Lodołamacz "Puma". Najpierw taśma klejąca, teraz układ chłodzenia

Lodołamacz "Puma" miał być gotowy do końca marca tego roku.
Lodołamacz "Puma" miał być gotowy do końca marca tego roku. fot. materiały prasowe

Lodołamacz "Puma" budowany dla Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Gdańsku ma problem z układem chłodzenia. Sprawa jest poważna, bo nie wiadomo, czy uda się tę... "usterkę" naprawić. Jednostka pod koniec marca miała być oddana, a wciąż stoi w Stoczni Gryfia i nie wiadomo, kiedy i czy w ogóle ją opuści.



Aktualizacja 30 lipca: Stanowisko Stoczni dotarło do nas trzy tygodnie po publikacji artykułu, prezentujemy je na końcu tekstu.



O lodołamaczu "Puma" budowanym przez Morską Stocznię Remontową Gryfia przy współpracy ze Stocznią Szczecińską zrobiło się głośno, zanim został zwodowany, kiedy media obiegły słynne zdjęcia kadłuba posklejanego taśmą.

Ówczesne władze Stoczni tłumaczyły, że "kadłub lodołamacza "Puma" został wykonany na podstawie zatwierdzonego przez PRS (Polski Rejestr Statków) projektu technicznego i zgodnie z obowiązującą w stoczni technologią" i straszyły pozwami wszystkich, którzy twierdzili, że kadłub w dniu wodowania nie był gotowy.

Na straszeniu się skończyło.

- W całym kadłubie brakowało w licznych miejscach spoin, a w miejscu planowanych spawów były szczeliny. Zamaskowano je, zaklejając taśmą. Następnie pomalowano cały kadłub w nocy wałkami na rdzę. Aluminiowa nadbudówka została luźno położona w częściach na kadłub. Całe to wydarzenie było tylko bardzo kosztownym i finansowanym przez stocznię eventem wyborczym, niestety przy okazji złamano przepisy, bo podpisano odbiór niegotowego kadłuba - przekonuje Rafał Zahorski, pełnomocnik marszałka województwa zachodniopomorskiego ds. gospodarki morskiej.
Przypomnijmy, że wydarzenie miało miejsce w sierpniu 2019 roku, a wówczas też toczyła się kampania wyborcza.

Pod koniec kwietnia tego roku "Puma" stanęła jednak na wodzie, a RZGW w Gdańsku poinformował, że "potwierdzane jest, przez inspektorów stoczniowych oraz Towarzystwa Klasyfikacyjnego (PRS), osiągnięcie parametrów zakładanych w projekcie technicznym".

Wydawało się, że już nic złego nie może się wydarzyć w związku z lodołamaczem i zgodnie z kontraktem zostanie on przekazany zamawiającemu, czyli Regionalnemu Zarządowi Gospodarki Wodnej w Gdańsku do końca marca tego roku.

Niestety tak się nie stało, a powodem wcale nie jest pandemia. Pojawiły się informacje, że jednostka ma problemy z układem chłodzenia.

Gospodarka morska w Trójmieście



- Z moich informacji wynika, że sprawa jest poważna. Prawdopodobnie popełniono błąd już w fazie projektowania. A jeżeli nie działa układ chłodzenia, to nie działa cały napęd. Taka jednostka po prostu nie może samodzielnie pływać. Najgorsze jest to, że nie wiadomo, jaka jest tego przyczyna - mówi Rafał Zahorski, który losy "Pumy", a przede wszystkim zachodniopomorskich stoczni, śledzi od dawna.
W sieci pojawiły się informacje, że silnik po 10 minutach pracy zaczyna się "gotować" i trzeba go wyłączyć.

Przypomnijmy. Zgodnie z umową podpisaną w 2017 roku w ramach Projektu "Budowa lodołamaczy dla RZGW Gdańsk", dofinansowanego z Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko 2014-2020, realizowana jest budowa lodołamacza czołowego oraz trzech lodołamaczy liniowych, które mają być w służbie flotylli lodołamaczy Wód Polskich na Dolnej Wiśle.

Budowa czterech sztuk lodołamaczy odbywa się w trybie "zaprojektuj i wybuduj" i realizowane miało być w okresie 2017-2021 r. Projekt przygotowało biuro Ned-Project. Budżet całego przedsięwzięcia to 74 mln zł, a poziom dofinansowania z Unii Europejskiej wynosi 85 proc.

Termin przekazania gotowego lodołamacza czołowego do eksploatacji zaplanowano na 31 marca 2020 roku, natomiast pierwszego lodołamacza liniowego na kwiecień 2020 roku, a kolejnych dwóch w połowie roku 2021.

Kiedy lodołamacz "Puma" zostanie przekazany RZGW w Gdańsku? Czy to prawda, że są opóźnienia? Czy to prawda, że są problemy z układem chłodzenia silnika? - zapytaliśmy Morską Stocznię Remontową Gryfia, Stocznię Szczecińską oraz zamawiającego, czyli RZGW w Gdańsku.

Wykonawcy, czyli stocznie, do tej pory nie odpowiedzieli.

Głos zabrał jedynie zamawiający.

