Biura podróży w tragicznej sytuacji. Zamknięte granice niszczą biznes

- Po zamknięciu granic nie tylko my nie zarabiamy, ale też nie zarabiają hotele, restauracje, przewodnicy, muzea, właściciele kwater prywatnych, a nawet sklepy mniej zarabiają. To ogromne straty dla gospodarki - twierdzi Wiesław Niechwiedowicz, właściciel Agencji Podróży i Turystyki Holidays.
- Po zamknięciu granic nie tylko my nie zarabiamy, ale też nie zarabiają hotele, restauracje, przewodnicy, muzea, właściciele kwater prywatnych, a nawet sklepy mniej zarabiają. To ogromne straty dla gospodarki - twierdzi Wiesław Niechwiedowicz, właściciel Agencji Podróży i Turystyki Holidays. fot. Mateusz Słodkowski/Trojmiasto.pl

Ruch turystyczny zamarł. Prawie nikt nie wyjeżdża na wczasy zagraniczne, brak również turystów zagranicznych w Trójmieście. Biura podróży notują spadki przychodów rzędu 98 proc. Czy branża jest w stanie przetrwać pandemię i jak długo można prowadzić biznes, nie generując zysków, tylko same koszty oraz czemu bon turystyczny nie pomógł lokalnej turystyce - o tym rozmawiamy z Wiesławem Niechwiedowiczem, właścicielem Agencji Podróży i Turystyki Holidays.



Pandemia, zamknięte granice, strach przed zarażeniem - w jakiej sytuacji są obecnie biura podróży? Jak branża odczuwa obostrzenia?

Wiesław Niechwiedowicz: - Branża turystyczna jest tak naprawdę dotknięta lockdownem od lutego 2020 r. Wszyscy mówimy o wprowadzeniu obostrzeń w marcu, nikt nie mówi, że biura podróży dotknęło to wcześniej. Tak naprawdę to, że coś złego będzie się działo, wiedzieliśmy już w grudniu 2019 r. Wtedy to zaczęły być odwoływane pierwsze wyloty do Chin.
Do dzisiaj nie zrealizowaliśmy ani jednego bonu turystycznego. Po co klienci mają korzystać w tej kwestii z naszych usług, gdy można wejść do internetu i przez jeden z portali dokonać rezerwacji.

Przed pandemią sprzedawaliśmy nawet po 300 miejsc na wyjazdy w okresie letnim, a w lutym 2020 r. zaczęliśmy robić pierwsze anulacje. W chwili ogłoszenia lockdownu byliśmy sparaliżowani totalnie. Nie mogliśmy nic robić. Przeszliśmy na pracę online. Wydaje się, że w domu powinno się pracować krócej. My pracowaliśmy do późnej nocy. Pracując w domu, nie patrzy się na zegarek, tylko robi się tak, aby skończyć wszystkie zadania. Klienci zaczęli dzwonić w sprawie zwrotu pieniędzy. Zwracaliśmy je oczywiście w tych przypadkach, kiedy można było to zrobić.

Do 30 czerwca wszystkie biura w centrach handlowych były pozamykane. Otwarte mogły pozostać jedynie te ulokowane w biurowcach czy kamienicach. Wolno było pracować, ale co to była za praca przy zamkniętych granicach. Przenosiliśmy jedynie część wycieczek na wrzesień. We wrześniu okazało się, że część krajów nie wpuszcza turystów. Taka sytuacja trwała do lipca, kiedy to z Gdańska wyleciał pierwszy czarter na 200 osób. Tymczasem biur podróży jest w Gdańsku około tysiąca. Co to jest 200 osób na tyle biur? Przypominam, że cały czas nie sprzedajemy wycieczek. Nasza praca polega prawie wyłącznie na zwracaniu pieniędzy lub kolejnym przekładaniu terminów. Słyszy się o trudnej sytuacji hoteli, gastronomii, o biurach podróży nikt nie mówi. To jest zupełnie niezrozumiałe!

- Dzięki tym dodatkowym środkom pomocowym udało nam się spłacić część długów. Z tych pieniędzy dokonaliśmy też części zwrotów za wycieczki, co do których mieliśmy już pewność, że nie odbędą się w najbliższych miesiącach. To spowodowało, że ponownie wpadliśmy w długi - mówi Wiesław Niechwiedowicz.
- Dzięki tym dodatkowym środkom pomocowym udało nam się spłacić część długów. Z tych pieniędzy dokonaliśmy też części zwrotów za wycieczki, co do których mieliśmy już pewność, że nie odbędą się w najbliższych miesiącach. To spowodowało, że ponownie wpadliśmy w długi - mówi Wiesław Niechwiedowicz. fot. Mateusz Słodkowski/Trojmiasto.pl

