Freelancing - praca przyszłości czy przykra konieczność

- Osoby decydujące się na freelancing muszą mieć pomysł na siebie i swój biznes, dużo odwagi i kreatywności. Na pewno takie właśnie odważne, kreatywne, wolne dusze, czasem nawet z artystycznym zacięciem, najczęściej wybierają freelancing. Na etacie po prostu się duszą - tłumaczy Urszula Poszumska.
- Osoby decydujące się na freelancing muszą mieć pomysł na siebie i swój biznes, dużo odwagi i kreatywności. Na pewno takie właśnie odważne, kreatywne, wolne dusze, czasem nawet z artystycznym zacięciem, najczęściej wybierają freelancing. Na etacie po prostu się duszą - tłumaczy Urszula Poszumska. fot. Maciej Czarniak/Trojmiasto.pl

Jeśli jesteś znudzony korporacjami, pracą w sztywnych godzinach i pod dyktando szefa, rozwiązaniem dla ciebie może być freelancing. O tym, dlaczego freelancing jest coraz bardziej popularny w niektórych branżach, dla kogo jest to rozwiązanie, a kto powinien się go wystrzegać i ile tak naprawdę można zarobić jako freelancer, rozmawiamy z Urszulą Poszumską, freelancerką i autorką poradnika "Freelancing - Kompendium wiedzy".



Freelancing to moda, potrzeba, przyszłość rynku pracy czy przykra konieczność?

Urszula Poszumska: - Po trochu wszystko z powyższych. Na pewno freelancing zrobił się w ostatnich latach modny, co wynika z potrzeby rynku, a konkretniej pracowników. Nie wystarczają im już owocowe wtorki i multisport - wiele osób szuka jakiejś innej ścieżki kariery poza korporacyjnym wyścigiem szczurów i decyduje się właśnie na freelancing. To jednak w dużej mierze też przyszłość zatrudnienia, bo praca zdalna - nie tylko jako freelancing, ale również telepraca rozumiana jako wykonywanie zdalnie zadań dla jednej firmy w ramach etatu - bardzo zyskuje na znaczeniu. Jest wygodniejsza dla pracodawcy i pracownika, generuje mniej kosztów po obu stronach.
Nie każdy nadaje się na freelancera. Są osoby, które najefektywniej pracują, gdy mają szefa i zespół kolegów, które cenią sobie stabilność zatrudnienia, stałe dochody, procedury regulujące życie zawodowe w firmie i zapewniające im poczucie bezpieczeństwa.

Pracownik nie musi dojeżdżać do pracy i tracić na to czasu i środków. Pracodawca nie musi zapewniać mu biurka i sprzętu. W przypadku freelancingu nie musi nawet tworzyć stanowiska ani zatrudniać osoby do wykonania zadań - po prostu zleca to freelancerowi i rozlicza się za wykonane zlecenia. Praca zdalna jest także zdrowsza, bo pracownicy nie przynoszą chorób do biura. Widać tę zaletę dobrze obecnie, przy okazji gdy szaleje koronawirus, kiedy niektóre firmy wysyłają przymusowo pracowników do domu, by nie rozprzestrzeniać epidemii. Nie bez kozery jedno z badań o rynku pracy przyszłości opracowane przez EY dostało nazwę "Nowy trend w formule zatrudnienia. Era freelancera". Z tego raportu wynika, że to przyszłość rynku pracy w dobie uberyzacji i ekonomii współdzielenia. Co do zaś przykrej konieczności - cóż, pewnie znajdą się osoby, które tak traktują freelancing, bo nie znalazły zatrudnienia na etacie i nie miały wyjścia. Myślę jednak, że to mniejszość, bo częściej freelancing jest jednak świadomym wyborem i upragnioną drogą zawodową.

Kto decyduje się najczęściej na freelancing?

- Z moich obserwacji wynika, że w pierwszej kolejności są to osoby znudzone korporacjami, pracą w sztywnych godzinach i pod dyktando szefa. Szukający większej wolności, elastyczności, harmonii między życiem zawodowym a prywatnym. To częsta motywacja do przejścia na własną działalność czy pracy w innej formie prawnej jako freelancer, bo można też pracować na umowie-zlecenie czy o dzieło. Sądzę jednak, że nie powinna być jedyną. Osoby decydujące się na freelancing muszą jeszcze mieć pomysł na siebie i swój biznes, dużo odwagi i kreatywności. Na pewno takie właśnie odważne, kreatywne, wolne dusze, czasem nawet z artystycznym zacięciem, najczęściej wybierają freelancing. Na etacie po prostu się duszą.

