stat

Ciekawe zawody: Położna, ekspert od cudu narodzin

Praca położnej w szpitalu to odpowiedzialność za zdrowie i życie minimum dwóch osób, bez względu na godzinę i zmęczenie. Róża Zawiołkowska, podczas nocnego dyżuru w UCK Gdańsk.
Praca położnej w szpitalu to odpowiedzialność za zdrowie i życie minimum dwóch osób, bez względu na godzinę i zmęczenie. Róża Zawiołkowska, podczas nocnego dyżuru w UCK Gdańsk. fot. Maciej Czarniak/Trojmiasto.pl

Od Róży bije empatia i ciepło, w niezwykły sposób łączy w sobie zdecydowanie i subtelność. Jak mówi, jej praca jest niezwykle ekscytująca, choć bywają dni, kiedy trudno powstrzymać łzy, i to nie te radości. O pracy położnej rozmawiamy z Różą Zawiołkowską w ramach cyklu "Ciekawe zawody". W zeszłym miesiącu o pracy mistrza ceremonii opowiadał Przemysław Ludziejewski, kolejny wywiad już za miesiąc.



Ile Twoim zdaniem powinna zarabiać na rękę położna z 10-letnim stażem i wyższym wykształceniem

3 tys. zł to wystarczające wynagrodzenie przy obowiązkach położnej 5%
ok. 4 tys. zł, żeby uznać wynagrodzenie za adekwatne do odpowiedzialności 27%
5 tys. zł to zupełne minimum 44%
7 tys. zł i więcej, bo to bardzo odpowiedzialna praca 24%
zakończona Łącznie głosów: 1222

Pamiętasz pierwszy poród?

Róża Zawiołkowska: - Pierwszy poród, który miałam okazję obserwować, odbył się prawie 12 lat temu, na pierwszym roku studiów, podczas zajęć praktycznych. Niestety, nie pamiętam ani rodzącej, ani dziecka. Za to bez problemu przypominam sobie emocje, które mi wtedy towarzyszyły. Dla studentek, które odbywają pierwsze praktyki kontakt z salą porodową to często stres i szok. Z pierwszego razu pamiętam na przykład, że kiedy urodziła się główka dziecka razem z koleżankami z wrażenia zrobiłyśmy krok w tył. Teraz ten moment, kiedy dziecko przychodzi na świat postrzegam jako najbardziej fascynujący i zawsze na niego czekam. To zwieńczenie zwykle wielogodzinnej pracy położnej. Choć niestety zdarza się też tak, że kończąc pracę muszę przekazać rodzącą w drugim okresie porodu kolejnej położnej. To trudna sytuacja. Mi jest smutno, ponieważ po włożonym wysiłku i staraniach nie mogę dokończyć swojej pracy. Dla rodzącej to dodatkowy stres, ponieważ nie ma jeszcze zaufania do nowej położnej, a ten moment porodu nie sprzyja nawiązaniu więzi. Dlatego w takich sytuacjach, choć nie mogę przyjąć porodu po godzinach pracy, zostaję, żeby dodać rodzącej otuchy i zobaczyć nowego człowieka, na którego razem z nią czekałam przez ostatnie godziny. Wiem, że nie jestem jedyną położną, która tak robi.

Wiele rodzących jest świadomych, jak wygląda poród czy jednak pokutuje filmowy obraz, w którym mama w pełnym makijażu, choć zaciskając zęby, to jednak z uśmiechem dojeżdża z piskiem opon pod szpital, w którym po trzech minutach trzyma upragnione dziecko w ramionach?

