stat

Jak zostać menadżerem? Planowanie kariery według Piotra Bąbonia

- Jeśli nie potrafisz zmienić swojej perspektywy pracy po awansie wciąż żyjąc w przekonaniu, że wykonasz pracę swoich ludzi lepiej niż oni. Jest to poważny sygnał, by coś zmienić - twierdzi Piotr Bąboń, Head of Execution Leaders 5 w Nordea AB.
- Jeśli nie potrafisz zmienić swojej perspektywy pracy po awansie wciąż żyjąc w przekonaniu, że wykonasz pracę swoich ludzi lepiej niż oni. Jest to poważny sygnał, by coś zmienić - twierdzi Piotr Bąboń, Head of Execution Leaders 5 w Nordea AB. fot. Maciej Czarniak/Trojmiasto.pl

W kolejnym odcinku cyklu rozmów z menadżerami "Jak zostać menadżerem?" rozmawiamy o odwadze, zaufaniu i zaangażowaniu w pracę, które jednak w żadnym razie nie może przerodzić się w pracoholizm. O tym, dlaczego czasami warto sobie pobłażać, ale nigdy nie wolno zapominać o słowie "dziękuję" wobec współpracowników opowiada Piotr Bąboń, Head of Execution Leaders 5 w Nordea AB. W poprzednim odcinku rozmawialiśmy z Krzysztofem Lisem, Service Delivery Managerem w Centrum Kompetencyjnym Embedded Sii. Kolejna rozmowa już w przyszłym miesiącu.



Czy każdy musi mieć plan kariery zawodowej? Jak go zbudować?

Piotr Bąboń: - Myślę, że doskonale pasuje tu aforyzm Henry'ego Kissingera, "Jeżeli nie wiesz, dokąd zmierzasz, każda droga zaprowadzi cię donikąd." To prawda funkcjonująca nie tylko w świecie polityki, ale również w życiu prywatnym i zawodowym. Oczywiście na początku tej drogi trudno o klarowną wizję, co robić w życiu i kim być. Znalezienie własnej wizji staje się zaczątkiem planowania przyszłości. Daje ona motywację, poczucie celu, pozwala na identyfikację kolejnych kroków do realizacji swoich marzeń. Dlatego też z perspektywy rozwoju zawodowego każdy powinien poświęcić czas na przemyślenie i zaplanowanie swojej kariery. Z biegiem czasu okazuje się, że nie wszystko przebiega zgodnie z założonym planem. Potrzebne są korekty, czasem nawet głębokie zmiany, ale na tym właśnie polega istota planowania. Stajemy się mądrzejsi, bogatsi o nowe doświadczenia, a plany nabierają konkretnych kształtów, są coraz bardziej ambitne, bo wciąż lepiej poznajemy siebie i możliwości wokół nas.
Tam, gdzie mogę, staram się być przykładem dla mojego zespołu i otoczenia, co pozwala mi zbudować swoisty układ partnerski. Świadomość, że możemy na sobie polegać, stwarza przyjazne środowisko do pracy i rozwoju.

Czy warto robić to już na etapie studiów, szkoły średniej? Jak?

- Pamiętam, jak w okolicy egzaminów maturalnych stanąłem przed kluczowymi pytaniami, które w dużym stopniu miały zaważyć na mojej przyszłości. Co dalej? Jaka szkoła? Co właściwie chciałbym robić w swoim dorosłym życiu? Odpowiedzi przyszły właściwie same, bo już wcześniej rozwijałem swoje zainteresowania, tworząc proste programy na komputerach ZX Spectrum czy Atari, czytałem "Młodego Technika" i pochłaniałem kolejne odcinki telewizyjnego programu "Sonda". Dzięki temu dużo łatwiejsze było ukształtowanie mojej wizji przyszłości. Sama wizja jednak nie wystarcza, jeśli nie idą za nią konkretne działania.

Po maturze rozpocząłem studia na Wydziale Elektroniki Telekomunikacji i Informatyki PG, co pozwoliło na dalszy rozwój w kierunku zgodnym z moją pasją, dając zarazem nieco więcej przestrzeni na wypracowanie własnego przepisu na siebie. W trakcie studiów podejmowałem prace na umowę zlecenie, poznając praktyczne przykłady zastosowania IT w biznesie, dlatego też po studiach miałem lepszy start na rynku pracy. Mogłem się pochwalić nie tylko wiedzą teoretyczną, ale również pewnym doświadczeniem zawodowym. Wówczas pragnienie bycia dobrym w swojej dziedzinie było dominujące, lecz początkowo związane głównie z wiedzą ekspercką, a nie ścieżką menadżera. Przyszło to znacznie później - chciałem mieć wpływ na otaczającą rzeczywistość, większą odpowiedzialność i dalszy rozwój.

