stat

Ciekawe zawody: wirtualna asystentka - wsparcie przyszłości

Zaletą pracy wirtualnej asystentki jest możliwość wykonywania jej w dowolnym miejscu i czasie.
Zaletą pracy wirtualnej asystentki jest możliwość wykonywania jej w dowolnym miejscu i czasie. fot. Lucyna Pęsik/Trojmiasto.pl

Wirtualna asystentka może okazać się zawodem przyszłości, szczególnie pożądanym w mikro- i małych firmach. Bez zobowiązań, bez dodatkowych kosztów, szybko, sprawnie i on-line w niestandardowych godzinach. O tym, jeszcze niepopularnym zawodzie, opowiedziała nam Karolina Barc. W poprzednim odcinku zawód pilota przybliżył nam Aleksander Pytel. Kolejny wywiad już za miesiąc.



Ile godzin miesięcznie pracujesz?

mniej niż standardowy etat (ok. 168 godzin) 17%
mniej więcej wymiar etatu 37%
więcej niż etat, ale nie przekraczam miesięcznie 200 godzin 23%
ponad 200 godzin miesięcznie 13%
obecnie nie pracuję 10%
zakończona Łącznie głosów: 243
Jak to się stało, że jesteś wirtualną asystentką?

Karolina Barc: Z jednej strony to przypadek, a z drugiej moja zawodowa kariera dość naturalnie doprowadziła mnie do tego momentu. To, co robię nie bardzo łączy się z moim wyuczonym zawodem. Skończyłam technologię chemiczną na Politechnice Gdańskiej, chciałam pracować w laboratorium. Jednak szybko okazało się, że w większości miejsc szukają mężczyzn, albo bardzo mało płacą. W zasadzie przypadek zdecydował, że moja pierwsza praca polegała na wsparciu firmy międzynarodowej i bez wątpienia ta praca najbardziej mnie zahartowała. Nauczyłam się tam zaradności i pewności, że ze wszystkim sobie poradzę. Mój przełożony dawał mi zadania, nie zastanawiając się, czy posiadam umiejętności, żeby je zrealizować. Np. naprawienie czegoś, co nie działa na stronie www. Nie znałam się na html. Szukałam informacji tak długo, aż udało mi się naprawić usterkę. Zresztą to właśnie mój pierwszy przełożony zaraził mnie pasją do programowania. I tak pewnego dnia postanowiłam, że spróbuję sama stworzyć stronę internetową. Potem pojawiły się kolejne realizacje dla rodziny, a później komercyjne zlecenia. Moja kolejna praca polegała na wsparciu biura handlowego przy wycenie wież wiatrowych. Był rok 2016, nie myślałam o stworzeniu czegoś swojego, aż do momentu urodzenia Olka, wtedy wszystko się zmieniło.

Urodzenie dziecka to zwykle moment przełomowy.

- Nie wyobrażałam sobie oddać syna na dziesięć godzin do żłobka. Teoretycznie już byłam na działalności, bo wymagała tego moja pierwsza praca, firma nie była zarejestrowana w Polsce i w ten sposób łatwiej było to rozwiązać. To w zasadzie był minus, kiedy urodziłam, nie obowiązywał mnie kodeks pracy, nie mogłam zmniejszyć etatu, nie mogłam odebrać godzin na karmienie. Osiem godzin w biurze plus dojazdy wydały mi się, już w trakcie macierzyńskiego, trudne do pogodzenia z rolą mamy, jaką chciałam być dla swojego dziecka. Zaczęłam się zastanawiać, w czym jestem dobra, co mogę robić poza pracą stacjonarną.

Co wyszło z tych przemyśleń? W czym się najlepiej czujesz?

- Potrafię świetnie organizować czas, nie boję się wyzwań, wszystko mnie ciekawi i ze wszystkim umiem sobie poradzić, wiem, gdzie sprawdzić informacje i jak zabrać się za rzeczy, których dotąd nie robiłam. Już wtedy potrafiłam przygotowywać proste strony www. Na macierzyńskim wzięłam udział w szkoleniu on-line przygotowanym przez Google: Internetowe rewolucje. Potem w kolejnym na Front End Developera, gdzie poukładałam sobie informacje z html, css i java script. Tutaj w pakiecie było także wsparcie konsultanta na żywo. W końcu pewnego dnia olśniło mnie: powinnam wspierać firmy nadal, bo w tym jestem najlepsza, ale w innej formie, wirtualnej. Zaczęłam czytać o pracy wirtualnej asystentki. Z każdym artykułem, a było ich niewiele, czułam, że właśnie to chcę robić. Zbadałam rynek, wymyśliłam nazwę - e-Asystentka Biuro Online i zaczęłam od przygotowania własnej strony www, potem założyłam bloga.

