Można przejechać autem przez Trójmiasto na jedynce, tylko po co? - pyta Sławomir Gajewski

- Dzisiaj każdy młody człowiek powinien się zastanowić, czy jednak nie pouczyć się informatyki, żeby móc realizować swoje prywatne pasje, także dzięki pracy w solidnej, światowej firmie, przy stabilnych, przejrzystych warunkach zatrudnienia - mówi Sławomir Gajewski.
- Dzisiaj każdy młody człowiek powinien się zastanowić, czy jednak nie pouczyć się informatyki, żeby móc realizować swoje prywatne pasje, także dzięki pracy w solidnej, światowej firmie, przy stabilnych, przejrzystych warunkach zatrudnienia - mówi Sławomir Gajewski. fot. Łukasz Unterschuetz/Trojmiasto.pl

Firma Torus właśnie rozpoczęła kolejny etap rozbudowy centrum biurowego Alchemia w Oliwie i na pniu sprzedała pierwszy etap inwestycji. Kończący się rok był dla firmy szczególny także ze względu na podpisanie rekordowej umowy najmu na trójmiejskim rynku biurowym. Amerykański koncern State Street na swoją siedzibę wybrał gdańską Alchemię i wynajął 14 tys. m kw. powierzchni. O tym, że marzenia spełniają się dzięki pracy i odwadze, że miejsca pracy w centrach usług wspólnych są niedoceniane i że... można przejechać samochodem przez Trójmiasto na jedynce, tylko po co - rozmawiamy ze Sławomirem Gajewskim, prezesem spółki Torus.



Podpisaliście rekordową umowę najmu na trójmiejskim rynku, sprzedaliście pierwszy etap Alchemii i właśnie rozpoczęliście budowę trzeciego. Czy jako prezes ma pan jeszcze jakieś marzenia na ten rok?

Sławomir Gajewski: - Tak, to był dla nas doskonały rok. Można powiedzieć, że spełniło się wiele z naszych marzeń, ale wynikało to przede wszystkim z ciężkiej pracy i konsekwencji w działaniu.
Gdybyśmy opierali się głównie na gospodarce morskiej, to nie byłoby dobrze. Potrzebne było coś jeszcze, co pozwoliło z jednej strony zdywersyfikować lokalną gospodarkę, z drugiej wykorzystać potencjał młodego pokolenia.

Projekt Alchemia, czyli wielofunkcyjny kompleks biurowy w Oliwie spodobał się najemcom. Dlaczego?

- To jest kombinacja trzech czynników. Przede wszystkim intuicji i odwagi w kreowaniu nowej rzeczywistości. Oliwa, jako miejsce identyfikowane z biznesem, dzisiaj już nie tylko w Trójmieście, ale też w Polsce, została przecież wykreowana w ciągu ostatnich 8 lat. Kolejną sprawą, która determinowała decyzję o budowie Alchemii była wiara w powodzenie tego projektu, pomysł i siła sprawcza. W końcu trzecia, to ranga Gdańska - miasta, które przyciąga. Do tego doszły działania samorządu, to, że udało się skonsolidować wysiłki i pracę wielu podmiotów, nadając im wspólny cel - rozwój aglomeracji. W sprawie pozyskiwania inwestorów panuje dzisiaj pełna zgoda co do promowania i prezentowania Trójmiasta. Te trzy rzeczy dobrze więc ze sobą zagrały. Pojawiła się przestrzeń biurowa, a z czasem pojawiły się firmy, głównie sektora usług dla biznesu, dając potężny impuls dla Trójmiasta. Gdybyśmy opierali się głównie na gospodarce morskiej, to nie byłoby dobrze. Potrzebne było coś jeszcze, co pozwoliło z jednej strony zdywersyfikować lokalną gospodarkę, z drugiej wykorzystać potencjał młodego pokolenia i trendy światowego rynku. W tej chwili sektor BPO/SSC to już jedna z najliczniejszych grup zawodowych, zarówno w Polsce, jak i w Trójmieście.

Jednak malkontenci postrzegają sektor usług wspólnych jako mało wartościowe miejsca pracy - biurko i telefon.