Kto szuka freelancerów? Jakie branże najczęściej ich zatrudniają?


- Freelancing jest szalenie popularny w tzw. branżach kreatywnych, zatem copywriting, grafika, ale także tłumaczenia, wszelkie usługi biznesowe online oraz IT. Zatrudnianie to złe słowo - we freelancingu zleca się wykonanie pewnych zadań. Najczęściej szukają freelancerów firmy czy osoby prywatne szukające wykonawcy strony internetowej, autora treści na te strony czy na blog, projektanta logo firmy, informatyka. Również przedsiębiorcy potrzebujący zdalnego wsparcia, czyli pomocy wirtualnej asystentki lub asystenta, co stało się ostatnio bardzo modnym zawodem wykonywanym całkowicie zdalnie i online. Chodzi o to, że te zlecenia mają albo charakter jednorazowy - jak wykonanie strony www, albo dorywczy, zależnie od sytuacji, albo cykliczny, stały, jednak są na tyle drobne, że nie zatrudnia się do nich nikogo na etat. Nie ma kompletnie sensu zatrudniać na etat copywritera do pisania dwóch, trzech czy nawet pięciu tekstów miesięcznie czy informatyka do pomocy w razie problemów technicznych, które mogą się w danym miesiącu pojawić, a nie muszą.

- Praca na własną rękę jest dość trudna, to duża odpowiedzialność i spora presja, zatem trzeba naprawdę lubić to, co się robi, i przede wszystkim cenić sobie bardziej wolność niż bezpieczeństwo zatrudnienia - wyjaśnia Urszula Poszumska.
- Praca na własną rękę jest dość trudna, to duża odpowiedzialność i spora presja, zatem trzeba naprawdę lubić to, co się robi, i przede wszystkim cenić sobie bardziej wolność niż bezpieczeństwo zatrudnienia - wyjaśnia Urszula Poszumska. fot. Maciej Czarniak/Trojmiasto.pl

Dużo można zarobić jako freelancer, czy w tym nie chodzi głównie o pieniądze?

- Podobno zawsze chodzi o pieniądze... A tak na poważnie, z pewnością motywacja finansowa jest znacząca, bo freelancing pozwala na nieograniczone dochody. To znaczy, ile wypracujesz, jak dobry w tym będziesz, jak bardzo intratnych klientów uda ci się znaleźć - tyle zarobisz. Nie masz ustalonej stałej pensji. To ma swoje plusy i minusy. Z jednej strony możesz zarobić naprawdę sporo, z drugiej nie ma siatki bezpieczeństwa w postaci stałej pensji. Jeśli trafi się gorszy miesiąc czy wyjedziesz na wakacje albo zachorujesz, nie zarobisz, bo nie wykonasz zleceń. Dochody są niestabilne. Mogę jednak z mojego doświadczenia powiedzieć, że zarabiam więcej niż na etacie, a pracuję mniej. Jeśli chodzi jeszcze o tę motywację finansową - nie jest ona według mnie główną, a przynajmniej nie powinna być. Praca na własną rękę jest dość trudna, to duża odpowiedzialność i spora presja, zatem trzeba naprawdę lubić to, co się robi, i przede wszystkim cenić sobie bardziej wolność niż bezpieczeństwo zatrudnienia. Pieniądze powinny być drugorzędnym czynnikiem.
Freelancing to nieograniczone dochody, możliwość decydowania o sobie, bez pytania o zgodę szefa. To wygodna forma pracy. Minusy to przede wszystkim brak stabilności finansowej, ryzyko zatracenia granicy między pracą a życiem prywatnym.

Dlaczego Pani zdecydowała się na taką właśnie formę pracy?