Jak długo szukał pan pierwszej pracy? Jaka była to praca?

- Pierwszą pracę znalazłem po trzech miesiącach poszukiwań, gdzie niebagatelną rolę odegrało wykształcenie oraz zdobyte doświadczenie i referencje u pracodawców z czasów studiów. To był też doskonały moment, z uwagi na startujący w Trójmieście oddział AT&T, poszukujący specjalistów w zakresie informatyki, elektroniki i telekomunikacji. Duży pracodawca, rozpoznawalna marka, nowoczesne technologie, wysoko rozwinięte procesy i przede wszystkim niezwykle ciekawa praca, skłoniły mnie do rozpoczęcia kariery zawodowej na stanowisku inżyniera central telefonicznych 5ESS. To była praca typowo inżynierska, wymagająca ogromnej samodyscypliny i dająca wielką satysfakcję z pokonywanych wyzwań.

Ci, którzy chcą się szybko wykazać na tle grupy, licząc na podwyżkę, awans, uznanie, są w stanie poświęcić na jakiś czas swoje życie prywatne, czasem niestety nieświadomie przekraczając tzw. punkt bez powrotu.

Czy pamięta pan swoją pierwszą wypłatę? Jak ta kwota ewoluowała, o ile procent jest wyższa dziś od ówczesnej?

- Pamiętam, że jak na owe czasy było to solidne wynagrodzenie, mam jednak wątpliwości, czy biorąc pod uwagę denominację złotego, inflację i okres prawie 25 lat od podjęcia pierwszej pracy, takie porównanie ma sens. Moje wynagrodzenie teraz jest kilkukrotnie wyższe, jednak patrząc na dzisiejsze wysokie ceny metra kwadratowego mieszkań w Trójmieście, mam do tych wyliczeń ogromny dystans. Z awansami raczej nie wiązały się jakieś znaczące skoki wynagrodzenia. Rosło ono wraz ze wzrostem kompetencji i zakresu prac, a awans właściwie odblokowywał jego dalszy wzrost, często formalizując już wcześniej zwiększany zakres odpowiedzialności.
Piotr Bąboń jest managerem z ponad 20-letnim doświadczeniem w IT i 15-letnim doświadczeniem w zarządzaniu dużymi zespołami, wysoce wykwalifikowanej kardy IT w polskich i międzynarodowych instytucjach w branży finansowej oraz ubezpieczeniowej.
Piotr Bąboń jest managerem z ponad 20-letnim doświadczeniem w IT i 15-letnim doświadczeniem w zarządzaniu dużymi zespołami, wysoce wykwalifikowanej kardy IT w polskich i międzynarodowych instytucjach w branży finansowej oraz ubezpieczeniowej. fot. Maciej Czarniak/Trojmiasto.pl

Jak przygotować się do swojej pierwszej rozmowy o pracę?

- Na początku istotny jest przegląd rynku pracy, aby zbudować sobie listę stanowisk i firm odpowiadających naszym aspiracjom. Według niej będziemy śledzić oferty pracy i rozsyłać swoje CV. Warto poszerzyć wiedzę o tych firmach, pytając znajomych oraz czytając informacje na rozlicznych portalach internetowych. Jest to istotne nie tylko na etapie selekcji pracodawców, ale również w trakcie ewentualnej rozmowy kwalifikacyjnej, gdzie przecież może pojawić się pytanie, "Co Pani/Pan wie o naszej firmie?".

