Inwestowanie w startupy to jak strzelanie z wiatrówki w wesołym miasteczku

Najnowszy artukuł na ten temat

Firma DEBN stworzyła igłę do biopsji, która ochroni pacjentów

- Pieniądze są na rynku, ale inwestorów którzy dadzą to "coś" jest niewielu. Poza tym ważna jest "chemia". Relacja startupu i inwestora jest jak małżeństwo - twierdzą Janek Wyrwiński i Radek Białas, partnerzy w spółce w Alfabeat.
- Pieniądze są na rynku, ale inwestorów którzy dadzą to "coś" jest niewielu. Poza tym ważna jest "chemia". Relacja startupu i inwestora jest jak małżeństwo - twierdzą Janek Wyrwiński i Radek Białas, partnerzy w spółce w Alfabeat. mat.prasowe

Niemal każdego miesiąca w Trójmieście powstaje nowy, młody biznes zwany potocznie startupem. Potencjał jest duży, jednak większość młodych firm nie radzi sobie na rynku i w kontaktach z potencjalnymi inwestorami. Na sukces może liczyć średnio 10 proc. młodych firm. O tym, czy warto marnować życie na tworzenie kolejnych startupów i dlaczego tak wiele, nawet dobrych pomysłów, "nie wypala" rozmawiamy z Jankiem Wyrwińskim i Radkiem Białasem - partnerami w spółce w Alfabeat zajmującej się inwestycjami w startupy.



Czy warto tworzyć startupy? Czy inwestowanie w nie to dobrze ulokowane pieniądze?

Janek Wyrwiński: - To zależy. Jeżeli mam "pomysł życia", pewien komfort, również finansowy, jeżeli nie chcę pracować w korporacji i chcę mieć większą odpowiedzialność, w końcu jeśli chcę przeżyć przygodę - to tak. Trzeba jednak otwarcie powiedzieć, że tworzenie startupu to nie tylko fascynująca próba realizacji marzeń. Jest dużo ciemnych stron - zazwyczaj brak dopływu gotówki (a częściej jej odpływ), brak stabilności, ciężka i nienormowana praca, duże ryzyko porażki i "zmarnowania" wielu miesięcy życia. To nie jest siedzenie z  Mac'iem w kawiarni, jak może się niektórym wydawać. Nie bez powodu badania pokazują, że twórcy początkujących biznesów są poddani dużej presji psychicznej i częściej przeżywają załamania i depresje. Z kolei inwestowanie w startupy jest bardzo ryzykowne - "wypala" średnio 1 na 10. Po drodze może być też wiele przeszkód i rozczarowań - rozpad zespołu, brak finansowania, nietrafiony produkt, zmiana warunków rynkowych, itp. Inwestowanie na tym rynku to trochę jak strzelanie z wiatrówki w wesołym miasteczku - można trafić, ale lepiej od razu kupić 10 strzałów. W tym sensie warto zainwestować np. po 50 tys. zł w 10 startupów i liczyć, że jeden "wystrzeli" zwracając nam całość inwestycji z nawiązką.
Polskie firmy są bardzo dynamiczne, ale jak na razie bez obycia międzynarodowego, dlatego nie ma spektakularnych sukcesów na miarę drugiego Facebook'a. Jest za to jednak wiele solidnych, polskich startupów, które fajnie się rozwijają i mają potencjał.

Radek Białas: - Zaczęliśmy mocno pragmatycznie, ale oczywiście należy działać. Bez wiary w sukces, determinacji, także wliczonego w ten biznes ryzyka, nic wielkiego się nie zrodzi. To w dużej mierze dzięki startupom rozwija się technologia, powstają nowe usługi i produkty, które są potem wdrażane do większych firm. Przykłady to chociażby Everytap, który trafił do TVN-u czy Ivona kupiona przez Amazon. Startupy są inwestycjami ryzykownymi, ale z drugiej strony, jeżeli już jest sukces to zazwyczaj stopy zwrotu są znacznie powyżej rynkowych. Widziałem jak jeden z funduszy chwalił się stopą zwrotu na poziomie 3 tys. proc. Nie jest to na pewno sposób na zainwestowanie 100 proc. posiadanych środków, ale jak ktoś ma mocne nerwy i zna się na rynku nowych produktów to jest to idealne dla niego pole rozwoju. Poza tym przy startupach wchodzi się w świat nowych rozwiązań, ludzi z pasją i zaangażowaniem, którzy nie wszystko robią dla pieniędzy. To trochę inna jakość inwestowania.

