Rutkowska: odbudowa marki Batycki to jedyna szansa na odzyskanie moich pieniędzy

Tylko roszczenia pracownicze w stosunku do firmy pani Batyckiej, czyli B SA, wynoszą ok. 1,5 mln zł - mówi Maria Magdalena Rutkowska.
Tylko roszczenia pracownicze w stosunku do firmy pani Batyckiej, czyli B SA, wynoszą ok. 1,5 mln zł - mówi Maria Magdalena Rutkowska. fot. materiały prasowe

Marka "Batycki" - producent torebek i galanterii skórzanej - przez wiele lat była symbolem luksusu. Dziś wokół niej toczy się walka. Była właścicielka, Bożena Batycka, z którą wywiad opublikowaliśmy wczoraj - twierdzi, że została oszukana. Obecna właścicielka, że to działania Batyckiej doprowadziły do kłopotów. O tym, kto odpowiada za długi firmy kiedyś produkującej luksusową galanterię, jak doszło do zmiany właściciela marki i jak spółka MS walczy o powrót na rynek rozmawiamy z Marią Magdaleną Rutkowską, nową właścicielką "Batycki".


Ratowanie tej firmy i odbudowa marki Batycki to dla mnie jedyna szansa na odzyskanie moich pieniędzy.

Pani Batycka oskarża panią o podstępne przejęcie firmy?

Maria Magdalena Rutkowska: - Pani Batycka potrafi bardzo emocjonalnie i dla wielu - niestety - przekonująco kłamać. Gra na emocjach i manipuluje uczuciami. Jednak to, co mówi, nie ma pokrycia w faktach ani w dokumentach. Poprzez swoją niegospodarność i życie ponad stan doprowadziła wiele osób do ruiny. Mówi, że firma była jej dzieckiem, a mnie rzekomo traktowała jak córkę. Czy własne dzieci porzuca się i zostawia z wielomilionowymi długami?

Z długami?

- Tylko roszczenia pracownicze w stosunku do firmy pani Batyckiej, czyli B SA, wynoszą ok. 1,5 mln zł. W sądzie pracy toczy się ok. 40 spraw. Byli pracownicy B SA są zmuszeni także procesować się z ZUS w Gdańsku w związku z odmownymi decyzjami wypłacenia im zasiłków rodzicielskich, macierzyńskich, chorobowych i rehabilitacyjnych z uwagi na fakt, że B SA od 2011 roku nie odprowadzała za nich składek. Pracownicy, którzy zostali ze mną do dziś, są bardzo nieufni po tamtych wydarzeniach. Co miesiąc dokumentuję swoim pracownikom, że opłaciłam wszystkie składki i podatki.
Tak zwana "prawa ręka" to powierniczka, osoba, która dziś też jest w konflikcie z panią Batycką i tak, jak ona ma zarzuty prokuratorskie.
Ta na pozór miła i dystyngowana pani na pytanie jednej z pracownic, która na rzecz spółki wzięła kredyt, co z jej pieniędzmi, odpowiedziała: "Niech Bóg ma Cię w swojej opiece. Radź sobie sama." Też jestem jednym z wielu wierzycieli. Choć dziś trudno mi uwierzyć, że mogłam się na to zgodzić. Wzięłam kredyt na zakup nieruchomości użyczonej na mieszkanie dla syna pani Batyckiej. Do dziś nie mogę korzystać z tej nieruchomości, choć spłacam kredyt i opłacam koszty utrzymania tej nieruchomości. Te roszczenia, moje i koleżanki, były zabezpieczone poprzez ustanowienie hipotek na nieruchomościach należących do firmy pani Batyckiej. Nieruchomości już zostały sprzedane, zresztą w podejrzanych okolicznościach, a my nie otrzymałyśmy ani złotówki. Ratowanie tej firmy i odbudowa marki Batycki to dla mnie jedyna szansa na odzyskanie moich pieniędzy.

Pani Batycka twierdzi, że nie zajmowała się firmą, że to zadanie powierzyła m.in. pani?