- Już na pierwszym wykładzie, na położnictwie, uświadomiono nas, że poród ma niewiele wspólnego z tym filmowym obrazem. Mimo tego, pierwsze praktyki w sali porodowej były sporym zaskoczeniem. Co innego wyobrażać sobie, jak wygląda poród, a co innego widzieć go z bliska i brać w nim udział, szczególnie mając 20 lat. Zwykle po pierwszych zajęciach w sali porodowej odpada z roku kilka osób, które stwierdzają, że to jednak nie jest dla nich. Chyba więc każda z nas ma ten "bajkowy" obraz porodu w głowie. Rodzące, które są nastawione na to, że będzie szybko i łatwo najtrudniej znoszą poród, bo po kilku godzinach przychodzi frustracja i przerażenie, że z nimi jest coś nie tak. Nastawienie kobiety do samego porodu jest bardzo ważne. Widzę jednak, że przybywa kobiet świadomych, które wiedzą, co będzie się z nimi podczas porodu działo. Wiedzą, że zamiast kilku minut potrwa to kilkanaście godzin i że niestety będzie bolało.

Tylko czemu tak bardzo.

- Ten ból też ma swoje zadanie. To środek do osiągnięcia niezwykłej nagrody. Po pierwsze aktywuje szereg reakcji, dzięki którym organizm matki i dziecka wydziela potrzebne hormony i przygotowuje się na tę olbrzymią zmianę. Po drugie im większy ból pacjentki, tym najczęściej lepszy postęp porodu. My podchodzimy do bólu zadaniowo, wiemy, że trzeba to przetrwać, nie zawsze można ulżyć znieczuleniem. Nasze zadanie to pomóc kobiecie, bo jej komfort i dobre samopoczucie też wpływa na odczuwany ból.

Fora internetowe są pełne pytań: "Czy ja wytrzymam ten ból", "Czy boli gorzej niż obcinanie nogi" itp. Jakie rozwiązanie porodu polecają położne?

- Czytanie historii porodowych w ciąży powinno być zakazane. I tych złych, bo one stresują, i tych dobrych również. Kobiety wtedy myślą: moja koleżanka urodziła w dwie godziny, ja rodzę już pięć, czyli coś idzie nie tak. Poród to bardzo indywidualna kwestia. Warto pamiętać, że ten naturalny ma olbrzymie korzyści i dla matki, i dla dziecka. U matki mamy mniejsze ryzyko krwotoku, urazów, szybszy powrót do formy, szybszą możliwość kolejnej ciąży. Cięcie to zawsze operacja, a z nią mogą wiązać się różne powikłania. Przy korzyściach dla dziecka można wymienić kolonizowanie się bakteriami matki, a nie szpitala. Dziecko pod kątem bakterii jest jałowe i dobrze, jeśli to z florą bakteryjną matki ma najpierw kontakt. Przy planowanych cięciach są szpitale, w których przed porodem do pochwy mamy wprowadza się specjalny tampon, a potem rozkłada się go w chustę i wyciera nią dziecko. Przeciskanie przez kanał rodny pomaga w pozbyciu się płynu owodniowego z płuc, a pod wpływem uwalnianych hormonów dziecko przygotowuje się do życia w nowym środowisku. Dzieci z porodów naturalnych mają mniej zaburzeń adaptacyjnych. Nie bez powodu, ze wszystkich rodzących lekarek, te ze specjalizacją z neonatologii kładą największy nacisk na tzw. rodzenie "dołem". Mimo tych wszystkich korzyści, trzeba pamiętać, że każdy poród może skończyć się cięciem.

Jakie cechy powinna mieć położna, żeby dobrze wypełniać swoje obowiązki i żeby faktycznie ta praca sprawiała jej przyjemność?

