Bezinteresowna zawiść to nasza domena - mówi Andrzej Lubowski

Steve Jobs nie miał pojęcia o programowaniu, on był wizjonerem, ale miał Steva Wozniaka. Bill Gates nie miał pojęcia o programowaniu, ale miał Paula Allena. Wielkie sukcesy to sukcesy zespołów - twierdzi Andrzej Lubowski.
Steve Jobs nie miał pojęcia o programowaniu, on był wizjonerem, ale miał Steva Wozniaka. Bill Gates nie miał pojęcia o programowaniu, ale miał Paula Allena. Wielkie sukcesy to sukcesy zespołów - twierdzi Andrzej Lubowski. fot. We Love Photo / Maciej Roszkowski

Świat zglobalizowany to taki, w którym gość, o którym nie słyszeliśmy jeszcze przedwczoraj, którego nazwiska nie potrafimy wymówić, z kraju, który trudno nam znaleźć na mapie, nagle odbiera nam klientów - mówi nasz rozmówca. O tym dlaczego trafia nas szlag, czy skutecznie "wyciskamy brukselkę" i dlaczego sąsiedztwo inkubatora O4 i Uniwersytetu Gdańskiego jest bardzo dobre - rozmawiamy z Andrzejem Lubowski, ekonomistą, publicystą, autorem książek i specjalistą od zarządzania od lat mieszkającym w Kalifornii w USA.



Spotkanie zostało zorganizowane jako zapowiedź programu mentorskiego "Mentors Summer Camp" dla firm rezydujących w O4Olivia Business Centre, który zostanie szczegółowo przedstawiony podczas  III konferencji Mentoring w Biznesie 29 czerwca 2016 w Olivia Sky Club. Program umożliwi jego uczestnikom zdobycie dedykowanych kompetencji i kwalifikacji, dzięki którym będą mogli efektywnie rozwijać swój biznes poza granicami kraju... właśnie w Dolinie Krzemowej.

W swojej książce "Świat 2040. Czy Zachód musi przegrać? wydanej kilka lat temu przewidywał Pan, że Polska będzie miała pod górkę, ale jak dobrze "wyciśnie brukselkę", to ma szanse na dobre miejsce we współczesnym świecie. Od tamtej pory sporo się zmieniło?

Andrzej Lubowski: - Zmieniło się, zresztą na całym świecie. Książka powstała, ponieważ wielkie instytucje uznały, że Ameryka się kończy, że teraz nadchodzi era Brazylii, Rosji, Chin i Indii. I temu sprzeciwiłem się w tej książce. Kilka lat minęło i... Brazylia jest kryzysie, Rosja w tarapatach, Chiny mocno zwolniły. Doświadczenia ostatnich dwóch lat powinny stanowić ogromną lekcje pokory dla wszystkich wróżbitów. Kto przewidział dwa lata temu, że kryzys w Syrii zachwieje spójnością Unii? Kto przewidział, że Rosja dokona aneksji Krymu? Kto przewidział fenomen Donalda Trumpa? Kto przewidział jakie zmiany zajdą w Polsce? Żyjemy w świecie zglobalizowanym. A co to za świat? To jest taki świat w którym gość, o którym nie słyszałem jeszcze przedwczoraj, którego nazwiska nie potrafię wymówić, z kraju, który trudno mi znaleźć się na mapie, nagle odbiera mi klientów. To jest dla mnie może mało elegancka, ale trafna definicja globalnego świata. Wracając jednak do Polski. Ciekaw jestem, czy ktoś dokonał solidnej analizy tego, co się stało z tym wszystkim co do nas spłynęło w ostatnich latach. Jaki jest zwrot z tego.
Jeżeli my nie zrobimy jakiegoś skoku jakościowego, to niezależnie od tego jak mocno będziemy tę "brukselkę wyciskać", niezależnie od tego jakie inne instytucje stworzymy, to guzik z tego wyjdzie.


A dalej?