- Pracowałam dla marki Batycki przez 10 lat. Najpierw jako asystentka, potem jako handlowiec, na koniec jako dyrektor handlowy. Gdy rozpoczynałam pracę dla firmy pani Batyckiej, nie wiedziałam, że jej poprzednie spółki pozostawiły po sobie wielomilionowe zadłużenie i że doprowadzały do bankructwa swoich dostawców. Przez te lata mój zakres obowiązków dotyczył handlu. Nie miałam żadnego wpływu na zarządzanie, na przepływ gotówki, na produkcję. Przez kilka lat posiadałam ze względów formalnych prokurę łączną, dopiero od czerwca 2015 roku samoistną. W imieniu i w porozumieniu z Bożeną Batycką działała inna osoba pracująca w spółce. Tak zwana "prawa ręka" to powierniczka, osoba, która dziś też jest w konflikcie z panią Batycką i tak, jak ona ma zarzuty prokuratorskie.

Sprawą zajmuje się prokuratura?
Pani Batycka kompletnie wypierała z siebie swoją odpowiedzialność. Nie miała pojęcia o papierach, o kwotach swoich prywatnych zobowiązań.

- Wielkie poczucie bezkarności i choroba pani Batyckiej pozwalają jej nie obawiać się tego, że Prokuratura Rejonowa w Gdańsku Śródmieściu oraz Prokuratura Rejonowa w Gdyni prowadzą przeciwko niej liczne postępowania karne, karno-skarbowe i gospodarcze w sprawach o składanie fałszywych zeznań, wyprowadzenie majątku ze spółki B SA z pokrzywdzeniem wierzycieli, uporczywe unikanie płacenia podatków przez B SA i Casa Nobile sp. z o.o., czyli poprzednią spółkę pani Batyckiej, uporczywe unikanie składania do sądów bilansów i sprawozdań finansowych z działalności firm B SA i Casa Nobile sp. z o.o. Nie jest mi wiadomo, aby wobec mnie z tytułu pracy w B SA i z jakiegokolwiek innego powodu organy ścigania prowadziły jakiekolwiek postępowania karne.

Czy pani zdaniem pani Batycka wiedziała, co się dzieje w firmie, że B SA ma kłopoty? Ona twierdzi, że nie miała o tym pojęcia.

- Wiedziała o wszystkim, co działo się w firmie, podejmowała strategiczne decyzje, choć mam wrażenie, że mało ją to obchodziło, dopóki były dla niej pieniądze. Tak, jak już mówiłam, B SA to już kolejna spółka pani Batyckiej. Wcześniej były inne, które też popadały w kłopoty i generowały wielomilionowe zadłużenia m.in. względem Skarbu Państwa, banków i dostawców, a także pracowników.
W pewnym momencie - kiedy problemy finansowe zaczęły się spiętrzać - wydawało się, że przy współpracy z panią Batycką uda się jeszcze uratować firmę. Podjęto próbę restrukturyzacji.
Gdy pani prokurent i tzw. "prawa ręka" mówiła, że nie ma środków na podatek czy pensje, to słyszała od pani Batyckiej, że jej to nie obchodzi, że ona potrzebuje pieniędzy, bo właśnie jest na nartach czy w Stanach Zjednoczonych u przyjaciół. W czerwcu 2015 roku, kiedy spółka musiała sprzedać samochody, żeby zapłacić za skóry, kiedy pracownicy nie dostali pensji i grozili, że nie przyjdą do pracy, kiedy każda złotówka była oglądana trzy razy, pani Batycka zażądała 32 tys. zł na remont tarasu w swoim domu. Takie działania były zresztą na porządku dziennym. Gosposia i ogrodnik pani Batyckiej byli zatrudnieni jako pracownicy B SA. Procesy z prywatnymi wierzycielami pani Batyckiej bardzo obciążały firmę, która opłacała jej prywatnych prawników od 2004 roku. Kulminacja kosztów nastąpiła w 2012 roku i trwała do 2015. Było to kilkaset tysięcy złotych rocznie. Pani Batycka kompletnie wypierała z siebie swoją odpowiedzialność, nie miała pojęcia o papierach, o kwotach swoich prywatnych zobowiązań. Wiedziała, że one istnieją, ale dopóki dostawała środki, nie interesowało ją w jakiej wysokości są te zobowiązania, bo liczyła, że uniknie odpowiedzialności. To spółka spłacała jej prywatne długi w bankach i u komorników. Pani Batycka przyjęła strategię leczenia się u specjalistów z dziedziny psychiatrii, aby uniknąć odpowiedzialności karnej i cywilnej za swoje działania i zaniechania działań. Z kolei jej "prawa ręka" zajmowała się tylko zaspokajaniem finansowych zachcianek szefowej, a nie firmą, która pogrążyła się. Panie zresztą weszły w konflikt, gdy firma nie miała już nic, a pani Batycka przepisała swój dom na chorego syna.