Rzuciłaś pracę, żeby zostać wirtualną asystentką?

- Nie umiałam tak. Jestem ostrożna i analizuję każde rozwiązanie, nie lubię ryzykować. Po skończonym macierzyńskim wróciłam do swojej pracy, ale wiedziałam, że to tylko etap. Zaczęłam ogłaszać się na portalach do pozyskiwania zleceń i realizowałam je wieczorami, kiedy syn szedł spać. Z założeniem, że jak tylko zlecenia pozwolą, odejdę z pracy.

Długo musiałaś czekać na ten moment?

- Właśnie w zasadzie bardzo krótko i to mnie przestraszyło. Minęły cztery miesiące, miałam tyle zleceń, że mogłam zaryzykować i odejść z pracy, ale jakoś mnie to przestraszyło, nie czułam się gotowa. Nie spodziewałam się, że to może się tak szybko rozwijać. Co pewnie absurdalne, przestałam szukać nowych klientów, zaczęłam się wycofywać ze swojego pomysłu właśnie wtedy, kiedy nie był już tylko marzeniem, ale koniecznością realnej zmiany. Tak minęło kilka miesięcy i stwierdziłam, że przecież to była moja droga, zawsze będzie ryzyko, zawsze będzie stres związany ze zmianą, ale jeśli tego nie zrobię, nie będę szczęśliwa, łącząc życie zawodowe z prywatnym. Przeliczyłam wszystko ponownie, i zdecydowałam, że to jest ten moment, złożyłam wypowiedzenie z poczuciem, że to dobry krok.

Na czym polega twoja praca ? Jakie zadania zlecają klienci?

- Dla jednej z pisarek szukałam kontaktu do ilustratorek książek. Dla producenta bram zajęłam się wsparciem przy rozpoczęciu działalności - obsługą marketingu, mediów społecznościowych, robieniem wyceny, kontaktem z klientem. Dla angielskiego sklepu z bielizną robiłam stronę internetową, procedowałam zamówienia. Dla norweskiej firmy przygotowywałam i wysyłałam tzw. cold mailing, czyli spersonalizowane maile, które miały zachęcić potencjalnych klientów do ich produktów. Miałam też zlecenia z Niemiec korekty e-maili w języku polskim, bo klient długo nie mieszkał w Polsce i jego wiadomości wymagały poprawy. Tworzyłam też logotypy, robiłam tzw. research dla firmy, która chciała otworzyć w Polsce działalność, czyli badanie rynku sprawdzające konkurencję i koszty, jakie musieliby ponieść. Jeden z klientów zlecił mi stworzenie bazy wszystkich prywatnych przedszkoli w Polsce. Zdarzały się też sytuacje, że zaczynałam od współpracy biznesowej, a później realizowałam prywatne zlecenia, np. wyszukiwania atrakcji do spędzenia wolnego czasu w wybranym miejscu, lub wsparcie w wyszukiwaniu podwykonawców przy budowie domu. Jak widzisz, te zlecenia są bardzo różnorodne. Jedne są krótkie, inne to długie projekty. Jedne pasjonujące, inne dość żmudne.

Nie odmawiasz zleceń, nawet jeśli widzisz, że są właśnie żmudne i nie ma w nich nic pasjonującego?

- Bardzo rzadko odmawiam zleceń, tak jak bardzo rzadko mówię, że czegoś się nie da zrobić. Myślę też, że na wszystko trzeba mieć sposób, wiele rzeczy można zautomatyzować lub wesprzeć się gotowymi elementami. Np. baza przedszkoli. Nie musisz budować jej od zera. Główną część pobrałam ze strony ministerstwa i uzupełniłam ją o informacje, których potrzebował klient. Myślę, że to jest właśnie najważniejsze w tym zawodzie. Czy wiesz, gdzie szukać informacji i jak sprawnie je wykorzystać.

Jakie cechy, kompetencje powinna mieć poza tym idealna wirtualna asystentka?

- Na pewno powinna bez problemu posługiwać się komputerem, pomocna będzie znajomość języków obcych, bo dzięki temu może realizować zlecenia bez ograniczeń, na całym świecie, świetnie organizować sobie czas, umieć ustalać priorytety i planować, pracując przy wielu różnych projektach naraz. Bardzo ważna jest sumienność, terminowość i uczciwość. Klient często rozlicza się ze mną za godziny pracy, więc musi wiedzieć, że faktycznie tyle godzin przepracowałam, ile zadeklarowałam. Dlatego ja zawsze przedstawiam raport z czasu pracy. Dzięki temu transparentnie widać, ile co mi zajęło i za co faktycznie zapłacił klient. Pomocne w tym są narzędzia do pracy on-line. Np. Toggl do mierzenia czasu, Trello do zarządzania wieloma projektami, programy do liczenia znaków.