Podobno większość startupów skazana jest od samego początku na porażkę? Ile procent z nich to wartościowe pomysły i jak je rozpoznać?

JW: - Ponad 90 proc. pomysłodawców trafia do nas z rozwiązaniem w postaci aplikacji lub urządzenia robiącego "coś" - ale bez rzetelnego sprawdzenia, czy istnieje na rynku taka grupa klientów, która faktycznie ma problem lub potrzebę, za której rozwiązanie w tej postaci jest skłonna zapłacić. Niestety takie startupy w większości są skazane na porażkę. Wartościowe pomysły to takie, gdzie istnieje faktyczny problem do rozwiązania. Czasami impulsem jest problem samego pomysłodawcy, np. potrzebuje lepszej aplikacji do zarządzania swoim czasem, robi ją dla siebie i okazuje się, że inni też chcą z niej korzystać i jeszcze za nią zapłacić. Warto zauważyć, że wyraźnie zaznacza się podział na startupy technologiczne, które budują swoją przewagę na rozwijaniu nowych technologii lub wręcz na prowadzeniu prac badawczo-rozwojowych i startupy nietechnologiczne.

Te drugie budują przewagę na tzw. UX, czyli doświadczeniu użytkownika i na umiejętności dotarcia do klientów. Z reguły wymagają one mniej czasu i środków zanim trafią na rynek, ale potrzebują więcej nakładów na marketing i sprzedaż. Te pierwsze, technologiczne, budzą coraz większe zainteresowanie. Generalnie, jako naród, jesteśmy lepszymi inżynierami niż sprzedawcami. Wprawdzie nad unikalnymi technologiami pracuje się dłużej, ale można je potem globalnie wdrożyć, bo dają dużą przewagę nad konkurencją, lub dobrze sprzedać. Widać to również w polityce dystrybucji środków unijnych dla firm, gdzie obecnie większość środków jest rozdzielania przez NCBR (Narodowe Centrum Badań i Rozwoju) nie na projekty typowo inwestycyjne, ale na projekty technologiczne - innowacje oparte na badaniach i rozwoju.
Jest dużo ciemnych stron początkującego biznesu - zazwyczaj brak dopływu gotówki (a częściej jej odpływ), brak stabilności, ciężka i nienormowana praca, duże ryzyko porażki i "zmarnowania" wielu miesięcy życia. To nie jest siedzenie z Mac'iem w kawiarni, jak może się niektórym wydawać.

RB: - Wiele przykładów pokazuje, że startupy odnoszą liczne sukcesy, tylko nie o wszystkich się słyszy. Z moich obserwacji wynika, że da się zbudować wartość na ok. 50 proc. startupów, jeżeli buduje się portfel z głową. Trzeba mieć oczywiście dobre rozpoznanie, zaczynając od ludzi, potem analiza rynku, potrzeb i istniejącej konkurencji oraz barier.

Jakie są polskie młode firmy? Czy widać w nich potencjał?

RB: - Polskie firmy są bardzo dynamiczne, ale jak na razie bez obycia międzynarodowego, dlatego nie ma spektakularnych sukcesów na miarę drugiego Facebook'a. Jest za to jednak wiele solidnych, polskich startupów, które fajnie się rozwijają i mają potencjał, jak chociażby lokalne spółki UxPin, OptiNav czy VoiceLab.

JW: - Trudno jednoznacznie odpowiedzieć, ja sam zastanawiam się, jaki procent polskich startupów jest "wartościowy" w porównaniu do Europy Zachodniej czy USA. Nie widziałem kompleksowych badań na ten temat, ale intuicja mówi mi, że nasze startupy nietechnologiczne, opierające się w dużym stopniu o koncepty marketingowe jeszcze odstają od tych amerykańskich, niemieckich czy skandynawskich. Z drugiej strony, patrząc na projekty technologiczne uważam, że nie mamy się czego wstydzić, a przykładem jest chociażby przytoczona już Ivona Software. Szkoda że dobrych startupów jest generalnie tak mało, ale wynika to z przepaści między światem nauki i biznesu, głównie mam wrażenie mentalnej, ale jednak blokującej rozwój.

Czy startupy podlegają "modom"? W jakich branżach powstaje ich najwięcej?

RB: - Modom nie, ale bardziej trendom rynkowym. IT to teraz wiodący trend. Jest wiele szumu na temat wielomilionowych inwestycji oraz miliardowych wycen, więc wszyscy się rzucają, aby zrobić coś podobnego. Zapominają jednak, że to są jednostkowe sukcesy, a ta branża to ciężki kawałek chleba, w dodatku niesamowicie już konkurencyjna. Najlepiej jest znaleźć sobie niszę, obszar z potencjałem, ale jeszcze nie odkrytym przez innych, gdzie szybko można stać się liderem.