- Wszystko zależy od tego jak wykorzystamy ostatnią transzę unijnych środków. Ile wyciśniemy, to wiemy. Nie wiemy, czy przełożymy to na bylejakość, czy przełożymy to na innowacyjne biznesy. To będzie zależało nie tylko od tego jak sobie ustawimy instytucje, ale w ogromnym stopniu od tego czy się zmienią nasze zachowania. Wiele lat spędziłem na małym skrawku Ziemi. Gdyby spojrzeć na te firmy, które zmieniły nasze życie w ciągu ostatnich 20 lat, to wszystkie one lub niemal wszystkie powstały właśnie na tym małym skrawku - Apple Google, Yahoo, Facebook, Twitter, Uber, Tesla, Hewlett-Packard. Uzasadnione pytanie - dlaczego to się dzieje tam? I jeszcze ważniejsze. Co - jeżeli cokolwiek - wynika z tego dla nas. Mamy głowy takie same, nasi programiści są często lepsi od tamtych, ale... o wielkich polskich firmach jakoś nie słyszałem. Być może one się rodzą w tym właśnie momencie. Ale jeżeli nam ten proces wychodzi gorzej, to podstawowe pytanie czego się możemy od tamtych nauczyć.

Pewnie możemy się nauczyć bardzo wielu rzeczy.

- Jak parkowaliśmy przy inkubatorze O4 (w Olivia Business Centre - od red.) to zauważyłem, że kilkaset metrów stąd jest Uniwersytet Gdański. To bardzo dobre sąsiedztwo. Symbioza nauki z biznesem jest kluczowa. Wyjechałem z Polski w 1982 roku na zaproszenie Uniwersytetu Stanforda. Tam spędziłem sporo czasu, potem sporo na Uniwersytecie Berkeley. Wspaniałe instytucje. To one są doskonałą ilustracją symbiozy pomiędzy nauką i biznesem, której u nas w ogóle nie ma. Może to się ostatnio zmienia, ale jeszcze niedawno na wynalazcę, który nie daj Boże był jednocześnie pracownikiem naukowym patrzono jak na wyrzutka, albo jak na dorobkiewicza. A Stanford wciągu ostatnich 45 lat z tytułu wiedzy, która tam się urodziła pozyskał 1,8 mld dolarów. Część z tego poszła dla wynalazców, część została na uczelni. Jeżeli my nie zrobimy jakiegoś skoku jakościowego, to niezależnie od tego jak mocno będziemy tę "brukselkę wyciskać", niezależnie od tego jakie inne instytucje stworzymy, to guzik z tego wyjdzie.
Żeby nas nie trafiał szlag. Cytując Wańkowicza - "szewca w Radomiu trafił szlag, ponieważ biskupa w Kielcach mianowano arcybiskupem" (...) Taka bezinteresowna zawiść to niestety nasza domena.


Co musimy zrobić?

- Kiedyś spotkałem młodego Polaka, który pracował dla Google. Spytałem go ilu Polaków tam pracuje, a ilu Rosjan. Rosjan było więcej, ale co innego mnie uderzyło. Odpowiedź na kolejne pytanie. Czy jest jakakolwiek różnica w zachowaniach, między nimi, a nami. Jest ogromna - odpowiedział. Rosjanie trzymają się razem, a my unikamy siebie nawzajem. Niestety, rozmaite badania socjologiczne wskazują, że mamy bardzo niski poziom zaufania społecznego.

A to nie pozwala współpracować.

- Steve Jobs nie miał pojęcia o programowaniu, on był wizjonerem, ale miał Steva Wozniaka. Bill Gates nie miał pojęcia o programowaniu, ale miał Paula Allena. Wielkie sukcesy, to sukcesy zespołów. A my - choć może nie mam pełnej wiedzy - jesteśmy kiepscy we współpracy. Umiejętność działań zbiorowych jest bardzo ważna i jeszcze coś. Żeby nas nie trafiał szlag. Cytując Wańkowicza - "szewca w Radomiu trafił szlag, ponieważ biskupa w Kielcach mianowano arcybiskupem". W ten sposób Wańkowicz opisał stosunek Polaków do sukcesów Heleny Modrzejewskiej i Ignacego Jana Paderewskiego. Taka bezinteresowna zawiść to niestety nasza domena. Wbrew temu co twierdzi minister Radek Sikorski, że to jest pozostałość PRL, uważam, że to ma głębsze korzenie. Jeszcze jedno. Chodzi o nieustanne rozdrapywanie ran. Spoglądanie w przeszłość, zamiast w przyszłość. To mnie niepokoi jeżeli chodzi o dyskurs publiczny. Przy cały szacunku dla naszej heroicznej i tragicznej przeszłości, trzeba patrzeć do przodu.
Jak słyszę, że jedno ministerstwo zamierza przykręcać śrubę i wprowadzać więcej kontroli, a drugie ministerstwo czy premier mówi, że trzeba ułatwiać, to dobrze, żeby oni najpierw ze sobą porozmawiali, czy będą ułatwiać, czy będą utrudniać.


