stat

Elektrownia jądrowa na Pomorzu. Może będzie, a może... nie

Po poprzednich planach budowy elektrowni jądrowej pozostały nam ruiny nad Jeziorem Żarnowieckim. Nowy program budowy kosztował nas już 200 mln zł.
Po poprzednich planach budowy elektrowni jądrowej pozostały nam ruiny nad Jeziorem Żarnowieckim. Nowy program budowy kosztował nas już 200 mln zł. fot. W.Stróżyk/KFP

Będzie, a może nie będzie, zbuduje inwestor, a może sami zbudujemy, w technologii francuskiej, a może lepiej chińskiej - tyle przez ostatnie pół roku dowiedzieliśmy się od resortu energetyki w sprawie elektrowni jądrowej. Elektrowni, która według pierwszych założeń miała ruszyć w 2020 roku. Słów dużo, konkretów mało, a zapał w społeczności lokalnej gaśnie.


Czy uważasz, że Polska powinna wycofać się z budowy elektrowni jądrowej?

tak

34%

nie

63%

nie mam zdania

3%
  • zakończona

  • łącznie głosów: 990

- Projekt budowy pierwszej polskiej elektrowni jądrowej został zawieszony, a może zostać ostatecznie porzucony - powiedział pod koniec stycznia minister energii Krzysztof Tchórzewski w radiu RMF FM i dodał, że Polska potrzebuje 10 tysięcy megawatów, ale trzeba rozważyć, czy uzyskać taką moc, inwestując w 2-3 bloki tradycyjne, czy jeden jądrowy. Jednak nawet jeśli elektrownia jądrowa powstanie, to nie ma szans, by finansował ją budżet państwa. Pieniądze muszą znaleźć państwowe spółki. - Budżet nie może tego finansować. To jest działalność gospodarcza, typowo biznesowa. I musi to być inwestycja biznesowa - powiedział minister.
- Elektrownia jądrowa w Polsce jest bardzo potrzebna, mamy pieniądze, potrafimy sami ją wybudować - stwierdził z kolei kilka dni temu ten sam minister Krzysztof Tchórzewski, tym razem na antenie TVP Info i dodał, że plan budowy elektrowni atomowej jest kontynuowany, a on sam jest zwolennikiem takiej elektrowni, ale decyzji rządu w sprawie budowy jeszcze nie ma. - Są przygotowywane plany, jest do tego przygotowywane lokalne społeczeństwo, są robione badania środowiskowe. Jesteśmy blisko decyzji polityczno-gospodarczej - dodał minister.
Ten sam minister, tego samego rządu, a tak skrajne opinie - i obie dzieli zaledwie pół roku. Jedno jest wspólne dla obu tych wypowiedzi, obecny rząd jeszcze nie podjął decyzji w tej sprawie - czy budujemy, czy nie, czy sami, czy powierzamy to biznesowi. Ma się to wyjaśnić do końca tego roku. O ile oczywiście zostanie dotrzymany... harmonogram. Problem w tym, że poprzedni rząd podjął decyzję i na przygotowania wydano już ponad 200 mln zł.

Poparcie maleje, rozczarowanie rośnie

- Przyznam, że jestem tym wszystkim zniesmaczony. Dla mnie to jest niepoważne - twierdzi Zbigniew Canowiecki, prezydent Pracodawców Pomorza. - Gdy kilka lat temu zapalono zielone światło dla tej inwestycji, całe nasze środowisko mocno się zaangażowało. Powstało stowarzyszenie, które miało działać na rzecz tej inwestycji, organizowaliśmy debaty na temat bezpieczeństwa energetyki jądrowej, na temat tego, jaką technologię należy wybrać i co z tego będą miały lokalne firmy i społeczność. Włączyły się w tę dyskusję i działania samorządy, Politechnika Gdańska już organizowała dedykowany kierunek na uczelni, który miał dać kadry dla elektrowni. Udało nam się nawet przekonać do tej inwestycji mieszkańców regionu, co nie było łatwe. My na Pomorzu od 25 lat jesteśmy gotowi, nadal niegotowe są władze naszego kraju. Jest to zbyt strategiczna i kosztochłonna inwestycja, aby decydowały o tym względy ideologiczne. Tu potrzebna jest ciągłość decyzyjna i konsekwencja.
Poparcie wśród mieszkańców Pomorza na wysokim poziomie faktycznie było osiągnięciem. Jeszcze w 2011 w Choczewie i Gniewinie za budową było 62 proc. badanych, za to pod koniec 2014 roku, już aż 78 proc. W Krokowej w 2011 budowę popierało 61 proc. mieszkańców, a w 2014 już 66 proc. W Trójmieście za budową elektrowni na Pomorzu było w 2011 roku 48 proc., a już w 2014 roku 56 proc. Po kolejnych zmianach harmonogramów poparcie zmalało - w Choczewie w 2015 r. spadło do 71 proc., w Gniewinie do 72 proc., a w Trójmieście do 48 proc. W Krokowej pozostało bez zmian.