Myślałam, że klient woli rozliczać się za wykonaną pracę, a nie za sam czas. Ile faktycznie może zarobić wirtualna asystentka?

- Najłatwiej rozliczyć właśnie czas, choć fakt - te sposoby rozliczania są bardzo różne. Zdarza się, że klient przychodzi z konkretnym budżetem, załóżmy, że chce zrobić research, ale ma tylko 500 zł, umawiamy się, że za te pieniądze poświęcę mu konkretną liczbę godzin. Taka stawka godzinowa w zależności od zlecenia zaczyna się od 35 zł netto. Z niektórymi klientami jestem też umówiona na procent od zysku, ale to w sytuacji, kiedy firma jest nowa i wchodzi dopiero na rynek. Jeśli moje działania marketingowe, organizacyjne się sprawdzą, to oboje zarobimy na biznesie. Przy korekcie czy tłumaczeniach umawiam się na płatność za 1000 znaków, a sama kwota już zależy od materiału, który ma klient. Stworzenie dla kogoś podstawowej strony www to kwota ok. 1000 zł.

Kwoty wydają się bardzo atrakcyjne, patrząc, że pracodawca nie jest obciążony urlopami, zwolnieniami, czy miejscem w biurze, które musi dla ciebie wygospodarować.

- Firma korzysta z pomocy wtedy, kiedy jej potrzebuje, kiedy ma dużo pracy, jeśli tej pracy nie ma, nie musi korzystać z mojego wsparcia. Nie jesteśmy na siebie skazani. Jeśli nie czulibyśmy przysłowiowej chemii, możemy się bez okresu wypowiedzenia rozstać. Wspieram też małe firmy, które wcale nie potrzebują osoby na etat, tylko na pomoc w tych obszarach, których nie lubią, czy nie chcą robić, np. w kontakcie z klientem. Wiele rzeczy klient robiłby pierwszy raz, więc zajmie mu to np. 10 godzin pracy, ja robiłam już wiele razy, więc dla mnie to będą 3 godziny. Dzięki temu klient zyskuje czas, który może spożytkować na swój biznes i na to, na czym zna się najlepiej. Jeśli w grę wchodzi kontakt z innymi krajami, np. USA, trudno to zrealizować w standardowych godzinach pracy 9-17. Jeśli klient chce wysyłać mailing do Stanów, to lepiej to zrobić o 21. Pracuję w różnych godzinach i tak ustalam swój dzień, żeby w najlepszym czasie realizować każde ze swoich zadań. I dochodzi jeszcze jeden ważny argument: coraz trudniej znaleźć bardzo dobrego, lojalnego i kompetentnego pracownika na etat.

Te wszystkie zalety mogą sprawiać, że zawód wirtualnej asystentki będzie w najbliższych latach coraz bardziej się rozwijał, jak myślisz?

- Dokładnie tak, widzę, jak przez ostatni rok rozwija się zainteresowanie klientów usługą. Coraz więcej osób pyta mnie, na czym faktycznie polega ta praca. Klienci jeszcze nieczęsto używają nazwy "wirtualna asystentka", raczej sformułowania szukam kogoś do pomocy. Jednak bez wątpienia zawód będzie coraz bardziej popularny, bo to po prostu firmom się opłaca i jest wygodne. Marzy mi się kiedyś prowadzenie kursów dla wirtualnych asystentek. Mam nadzieję, że już niedługo będę mogła zacząć zatrudniać wirtualne asystentki, a moją rolą będzie zdobywanie zleceń i wspieranie ich w efektywnej pracy. Pomysłów mam wiele i czuję, że to świetny kierunek, a sama praca nigdy nie dawała mi tyle satysfakcji.

Trójmiejski rynek pracy to różnorodność i ciągłe, dynamiczne zmiany. Ciekawe, niszowe profesje i zawody, które w chwilę zdobywają popularność. Chcemy pokazać czytelnikom nie tylko warte poznania profesje, ale także niezwykłych ludzi, którzy z pasją opowiadają o swojej pracy. Temu ma służyć cykl wywiadów "Ciekawe zawody".

Opinie (14) 3 zablokowane

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Moim zdaniem

Ludzie biznesu

Bogdan Górski

prezes Przedsiębiorstwa Budowlanego „Górski”.Spółkę, ze stu procentowym kapitałem...