- Podczas prób pod obciążeniem układu napędowego lodołamacza czołowego "Puma" (z udziałem PRS i przedstawicieli zamawiającego) wystąpiły problemy z utrzymaniem prawidłowych temperatur w układzie chłodzenia. Stocznia, w uzgodnieniu z projektantami i inżynierem kontraktu, przystąpiła do opracowania działań mających na celu osiągnięcie zakładanych parametrów układu chłodzenia. Wszystkie działania są prowadzone w porozumieniu z dostawcą silnika głównego, inżyniera kontraktu oraz inspektorów PRS. Jak dotąd wszystkie próby, inspekcje i odbiory zostały zakończone oraz zostały wykonane wszystkie zalecenia i zgłaszane uwagi. W próbach uczestniczy inżynier kontraktu oraz przedstawiciele załogi. Po pozytywnej próbie obciążenia układu napędowego i uzyskaniu świadectwa klasy jednostka zostanie zgłoszona do odbioru końcowego - poinformował nas Bogusław Pinkiewicz z biura prasowego Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Gdańsku i dodał, że wykonawca na bieżąco informuje zamawiającego o przebiegu wszystkich prób i podjętych działań.
Przyznano więc, że jest problem, ale nie poinformowano, na ile poważny. Już wiadomo, że harmonogramu nie uda się dotrzymać. "Puma" ma problem z chłodzeniem, a druga jednostka wciąż jest w budowie, choć miała być oddana w kwietniu.

- Mam wrażenie, że jeżeli nie uda się zaradzić problemom, a na to wygląda, to sprawa znajdzie finał w sądzie. Jest jeszcze jedna kwestia. Co z unijnym dofinansowaniem? - zauważa Rafał Zahorski i dodaje, że nie doszłoby do takiej sytuacji, gdyby nie złe decyzje zarządcze, a raczej brak zarządzania stocznią z powodu wysokiej rotacji prezesów. - Nie można też na siłę ze stoczni remontowej robić stoczni produkcyjnej. Inaczej naprawia się stare skorodowane kadłuby i stal, a inaczej buduje się nowe kadłuby i je wyposaża. To są zupełnie inne kompetencje, inni specjaliści i inne technologie. Nie rozumiem, dlaczego politycy ze stoczni remontowej usiłują zrobić stocznię budującą statki. Nie rozumiem, dlaczego powierza się jej budowę lodołamaczy, skoro już kilka lat temu w 2014 roku stocznia ta miała problemy z terminowym oddaniem podobnych jednostek, czyli lodołamaczy "Andrzej" i "Stanisław".
Według Rafała Zahorskiego kuriozalne jest także to, że gdy brakowało statków do remontu i trwała walka z budowaną "Pumą" największy polski armator, czyli PŻM, remontował statki na Ukrainie z polecenia nominowanego przez rząd zarządcy komisarycznego, a doki największej stoczni remontowej w Zachodniopomorskiem często stały i do tej pory stoją często puste.

- Polityka ma niestety wiele złych twarzy i nie jest wskazana w żadnym biznesie. Ewidentnie państwowy model "zarządzania" nie sprawdził się w żadnej państwowej stoczni w Polsce, które istnieją tylko dzięki państwowym dotacjom i pożyczkom, przynosząc od kilku już lat jedynie straty albo jak w przypadku szczecińskiego "zrepolonizowanego" ST3-Offshoire - tegoroczną głośną upadłość - pointuje Zahorski.
Aktualizacja: 30 lipca 2020 r.

Oświadczenie członków zarządu MSR Gryfia



28 lipca do naszej redakcji dotarło oświadczenie, w którym członkowie zarządu MSR Gryfia Amarendra RoyJarosław Borek odnoszą się do informacji zamieszczonych w artykule.

1. Nie zgadzają się z wypowiedzią Rafała Zachorskiego, że "podczas odbioru kadłuba Pumy złamano przepisy".

Przekonują, że "procedura odbioru kadłuba została przeprowadzona zgodnie z przepisami prawa."

2. Twierdzą, że nieprawdą jest, że"władze Stoczni straszyły pozwami wszystkich, którzy twierdzili, że kadłub w dniu wodowania nie był gotowy."

Przekonują natomiast, że "władze stoczni oświadczyły, że jakakolwiek sugestia, iż w dniu 30.08.2019 r. doszło do złamania prawa poprzez potwierdzenie nieprawdy spotka się ze zdecydowanymi działaniami służb prawnych Stoczni"

3. Nie zgadzają się z opinią Rafała Zachorskiego, że "doki największej stoczni remontowej w Zachodniopomorskiem często stały i do tej pory stoją często puste".

Przekonują, że: Morska Stocznia remontowa "Gryfia" S.A. odnotowuje rekordowe obłożenie doków".

4. Nie zgadzają się z opinią Rafała Zachorskiego, że "Państwowy model "zarządzania" nie sprawdził się w żadnej państwowej stoczni w Polsce, które istnieją tylko dzięki państwowym dotacjom i pożyczkom".

Zapewniają, że "stocznia istnieje dzięki prowadzonej działalności remontowej".

Opinie (128) 8 zablokowanych

Dodaj opinię
Walczymy z przemocą słownąKasujemy opinie obraźliwe i nie na temat

Dodaj opinię

Odpowiedz

Dodając opinię akceptujesz regulamin dodawania opinii.
Administratorem Twoich danych osobowych jest Trojmiasto.pl Sp. z o.o.. Szczegóły przetwarzania danych znajdują się w polityce prywatności.

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Moim zdaniem

Ludzie biznesu

Zbigniew Canowiecki

Prezes Zarządu „Pracodawców Pomorza”. Jest absolwentem Politechniki Gdańskiej....