Pomorscy politycy Prawa i Sprawiedliwości nie przebierają w słowach, krytykując zamiar sprzedaży akcji gdańskiej Grupy Lotos. Twierdzą, że jest to prywatyzacja prowadzona przez ekonomicznych ignorantów, a premiera Donalda Tuska porównują do ślepej klaczy startującej w wyścigach, bo... nie widzi przeszkód.
Ostateczną listę inwestorów, jacy będą ubiegać się o ok. 53 proc. akcji gdańskiego koncernu paliwowego, mamy poznać pod koniec 2011 roku. Jednak już teraz z nieoficjalnych informacji wiadomo, że największą grupę zainteresowanych przejęciem Lotosu stanowią koncerny rosyjskie. Do Ministerstwa Skarbu miało wpłynąć do tej pory aż siedem odpowiedzi na publiczne zaproszenie do negocjacji w sprawie nabycia akcji spółki. Inwestorzy mogą składać odpowiedzi do 29 kwietnia 2011.
- Koncepcja prywatyzacji Lotosu, jaką ma zamiar przeprowadzić rząd Donalda Tuska, to czysto komercyjna sprzedaż, mająca na celu łatanie dziury budżetowej - twierdzi Grzegorz Strzelczyk, radny Gdańska z ramienia PiS. - Ekipa ekonomicznych ignorantów bez mrugnięcia okiem chce się pozbyć tak ważnych dla gospodarki aktywów. Na program 10+ wydano w ostatnich latach ok. 5,5 mld zł, jednocześnie Skarb Państwa nie pobierał od spółki dywidendy, aby mogła ona sfinansować inwestycję. Teraz rząd chce oddać spółkę w prezencie obcemu kapitałowi.
- Strona rosyjska wielokrotnie zgłaszała chęć zakupu Lotosu. Wcześniejsze informacje, dotyczące rozmów z Rosjanami, często niepotwierdzone, okazują się dzisiaj prawdziwe - mówi poseł PiS Andrzej Jaworski. - Premier Donald Tusk twierdząc, że nie widzi problemów w sprzedaży tak ważnej polskiej firmy w ręce Rosji, jest nie tylko politykiem nierozważnym, ale zasługuje na to, aby sprawdzić, czy jego decyzje w tej sprawie nie ocierają się o zdradę stanu.
Polityków opozycji niepokoi też możliwość przeniesienia siedziby firmy poza Gdańsk, a nawet poza teren Polski. - Wprawdzie w umowie prywatyzacyjnej ma być zapis o pozostawienie siedziby spółki w Gdańsku, jednak nie mówi się nic o zabezpieczeniach, dotyczących tego zapisu - mówi Zbigniew Kozak, poseł PiS. - W praktyce może okazać się, że za złamanie tego zapisu inwestorowi może grozić jedynie śmiesznie niska kara finansowa.
Gdyby tak się stało, miasto Gdańsk może utracić spore dochody z tytułu podatku CIT. - Zarząd Lotosu planuje w 2011 roku osiągnąć zysk netto na poziomie 1 mld zł. Oznacza to, że do budżetu Gdańska może wpłynąć ok. 40 mln zł podatku - informuje Jaromir Falandysz, radny miasta Gdańska.




















Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie niezwiązane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.