Aplikując na konkretne stanowisko dostosowujemy swoje CV do potrzeb pracodawcy, uwydatniając doświadczenie i umiejętności istotne z punktu widzenia oferty. Nie opisujemy wszystkiego, z czym tylko udało nam się do tej pory zetknąć, dlatego że CV ma na celu tylko i aż zainteresowanie pracodawcy rozmową z nami. Najtrudniejsze jest pytanie o oczekiwane wynagrodzenie. Tu znów z pomocą przychodzą portale internetowe, podające zestawienia średnich wynagrodzeń w podziale na branże, stanowiska czy konkretne miejscowości. Pamiętajmy, że oczekiwania te muszą być w zgodzie z naszym doświadczeniem. Jeśli jest to pierwsza rozmowa o pracę, to raczej nie celujemy w średnią. Przed rozmową warto przemyśleć, jaki mamy margines do negocjacji.
Należy mieć dla siebie odrobinę pobłażliwości. Zachowanie balansu pomiędzy pracą i życiem prywatnym jest zaworem bezpieczeństwa.

Spóźnienie na rozmowę wstępną jest absolutnie w złym tonie, dlatego zaplanujmy jakiś margines błędu, aby przed rozmową kwalifikacyjną mieć chwilę na uporządkowanie myśli.

No i na koniec emocje... Te potrafią zgubić nawet najlepszych kandydatów. Rozmowa kwalifikacyjna jest związana ze stresem, ale pamiętajmy, że w tej sytuacji obie strony są zainteresowane jej pomyślnym rezultatem. Gdyby pracodawca nie poszukiwał pracownika, nie dawałby ogłoszenia. Uśmiech, odrobina pewności siebie oraz konkretne odpowiedzi na pytania, zdecydowanie pozwolą nawiązać dobrą nić porozumienia. Jeśli nie rozumiemy pytania, należy poprosić o doprecyzowanie. Czasem warto na koniec rozmowy kwalifikacyjnej poprosić o ocenę zwrotną (feedback), co może dostarczyć wielu cennych wskazówek pod kątem przyszłych rozmów kwalifikacyjnych.

Ważniejsze są studia i liczne kursy czy wiedza praktyczna?

- W przypadku pierwszej pracy raczej trudno o wiedzę praktyczną, więc studia i kursy są wówczas jedyną szansą na poparcie swoich kompetencji przy ubieganiu się o dane stanowisko. Jeśli pracodawca ma do dyspozycji dwie osoby o porównywalnym doświadczeniu i różnym wykształceniu, o wyborze może przesądzić wykształcenie. Z drugiej strony, im dłużej funkcjonujemy na rynku pracy, tym wiedza praktyczna ma większe znaczenie od studiów i kursów.

Co może jeszcze pomóc we wspinaczce na kolejne szczeble kariery zawodowej?

- Zazwyczaj rzetelna praca na bieżącym stanowisku przyczynia się do zauważenia takiej osoby i potencjalnego awansu. Należy jednak pamiętać, że nie mniej istotne jest wychodzenie poza swoją strefę komfortu i podejmowanie się zadań wykraczających poza obecne kompetencje czy doświadczenie. W ten sposób znacznie przyspieszamy swój rozwój zawodowy, jednocześnie powiększając wspomnianą strefę, w której czujemy się dobrze i pewnie. Każdy powinien też zdawać sobie sprawę ze swoich mocnych, jak i słabych stron, czego obraz możemy uzyskać poprzez pytania współpracowników i przełożonych o ocenę zwrotną. (Co działa dobrze? Nad czym powinniśmy popracować?). To, co bierzemy z tego dla siebie zależy całkowicie od nas. (Niekiedy paradoksalnie wzmacnianie mocnych stron jest dużo bardziej sensowne niż dociąganie do średniej wszystkich pozostałych). Dzięki temu stajemy się wybitni w jakiejś wybranej dziedzinie, co buduje naszą markę.
Z długiej listy najgorszych cech menadżera można by wymienić: brak przewidywalności, skupienie na sobie, brak przekazywania informacji, brak słowa "dziękuję" w słowniku.

Niezwykle istotny wpływ mają na nas szefowie, będący wzorcem pewnych postaw i zachowań. Jeśli tylko jest taka możliwość, uczmy się od najlepszych. Warto znaleźć w swoim otoczeniu mentora, dzielącego się swoimi przemyśleniami i doświadczeniem. Podsumowując, żelazną regułą powinno być pozytywne nastawienie i otwartość na zmiany, coraz częstsze w dzisiejszym świecie biznesu. Pracujmy nad wizją siebie, biorąc całkowitą odpowiedzialność za własny rozwój!

Skąd wiadomo, czy nadajemy się na stanowisko kierownicze? Jak to sprawdzić?