Klienci się denerwują, chcąc odzyskać pieniądze, i nie można się temu dziwić. Jednak to nie biura podróży, a rząd wprowadził przepis, że zwroty dokonywane są dopiero po 180 dniach. Biura podróży miały dostać pieniądze z funduszu specjalnego. Co się jednak okazało? Kiedy biuro chciało zwrócić pieniądze za pomocą Turystycznego Funduszu Gwarancyjnego, musiało najpierw wpłacić 10 proc. wnioskowanej kwoty. Przepisy stanowią bowiem, że w ciągu siedmiu dni od złożenia wniosku do funduszu organizator imprezy musi wpłacić 7,5 proc. łącznej wartości wypłat objętych wnioskiem na rzecz Turystycznego Funduszu Pomocowego, a dodatkowo także kwotę w wysokości 2,5 proc. lub 4,1 proc. (w zależności od wielkości przedsiębiorstwa) łącznej wartości wnioskowanych wypłat. Przy milionie złotych, a i takie były koszty wycieczek, jest to 100 tys. zł. Skąd ma wziąć te pieniądze zamknięte biuro, które nie sprzedaje, a jedynie odwołuje wycieczki?
Nasza praca polega prawie wyłącznie na zwracaniu pieniędzy lub kolejnym przekładaniu terminów. Słyszy się o trudnej sytuacji hoteli, gastronomii, o biurach podróży nikt nie mówi. To jest zupełnie niezrozumiałe!

Jak można funkcjonować na rynku, nie mając żadnych zysków, a jedynie generując koszty?

- Wydaje się, że nikogo w rządzie to nie obchodzi. Cały czas nie mówi się o kosztach, tylko o spadku przychodów. Jak mam funkcjonować, jeśli przez kilka miesięcy - kwiecień, maj, czerwiec - spadek przychodów jest na poziomie 98 proc. w stosunku do roku poprzedniego. Pierwsza tarcza Polskiego Funduszu Rozwoju weszła w życie pod koniec kwietnia 2020 r. Wtedy również dostaliśmy dofinansowanie do wynagrodzeń pracowniczych w wysokości 70 proc. Jednak resztę trzeba było dopłacić. Skąd? Dzięki tym dodatkowym środkom pomocy udało nam się jednak spłacić część długów. Z tych pieniędzy dokonaliśmy też części zwrotów za wycieczki, co do  których mieliśmy już pewność, że nie odbędą się w najbliższych miesiącach. To spowodowało, że ponownie wpadliśmy w długi. Obecnie pracujemy dzięki zaoszczędzonym pieniądzom, posiłkujemy się pożyczkami lub pieniędzmi z karty kredytowej.

Biura podróży są przyzwyczajone do działania bez pomocy z zewnątrz. Były ataki terrorystyczne, wybuchy wulkanów - w takich sytuacjach też nikt nam nie pomagał i musieliśmy sobie sami ze wszystkim radzić. Teraz niestety sytuacja jest inna. Bez pomocy z zewnątrz nie damy sobie rady.

A co z bonem turystycznym? Miał on w zamyśle rozruszać turystykę wewnątrzkrajową?

- Do dzisiaj nie zrealizowaliśmy ani jednego bonu turystycznego. Po co klienci mają korzystać w tej kwestii z naszych usług, gdy można wejść do internetu i przez jeden z portali dokonać rezerwacji, a w hotelu zapłacić bonem. My nic z tego nie mieliśmy. Nic z tego nie miała też turystyka.

Wcześniej przyjmowaliśmy bardzo dużo wycieczek turystycznych z Rosji. Rezerwowaliśmy im nie tylko nocleg, ale też zwiedzanie miasta z przewodnikiem, bilety na rejs. Dawaliśmy im kompleksową ofertę. Oprócz tego robili oni zawsze zakupy w naszych sklepach, gdzie kupowali ubrania czy elektronikę.
Turystyka to nie tylko wyjazdy i czartery. Bardzo ważna jest turystyka przyjazdowa, która odnotowała spadki wynoszące 100 proc. Przecież touroperator nie wyśle turystów do Polski, jeśli nie wie, kiedy będą mogli z niej wrócić.

Gdy jedzie pan na wycieczkę po Polsce, to wraca pan z niej z ekspresem do kawy czy ubraniami? Oczywiście nie, natomiast wszyscy obcokrajowcy wykorzystują pobyt do zrobienia dodatkowych zakupów. Od dawna tak było. Cała ściana zachodnia zarabiała na tym, że Niemcy przyjeżdżali do nas na zakupy. W okolicach Elbląga powstało mnóstwo centrów handlowych, tylko dlatego, że Rosjanie przyjeżdżają tam na zakupy. Napędza to gospodarkę. U nas po zamknięciu granic nie tylko my nie zarabiamy, ale też nie zarabiają hotele, restauracje, przewodnicy, muzea, właściciele kwater prywatnych, a nawet sklepy mniej zarabiają. To ogromne straty dla gospodarki.