- Po ponad pięciu latach pracy w korporacji po prostu czułam się wypalona. Historia, jakich wiele, jak sądzę. Nie miałam motywacji do pracy, męczyły mnie codzienne dojazdy do Gdańska z Gdyni i marnowanie czasu na korki, miałam dość mnóstwa procedur na każdą głupotę, cotygodniowych rozmów z szefem o tym, jak widzę swoją karierę w korporacji za pięć lat. Nie widziałam jej wcale, bo przestała mnie cieszyć ta praca. Postanowiłam pomyśleć, w czym jestem dobra i co sprawia mi radość. Z wykształcenia jestem dziennikarką - przynajmniej dziennikarstwo to moje pierwsze studia, bo mam trzy tytuły magistra, w tym z finansów. Przez pewien czas pracowałam w zawodzie, bo byłam reporterką informacji finansowych w Reutersie w Gdyni.

To były jednak krótkie formy pisane w ciągu kilkunastu minut, praca pod dużą presją, wymagająca skupienia pełne osiem godzin, a do tego dość wtórna, bo depesze o cenach akcji nie należą do fascynujących treści. Postanowiłam wykorzystać dziennikarstwo w inny sposób, bo pisanie zawsze było moją pasją. Zrodził się pomysł, by pisać treści do Internetu, bo to ogromna gałąź biznesowa. Szczerze, początkowo nie wierzyłam, że da się za to wyżyć. Zanim rzuciłam etat, zaczęłam szukać pierwszych zleceń. Okazało się, że chyba mam do tego rzeczywiście dryg, poza tym połączenie wykształcenia dziennikarskiego oraz finansowego i doświadczenia w znanej agencji prasowej sprawiło, że zaufało mi - i dalej ufa - wielu klientów z branży finansowej, ekonomicznej, ubezpieczeniowej, a to ogromne rynki zapewniające dobrze płatne zlecenia. Po dwóch tygodniach miałam tyle pracy, że po prostu musiałam rzucić etat, bo nie miałam czasu pisać tekstów. Założyłam własną firmę i tak się zaczęło. To było prawie trzy lata temu.

Po doświadczeniach z freelancingiem wróciłaby pani na etat? Nie mam pani chwil zwątpienia, że to jednak nie do końca to?


- Oczywiście, że mam. Sytuacje zwątpienia są częste i wpisane w prowadzenie własnej firmy i jakąkolwiek pracę z klientami na zasadzie freelancingu. Zdarza się, że klient nie płaci na czas, albo nie płaci wcale - miałam dwa takie przypadki, że do tej pory windykuje długi. Zdarza się, że klient odsyła tekst z wieloma dziwnymi poprawkami, w tym wprowadza poprawki błędne ortograficznie, stylistycznie itp. Po prostu kwestionuje fakt, że umiem poprawnie pisać. Zdarza się, że pracy jest tyle, że z jednej strony się cieszę, że mam co robić i będą fajne dochody, a z drugiej złorzeczę, bo zarywam noce, by wyrobić się z deadlinem, bo nigdy nie przekroczyłam terminu i tego się trzymam.
Jeśli trafi się gorszy miesiąc czy wyjedziesz na wakacje albo zachorujesz, nie zarobisz, bo nie wykonasz zleceń. Dochody są niestabilne. Mogę jednak z mojego doświadczenia powiedzieć, że zarabiam więcej niż na etacie, a pracuję mniej.

Na szczęście sytuacje bardzo frustrujące, czyli nieuczciwi klienci, to już rzadkość, bo wypracowałam sobie stałą bazę klientów, którym ufam, i także mam większą intuicję, jak wybierać rzetelnych partnerów i w razie wątpliwości zawsze wymagam przedpłaty czy zaliczki. Człowiek uczy się na błędach, a przedsiębiorca szczególnie. Chwile zwątpienia, mimo że są, nigdy nie powodują, że kwestionuję swoją decyzję rzucenia etatu. Lubię powtarzać, że nawet najgorsze momenty freelancingu są lepsze niż najlepsze chwile na etacie.

Czym praca jako freelancer się charakteryzuje? Jakie są plusy, a jakie minusy freelancingu? Co jest największą wadą, a co jego zaletą?

