Wise Group Finland Oy - mówi Grzegorz Hawrot.
Około 90 proc. czasu zajmują nam projekty dla fińskiego Sito. A pracy będzie prawdopodobnie jeszcze więcej. W tym roku łączą się oni bowiem z jedną z największych firm consultingowych działających w branży budowlanej na tamtym rynku - Wise Group Finland Oy - mówi Grzegorz Hawrot. fot. Łukasz Unterschuetz/trojmiasto.pl

O tym, że socjolog może zostać lead designerem, a potem nawet szefem firmy IT, że wirtualny świat służy temu w realu, choć czasem trudno do tego przekonać, a także o tym, że centrum innowacji to nie tylko Dolina Krzemowa, ale także... Finlandia rozmawiamy z Grzegorzem Hawrotem, prezesem Sito Poland. W poprzednim odcinku "Jak to jest na swoim" rozmawialiśmy z Łukaszem Wingertem, właścicielem sieci Surfburger, a już za dwa tygodnie rozmowa z Anną Kaftańską z JuMiBag.


To były czasy - nazwijmy to - wczesnego internetu, kiedy oprogramowanie nie zawsze było w pełni legalne, a wiedzę na temat sieci i komputerów czerpało się z czasopism drukowanych.

Prowadzi pan firmę zajmującą się nowymi technologiami, wirtualną rzeczywistością. Mniemam, że wybór branży nie był przypadkowy i wynika z pana wykształcenia.

Grzegorz Hawrot: - Właśnie nie. Z wykształcenia jestem socjologiem.

To mnie pan zaskoczył. W takim razie jak to się stało, że socjolog prowadzi firmę z obszaru IT?

- Jedyną szkołą techniczną, jaką ukończyłem, była szkoła średnia, czyli Conradinum. Potem krótko studiowałem na Politechnice Gdańskiej na Wydziale Okrętowym. Już po pierwszym semestrze stwierdziłem jednak, że to nie jest to, co mnie pociąga i przeniosłem się na socjologię. Pierwszy rok zrobiłem w Toruniu, a potem wróciłem do Gdańska i tu ukończyłem studia. Potem jeszcze rozpocząłem studia doktoranckie na UG na zarządzaniu, jednak w tym czasie już byłem tak pochłonięty pracą zawodową, że musiałem odpuścić. A skąd komputery? Przez przypadek. Mam wrażenie, że moją drogą zawodową rządził do pewnego stopnia właśnie przypadek i duża dawka szczęścia. Kiedyś przypadkowo spotkałem kolegę, który w tamtym czasie pracował jako grafik komputerowy dla YDP. Przygotowywał na komputerze animacje do programów edukacyjnych. Miał jakiś problem, chyba chodziło o jakiś wyjazd i szukał kogoś, kto pomoże mu wykonać zlecenia dla YDP. W tym czasie, a był to chyba 1998 rok, mój młodszy brat, z którym zresztą pracuję do dziś, też się amatorsko zajmował grafiką. Mój kolega podrzucił mu kilka zleceń. Najpierw mój brat tym się zajął, ale okazało się, że jest tego tyle, że też musiałem się włączyć.

Znał się pan na tym?
Zaczynałem tam jako szeregowy grafik, a skończyłem jako lead designer. Niestety firma upadła.

- Nie miałem o tym pojęcia. To były czasy - nazwijmy to - wczesnego internetu, kiedy oprogramowanie nie zawsze było w pełni legalne, a wiedzę na temat sieci i komputerów czerpało się z czasopism drukowanych.

Pan słyszy jak to brzmi? Dla młodych to prehistoria.

- Tak, ale tak właśnie było. Nie było YouTuba, na którym dziś można znaleźć filmiki z poradami, jak daną rzecz zrobić. Metodą prób i błędów, siedząc po nocach przy komputerze jakoś pomału się w to wdrażaliśmy. Potem sami zaczęliśmy pracować dla YDP. Oczywiście w tamtym czasie jak większość młodych ludzi byłem zafascynowany grami komputerowymi. Taka forma grafiki wówczas bardzo mnie zainteresowała i chciałem pójść w tym kierunku.

A socjologia?

