Stoczniowcy boją się, że utoną w "covidowym" chaosie

Na zdjęciu statek Skagerak budowany dla Uniwersytetu w Göteborgu. W połowie marca opuścił Nautę.  Budowa statku zamówionego jako w pełni wyposażony, trwała siedem lat. Ostatecznie zostanie dokończona w Szwecji. Jednostka jest teoretycznie w pełni wyposażona, ale nie działa jej napęd.
Na zdjęciu statek Skagerak budowany dla Uniwersytetu w Göteborgu. W połowie marca opuścił Nautę. Budowa statku zamówionego jako w pełni wyposażony, trwała siedem lat. Ostatecznie zostanie dokończona w Szwecji. Jednostka jest teoretycznie w pełni wyposażona, ale nie działa jej napęd. fot. Piotr B. Stareńczak / KFP

Czy jeszcze istnieje nasz polski państwowy przemysł stoczniowy? - pytają związki zawodowe. Jak ocenia pan możliwość naprawy i rozwoju tych podmiotów? - pyta premiera w swojej interpelacji poseł Tadeusz Aziewicz. Jak przebiega proces restrukturyzacji w związku z "otwarciem przyspieszonego postępowania układowego Stoczni Remontowej Nauta SA" - pytamy także my, a na odpowiedź czekają i wierzyciele, i pracownicy, którzy chcą gospodarza, choćby nawet "wiarygodnego inwestora prywatnego".


Czy rząd ma pomysł na rozwój państwowego przemysłu stoczniowego?

nie, stocznie nie działają jak powinny 85%
tak, ale to jest trudna branża 10%
trudno powiedzieć 5%
zakończona Łącznie głosów: 819

O problemach Stoczni Remontowej Nauta związki zawodowe alarmują od wielu miesięcy. W marcu w Warszawie pomimo pandemii odbyła się związkowa pikieta. A sprawa jest poważna, bo strata zakładu w 2018 r. wyniosła 57,9 mln zł, a prognozowana strata za 2019 r. to ponad 29,9 mln zł. Cierpliwość tracą też wierzyciele. Od 15 kwietnia Nauta jest objęta postępowaniem restrukturyzacyjnym prowadzonym w porozumieniu z Nadzorcą Sądowym.

Związkowcy ze Stoczni Nauta pikietowali w Warszawie. Sytuacja jest dramatyczna



- Czy jeszcze istnieje nasz polski państwowy przemysł stoczniowy? Trudne pytanie, ale to do Pana należy odpowiedź. Dlaczego? Bo kto inny może odpowiedzieć na te pytania jeżeli nie premier rządu RP - napisał Adam Liszczewski, przewodniczący Wolnego Związku Zawodowego Pracowników Gospodarki Morskiej w liście do premiera Mateusza Morawieckiego.

Czy jeszcze istnieje nasz polski państwowy przemysł stoczniowy?



List to kolejna próba zainteresowania najwyższych władz problemem państwowych stoczni. Poprzednie pismo, z 4 marca tego roku, pozostało bez odpowiedzi. List dotyczy sprawy Stoczni Nauta, ale też porusza problemy PGZ Stoczni Wojennej, która również ma długi. Związki działające w tej Stoczni swój list do władz z pytaniami też już wysłały.

Stocznia Nauta pilnie potrzebuje restrukturyzacji



- W tym stanowisku celowo skupiam się nad bieżącą skomplikowaną sytuacją w dwóch zasłużonych dla polskiego przemysłu stoczniowego firm w Gdyni. Pierwsza to Stocznia Remontowa Nauta. I mam do Pana pytanie - co dalej z tą zasłużoną firmą stoczniową o prawie stuletniej historii. Firma która jeszcze w 2015 r. miała 6.6 mln zł zysku. Firma, która w latach 2016-2019 łącznie wygenerowała 140 mln zł straty. Jak to możliwe? Co tak naprawdę się stało? Ale na to pytanie pewnie odpowiedzą ludzie za te straty odpowiedzialni. Drugą gdyńską firmą, która przeżywa bardzo trudne chwile jest PGZ Stocznia Wojenna. I podobna historia. Restrukturyzacja firmy i zadania jakie przed firmą stały były optymistyczne. Do czasu. Zabrane przez MON kontrakty, problemy finansowe spowodowały, że widmo upadku firmy powróciło - pisze Adam Liszczewski.
Organizacje związkowe Stoczni Remontowej Nauta i PGZ Stoczni Wojennej w Gdyni są zaniepokojone trudną, złą i niegwarantującą poczucia stabilności sytuacją tych stoczniowych firm.