- Na pewno musi być cierpliwa. Poród to specyficzny moment, kobiety różnie reagują na stres i ból. Myślę nawet, że kobiecie ciężko przewidzieć, jak się w tak skrajnej emocjonalnie sytuacji zachowa. Położna powinna być empatyczna. To właśnie brak empatii jest głównym powodem wielu trudnych opowieści kobiet, które rodziły. Mimo tej empatii położna musi być silna emocjonalnie, trzeźwo myśleć w sytuacjach zagrożenia życia. Musi też umieć się zdystansować. Nie może przeżywać bólu z każdą rodzącą. Do tego niestety dochodzą sytuacje, kiedy poród nie kończy się urodzeniem zdrowego dziecka. Zdarzało mi się płakać na korytarzu, ale matkę musiałam wspierać, a nie dodatkowo obciążać swoimi emocjami. Ważne jest, żeby położna nie wpadła w rutynę, zawsze musimy pamiętać, że podczas porodu może zdarzyć się coś nieprzewidywalnego. Mniej się mówi o tym, że położna powinna być również dobrą nauczycielką. Nauczyć ciężarne dobrze przygotować się do porodu, rodzące prawidłowo przez ten poród przejść i przekazać swoją wiedzę. Najbardziej doceniłam to, kiedy zaczęłam sama prowadzić zajęcia praktyczne w sali porodowej. Kiedy dostałam "młode" położne do przyuczenia, zrozumiałam, ile czasu, cierpliwości i pracy wymagało to od osób, które mnie uczyły. Wiem, że to, ile dziś umiem, że potrafię zachować się w trudnych sytuacjach i jaką jestem położną zawdzięczam rewelacyjnym położnym, które spotkałam na swojej drodze, które właśnie poza empatią, cierpliwością i siłą były bardzo dobrymi nauczycielkami. Pani Danuto, Lucyno, Edyto, Aneto, Doroto, Agnieszko, Karolino i Jadziu - bardzo wam za to wszystko, co dla mnie zrobiłyście dziękuję.

Zmienia się percepcja rodzących po własnym porodzie? Trudniej rodzić pamiętając także te "trudne" historie?

- Rodzić łatwiej, bo dokładnie wiesz, co się będzie działo, nic podczas porodu nie mogło mnie zaskoczyć. Ale faktycznie na różnych etapach ciąży przypominały mi się najtrudniejsze przypadki z jakimi miałam do czynienia. To na pewno nie ułatwia spokojnej ciąży. Dzień po urodzeniu swojej córki, jedna z koleżanek położnych miała urodziny, więc poszłam na chwilę "w odwiedziny" do miejsca, w którym przecież na co dzień pracowałam. Byłam już po porodzie, wiedziałam jak to boli, i ciężko mi było wyobrazić sobie, jak tu wrócę, mając świadomość, że kobiety tak cierpią. Nasz mózg jest jednak niezwykle skonstruowany i ból porodowy łatwo się zaciera. Na pewno teraz wiem, jak ważne dla rodzącej jest to, żeby personel podążał za nią i słuchał jej potrzeb, a nie miał swoją wizję porodu.

Mając już własne doświadczenia z porodu, co uznałabyś za największe wyzwanie w pracy położnej?

- Największym wyzwaniem jest nawiązywanie dobrej relacji z rodzącą. Poza tym, że skupiamy się na technicznej stronie porodu, monitorujemy stan matki i dziecka, to naszym zadaniem jest sprawić, żeby kobieta czuła się bezpiecznie, nawiązać z nią taką relację, która jej to ułatwi. Musimy pamiętać, żeby przekazywać informacje w odpowiedni sposób, tak, żeby były zrozumiałe i niepotrzebnie nie stresowały. Każda z nas musi oswoić się z wchodzeniem w intymność kobiety, robić to z jednej strony bez skrępowania, a z drugiej taktownie. Pozostaje jeszcze kwestia odpowiedzialności i stresu. Podczas porodu odpowiadam za życie minimum dwóch osób: matki i dziecka. Sala porodowa to miejsce gdzie pomagamy w cudzie narodzin. Są łzy szczęścia, ale tak jak rozmawiałyśmy, nie zawsze wszystko kończy się, jak powinno. Uniwersyteckie Centrum Kliniczne w Gdańsku, w którym pracuję to szpital z trzecim stopniem referencyjności, to oznacza, że kieruje się do nas wiele ciąż wysokiego ryzyka. Zdarza się, że wracam do domu i płaczę w poduszkę, żeby odreagować trudne momenty.

Wyobrażasz sobie robić coś innego?