- Wówczas nie było perspektyw na pracę w tym zawodzie. Może teraz to wygląda trochę inaczej. Zresztą spodobała mi się grafika. Po pewnym czasie zacząłem się rozglądać za pracą związaną już stricte z tworzeniem gier komputerowych. Najpierw trafiłem do gdyńskiej firmy Interactive Vision. Firma robiła symulatory i "strzelanki" lotnicze. Pierwsza gra, przy której tworzeniu brałem udział, to był symulator ratownictwa morskiego, latało się helikopterem ratunkowym i brało udział w akcjach. W sumie uczestniczyłem w przygotowaniu siedmiu tytułów. Zaczynałem tam jako szeregowy grafik, a skończyłem jako lead designer. Niestety firma upadła. Zresztą tam zawsze było różnie z wypłatami, cóż... wczesny dziki kapitalizm. Zacząłem się rozglądać za nową pracą i znalazłem ogłoszenie z Bydgoszczy. Tak trafiłem do Frontline Studios, czyli kolejnej firmy od gier. Pracowałem przy dużym projekcie, chodziło o grę w klimatach mafijnych. Okazało się jednak, że projekt był zbyt ambitny jak na możliwości tak małego studia. Ta firma też zakończyła działalność.
W tej chwili jest nas 11 osób - cztery osoby pracujące w oddziale w Gdyni i siedmiu programistów w Bydgoszczy.
Wydarzyła się jednak jedna dobra rzecz, zresztą też przez przypadek. Któregoś dnia z moim ówczesnym szefem przez komunikator skontaktował się przedsiębiorca z Finlandii, przekonany, że będzie rozmawiał ze swoim znajomym o takim samym imieniu i nazwisku. Chodziło jednak o dwie zupełnie inne osoby. Sytuacja przedziwna, ale tak od słowa do słowa okazało się, że obaj panowie mogliby współpracować. Ten człowiek miał biuro architektoniczne. Dogadali się, że zrobimy dla niego projekt wizualizacji osiedla mieszkaniowego w Finlandii przy wykorzystaniu technologii bazującej na silniku 3D, takiej jak w grach komputerowych. To był 2006 rok. W Finlandii był to jeden z pierwszych tego typu projektów, w Polsce wtedy jeszcze mało kto o czymś takim w ogóle myślał. Niestety, jak już mówiłem firma z Bydgoszczy upadła, natomiast mi udało się utrzymać kontakt z tym człowiekiem z Finlandii. Współpracujemy z nim do dzisiaj.

Wydaje się, że jest w tej chwili duża szansa na rozwój rozwiązań z obszaru, mówiąc ogólnie, "smart city". W tej chwili pracujemy np. wspólnie z Nokią, uczelniami z Helsinek i kilkoma firmami nad bardzo innowacyjnym rozwiązaniem - mówi Grzegorz Hawrot.
Wydaje się, że jest w tej chwili duża szansa na rozwój rozwiązań z obszaru, mówiąc ogólnie, "smart city". W tej chwili pracujemy np. wspólnie z Nokią, uczelniami z Helsinek i kilkoma firmami nad bardzo innowacyjnym rozwiązaniem - mówi Grzegorz Hawrot. fot. Łukasz Unterschuetz/trojmiasto.pl
A wydaje się, że firmy z branży informatyczne mogą się tylko rozwijać, a nie upadać.
Jednak z różnych względów chcemy też działać trochę na własną rękę. Posiadanie tylko jednego, kluczowego klienta jest ryzykowne.

- Wcale tak nie jest. Jednak ta branża nie lubi próżni. Część załogi z tej bydgoskiej firmy założyła firmę Vivid Games. Dziś jest to duży developer gier, głównie na urządzenia mobilne. A ja już od 10 lat współpracuję z Finami. Naszym partnerem jest jedna z największych firm consultingowych na tamtym rynku, Sito Oy., działającą w szeroko pojętej infrastrukturze, poczynając od projektów drogowych, przez kolejowe, po lotniska itd. Wcześniej przez lata pracowałem na umowach zleceniach, chwilę na etacie, byłem jednak głównie tzw. freelancerem. Jednak w 2011 zostaliśmy poproszeni, ja i moi dwaj koledzy z Bydgoszczy, o założenie w Polsce firmy od podstaw, która miała wykonywać projekty informatyczne właśnie dla fińskiego Sito. Tak powstała firma Sito Poland. W tej chwili jest nas 11 osób - cztery osoby pracujące w oddziale w Gdyni i siedmiu programistów w Bydgoszczy. Jednak tak naprawdę jesteśmy częścią dużej organizacji, gdzie w razie potrzeby możemy liczyć na szerokie wsparcie naszego partnera, zarówno w zakresie dostępu do najnowszych technologii i know-how, jak i w kwestiach finansowych. Co ciekawe, z formalno-prawnego punktu widzenia jesteśmy traktowani jako firma średniej wielkości, właśnie z uwagi na powiązanie kapitałowe z fińskim Sito.

Oddział w Bydgoszczy, dlaczego tam?

- Tam jest dwóch moich wspólników. Oni nie chcieli przenosić się tu, a ja tam. Życie pokazało, że się da i całkiem nieźle to funkcjonuje.

Czy pracujecie tylko dla Finów, czy jesteście też otwarci na innych klientów?