- Powtarzające się różne komentarze, być może plotki, o możliwej upadłości powodują, że pracownicy są na skraju wytrzymałości psychicznej, szczególnie teraz w obecnym tak trudnym czasie kumulacji różnych innych zagrożeń. Stanowisko Wolnego Związku Zawodowego Pracowników Gospodarki Morskiej jest jedno - nie zgadzamy się z taką sytuacją. To są miejsca pracy dla setek pracowników firm i podwykonawców. To jest zaprzepaszczenie tego co w 2015 roku powtarzał minister Gróbarczyk, że odbudowa przemysłu stoczniowego będzie kołem zamachowym dla polskiego przemysłu - pisze przewodniczący Liszczewski.

Okręt "Ratownik" reaktywacja czy tylko fakt medialny?



Zdaniem WZZ Pracowników Gospodarki Morskiej, nie ulega wątpliwości, że stocznie potrzebują pomocy państwa.

- Na pewno też finansowego, ale nie tak, jak to było w przeszłości i doprowadziło do zapaści przemysłu. Pomocy merytorycznej i opartej na zdrowych zasadach, łącznie z możliwością wprowadzenie wiarygodnego inwestora prywatnego - sugeruje w swoim liście do premiera przewodniczący Adam Liszczewski.

Podwykonawcy boją się o swoje pieniądze



W podobny tonie interpelację złożył w połowie maja tego roku Tadeusz Aziewicz, poseł PO i członek Sejmowej Komisji Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej.

- Ze smutkiem stwierdzam, że po niemal 5 latach tzw. "dobrej zmiany" symbolami aktywności rządów PiS w przemyśle stoczniowym stały się: zardzewiała stępka w Szczecinie oraz przewrócony dok wraz z remontowanym statkiem w gdańskiej Stoczni Remontowej Nauta. (...) Po niemal 5 latach tzw. "odbudowy przemysłu stoczniowego" gdyńskie stocznie Nauta i PGZ Stocznia Wojenna znalazły się w bardzo trudnej sytuacji, która pogłębia kryzys związany z pandemią. W sytuacji ograniczeń związanych z ekspansją koronawirusa pracownicy tych podmiotów mają ograniczone możliwości sygnalizowania problemów i upominania się o naprawę swoich zakładów - pisze poseł Aziewicz i zadaje premierowi Morawieckiemu pytania.
Jaka jest aktualna sytuacja finansowa spółek PGZ Stocznia Wojenna i Stoczni Remontowa Nauta? Jak ocenia pan możliwość naprawy i rozwoju tych podmiotów? Dlaczego podmioty te nie są zdolne do zdobywania i realizacji strategicznych kontraktów, których stroną jest MON? Co zamierza pan uczynić, aby ratować stocznie zależne od Skarbu Państwa, walczące o życie po niemal 5 latach tzw. odbudowy? Pytania pozostają wciąż bez odpowiedzi, bo interpelacja wysłana w połowie maja jeszcze się ich nie doczekała.

Gospodarka morska w Trójmieście



Przypomnijmy, że od 15 kwietnia Stocznia Remontowa Nauta jest objęta postępowaniem restrukturyzacyjnym.

- Ta informacja bardzo nas zaniepokoiła. Nie chcemy upadku stoczni, bo wówczas nic nie odzyskamy. Jednak postępowania restrukturyzacyjnego też się boimy, bo nie wiemy, czy nie odbędzie się to naszym kosztem. Obawiamy się o to, czy wszystkie zaległe faktury sprzed 15 kwietnia zostaną rozliczone. A ja zatrudniam ludzi i muszę im zapłacić. Mnie skarbówka nie pyta czy mam na podatki. Od lat pracujemy dla Nauty jako podwykonawca, problemy były zawsze, ale jakoś udawało się współpracować. To dobra stocznia, ale ma pecha do zarządzających, tam brakuje gospodarza. Chcę jak najwięcej odzyskać i chyba zrezygnuję z tej współpracy. Podwykonawcą jestem od lat i już miałem problemy z powodu kłopotów finansowych innych dużych zakładów z branży. Takie firmy jak moja zawsze są poszkodowane. Szukam możliwości pracy zagranicą - mówi nam właściciel jednej z firm podwykonawczych.