- Biznes potrafi być cierpliwy, zwłaszcza gdy ma szansę na kawałek, choćby niewielki, z tego tortu. Kiedy kilka lat temu na fali entuzjazmu związanego z decyzją o budowie elektrowni jądrowej organizowaliśmy spotkania z koncernami, które dysponują technologią, czyli z GE Hitachi Nuclear Energy, Westinghouse Electric Company czy Arevą, to sale były pełne pomorskich przedsiębiorców liczących na współpracę - mówi Leszek Miazga, wiceprezes Zarządu Regionalnej Izby Gospodarczej Pomorza, członek Zarządu Stowarzyszenia na rzecz Elektrowni Jądrowej w woj. pomorskim. - Dziś mam wątpliwość, czy frekwencja byłaby podobna. Środowisko jest zmęczone ciągle odwlekającym się harmonogramem. W końcu, według pierwszych zapowiedzi w 2020 roku miał być uruchamiany pierwszy blok energetyczny. A my od 5 lat prowadzimy badania środowiskowe.
Największym zagrożeniem według wiceprezesa Miazgi jest właśnie dotrzymanie harmonogramu. Każde odstępstwo podraża koszt.

- Ostatnio w Ameryce wstrzymano budowę dwóch bloków jądrowych tylko dlatego, że nie udało się utrzymać harmonogramu, przez co przekroczono budżet. Dla naszego kraju taka budowa to duży wysiłek i nie tylko finansowy, nie stać nas na znaczące rozbieżności od harmonogramu. Przyznam jednak, że ostatnią wypowiedź ministra, na temat tego, że sami możemy budować przyjęliśmy z nadzieją, ponieważ oznacza to większy wpływ na proces realizacji inwestycji i tym samym stwarza to możliwości dla lokalnych firm. Liczę na to, że Pomorze, w tym pomorskie firmy będą miały możliwość wykorzystania tej szansy - dodaje Leszek Miazga.

Teoretycznie sprawą budowy pierwszej polskiej elektrowni jądrowej wciąż zajmuje się spółka PGE EJ1, która w tym celu została powołana w 2010 roku. Spółka odpowiada za bezpośrednie przygotowanie procesu inwestycyjnego, przeprowadzenie badań lokalizacyjnych oraz uzyskanie wszelkich niezbędnych decyzji warunkujących budowę elektrowni jądrowej. Ostatnio na stronie poinformowano, że w marcu rozpoczęły się kolejne badania lokalizacyjne i środowiskowe związane z przygotowaniami do budowy, tym razem prowadzone przez PGE EJ 1 przy udziale wykonawcy programu badań, czyli spółki ELBIS, wchodzącej w skład Grupy Kapitałowej PGE.

- Prace wykonywane przez ELBIS związane są między innymi z badaniami obejmującymi swoim zakresem sporządzenie modelu strukturalno-tektonicznego terenu oraz wykonaniem analizy prawdopodobieństwa wystąpienia trzęsień ziemi na terenie gmin Choczewo, Krokowa i Gniewino - podano w komunikacie - Decyzje o dalszym sposobie realizacji programu budowy pierwszej polskiej elektrowni jądrowej będą podejmowane w porozumieniu z Ministerstwem Energii. Decyzje te mają zapaść najpóźniej do końca 2017 r.
OZE w niełasce, to może atom

Jeśli wierzyć słowom ministra wypowiedzianym kilka dni temu w resorcie energetyki dziś wygrywa koncepcja budowy elektrowni. Skąd ta zmiana?

- Powrót do koncepcji budowy elektrowni jądrowej może być związany ze zbliżającym się terminem realizacji zobowiązań wynikających z pakietu energetyczno-klimatycznego, tzw. 3x20. Czasu mamy niewiele, gdyż w zakresie redukcji emisji gazów cieplarniach o 20 proc. tylko do 2025 roku - mówi Leszek Miazga. - Przyjęta niedawno nowelizacja ustawy o OZE w praktyce zabiła rozproszoną energetykę zieloną. Dziś szacuje się, iż nawet 80 proc. małych instalacji OZE (elektrownie wodne, wiatraki, biomasa) może być nierentowna. Skutkuje to wstrzymaniem budowy nowych instalacji OZE. Powrót do bezemisyjnej energetyki jądrowej może być jednym z rozwiązań na rzecz budowy nowych, potrzebnych, stabilnych mocy wytwarzania oraz wywiązania się z podjętych zobowiązań klimatycznych.
Tak czy inaczej dalej nie wiemy, gdzie dokładnie powstanie elektrownia. Po przeprowadzeniu badań i analiz rozpatrywane są dwie lokalizacje - "Lubiatowo-Kopalino" (gmina Choczewo) oraz "Żarnowiec" (gminy Gniewino i Krokowa). Ostateczny wybór miał nastąpić w tym roku. Czy uda się utrzymać harmonogram? Z tym był problem od samego początku. Harmonogram stale się sypał, a i poparcie rządowe było różne. Przypomnijmy. Na początku 2009 roku polski rząd zobowiązał spółkę PGE Polska Grupa Energetyczna do udziału w przygotowaniu programu polskiej energetyki jądrowej i jego realizacji. W planach PGE była budowa dwóch elektrowni jądrowych o mocy około 3 tys. MW każda. W 2011 roku Sejm przyjął rządowy "pakiet atomowy". Była to nowelizacja ustawy Prawo atomowe oraz tzw. ustawy inwestycyjnej, które miały od strony prawnej umożliwić budowę. W 2014 roku do projektu włączono spółkę Enea, KGHM Polska Miedź oraz Tauron Polska Energia.