Jak to się stało, że została pani właścicielką marki Batycki?

- W pewnym momencie - kiedy problemy finansowe zaczęły się spiętrzać - wydawało się, że przy współpracy z panią Batycką uda się jeszcze uratować firmę. Podjęto próbę restrukturyzacji. W marcu 2015 roku pani Batycka poprosiła o pomoc przy walce ze swoimi wierzycielami, którzy prowadzą egzekucję z jej prywatnego majątku, czyli domu w Gdyni, pana Rafała Rutkowskiego, mojego obecnego męża. W kolejnych miesiącach doradzał on przy restrukturyzacji kosztów, szukał inwestora dla B SA i dla marki Batycki. Pan Rutkowski woził panią Batycką do funduszy inwestycyjnych, do kancelarii podatkowych. W tym czasie nawet banki nie chciały zakładać firmie rachunków, bo poszła informacja w rynek, że i tak następnego dnia wejdzie na nie komornik.
Myśli pani, że Urząd Patentowy zarejestrowałby znaki na moją firmę na podstawie niekompletnych dokumentów? Mam pokwitowania, że pani Batycka dostała pieniądze za sprzedaż znaków.
Rozmowy nie szły, chętnych nie było z uwagi na skrajną niekompetencję i ignorancję pani Batyckiej. Pani Batycka nie wiedziała, kto jest właścicielem firmy, znaków, nieruchomości, ile są one warte, jakie straty ponosiły jej spółki w ostatnich latach, co to jest EBIDA, stopa zwrotu czy jak marżowane są produkty. Jedynym wyjściem wydawała się restrukturyzacji wewnętrzna. Powstaje spółka B Biuro Handlowe, która podnajmuje od upadającej firmy B SA część hali produkcyjnej i pracowników. Kontynuuje realizację kontraktów i produkcję. Staję się udziałowcem, nabywam prawa do nazwy Batycki i staram się ratować to, co zostało. Jednak z uwagi na to, że udziałowcem B Biuro Handlowe jest B SA, kluczowi partnerzy odmawiają dalszej współpracy z marką, a komornicy uniemożliwiają dalszą kooperację tych firm. Konieczne było powołanie przeze mnie nowej firmy pod nawą MS sp. z o.o., która jest moja. W grudniu 2015 roku pani Batycka pomimo faktu, że wcześniej sporządziła oświadczenie, że wyraża zgodę na otrzymywanie spłaty swoich należności z tytułu sprzedanych praw do znaków towarowych na rzecz firmy MS, w wysokości 20 tys. miesięcznie, żąda ponownie znacznie wyższych kwot, bo brakuje jej środków na prawników w jej sprawach prywatnych i próbuje zmusić B Biuro Handlowe, żeby ich opłacało. Oświadczyła, że 20 tys. miesięcznie to jest życie na skraju bankructwa. Tego było już za dużo. Odmówiłam. Zostałam napadnięta i pobita przez panią Batycką przy pracownikach. Zaryzykowałam. Po rozmowie z byłymi pracownikami B SA uzyskałam ich zgodę na podjęcie dalszej współpracy z moją firmą i rozwinięcie działalności jako MS spółka z o.o. Przejęłam pracowników na zasadzie porozumienia, zatrudniałam ich na etat, przeniosłam produkcję do nowego obiektu i zadłużyłam się, bo trzeba było kupić nowe maszyny. Miało to miejsce w lutym 2016 roku.
W pewnym momencie miałam już tak dość całej sprawy i wyraziłam zgodę, aby wykupiła moje roszczenia, skoro twierdziła, że chce odzyskać markę Batycki.

Pani Batycka twierdzi, że w chwili podpisania umowy o sprzedaży marki nie była w pełni świadoma?

- Tak twierdzi i nawet próbowała udowadniać to w sądzie. Chciała odstąpić od oświadczenia woli, bo "źle się czuła w tamtym czasie". Myśli pani, że Urząd Patentowy zarejestrowałby znaki na moją firmę na podstawie niekompletnych dokumentów? Mam pokwitowania, że pani Batycka dostała pieniądze za sprzedaż znaków. Jeszcze jedno. W pewnym momencie miałam już tak dość całej sprawy i wyraziłam zgodę, aby wykupiła moje roszczenia, skoro twierdziła, że chce odzyskać markę Batycki. Nie doszło do tego, ponieważ zaproponowano mi sumę stanowiącą zaledwie jedną trzecią moich należności wobec Bożeny Batyckiej i B SA, a do tego porozumienie miało nie obejmować zobowiązań wobec pracowników i dostawców B SA, z którymi obecnie owocnie współpracuję. Pani Batycka kilka lat wcześniej zastawiła za znaczne kwoty prawa do marki Maciej Batycki. Dług do dzisiaj nie został zwrócony.