Jak więc pomoc dla branży powinna wyglądać, aby przyniosła oczekiwane skutki?

- Pomoc powinna być uzależniona od ponoszonych kosztów. Przecież jeśli ponosimy koszty naszej działalność - płacimy czynsze, ponosimy opłaty za media czy nawet tonery do drukarki, to ktoś ma z tego tytułu zysk, odprowadza podatek VAT, a pieniądz krąży.
Pomoc rządu jest uzależniona od spadku obrotów o 30 proc. Wszystkim tak samo, choć my odnotowaliśmy spadki na poziomie ponad 90 proc. Dofinansowanie do wynagrodzeń dostawaliśmy przez trzy miesiące. Nie pracowaliśmy ponad trzy miesiące i przychodów dalej nie mamy. Jak w taki sposób utrzymać firmę, zapłacić pracownikom i uregulować czynsze?

Dużą pomocą byłoby też otwarcie granic. Proszę zobaczyć, że żaden turysta wracający z zagranicy nie został oficjalnie pokazany jako przykład osoby zarażonej wirusem. Przed wejściem do samolotu mierzono temperaturę, a dodatkowo ludzie, sami będący w gorszym stanie, nie kupowali biletów, bo bali się, że nie zostaną wpuszczeni na pokład. Zakładamy więc, że latali głównie ludzie zdrowi. Poważne środki ostrożności były też podejmowane w miejscowościach turystycznych.

Część ludzi nawet w pandemii zdecydowałaby się pojechać na wczasy zagraniczne, a  dzięki temu może i u nas zrobiłoby się luźniej i bezpieczniej. Najgorsze jest to, że chyba samo państwo nie ma orientacji w sytuacji turystyki. Jakoś nikt nie mówi o kryzysie w biurach podróżny, tylko o hotelach czy gastronomii. Przypominam, że hotele otworzyły się po 3 maja 2020 r., gastronomia po Wielkanocy.
Obecnie pracujemy dzięki zaoszczędzonym pieniądzom, posiłkujemy się pożyczkami lub pieniędzmi z karty kredytowej. Biura podróży są przyzwyczajone do działania bez pomocy z zewnątrz.

Najbliższe wakacje będą dla was już normalnym okresem pracy?

- Nie tylko Polacy, ale wszyscy chcą podróżować. Natomiast największym wyzwaniem dla nas jest przekonanie potencjalnych podróżników, że mogą wyjechać bezpiecznie i bezstresowo. Teraz też sporadycznie ludzie jeżdżą, ale zawsze jest to związane z pewnymi nerwami. Obecnie nikt świadomy nie wyjedzie z dziećmi, kiedy może mu grozić zarażenie wirusem, a po powrocie przymusowa kwarantanna. Znajomi, którzy pomimo pandemii wyjechali na wakacje, wrócili z nich bardzo zadowoleni - pusto na plażach, pusto w miejscowościach turystycznych, a przy tym jest taniej.

Jednak turystyka to nie tylko wyjazdy i czartery. Bardzo ważna jest turystyka przyjazdowa, która odnotowała spadki wynoszące 100 proc. Przecież touroperator z Niemiec nie wyśle turystów do Polski, jeśli nie wie, kiedy będą mogli z niej wrócić. Z powodu zamkniętej granicy z Rosją turystyki z i do tego kraju po prostu nie ma.

Myśli pan, że program szczepień zmieni jakoś waszą sytuację, a może klienci zdenerwują się przeciągającą się niepewnością i ruszą do biur podróży, chcąc odreagować?

- Wszyscy jesteś optymistami, że program szczepień spowoduje pozytywne zmiany wśród naszych klientów. Można też wprowadzić szybkie, tanie testy, które umożliwią nam wyjazd do wielu krajów. Dodatkowo mamy takie miejsca jak Dominikana czy Zanzibar, które testów nie wymagają.

Turystyka stanowiłaby najlepszą odskocznię w tych trudnych czasach i myślę, że ludzie będą mieli już dość i będą chcieli wyjeżdżać. Nie wiemy tylko, jakie kroki podejmie państwo. Turystyka wyjazdowa i przyjazdowa jest uzależniona od decyzji poszczególnych krajów. Patrząc na rok ubiegły - robiliśmy rezerwacje w lutym, a w maju już je odwoływaliśmy. Wiele osób przełożyło też swoje wyjazdy z 2020 na sezon 2021.

Opinie wybrane


wszystkie opinie (188)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Najnowsze

więcej artykułów »

Ludzie biznesu

Francis Lapp

Prezes firmy HTEP Polska Sp. z o.o. i stoczni Sunreef Yachts. Pochodzi z Francji Od 1992 roku...