- Około 90 proc. czasu zajmują nam projekty dla fińskiego Sito. A pracy będzie prawdopodobnie jeszcze więcej. W tym roku łączą się oni bowiem z jedną z największych firm consultingowych działających w branży budowlanej na tamtym rynku - Wise Group Finland Oy. Jednak z różnych względów chcemy też działać trochę na własną rękę. Posiadanie tylko jednego, kluczowego klienta jest ryzykowne. Jakby się coś - nie daj Boże - stało, to zostajemy na lodzie. Dlatego jakiś czas temu zaczęliśmy wdrażać procesy sprzedażowe. Staramy się pozyskać nowych klientów. Znowu jest to coś, o czym na razie mam średnie pojęcie, ale się uczę. Korzystamy tu również oczywiście ze wsparcia profesjonalnej firmy doradczej.
Jednak pracujemy nie tylko nad inwestycjami infrastrukturalnymi. Przygotowywaliśmy też np. model statku dla stoczni Meyera w Turku.

Czym dokładnie się zajmujecie i jakie firmy, branże mogą być zainteresowane?

- Najogólniej rzecz ujmując zajmujemy się przetwarzaniem, zarządzaniem i komunikacją wizualną wszelkiego rodzaju danych przestrzennych. Mogą to być wirtualne modele miast albo projektów infrastrukturalnych, ale są to też rozwiązania GIS-owe, czyli systemy informacji geograficznej skierowane m.in. do miast czy gmin. Większość dużych miast w Finlandii używa platformy GIS, którą współtworzyli nasi programiści. Projekty wykonujemy zresztą bardzo różnej skali, poczynając od pojedynczych budynków po całe dzielnice czy miasta. Jednym z naszych największych projektów była wizualizacja nowego mostu pieszo tramwajowego w Helsinkach, którego budowa ma się rozpocząć w tym roku. Stworzyliśmy wirtualny model z przyległymi dzielnicami w celu przeprowadzenia konsultacji społecznych. Ten model został zaprezentowany na konferencji inauguracyjnej projektu, a następnie udostępniony na stronie internetowej. Dzięki temu można obejrzeć ten most z każdej strony czy przejechać się po nim wirtualnie z perspektywy tramwaju czy roweru. Do tego przygotowaliśmy narzędzie, które pozwala internautom przesłać opinie i swoje uwagi na temat tej inwestycji. Jednak pracujemy nie tylko nad inwestycjami infrastrukturalnymi. Przygotowywaliśmy też np. model statku dla stoczni Meyera w Turku.

Przy tym zleceniu pewnie przydał się ten semestr na okrętownictwie?

- To jest dobry kierunek. Coraz częściej armatorzy oprócz makiet zamawianych jednostek wymagają modeli wirtualnych. Jednak jeżeli chodzi o nasze rozwiązania to problemem jest to, że te technologie jeszcze nie są w Polsce tak popularne. W Polsce, nawet w PPNT, w którym jesteśmy, są firmy, które też mają takie rozwiązania. Jednak one nie są tak rozwinięte, bo tu nie ma klientów. My mamy to szczęście, że możemy tworzyć projekty dla dużych klientów zagranicznych. Mamy środki na to, żeby tę technologię rozwijać.
Barierą nie są finanse. To co my robimy, to nie są bardzo drogie rzeczy, dlatego, że my mamy gotową, rozwiniętą platformę(...)

Za to mamy sporo dużych budowli, które można by konsultować społecznie dzięki wirtualnym wizualizacjom?

- U nas w większości przypadków przy tego typu projektach biura projektowe wciąż korzystają z bardziej tradycyjnych rozwiązań. Jeżeli chodzi o miasta to dużym problemem są kwestie nastawienia, mentalności. Barierą nie są finanse. To co my robimy, to nie są bardzo drogie rzeczy, dlatego, że my mamy gotową, rozwiniętą platformę, więc w zasadzie odpada większa część kosztów stworzenia takiego projektu od podstaw. Pozostaje tylko wdrożenie danych od klienta. Poza tym nie oszukujmy się, to są technologie, w których swobodnie poruszają się raczej osoby młodsze, które są oswojone z technologią. Są też inne bardzo prozaiczne powody. Nawet w Finlandii problemem jest to, że pracownicy albo urzędów, albo dużych firm nie mogą samodzielnie instalować oprogramowania na swoich komputerach. Tak więc zainstalowanie naszej aplikacji, z punktu widzenia takiej firmy czy instytucji, to jest problem, bo trzeba zaangażować do tego dział IT. Oczywiście oferujemy również wersje online naszych projektów, ale te z kolei wymagają posiadania aktualnych wersji przeglądarek, a z tym też bywa różnie. Te zmiany opornie idą, ale działamy. Aktualnie rozmawiamy z ludźmi z Forum Rozwoju Aglomeracji Gdańskiej i najprawdopodobniej wspólnie będziemy tworzyć tego typu projekt. Raczej nie będzie to projekt komercyjny, na którym zarobimy, tylko chodzi o promocję rozwiązań i technologii. Mam nadzieje, pierwsze jaskółki już są.

