stat

Tylko nieliczni mogą pozwolić sobie na innowację - mówi Tomasz Arciszewski z Comarchu

Tomasz Arciszewski
Tomasz Arciszewski fot. Łukasz Głowala/trojmiasto.pl

O tym, czy firmy powinni włączać się w edukację, o innowacjach na rynku IT, a także o tym, że nie każda firma może sobie pozwolić na R&D rozmawiamy z Tomaszem Arciszewskim, dyrektorem rozwoju softaware Comarch w Gdańsku.



Czy Trójmiasto to taka nasza polska Dolina Krzemowa?

Tomasz Arciszewski: - Dolina Krzemowa to innowacja, a większość dużych firm IT na rynku trójmiejskim zajmuje się outsourcingiem dla zagranicznych podmiotów, zamiast tworzenia gotowych produktów. Na trójmiejskim rynku pojawiły się firmy zachęcone dostępem do specjalistów dużo tańszych niż na Zachodzie. Celem podstawowym jest więc korzyść finansowa, ale niekoniecznie związana z rozwojem i innowacją. Pamiętajmy też, że tylko duże i stabilne firmy mogą pozwolić sobie na wydatki związane z R&D i produktywizacją. Badawczy i innowacyjny na pewno jest Comarch. Już od wielu lat firma przeznacza między 10 a 15 proc. przychodów na badanie oraz rozwój i to nie tylko w Krakowie, gdzie ma centralę. Chodzi o to, aby część przychodów reinwestować w przyszłość, w coś, co pomoże firmie się rozwinąć.
Warto ten proces edukacji łączyć z pracą, pomóc teorię zastosować w praktyce. Taka powinna być rola firm

Firma obecna jest w Trójmieście od 15 lat. Czy magnesem również były kadry?

- Od dawna lokujemy swoje oddziały w miastach z tradycjami akademickimi. Firma zbudowała swój potencjał także dzięki zdolnym studentom, których potrafi przyciągnąć i zachęcić do współpracy. Od lat prowadzimy programy stażowe. Sam zaczynałem pracę w Comarch w Krakowie odbywając trzymiesięczny staż, potem wróciłem do Gdańska. Co roku otrzymujemy około trzech tysięcy aplikacji z prośbą o staż. W Gdańsku mamy ok. 200 aplikacji rocznie, z czego średnio ok. 10 osób przyjmujemy. Studenci, którzy zostają z nami po stażu mają możliwość godzenia pracy ze studiami. Sprzyjają temu elastyczne godziny pracy i bliska odległość naszego biura od Politechniki GdańskiejUniwersytetu Gdańskiego.

W tej branży aplikacje wpływają same, nie trzeba szukać chętnych. Comarch otwarty jest na współpracę ze studentami, a czy widzicie potrzebę włączanie się firm w edukację na poziomie uczelnianym?

- Jest to jakiś kierunek, jedna z dróg. Obserwując to jednak uważam, że jest to przede wszystkim próba zaistnienia tych firm jak najwcześniej w świadomości młodych ludzi, żeby ich jak najszybciej pozyskać z rynku do pracy. To jest taka strategia. Nie mam nic przeciwko, nie mówię, że nie jesteśmy otwarci na taką współpracę z uczelnią. Na razie jednak chcemy spotykać się ze studentami u siebie na stażach, a nie na uczelnianych korytarzach. Patrząc na zainteresowanie, taka forma chyba też podoba się studentom. Poza tym stażyści trafiają do nas już na drugim roku, więc jest to też udział w edukacji, tylko bardziej skierowanej na warsztat.

Uważa pan, że nie ma się co wtrącać wykładowcom akademickim w sam proces edukacji?
Nie wiem, jak jest w innych branżach, ale w IT nie ma bezpłatnych staży. Może firmy informatyczne na to stać.

- Można sugerować. Nie musimy jednak tego wywracać do góry nogami. Warto ten proces edukacji łączyć z pracą, pomóc teorię zastosować w praktyce. Taka powinna być rola firm.

Jak wyglądają wasze programy stażowe?

- Od wielu lat staż to jest projekt, który jest zamknięty i jest całością. W czasie tego projektu testujemy hipotezy, które sobie stawiamy w czasie pracy nad produktami. Grupa stażowa jest łączona z osobami z doświadczeniem i taki zespół opracowuje, testuje i weryfikuje jedną z hipotez. Projekt stażowy kończy się przedstawieniem wniosków i rekomendacją grupy.

Staże mają złą opinię, często kojarzą się z darmową pracą. Czy wasz program jest odpłatny?