Co dalej z marką Batycki?

- Uratuję ją przez wzgląd na tradycję i prestiż, którym się nadal cieszy. Przez rok dzięki ciężkiej pracy całego zespołu udało nam się odbić. Mamy zamówienia, wychodzimy na plus. Znów jesteśmy na rynku. Pani Bożena Batycka chce doprowadzić do zniszczenia kolejnej marki, tym razem mojej. Dzieje się tak zawsze, gdy kończą się jej środki. Nie udało jej się zarobić na - bardzo dyskusyjnej - sprzedaży nieruchomości należących do spółki B SA. Chodzi o byłą fabrykę w sercu Gdańska i nieruchomość w Gdyni. Wyprowadzono majątek w postaci nieruchomości z pokrzywdzeniem dziesiątek wierzycieli, którzy nie byli zabezpieczeni hipotekami na tych nieruchomościach.
Mam nawet wrażenie, że sama uwierzyła, iż to ona jest poszkodowana, a nie kilkudziesięciu byłych pracowników, dostawców czy klientów.
Informacje rozpowszechnione przez panią Batycką o tym, że spłaciła znaczną część wierzycieli B SA są nieprawdziwe, ponieważ to nabywcy nieruchomości B SA dokonali spłaty jako trzeciodłużnicy hipoteczni wyłącznie wierzycieli zabezpieczonych hipotekami na tych nieruchomościach lub prowadzącymi już na nich postępowania egzekucyjne. Ja nie odzyskałam dotąd nic, procesuję się o zwrot moich należności z BSA i panią Batycką w sądach, dlatego muszą walczyć o firmę i rozwój marki Batycki. Ta cała sprawa jest bardzo skomplikowana prawnie, zajmują się tym wszystkim sądy, prokuratury, w jednym wywiadzie nie da się tego opowiedzieć. Wyprowadzenie nieruchomości spółki, która została zgłoszona do upadłości likwidacyjnej, sprzedaż akcji spółki w czasie, gdy były one zajęte przez komornika i były niezbywalne, to tylko wierzchołek góry lodowej działań pani Batyckiej. To nie koniec tej historii. Wiem jedno, nie poddam się presji ataków. Na wszystkie moje stwierdzenia mam dowody w postaci dokumentów. Niestety pani Batycka wypiera z pamięci informacje dla niej niekorzystne, nie mówi wszystkiego swoim prawnikom, ani swoim doradcom, których następnie w sądach i w zeznaniach oskarża o niekompetencję i działanie na jej szkodę, po zakończeniu przez nich współpracy z panią Batycką z powodu nieuregulowanych przez nią rachunków za usługi. Mam nawet wrażenie, że sama uwierzyła, iż to ona jest poszkodowana, a nie kilkudziesięciu byłych pracowników, dostawców czy klientów. Zadziwia mnie także jej poczucie bezkarności, gdy przedsiębiorca nie złoży w terminie jakiegokolwiek dokumentu do Urzędu Skarbowego płaci za to kilkusetzłotową karę, a pani Batycka od kilkunastu lat nie płaci podatków i składek do ZUS i ma się nadal bardzo dobrze.

Już po autoryzacji wywiadu dostaliśmy informację, że wczoraj trzeciodłużnicy (podmiot, który nabył nieruchomość z obciążeniem hipotecznym i jest zmuszony do spłaty długu, którego sam nie zaciągnął, tj. długu osoby trzeciej) hipoteczni (w związku ze sprzedażą jednej z nieruchomości B SA) spłacili zobowiązania B SA m.in. wobec Marii Magdaleny Rutkowskiej. W tej sytuacji otrzymali oświadczenia o zgodzie na wykreślenie hipotek.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (146)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.
zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie niezwiązane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.

- jeżeli uważasz, że dana opinia nie powinna się tu znaleźć, zgłoś ją do moderacji.

Moim zdaniem

Ważne adresy

Strefa start-up