- Podstawowym pytaniem jest, czy faktycznie chcemy obrać tę ścieżkę? Przejście na stanowisko kierownicze często związane jest z porzuceniem ścieżki eksperckiej, co szczególnie widzę w otaczającym mnie świecie IT. W niektórych przypadkach praca eksperta daje nie tylko większą satysfakcję, ale też wyższe zarobki. Kolejnym ważnym aspektem na stanowisku kierowniczym jest to, na ile potrafimy cieszyć się z sukcesów naszego zespołu, zamiast wciąż gonić za własnymi.

Jeśli nie potrafisz zmienić swojej perspektywy pracy po awansie, wciąż żyjąc w przekonaniu, że wykonasz pracę swoich ludzi lepiej niż oni - innymi słowy, masz skłonności do "micromanagementu" - jest to poważny sygnał, by coś zmienić.

Jeśli nie lubisz lub nie szanujesz innych ludzi, nie możesz być dobrym szefem dla swojego zespołu.

Na koniec chciałbym zwrócić uwagę na istotną różnicę pomiędzy kierownikiem/managerem a przywódcą czy też inaczej liderem. Ten pierwszy w wielu przypadkach zarządza ludźmi, niekiedy pchając ich przed sobą, ten drugi sprawia swoim przykładem, wizją, charyzmą, że ludzie idą za nim, wspinając się na coraz wyższe poziomy efektywności. W moim przekonaniu, o ile można być dobrym liderem nie posiadając stanowiska kierowniczego, to w drugą stronę ten warunek się już nie sprawdza. Dzisiejsze organizacje wymagają od tej roli coraz więcej, nie zatrzymując się już tylko na tzw. "servant leadership", ale idąc dalej w stronę Management 3.0, budując społeczności, w których każdy bierze odpowiedzialność za wspólny sukces.
Nie mogę sobie wyobrazić lidera czy nawet kierownika, który staje przed swoim zespołem z brakiem pewności siebie czy odwagi, przy czym pewność siebie nie jest też całkowitym brakiem strachu czy wątpliwości.

Jakie ma pan kryteria sukcesu? Co jest najważniejsze, aby go osiągnąć?

- Dla mnie jest to ściśle związane z osiąganiem celów stawianych przez organizację, przy dbałości o podnoszenie kwalifikacji i efektywności zespołu. Gdybym jednak miał na to pytanie odpowiedzieć z serca, moim sukcesem jest sukces mojego zespołu, a szczególną dumą napawa mnie, gdy moi pracownicy awansują do nowych ról/stanowisk, znacznie poszerzając swój dotychczasowy horyzont działania i związanej z nim odpowiedzialności.

Najważniejszymi czynnikami na drodze do sukcesu są determinacja i konsekwencja, ale też świadomość siebie i zespołu. Absolutnym fundamentem jest budowanie zaufania w zespole oraz swojej autentyczności jako lidera. Zaufanie pozwala na otwartość i niweluje strach przed konfliktem. To zachęca zespół do ważkich dyskusji, generowania rozwiązań i brania za nie odpowiedzialności, co w konsekwencji daje nam jasny obraz wspólnego celu. Brzmi banalnie prosto, ale nie zawsze jest takie łatwe w realizacji.

Jak szybko rozwinąć swój potencjał i się nie wypalić?

- Otwartość, ciekawość ludzi i otoczenia, kreowanie wizji, czynny udział w kształtowaniu środowiska pracy. Te wszystkie cechy i wiele podobnych pozwalają poczuć wiatr w żaglach. Ważne jest częste wykraczanie poza swoją strefę komfortu, aby najzwyczajniej w świecie nie zardzewieć. Nowe doświadczenia poszerzają tę strefę i w najszybszy sposób rozwijają drzemiący w nas potencjał. Zadbaj o przepływ informacji, wymianę wiedzy i doświadczeń w swoim otoczeniu. Spraw, aby ludzie wspierali się nawzajem swoim doświadczeniem nie tylko w wymiarze sukcesów, ale i porażek. To pracuje jak swoisty krwiobieg, pompujący tlen do wszystkich tkanek twojej organizacji.