- Oczywiście, że płacimy. Stażyści oprócz wynagrodzenia za każdy miesiąc stażu, będą mogli także skorzystać z pięciu dni urlopu. Staż trwa trzy miesiące, po tym czasie studenci mają szansę kontynuowania pracy w firmie, często w projektach, nad którymi rozpoczęli pracę w czasie stażu. Stażyści pracują przy projektach, które nasza firma realizuje dla dużych międzynarodowych korporacji. Nie wiem, jak jest w innych branżach, ale w IT nie ma bezpłatnych staży. Może firmy informatyczne na to stać.

Pewnie nie stać na to, żeby nie dać, skoro w tej branży mamy do czynienia z rynkiem pracownika. Czy faktycznie tak ciężko znaleźć dobrego programistę, czy to raczej tylko mit?
Dziś ok. 60 proc. naszych przychodów to współpraca z zagranicą. W oddziale gdańskim pracujemy z klientami z Belgii, Luksemburga czy Włoch.

- W tej chwili w branży IT mamy ewidentnie rynek pracownika. Konkurencja jest bardzo duża, szczególnie na rynku trójmiejskim, na którym przybywa firm outsourcingowych. My mamy przewagę, ponieważ staramy się zachęcić młodych ludzi uczestnictwem w czymś ciekawym. W projektach, których celem jest wytworzenie produktu. Z racji tego, że jesteśmy zbudowani na centrach produkcyjnych, które mają dużą autonomię, pracownicy mają bardzo duży wpływ na to, co robią.

Z kim konkurujecie na rynku, ale pod względem produktowym?

- Konkurencja jest ogromna. W Trójmieście przede wszystkim zajmujemy się softwarem dla ubezpieczeń i bankowości. Na tym rynku konkurujemy z Asseco, Ateną. Koncentrujemy się jednak nie tylko na rynku polskim. Dziś ok. 60 proc. naszych przychodów to współpraca z zagranicą. W oddziale gdańskim pracujemy z klientami z Belgii, Luksemburga czy Włoch. Tam też konkurujemy z innymi, od małych garażowych firm po wielkie marki. Spoglądamy też na bardziej egzotyczne kierunki jak np. Tajlandia.

A małe firmy, tzw. garażowe, mogą być konkurencją dla dużych brandów?

- Wszystko zależy od strategii klienta. Duża instytucja finansowa np. może część systemów rozwijać samodzielnie, własnymi kadrami i wewnątrz organizacji, a małe fragmenty zlecać na zewnątrz, np. małej garażowej firmie. To jednak są zwykle te elementy, gdzie odpowiedzialność za ewentualną porażkę nie jest aż tak duża. Dużych zadań nie daje się firmie garażowej, ponieważ porażka może wówczas słono kosztować. Zawsze w kontraktach są zapisy dotyczące odpowiedzialności finansowej za ewentualne błędy.
Ostatnio Comarch mocno inwestuje w badania w branży medycznej. Nawiązaliśmy współpracę z GUMedem w zakresie monitoringu migotania przedsionków serca.

Robiąc projekty dla branży ubezpieczeniowej czy bankowej jest chyba duże ryzyko. Źle przygotowany program grozi wyciekiem tzw. danych wrażliwych.

- Tak. Dlatego bardzo mocno musimy pracować nad bezpieczeństwem produktów, które wytwarzamy, mamy specjalny dział, który tym się zajmuje.

Dział hakerów, którzy sprawdzają, czy wszystko jest szczelne?

- U nas nazywa się to działem bezpieczeństwa. Aplikacje, które wytwarzamy są testowane przez osoby, które naprawdę się na tym znają, to są wysokiej klasy specjaliści. Każda dobra firma informatyczna musi mieć taki dział.

Powiedział pan o produktach ubezpieczeniowych, o współpracy z klientem w Tajlandii, nad czym jeszcze pracuje gdański oddział?

- Ostatnio Comarch mocno inwestuje w badania w branży medycznej. Nawiązaliśmy współpracę z GUMedem w zakresie monitoringu migotania przedsionków serca. W tym celu powstała specjalna kamizelka, czyli taki holter, która jest naszym pomysłem. Holter trzeba przykleić do ciała i można go nosić tylko przez dobę. Naszą kamizelkę nakłada się na ubranie i można ją nosić przez miesiąc. To jest dużo wygodniejsze rozwiązanie dla pacjenta. Jest to ciekawy produkt nie tylko dla branży medycznej, dzięki naszej kamizelce można też np. monitorować czynności życiowe żołnierzy.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (28)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.
zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie niezwiązane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.

- jeżeli uważasz, że dana opinia nie powinna się tu znaleźć, zgłoś ją do moderacji.

Moim zdaniem

Ważne adresy

Strefa start-up

Najczęściej czytane