A deweloperzy?

- Z jakiegoś nie do końca zrozumiałego dla mnie powodu też są oporni. Przerabialiśmy ten temat kilkukrotnie, za każdym razem mając nadzieję, że się uda, po czym się okazywało, że deweloperom jest wygodniej pozostać przy rozwiązaniach tradycyjnych.

A wydawałoby się, że firmy IT mają pootwierane drzwi i wszyscy czekają na nowe technologie?
Finlandia jest jednym z najbardziej innowacyjnych krajów na świecie. Oni w tych rozwiązaniach są często o kilka lat przed nami, dlatego warto z nimi współpracować.

- Niekoniecznie, ale my robimy swoje. Wydaje się, że jest w tej chwili duża szansa na rozwój rozwiązań z obszaru, mówiąc ogólnie, "smart city". W tej chwili pracujemy np. wspólnie z Nokią, uczelniami z Helsinek i kilkoma firmami nad bardzo innowacyjnym rozwiązaniem. Chodzi o zaprojektowanie i stworzenie prototypu nowatorskiej sieci telefonii komórkowej 5G, przeznaczonej do przesyłania bardzo dużej ilości danych. W ramach pilotażowego projektu w campusie Nokii w fińskim Espoo zostaną rozstawione nowoczesne latarnie uliczne ze zintegrowanymi antenami sieci 5G. System będzie powiązany z wieloma czujnikami i urządzeniami zbierającymi przeróżne dane poczynając od ruchu pieszego, samochodowego, po dane środowiskowe, takie jak wilgotność, ilość opadów czy stężenie dwutlenku węgla. W obrębie tej sieci dane te będą przesyłane i obrabiane w czasie rzeczywistym. Zadaniem naszej firmy w tym projekcie jest stworzenie aplikacji, służącej do szybkiego prototypowania tego typu sieci. Chodzi o to, że projektant będzie mógł dowolnie zmieniać ustawienie anten oraz szereg innych parametrów sieci w zintegrowanym środowisku 3D i bardzo szybko, w ciągu kilkunastu sekund, otrzymywać wizualną, przestrzenną reprezentację emisji fal radiowych na danym obszarze. Będzie mógł dzięki temu w krótkim czasie wstępnie przetestować szereg alternatywnych rozwiązań projektowych, po czym dokonać końcowych, szczegółowych obliczeń dla tak wybranej opcji w dedykowanej aplikacji branżowej. Przeprowadzenie podobnego procesu przy użyciu rozwiązań tradycyjnych wymagałoby znacznie większych nakładów pracy i czasu.

A nam się ciągle wydaje, że jak innowacje, to Dolina Krzemowa, a tu proszę - Finlandia.

- Finlandia jest jednym z najbardziej innowacyjnych krajów na świecie. Oni w tych rozwiązaniach są często o kilka lat przed nami, dlatego warto z nimi współpracować. Jako Sito Poland nie rozważamy również w tej chwili opcji wejścia na rynek amerykański. Naszym zdaniem najefektywniej współpracuje się z firmami i partnerami, którzy pozostają w podobnym obszarze kulturowym i zbliżonej strefie czasowej. Gdybyśmy chcieli nawiązać podobną współpracę z firmami z USA różnica czasu na pewno stanowiłaby utrudnienie. Poza tym po co daleko szukać.

A nie korci pana, żeby wrócić do gier?

- Nie. Nie mam czasu, żeby grać, a co dopiero produkować. Od dłuższego czasu nie jestem już w tym klimacie. Nie orientuję się za bardzo, co się dziś dzieje na tym rynku. Zresztą w tej chwili rynek gier jest już zagospodarowany, są duże firmy, które świetnie sobie radzą.

Podobno najlepiej uczyć się na cudzych błędach. Zdecydowanie lepiej słuchać mądrych rad. Własny biznes to często trudny kawałek chleba, ale - jak postaramy się pokazać - warto spróbować. Dla tych, którzy wolą rady mamy nasz cykl rozmów z doświadczonymi przedsiębiorcami - "Jak to jest na swoim", czyli garść wiedzy od praktyków w biznesie.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (15)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.
13.07.2017 wprowadzono zmiany w regulaminie.
zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie niezwiązane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.

- jeżeli uważasz, że dana opinia nie powinna się tu znaleźć, zgłoś ją do moderacji.

Moim zdaniem

Strefa start-up

Najczęściej czytane