JW: - Osobiście preferuję startupy, których twórcy realizują projekt "siedzący" w nich od lat, niż startupy podążające za modą. Te pierwsze oparte są na lepszych fundamentach i gwarantują większą motywację założycieli. Obecnie powstaje dużo startupów poświęconych lokalizacji wewnątrz budynków, dronom, automatyzacji marketingu czy przetwarzaniu dużych ilości danych. Mało który z nich znajdzie formułę sukcesu i przetrwa na rynku. Tam, gdzie są wszyscy, trudno będzie się przebić, lepiej właśnie szukać obszaru, o którym nikt wcześniej nie pomyślał. W ostatnich latach najciekawsze projekty powstają "na szwach", czyli na przecięciu różnych dyscyplin nauki - przykłady to medycyna i elektronika, badania biologiczne i uczenie maszynowe, lotnictwo i przetwarzanie obrazu.

Tworzący nowe startupy powinni się sparzyć! Lepiej jeśli boleśnie zweryfikuje ich rynek zanim jeszcze przyjmą pieniądze od inwestora, bo wtedy nie będzie większych problemów.

Czy warto szukać inwestora w Polsce, czy lepiej od razu szukać finansowania za granicą?

JW: - Najważniejsze jest znalezienie właściwego inwestora, niezależnie od tego, gdzie on jest. A właściwy, to taki, który da nam nie tylko pieniądze, ale pomoże w różnych obszarach, np. docieraniu do odpowiednich osób z naszą ofertą, planowaniu strategicznym czy negocjowaniu kolejnych rund finansowania. Dla większości startupów pierwszy inwestor powinien być bardziej mentorem niż inwestorem finansowym, mieć też odpowiednie cechy - być stanowczym, ale nie drapieżnym, poza tym być szczerym i konsekwentnym. Według mnie poszukiwania inwestora warto zacząć na swoim podwórku, i to dosłownie. Wprawdzie Polacy inwestują z reguły mniejsze kwoty, niż zagraniczne podmioty czy osoby, ale mając inwestora blisko, obu stronom lepiej się pracuje. Łatwiej też jest go "sprawdzić" i poznać przed współpracą, bo tutaj też intencje bywają różne, zwłaszcza jeśli ma się świetny i obiecujący pomysł.

Na co powinni zwrócić szczególną uwagę początkujący przedsiębiorcy, aby się nie "sparzyć"?

JW: - Właśnie powinni się sparzyć! Lepiej jeśli boleśnie zweryfikuje ich rynek zanim jeszcze przyjmą pieniądze od inwestora, bo wtedy nie będzie większych problemów. Warto uczyć się na własnych błędach, ale po co, jeśli można wyciągnąć tyle z cudzych porażek. Można poszukać mentora, rozmawiać z innymi startupowcami, chodzić na różne wydarzenia, jak chociażby Fuckup Nights, na których przedsiębiorcy opowiadają o swoich porażkach, próbować, zmieniać plan. Warto podkreślić, że podpisanie umowy inwestycyjnej z inwestorem to sukces, ale też bardzo poważny krok - od tej chwili bierzemy odpowiedzialność za czyjeś pieniądze i każda porażka będzie boleć podwójnie. Z kolei wszystko, co robisz do tego momentu jest jak "zabawa w piaskownicy" - jak najbardziej pożądana.

RB: - Pieniądze są na rynku, ale inwestorów, którzy dadzą to "coś" jest niewielu. Poza tym ważna jest "chemia". Relacja startupu i inwestora jest jak małżeństwo. Będą wzloty i upadki, mogą być różne oczekiwania i oceny rzeczywistości, więc trzeba to poważnie przemyśleć.

Opinie (36) 1 zablokowana

Dodaj opinię
Walczymy z przemocą słownąKasujemy opinie obraźliwe i nie na temat

Dodaj opinię

Odpowiedz

Dodając opinię akceptujesz regulamin dodawania opinii.
Administratorem Twoich danych osobowych jest Trojmiasto.pl Sp. z o.o.. Szczegóły przetwarzania danych znajdują się w polityce prywatności.

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Moim zdaniem

Ważne adresy

Ludzie biznesu

Zbigniew Canowiecki

Prezes Zarządu „Pracodawców Pomorza”. Jest absolwentem Politechniki Gdańskiej....