Nauta milczy, Mars oszczędny w słowach



Jak przebiega proces restrukturyzacji? Na czym polega? Jak przebiegają negocjacje z wierzycielami? Jaki jest plan dla Stoczni na najbliższy czas? Jak wygląda tzw. portfel zamówień, czyli czy Stocznia pracuje? - zapytaliśmy władze Stoczni Nauta pod koniec maja.

Odpowiedź otrzymaliśmy, ale nie od zarządu Stoczni, a od Funduszu Mars FIZ, którym zarządza MS Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych, które jest akcjonariuszem Stoczni Remontowej Nauta.

- Dla Spółki przyspieszone postępowanie układowe stanowi możliwość restrukturyzacji zadłużenia, odzyskania rentowności oraz usprawnienia działalności operacyjnej przedsiębiorstwa. Proces ten nie koliduje z możliwością pozyskiwania nowych zamówień i nie stanowi zagrożenia dla tych obecnie realizowanych. Stocznia prowadzi niezakłóconą działalność gospodarczą w segmencie remontów i przebudów jednostek pływających, w których posiada bogate doświadczenie. Zarząd Stoczni Remontowej Nauta przygotowuje propozycje układowe w porozumieniu z Nadzorcą Sądowym, które zostaną następnie przedstawione wierzycielom. Po ich zaakceptowaniu Spółka zacznie spłacać swoje zobowiązania. Po zaspokojeniu wierzycieli układowych postępowanie restrukturyzacyjne zostanie zakończone. Fundusz MARS FIZ jest w stałym kontakcie z Zarządem Stoczni Remontowej Nauta zapewniając mu niezbędne wsparcie w procesie restrukturyzacji. Dodatkowo fundusz zadeklarował pełną współpracę z Nadzorcą Sądowym Spółki. Zarówno Zarząd Spółki, jak i jej właściciel, mają nadzieję, że obecne działania poprawią sytuację finansową Spółki i otworzą nowe możliwości rozwoju dla Stoczni - poinformowano nas w komunikacie.
I tylko tyle. Czy jest praca, czy jest plan na przyszłość, nie wiadomo.

Zła passa, czy po prostu brak gospodarza?



A problemy Nauty piętrzą się od dawna. Zaczęło się od umowy na budowę statku naukowo-badawczego "Oceanograf" dla Uniwersytetu Gdańskiego, która zakończyła się stratą. Naucie nie pomógł na pewno wypadek, który miał miejsce w 2017 roku, czyli zatonięcie doku pływającego wraz ze statkiem "Hordafor V". Stoczni nie powiódł się także projekt dotyczący przebudowy platformy Lotos Petrobaltic, dokończyła go Gdańska Stocznia Remontowa.

Nie powiodły się też plany dotyczące budowy nowych jednostek w Gdańsku. Ostatecznie zamknięto Zakład Nowych Budów, uruchomiony w 2013 roku na terenach po Stoczni Gdańsk. Powstawały tam głównie jednostki rybackie, które miały stać się specjalnością Nauty. Niestety w czerwcu ub. roku jeden z głównych kontrahentów Nauty - stocznia Karstensen - uruchomił własną stocznię w zakładzie wydzierżawionym od Vistal Offshore przy nabrzeżu Indyjskim w Porcie Gdynia. Do tej pory duńska stocznia zlecała budowę kadłubów stoczni Nauta, teraz zaczęła robić je sama. Obecnie majątek po Zakładzie Nowych Budów dzierżawi stocznia Crist.

Sytuację miała uratować sprzedaż udziałów w spółce Synergia 99. Te kilka lat temu zostały wniesione do Stoczni Remontowej Nauta. Całość z kolei należy do państwowego funduszu Mars FIZ. A majątek, o którym mowa, to działka wraz z infrastrukturą, w tym pochylnie i słynne dźwigi Kone. Cena wywoławcza z ub. roku to 80 mln zł. Niestety chętnych brak. Mówi się, że powodem są m.in. obawy przed obostrzeniami wynikającymi z wpisania tego terenu w rejestr zabytków.

Moim zdaniem

Ludzie biznesu

Waldemar Kucharski

współzałożyciel i były prezes zarządu Young Digital Planet SA. Obecnie członek Rady Nadzorczej...