We wszystkim jednak należy zachować pewien umiar i równowagę, aby zapobiec wspomnianemu wypaleniu. Życie w zgodzie ze sobą jest czymś, co pozwala zachować szacunek do samego siebie i wewnętrzny balans. Zadaj sobie pytanie dotyczące życiowych priorytetów i wartości, których zachowanie decyduje o twoim wewnętrznym komforcie i harmonii. Ciesz się z sukcesów swoich i innych, doceniając się za rzeczy wielkie i te mniejsze. Szanuj siebie, stawiając jasne granice, gdzie zaczyna i gdzie kończy się życie prywatne oraz zawodowe. Rozwijaj swoje zainteresowania pozazawodowe.

Ważniejsza jest pewność siebie i odwaga czy wrażliwość i talent?

Trochę przypomina mi to pytanie, czy w rowerze ważniejsze jest przednie czy tylne koło. Tak naprawdę trudno jest przecenić którąkolwiek z tych cech, dlatego nie ośmielę się ich wartościować. Nie mogę sobie wyobrazić lidera czy nawet kierownika, który staje przed swoim zespołem z brakiem pewności siebie czy odwagi, przy czym pewność siebie nie jest też całkowitym brakiem strachu czy wątpliwości. Osoby pewne siebie po prostu umieją działać pomimo tego strachu i obaw.
Najważniejszymi czynnikami na drodze do sukcesu są determinacja i konsekwencja, ale też świadomość siebie i zespołu. Absolutnym fundamentem jest budowanie zaufania w zespole oraz swojej autentyczności jako lidera.

Odwagi wymaga również przyznanie się, że nie zawsze znamy wszystkie odpowiedzi, lub choćby przyznanie się do błędu. Co do wrażliwości, w tym pojęciu mieści się szacunek, empatia i wszystkie inne elementy odpowiadające za budowanie dobrych relacji między ludźmi czy w biznesie. Bez nich trudno o zdrowe środowisko pracy i budowę zaufania, o którym już wspominałem wcześniej. Talent idzie w parze z pracowitością. Zaniedbany obrasta kurzem, ale jego brak często da się nadrobić mozolną pracą. Czy zatem jest równie ważny? Raczej tak, skoro uzyskanie dobrego efektu przychodzi nam mniejszym wysiłkiem, to możemy swoją energię wykorzystać w dużo bardziej efektywny sposób.

Jakie są najgorsze cechy menadżera?

- Z długiej listy najgorszych cech menadżera można by wymienić: brak przewidywalności, skupienie na sobie, brak przekazywania informacji, brak słowa "dziękuję" w słowniku, negatywne nastawienie, krytykanctwo, brak zaufania do innych, brak szacunku dla innych, przekonanie o swojej nieomylności. Zdrowa organizacja powinna wyraźnie i zdecydowanie reagować na występowanie takich cech, choćby poprzez budowę systemu wartości i jego egzekwowanie od najwyższego poziomu zarządzania począwszy, na szeregowym pracowniku skończywszy. To wymaga jednak bardzo silnej kultury organizacyjnej i świadomości na jej wszystkich poziomach.

Czy ważniejsze jest zadowolenie z pracy, czy życia prywatnego? Jak to pogodzić?

- Odpowiedzi mogą być bardzo różne, w zależności od tego, na jakim etapie życia się znajdujemy. Osoby z pewnym dorobkiem osobistym i świadomością swoich możliwości będą starały się znaleźć balans, szukając spełnienia w obu dziedzinach. Ci, którzy chcą się szybko wykazać na tle grupy, licząc na podwyżkę, awans, uznanie, są w stanie poświęcić na jakiś czas swoje życie prywatne, czasem niestety nieświadomie przekraczając tzw. punkt bez powrotu. Ostatnia grupa to ludzie skoncentrowani głównie na sobie, gdzie oczekiwaniem jest pobieranie pensji za samo przyjście do pracy. Pokazuję te kontrasty, bo właściwie każda z grup czerpie swego rodzaju zadowolenie z pracy, jednak niekoniecznie z wzajemnością, jeśli mówimy o współpracy czy funkcjonowaniu w życiu prywatnym.

Kiedy sam doświadczałem takiego braku równowagi, zawsze odbijało się to negatywnie na jednej ze stref, a w niedalekim czasie również na drugiej. Czasem potrzebny jest większy wysiłek, krótki sprint, by dopiąć otwarty temat i odczuć dodatkową satysfakcję, jednak pamiętajmy, że wszyscy po nim zasługujemy na odpoczynek i regenerację sił. Sztuką jest znalezienie własnej drogi, która pozwala na czerpanie satysfakcji zarówno z kariery zawodowej, jak i życia prywatnego. Nasze decyzje zawsze powinny być wynikową potrzeb naszych, organizacji, możliwości, priorytetów i świadomych granic, które sobie stawiamy pomiędzy życiem zawodowym i prywatnym.

