stat

Co dalej z dokiem pływającym Stoczni Wojennej i kto zapłaci za jego przeniesienie?

Trwa demontaż pirsu Nabrzeża Gościnnego. W tle dok pływający Stoczni Wojennej.
Trwa demontaż pirsu Nabrzeża Gościnnego. W tle dok pływający Stoczni Wojennej. fot. Paweł Brutel/ZMPG

Trwa rozbiórka pirsu Nabrzeża Gościnnego w gdyńskim porcie. Władze portu cieszą się, że powstaje nowa obrotnica, która poprawi możliwości nawigacyjne, a pracownicy Stoczni Wojennej zastanawiają się, co dalej z ich pływającym dokiem, który z racji tej budowy musi zostać przeniesiony. Prace wyburzeniowe są w toku, a władze Stoczni wciąż są na etapie "analizy dotyczącej wykorzystania doku".



Z początkiem 2018 roku Stocznia Marynarki Wojennej formalnie weszła w struktury Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Wcześniej, w grudniu ub. roku została kupiona przez Stocznię Wojenną. To miała być szansa na rozwój dla gdyńskiego zakładu. Czy tak będzie? Załoga ma coraz większe obawy.

Czytaj też: Stocznia Marynarki Wojennej od stycznia 2018 w PGZ

Podstawowym celem nabycia Stoczni Marynarki Wojennej przez Grupę PGZ miało być zabezpieczenie aktywów o strategicznym znaczeniu gospodarczo-obronnym oraz wykorzystanie potencjału operacyjnego i rozwojowego SMW w celu ochrony podstawowych interesów Rzeczypospolitej Polskiej. Transakcja zrealizowana była w trybie art. 346 Traktatu o Funkcjonowaniu Unii Europejskiej, czyli ze względu na interes bezpieczeństwa państwa.

- Dzięki rozbudowie potencjału technicznego PGZ o infrastrukturę SMW, dysponujemy zapleczem odpowiednim do realizacji projektów w ramach programu Zwalczanie Zagrożeń na Morzu - mówił w grudniu ub. roku Konrad Konefał, prezes zarządu PGZ Stocznia Wojenna.
Czytaj też: Ślązak znów opóźniony? Do dokończenia potrzebna nowa umowa

Dok strategiczny czy przechodni?



A jednym z tych strategicznych dla Stoczni elementów jest właśnie dok pływający, umożliwiający remonty największych polskich okrętów wojennych, który jeszcze stoi przy Nabrzeżu Gościnnym. Jeszcze, bo właśnie trwa wyburzanie pirsów tego nabrzeża, aby mogła powstać obrotnica. Dok trzeba przenieść w inne miejsce. Niestety, wciąż nie wiadomo gdzie, choć wyburzanie trwa.

W marcu tego roku pojawiły się informacje, że rozważane jest przeniesienie doku do pobliskiej Stoczni Remontowej Nauta. Sugerowano wręcz, że to pierwszy krok do ścisłej współpracy obu zakładów czy nawet do połączenia. To zaniepokoiło załogę Stoczni Wojennej.

PGZ analizuje



O tym, że połączenie to dobre rozwiązanie dla obu stoczni mówił ostatnio na łamach "Pulsu Biznesu" prezes SW Konrad Konefał. Według niego pomogłoby to obu stoczniom zarządzać majątkiem i rozwiązać problem doku. Stocznia Wojenna chciałaby go, we współpracy z Nautą, w większym stopniu wykorzystywać do remontów statków handlowych. Ten plan wymaga jednak przesunięcia doku na teren Nauty.

O te plany zapytaliśmy Polską Grupę Zbrojeniową, do której należy Stocznia Wojenna. Czy już ustalono, co dalej z dokiem pływającym SW? Gdzie powstanie stanowisko? Jaki jest koszt tego przeniesienia? Kto go ponosi? Czy rozważane jest połączenie SW ze Stocznią Nauta? Na te wszystkie pytania otrzymaliśmy wymijającą odpowiedź.

- Nie potwierdzamy niniejszych spekulacji, aktualnie zarząd Stoczni Wojennej prowadzi analizy dotyczące wykorzystania doku w większym stopniu niż obecnie. Docelowe rozwiązanie nie spowoduje utraty możliwości remontowania dużych okrętów wojennych - poinformowano nas w biurze prasowym PGZ.
Czytaj też: Port Gdynia skorzysta na sprzedaży Stoczni Marynarki Wojennej

Kto i ile za to zapłaci?



Choć pirsy Nabrzeża Gościnnego znikają, budowa obrotnicy trwa, to wciąż niejasna pozostaje jeszcze jedna kwestia. Dotyczy ona kosztów przeniesienia doku, a wszystko na to wskazuje, że jest to niemały wydatek. W lutym ub. roku, kiedy Stocznia Wojenna, jeszcze z siedzibą w Radomiu, jako jedyna zgłosiła ofertę w przetargu na nabycie SMW, władze Portu Gdynia chwaliły się, że uda się obniżyć koszt budowy obrotnicy.

- Ze wstępnych rozmów z przyszłym właścicielem Stoczni Marynarki Wojennej wynika, że nie będziemy musieli przygotować dla stoczni nowego stanowiska dla doku pływającego. Dzięki temu zaoszczędzimy ok. 40 mln zł - mówił w luty ub. roku Grzegorz Dyrmo, wiceprezes i dyrektor ds. infrastruktury i zarządzania majątkiem ZMPG.
Jednak w przywołanej już publikacji "Pulsu Biznesu", prezes Konefała stwierdza, że jeszcze z syndykiem zawarto porozumienie dotyczące wybudowania przez port na terenie byłej SMW nowego stanowiska dla tego doku. Budowa obrotnicy miała kosztować 65 mln zł, ale po rezygnacji z odbudowy miejsca dla doku, całość miała zamknąć się w kwocie 25 mln zł. Ile teraz faktycznie będzie kosztowała, co zawiera umowa? O sprawę zapytaliśmy władze Portu Gdynia. Ta odpowiedź również jest... "oszczędna".

- Zarząd Morskiego Portu Gdynia S.A. uprzejmie informuje, że zobowiązania istotnie miały miejsce. Wszystkie kwestie techniczne, finansowe i lokalizacyjne będą jeszcze przedmiotem dalszych ustaleń - poinformowano nas w biurze prasowym Portu.
Przypomnijmy. Stocznia Marynarki Wojennej od 2009 roku była w stanie upadłości z możliwością zawarcia układu, a od 2011 roku znajdowała się w upadłości likwidacyjnej. Pakiet stanowiący ponad 99 proc. kapitału zakładowego SMW posiadała Agencja Rozwoju Przemysłu, pozostałe akcje należały do resortu obrony. Pod koniec 2016 roku SMW wystawiono na sprzedaż. W lutym 2017 roku rozstrzygnięto przetarg. Wpłynęła tylko jedna oferta. Złożyła ją PGZ Stocznia Wojenna należąca do Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Cena wywoławcza wyniosła 224 mln 909 tys. zł. W skład majątku wszedł teren o łącznej powierzchni 325 344 m kw., przystosowany do produkcji okrętowej. Do kluczowych aktywów stoczni należą m.in. dok pływający, podnośnik statków oraz stanowiska do budowy statków. 

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (65)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.
zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Moim zdaniem

Najczęściej czytane