To nam - niestety - nie wychodzi.

- Słyszałem ostatnio, że mamy jeszcze jeden grzech, czyli rozdarcie. Z jednej strony czujemy się wyjątkowi, więc uważamy, że wiele nam się należy i stawiamy się ponad innymi. A z drugiej strony jest w nas głęboko zakorzeniony kompleks niższości. Nie wiem ile jest w tym prawdy, ale coś w tym musi być. Miałem przyjemność blisko dwa lata temu być gospodarzem takiego spotkania w San Francisco na temat innowacji, gdzie były delegacje rządowe i było ok. 200 ludzi z Polski, w tym kilku młodych dynamicznych polskich wynalazców. Oni byli tak pewni siebie, że to graniczyło z arogancją. Myślę, że pewność siebie jest dobra, ale gdy to przekształca się w arogancję to się staje destrukcyjne. Kolejna sprawa. Coś wymyślić, znaleźć do tego finanse to nie wszystko. Trzeba jeszcze umieć to skomercjalizować. W końcu blu-ray (format zapisu optycznego - od red.) jest polskim wynalazkiem, ale ciężkie pieniądze na tym zarabiają Japończycy. Jeżeli nie mamy żadnych oporów, aby zatrudnić obcokrajowca, po to żeby trenował naszych biegaczy czy siatkarzy, to dlaczego nie możemy sięgnąć po ludzi, którzy potrafią lepiej niż my nasze pomysły skomercjalizować. Po pierwsze, lepsza współpraca pomiędzy nauką i biznesem, po drugie, zmiany w postawach, po trzecie, jednak pewne instytucje. U nas umowa musi mieć 30 stron. Ale to jest też kwestia wiary lub braku wiary w państwo i instytucje państwa. Jak słyszę, że jedno ministerstwo zamierza przykręcać śrubę i wprowadzać więcej kontroli, a drugie ministerstwo czy premier mówi, że trzeba ułatwiać, to dobrze, żeby oni najpierw ze sobą porozmawiali, czy będą ułatwiać, czy będą utrudniać.

Zwrócił Pan uwagę na sąsiedztwo inkubatora O4 z Uniwersytetem Gdańskim? Coś się jednak zmienia.

- Ta bliskość niczego nie gwarantuje, ale dobrze wróży. Dlaczego nie powstał następna Dolina Krzemowa pod Krakowem, Monachium czy Mediolanem? Może nie ma potrzeby, żeby powstała, ale... niewątpliwie fakt nasycenia talentem i bliskość kilku wspaniałych uczelni Berkely i Stanford - to są uczelnie z pierwszej piątki świata - to niewątpliwie miało wpływ na rozwój.
Jeżeli wiemy, że 300 metrów dalej ktoś próbuje rozwiązać ten sam problem, to dodaje animuszu. Wprawdzie to może doprowadzić do paranoi, ale...


Ktoś na świecie słyszał o Uniwersytecie Gdańskim czy Politechnice Gdańskiej?

- Na pewno tak, ale oczywiście dobrze by było gdyby w pierwszej 200 znalazło się kilka polskich uczelni. Do tego jeszcze nie doszło, ale... Nie jestem naukowcem, ale jestem przekonany, że są dziedziny w których UG czy PG są dobre. Ale faktem jest, że w pierwszej 400 są tylko 2 czy 3 polskie uczelnie. Mamy jeszcze trochę do zrobienia.

A czy mamy szansę na pomysły i innowacje niczym z Doliny Krzemowej?