Znalezienie własnej wizji staje się zaczątkiem planowania przyszłości. Daje ona motywację, poczucie celu, pozwala na identyfikację kolejnych kroków do realizacji swoich marzeń.

Jak motywuje pan siebie, jak swój zespół?

- Właściwie motywujemy się nawzajem, dając sobie potrzebne wsparcie, gdy tylko któraś ze stron tego potrzebuje. Celebracja zarówno drobnych, jak i dużych sukcesów. Docenianie wysiłków, które czasem mimo dobrych chęci spełzły na niczym. Poszukiwanie możliwości rozwoju, nauczenia się czegoś nowego czy też podzielenia się swoim doświadczeniem z innymi. To wszystko składa się na poczucie własnej wartości w zespole, dającej siłę do osiągania rzeczy czasem niemożliwych.

Tam, gdzie mogę, staram się być przykładem dla mojego zespołu i otoczenia, co pozwala mi zbudować swoisty układ partnerski. Świadomość, że możemy na sobie polegać, zapewnienie przestrzeni do podejmowania autonomicznych decyzji, uczenia się na własnych błędach, stwarzają przyjazne środowisko do pracy i rozwoju. Są to główne siły napędzające motywację moją i mojego zespołu.

W jaki sposób radzi sobie pan z problemami, stresem?


- Najważniejsze jest, by zdać sobie sprawę z przestrzeni istniejącej pomiędzy trudnymi sytuacjami a naszymi reakcjami w sferze emocji i działań. Przestrzeń ta pozwala na chwilę refleksji, co to dla mnie oznacza, jakie mam opcje i które z nich wybieram ze świadomością wpływu na siebie i innych. Krótka weryfikacja własnych założeń i filtrów pozwala na dużo bardziej konstruktywne podejście i znalezienie optymalnych rozwiązań bez niepotrzebnej wewnętrznej szarpaniny. To w dużym stopniu redukuje poziomu stresu już w momencie jego pojawiania się.

Należy mieć też dla siebie odrobinę pobłażliwości. Zachowanie balansu pomiędzy pracą i życiem prywatnym jest kolejnym zaworem bezpieczeństwa. Oparcia w bliskich i przyjaciołach nie da się niczym zastąpić. Bardzo ważne jest też zadbanie o odpoczynek od trudnych spraw na rzecz swoich zainteresowań, w idealnym przypadku sportu. Dobra książka, film lub zagłębienie się w proces twórczy dają też doskonały oddech. Moją pasją jest budowa witraży i lamp witrażowych, co pozwala nieco bardziej uaktywnić twórczą półkulę mózgu i chwilę pocieszyć się z efektu pracy własnych rąk.

Piotr Bąboń jest managerem z ponad 20-letnim doświadczeniem w IT i 15-letnim doświadczeniem w zarządzaniu dużymi zespołami wysoko wykwalifikowanej kadry IT w polskich i międzynarodowych instytucjach w branży finansowej oraz ubezpieczeniowej. Swoją karierę zawodową rozpoczął w AT&T na stanowisku inżyniera central 5ESS, następnie w ciągu 14 lat pracy w GE Capital Bank przeszedł przez szereg szczebli kariery od programisty poprzez kierownika projektów, dyrektora działu Systemów Obsługi Klienta i dalej dyrektora Działu Zarządzania Projektami. Kolejnym etapem była praca na stanowisku dyrektora Biura Systemów Front Office w Atenie. Obecnie jest szefem jednego z zespołów "Execution Leaders" w Nordea, odpowiedzialnego za realizację złożonych projektów w obszarze infrastruktury IT. Absolwent Politechniki Gdańskiej na Wydziale Elektroniki, Telekomunikacji i Informatyki (dyplom z wyróżnieniem).


Jesteś doświadczonym menadżerem? Chciałbyś podzielić się swoją praktyczną wiedzą z osobami, które planują czy właśnie rozpoczęły karierę? Skontaktuj się z autorem.

Moim zdaniem

Ludzie biznesu

Tomasz Basiński

W latach 1987 – 1990 kształcił się w sopockim Policealnym Studium Zawodowym w specjalności...