- Z angielskiego freelancer to wolny strzelec - i to dużo mówi. To ktoś, kto wykonuje różne zlecenia dla różnych podmiotów. Nie ma etatu, stałych godzin pracy, szefa. Często potrzebuje jedynie komputera i połączenia z internetem do pracy, bo wykonuje zlecenia zdalnie i online. Może pracować, kiedy chce, skąd chce, jak chce, dla kogo chce. Plusy widać od razu po tym krótkim opisie. Freelancing to elastyczność godzin i miejsca pracy. Pozwala łatwiej łączyć pracę z domowymi obowiązkami, życiem rodzinnym, wychowywaniem dzieci, a także z podróżami. Niektórzy freelancerzy zostają tzw. cyfrowymi nomadami, czyli pracują, podróżując od miejsca do miejsca, wybierając często egzotyczne lokalizacje, jak Azja czy Ameryka Płd. na miejsce tymczasowego zamieszkania.

Freelancing to też nieograniczone dochody, możliwość decydowania o sobie, bez pytania o zgodę szefa. To wygodna forma pracy. Minusy to przede wszystkim brak stabilności finansowej, ryzyko zatracenia granicy między pracą a życiem prywatnym, bo nie ma takiej sytuacji, że o godz. 17 wychodzę z biura i zostawiam pracę za sobą. Freelancer, zwłaszcza gdy prowadzi własną firmę, poniekąd cały czas jest w pracy, bo siłą rzeczy myśli o biznesie. Taka praca to również duża odpowiedzialność, często stres, bo - jak wspominałam - trzeba coś wykonać, by zarobić. Czasem nie mam weny, jestem zmęczona czy przeziębiona, ale jeśli jest deadline, to tekst musi powstać. Rzadko można pozwolić sobie na taryfę ulgową.

Czy freelancing staje się coraz popularniejszy w Polsce i jak to wygląda na świecie?


- Zdecydowanie. W USA aż 35 proc. ogółu zatrudnionych to freelancerzy, a prognozy mówią, że w tym roku odsetek ten wzrośnie do 40 proc. Ostatni raport popularnego portalu dla freelancerów Useme wskazuje, że w roku 2019 wartość rynku freelancingu w Polsce wzrosła do 9,4 mld zł, a pracujących w ten sposób na koniec roku miało być 450 tys. osób, o 12,5 proc. więcej niż rok wcześniej. To dane z raportu Freelancing w Polsce, edycja 2019.
Chwile zwątpienia, mimo że są, nigdy nie powodują, że kwestionuję swoją decyzję rzucenia etatu. Lubię powtarzać, że nawet najgorsze momenty freelancingu są lepsze niż najlepsze chwile na etacie

Co poradziłaby pani osobom, które myślą o zostaniu freelancerem?

- Przede wszystkim przemyśl, czy się do tego nadajesz. Nie chcę nikogo zniechęcać, ale wyraźnie zaznaczyć, że freelancing to nie wymarzona forma pracy, jak wielu uważa. Jest wiele plusów, ale też minusów i trzeba być gotowym na ciężką pracę, sporo stresu, trochę wyrzeczeń. Nie każdy, według mnie, nadaje się na freelancera. Są osoby, które najefektywniej pracują, gdy mają szefa i zespół kolegów, które cenią sobie stabilność zatrudnienia, stałe dochody, procedury regulujące życie zawodowe w firmie i zapewniające im poczucie bezpieczeństwa, a także liczne benefity korporacyjne. To zupełnie normalne - każdy ma inne potrzeby.

Jeśli chcesz być freelancerem, jesteś pewien, że to dla ciebie właściwa ścieżka zawodowa, to dobrze się do tego przygotuj i nie rzucaj etatu z dnia na dzień. Miej dużo cierpliwości i wytrwałości, bo nie od razu będziesz pracować po cztery godziny dziennie, a zarabiać dwa razy tyle co na etacie. Po więcej porad i wskazówek, jak zacząć, jak krok po kroku założyć firmę, jak zdobywać zlecenia, promować się, jak wyceniać swoje usługi, odsyłam do mojego e-booka. Wykorzystałam te kilka lat doświadczenia, sporą wiedzę finansowo-księgową i stworzyłam poradnik "Freelancing - Kompendium wiedzy", z którego jestem naprawdę dumna i mam odzew, że wielu osobom zastanawiającym się nad freelancingiem pomógł on podjąć decyzję i zacząć karierę freelancera.

Moim zdaniem

Ważne adresy

Ludzie biznesu

Sławomir Halbryt

Odpowiedzialny za wytyczanie kierunków rozwoju SESCOM, określanie zadań strategicznych oraz...