- Jesteśmy w miejscu w którym ponoć takie pomysły się rodzą, ale jeszcze o tym nic nie wiem. Spotykam się z tymi, którzy stawiają pierwsze kroki, z tymi którzy to finansują i tymi którzy chcą na tym zarobić. Z ludźmi, których ciekawi świat, bo inaczej by nie przyszli. Parę dni temu zapraszano mnie do takiego podobnego miejsca na Stadionie Narodowym w Warszawie. Kipi tam energią młodych ludzi. Wieloletni szef Intela Andrew Grove w swojej książce "Tylko paranoik przetrwa" napisał, że ważna jest ta fizyczna bliskość. Jeżeli wiemy, że 300 metrów dalej ktoś próbuje rozwiązać ten sam problem, to dodaje animuszu. Wprawdzie to może doprowadzić do paranoi, ale... W takich miejscach powinien być efekt synergii i efekt networkingu. Praca zespołowa jest gwarancją sukcesu.

Andrzej Lubowski - ekonomista, publicysta, autor książek i specjalista od zarządzania od lat mieszkający w Kalifornii w USA. Jest absolwentem warszawskiej Szkoły Głównej Handlowej, Uniwersytetu Berkley, Uniwersytetu Stanforda. Ma blisko 20 lat doświadczenia w amerykańskim sektorze finansowym. Blisko 10 lat na stanowisku kierowniczym w Citicorp/Citibank w Kalifornii i Nowym Jorku, przez 8,5 roku szef strategii Visy USA. Członek rad nadzorczych polskich i amerykańskich firm, doradca organizacji non-profit.

Opinie (124) 2 zablokowane

  • Jestesmy wadliwym spoleczenstwem, a ostatnio narracja jest taka ze jestemy mesjaszem narodow, skrzydla huzarskie itd.

    • 71 29

  • Fakt, nadal sporo do nadrobienia, szczególnie w sferze mentalnej.

    Pan Lubowski ma rację: sami sobie blokujemy wiele możliwości i potencjalnych szans na rozwój podejściem typu 'Modlitwa Polaka' z 'Dnia świra'.
    Ogólnie ciekawe spostrzeżenia, niezbyt dla nas pochlebne, ale tym bardziej warte rozważenia.

    • 78 12

  • Zawiść. Bo prawda jest taka.

    Jak ktoś ma to znaczy że ukradł. Jak nie w sposób formalny to np. płacąc niskie pensje swoim pracownikom.
    I jak tu mieć zaufanie do Polaka.

    • 27 40

  • Lubowski, ty dyletancie, nieuku..

    Ty masz pojecie o poczatkach kariery Billa Gatesa i tworzeniu Microsoftu, jak kura o pieprzu... Gdyby ludzie, ktorzy znali Gatesa jako mlodzika slyszeli twoje brednie, to umarliby ze smiechu. Ze na takich jak ty kary za te konfabulacje nie ma!!! Twoje pseudo-naukowe koszałki mozesz glosic takim, jak ty sam

    • 53 54

  • społeczeństwo zostało podzielone w 89 roku grubą kreską Mazowieckiego i Michnika.

    • 38 42

  • Jak to mawiał hrabia Lis: "Nic tak nie cieszy jak cudze nieszczęście"

    • 23 11

  • własnie na tym gra PiS

    przez 8 lat powtarzał ludziom, że PO to złodzieje, oszuści i wyborcy uwierzyli.
    A złodzieja żadnego do tej pory nie złapano, chociaż CBA urządza masowe kontrole w spółkach skarbu państwa, a nawet urzędach marszałkowskich.

    • 53 52

  • To jest jakas narodowa tragedia, zawisc, zazdrosc I to trzecie.

    • 22 12

  • Polska niestety zmarnuje ostatnie miliardy i juz sa symptomy tego .