Na początku uruchomienie pierwszego bloku elektrowni jądrowej zaplanowano na 2020 rok, potem już mówiło się o 2022 roku. Ostatecznie ogłoszono, że uzyskanie decyzji lokalizacyjnej nastąpi na przełomie 2017 i 2018 roku, a do 2020 przedsięwzięcie powinno uzyskać pozwolenie na budowę, która potrwa... ok. 5 lat. Harmonogram się sypał, a poparcie poprzedniej ekipy rządzącej malało. Po chwilowym zachwycie atomem jego miejsce zajął gaz łupkowy. Teraz zajmuje węgiel. A obecna ekipa rządząca jak widać sama nie wie, jak podejść do inwestycji zapoczątkowanej przez poprzedników.

Skąd technologia? Wariant chiński

Dziś - po ostatniej deklaracji ministra Tchórzewskiego - znów powraca dyskusja, skąd kupić technologię. Do tej pory rozważany był wariant amerykański, czyli technologie firmy GE Hitachi Nuclear Energy lub Westinghouse Electric Company oraz francuski, czyli Areva. Teraz coraz częściej mówi się, że może technologia chińska. Minister przyznał, że resort cały czas przygląda się temu rynkowi, także pod kątem rozwiązań technologicznych.

W połowie lipca tego roku w Pekinie wiceminister energii Andrzej Piotrowski oraz jego chiński odpowiednik Li Fanrong podpisali nawet polsko-chińskie porozumienie o współpracy w zakresie pokojowego wykorzystania energii jądrowej. Aktualnie Chiny eksploatują 36 reaktorów jądrowych i budują 20 kolejnych. Pierwszy blok jądrowy w Chinach został uruchomiony w 1991 r., a najnowszy w styczniu tego roku. Chiny mają ambicje zostania światowym dostawcą technologii jądrowych. W Europie rozmawiają już z Wielką Brytanią i Rumunią.

- To jest ciekawa propozycja, choć nie wiem, czy realna. W Europie nie pracuje jeszcze żaden reaktor z Chin, więc musielibyśmy przejść proces certyfikacji. Chińczycy mają nadwyżki kapitału i szukają możliwości inwestycyjnych. Jako Izba mamy relacje z chińskim biznesem i muszę przyznać, że te relacje są dobre. Co ciekawe, są to partnerzy gotowi na dyskusję i otwarci na różne warianty rozwiązań - mówi Leszek Miazga. 
W 2016 roku chińskie firmy zainwestowały w Polsce ponad 500 mln dolarów, czyli więcej niż przez poprzednie 15 lat. Nic więc dziwnego, że w maju tego roku działalność zainaugurował polski oddział China Construction Bank (Europe) SA. To już trzeci chiński bank, po Bank of China oraz Industrial and Commercial Bank of China, który uznał Polskę za odpowiednie miejsce do utworzenia swojego oddziału.

Do gry chcą też wejść Japończycy, którzy po wydarzeniach z 2011 r., kiedy w wyniku trzęsienia ziemi doszło do wypadku w elektrowni atomowej Fukushima na kilka lat zrezygnowali z ekspansji na tym rynku. Ostatnio przedstawiciele japońskiego METI zadeklarowali, że jeżeli władze naszego kraju zdecydują się wybudować elektrownię atomową, to oni oferują nam technologię ABWR (Advanced Boiling Water Reactor), jedną z najnowocześniejszych konstrukcji, jakie istnieją.

Na razie jednak trzeba poczekać na decyzję obecnego rządu.

- Decyzja rządowa zapadnie dopiero wtedy, kiedy Rada Ministrów podejmie uchwałę. Musimy dołączyć załącznik do Strategii Odpowiedzialnego Rozwoju mówiący o tym, czy budujemy elektrownię jądrową, czy też odstępujemy od tego tematu - powiedział minister Tchórzewski.
Kiedy na początku 2016 roku pytaliśmy naszych czytelników w ankiecie o to, czy elektrownia jądrowa powstanie na Pomorzu w ciągu najbliższych lat, to aż 74 proc. odpowiedziało, że "nie" i że przyjdzie nam jeszcze długo poczekać. Jak widać mieszkańcy Trójmiasta są sceptyczni. A rząd? Miejmy nadzieję, że dotrzyma terminów i do końca roku powiadomi nas o swojej ostatecznej decyzji względem elektrowni jądrowej.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (157)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.
zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie niezwiązane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.

- jeżeli uważasz, że dana opinia nie powinna się tu znaleźć, zgłoś ją do moderacji.

Moim zdaniem

Strefa start-up

Najczęściej czytane