- Nie, uwielbiam moją pracę, choć położną zostałam przez przypadek. Chciałam być chirurgiem, niestety zabrakło mi czterech punktów, żeby dostać się na medycynę. Zaczęłam studiować biologię, ale to nie było to. Zobaczyłam dodatkową rekrutację na położnictwo. Od razu wiedziałam, że chcę pracować w sali porodowej. Sala porodowa jest nieprzewidywalna, tu nie ma miejsca na rutynę. Położna jest bardzo samodzielna. Miałam epizod na oddziale położniczym i wiem, że to nie dla mnie, tak jak praca w przychodni, choć zarobki w prywatnych przychodniach są lepsze niż w szpitalu.

Pewnie zarobki to trudny temat w waszym zawodzie. Sytuacja poprawiła się na przestrzeni ostatnich kilku lat?

- Muszę zacząć od tego, że w Gdańsku w ogóle nie jest źle w porównaniu z innymi miastami. Pamiętam, moje pierwsze wynagrodzenie dziewięć lat temu, kiedy zaczęłam pracę - 1600 zł na rękę, razem z nocnymi dyżurami. Teraz zarobki zdecydowanie się poprawiły. Myślę, że wynagrodzenie większości położnych, które pracują w szpitalu mieści się w przedziale od 2500 do 4000 zł na rękę. Ostateczna kwota zależy od wykształcenia, skończonych kursów i doświadczenia. Liczba szkoleń, jakie można zrobić, żeby podnieść kwalifikacje, jest olbrzymia. Obecnie jestem w trakcie kończenia kilku kursów między innymi specjalizacji z pielęgniarstwa ginekologiczno-położniczego oraz kursu kwalifikacyjnego z pielęgniarstwa anestezjologicznego dla położnych. Na pewno nasza sytuacja się poprawia, bo położnych jest po prostu bardzo mało.

Jak postrzegany jest zawód położnej?

- Widzisz, to trudna sprawa. Z jednej strony ten zawód na pewno cieszy się sympatią. W końcu nasza praca z zewnątrz wygląda na bardzo wdzięczne zajęcie, na misję, a położne na życzliwe osoby udzielające wsparcia. Z drugiej strony zawód położnej jest bardzo niedoceniany. Dużo osób jest przekonanych, że to lekarz odbiera poród, a położna to taki personel pomocniczy. Tak samo jest z prowadzeniem ciąży. W naszym społeczeństwie utarło się, że tylko lekarz może prowadzić ciąże, a przy ciąży fizjologicznej każda położna ma takie uprawnienia. Brakuje też wiedzy, że położne, żeby wykonywać swój zawód, muszą skończyć studia wyższe z położnictwa. Wierzę, że rola położnej będzie rosła. Szczególnie, jeśli pojawi się więcej przyszpitalnych domów narodzin, gdzie cały poród odbywa się bez udziału lekarza.

Ile porodów już odebrałaś?

- Kiedyś chciałam to policzyć. Wydaje mi się, że zbliżam się do tysiąca. Kiedyś wyliczyłyśmy z koleżanką, że na każdą z nas przypada ok. 120 porodów rocznie. Porody to moja codzienność, ale dla osób, które przychodzą do sali porodowej to najważniejsze wydarzenie w życiu. Dlatego staram się, żeby każdą kobietę i jej poród traktować indywidualnie i pokazywać, że to co się dzieje, dla nas, położnych, które ją wspieramy, też jest wyjątkowe.

Trójmiejski rynek pracy to różnorodność i ciągłe, dynamiczne zmiany. Ciekawe, niszowe profesje i zawody, które w chwilę zdobywają popularność. Chcemy pokazać czytelnikom nie tylko warte poznania profesje, ale także niezwykłych ludzi, którzy z pasją opowiadają o swojej pracy. Temu ma służyć cykl wywiadów "Ciekawe zawody".

Opinie (147) 9 zablokowanych

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Moim zdaniem

Ludzie biznesu

Grzegorz Morawski

Prezes zarządu i udziałowiec przedsiębiorstwa POLYHOSE Poland. Grupa POLYHOSE jest globalną...