    Nasz rzad jest tylko zainteresowany ile zabrac z kieszeni podatnika. Ozusowac wszystko i najlepiej kolejny miliardy wydac na kolejne budowy urzedow z milionami urzednikow a kazdy bedzie musial postawic stempelek itd. .Nasze spoleczenstwo jest ekonomicznie 100 lat za bandustanem. Potrzeba nam wiedzy ekonomicznej i rzadowi ktory ponownie jest rzadem urzednikow wzietych po lini partii niczym z PZPR. Zaden pomysl , wynalazek tu nie powstanie tak dlugo jak wazniejsze beda stempelki i urzednicza patologia. Wystarczy isc do obojetnie jakiego urzedu i powiedziec ...Mam genialny pomysl ! zobaczcie ...............i pierwsze co siedzacy przy kawie urzedniczy pajac pyta ..........czy ma pan zarejestrowana firme ? czy placi pan ZUS ? czy jest pan w systemie itd ..............nikogo nie obchodza wynalazki tylko grzanie stolka urzedniczego i ten tepy urzedniczyna woli zniszczyc plan genialnych wynalazcow byle on urzednik mogl istniec i tkwic w urzedzie w sweterku przy kawusi oraz opowiafac rodzinie jaki to tatus zmeczony calym dniem pisania na kartce i stawianiu stempli . Wy nie widzicie planow rzadu ? patologia trwa a dac 500 paru cymbalkom to juz klaszcza ze glupota lepsza od rozwoju . Gdzie u nas ma wizjoner isc zlozyc plan budowy rakiety kosmicznej ? pytam powaznie bo aby miec rozwoj i innowacje nalezy realnie ocenic kogos kto chce budowac rakiety kosmiczne a nie wiecznie mowic ze ..u nas nie mozna bo to bajki !. W PL najlepiej sie ma patologia urzednicza i to widac na kazdym kroku i w kazdym urzedzie i jeszcze ta patologia mysli ze pracuje i to jest paradoks. Tak dlugo jak beda patologie zus , krus , urzedzikow , stempelkow i kosztow tak dlugo nic nie bedzie bo innowacje powstaja miesiacami , latamii ale skoro ci kaza zus placic w tym czasie gdyz zadnych zyskow nie masz , skoro US robi kontrole bo dla urzedu to podejrzane ze ktos wiecznie pracuje a zyskow nie ma itd ..tak dlugo nie bedzie nic , zadnego rozwoju . Mamy parki technologiczne ktore dziszamiast tworzyc sa powierzchnia biurowa do wynajecia wiec moze ktos ma cos z glowa w tym kraju ? a wiecznie pytamy ....jak to jest ze Niemcy tak potrafia , ze USA tak potrafii itd .......bo tam nikt niezawraca D. zusem tylko buduja drony i rakiety a urzednik jak chce zawracac D. to dostaje kopa i wylatuje na zbity bo szkodzi rozwojowi. Tyle i az tyle.

    • 34 13

  • Typowy oksymoron w temacie

    Moim zdaniem nie ma czegoś takiego jak bezinteresowna zawiść. Zawiść wynika z zazdrości, chęci tłumaczenia własnych niepowodzeń i ich usprawiedliwiania. Nie jest zatem bezinteresowna bo człowiek pomaga sobie w ten sposób wyjaśnić że nie jest gorszy od drugiego - podnosi swoje ego,itd. Oczywiście że jest to negatywna cecha ale może warto sobie odpowiedzieć na pytanie dlaczego tak się dzieje. Moim zdaniem to wynik chorych ambicji które dzisiaj towarzyszą bardzo często na różnych płaszczyznach życia, są lansowane wszędzie- od reklam w telewizji, po sztucznie kreowane ,,ideały współczesnego człowieka" w filmach, programach telewizyjnych, teledyskach i w wielu innych formach. Większość ludzi zapomniało że najważniejsze to ,,być sobą" - to stwierdzenie wcale nie jest jakieś górnolotne. Na siłę słuchamy muzyki która nam się wcale nie podoba, idziemy do szkół których kierunki wcale nam się nie podobają, mówimy to co jest aktualnie popularne pomimo że w to nie wierzymy do tego stopnia że z czasem przestajemy myśleć i naprawdę zaczynamy w to wierzyć. Ma to wg mnie również wymierne skutki m.in. w niekompetencjach zawodowych, nieuczciwości (posiadanie DUŻYCH pieniędzy za wszelką cenę to główna cecha wszędzie lansowana). Uważam że główna wina takiego stanu rzeczy leży zarówno w rodzicach jak i w mediach. Za dużo porównań do innych, rywalizacja na każdym polu. To jest naprawdę chore. w ogóle ambicja sama w sobie to według mnie bardzo negatywna cecha. I nie ma podziału na zdrową czy chorą - wszystkie są chore. To jest oczywiście moje zdanie ale mogę się oczywiście mylić :)

    • 35 11

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Ludzie biznesu

Józef Popławski

były prezes zarządu Mostostal Pomorze SA. To inżynier mechanik, który dyplom zdobył na...

Najczęściej czytane