- Prawdziwych call center jest tak naprawdę niewiele w Trójmieście. Poza tym, to też nie są złe miejsca pracy. Jest to dobra oferta np. dla studentów, którzy mają możliwość dorobienia, a z drugiej strony zebrania pierwszych doświadczeń przydatnych w późniejszym życiu zawodowym. Pamiętam, że ja będąc na studiach, nie miałem nawet takich możliwości. Zarabiałem wykonując znacznie prostsze czynności fizyczne czy pomocnicze. Takie były wtedy realia. Dzisiaj jest naprawdę szerokie spektrum możliwości i firm zajmujących się różnymi ciekawymi procesami - logistyką, księgowością, informatyką, finansami. I Polski wcale nie wybiera się tylko ze względu na koszty, bo najtańsi nie jesteśmy. Przykładem jest branża IT uważana w Polsce za bardzo mocną. Specjalistów w tej dziedzinie nie brakuje gdzie indziej, także za naszą wschodnią granicą, ale tam nie lokuje się biznesu ze względu na brak stabilności politycznej. Poza tym Polacy mają cechę, która w pewnych sytuacjach jest bardzo przydatna. Jesteśmy przekorni. Jak nam ktoś powie, że się nie da, to my na przekór pokażemy, że się myli, że się da, że można lepiej. To wszystko powoduje, że jesteśmy cenieni jako pracownicy. Oczywiście, jesteśmy też konkurencyjni cenowo, tylko znowu... porównajmy płace w centrach usług z jakąkolwiek inną dziedziną gospodarki. Czy w IT zarabia się mało?
Już kilka lat temu na różnych konferencjach słyszałem o nowych, obiecujących kierunkach dla firm z sektora usług wspólnych. Mówiono Algieria, Egipt, Tunezja. Potem pojawiały się Rumunia, Mołdawia i Ukraina. Jak to wygląda dzisiaj, wszyscy wiemy.

Raczej nie. Dziś to informatycy dyktują warunki pracodawcom.

- Tak. Dzisiaj każdy młody człowiek powinien się zastanowić, czy jednak nie pouczyć się informatyki, żeby móc realizować swoje prywatne pasje, także dzięki pracy w solidnej, światowej firmie, przy stabilnych, przejrzystych warunkach zatrudnienia. Dla mnie mówienie, że to są mało wartościowe miejsca pracy jest krzywdzące i nieprawdziwe. Trzeba pokazać tych młodych ludzi, ambitnych i rozwijających się w międzynarodowym środowisku, bo naprawdę mają się czym pochwalić. Pod każdym względem, i materialnym, i statusu społecznego, i możliwości. Uczestniczą w ciekawych procesach. To zespoły ludzkie, często bardzo zaawansowane kompetencyjnie, a nie zespoły maszyn, które łatwo można przerzucić w każde inne miejsce.

To jest też często podnoszone jako zarzut, ale właśnie do sektora usług wspólnych, że dzisiaj te firmy są tu, a jutro mogą być gdzie indziej.

- Już kilka lat temu na różnych konferencjach słyszałem o nowych, obiecujących kierunkach dla firm z sektora usług wspólnych. Mówiono Algieria, Egipt, Tunezja. Potem pojawiały się Rumunia, Mołdawia i Ukraina. Jak to wygląda dzisiaj, wszyscy wiemy. Rozmyślano też o Dalekim Wschodzie, jednak istotne różnice kulturowe nie pozwoliły obrać tego kierunku. Uważam, że dużo łatwiej przenieść dzisiaj fabrykę i linię produkcyjną, niż procesy oparte o efektywny i kompetentny zespół ludzki, który buduje się latami. Z tego nie tak łatwo zrezygnować, zwłaszcza, że często chodzi o światowych liderów. State Street, czyli nasz nowy najemca, otwierał kilka lat temu oddział w Krakowie z założeniem, że ma to być zwykłe, niewielkie centrum usług. Szybko okazało się, że w Polsce jest ogromny potencjał kompetencyjny. Spróbowano normalnej działalności operacyjnej i ta decyzja okazała się wielkim sukcesem. Dziś w Krakowie pracuje już 2,5 tys. osób. Teraz wchodzą do Gdańska i jestem spokojny o powodzenie tej ogromnej inwestycji. Na Zachodzie usługi dla biznesu to potężna gałąź gospodarki. Poza tym to są eksporterzy. Oni eksportują swoje usługi, a my dostajemy pieniądze spoza Polski za ich wykonanie u nas w kraju.
My działamy także na rynku hotelowym. W tej chwili przygotowujemy się, żeby dokonać jakiejś akwizycji poza Trójmiastem, jednej, być może dwóch.

Usługi i duże firmy to też dobra szkoła. Za wieloma startupami stoją ludzie z korporacji.

- Dokładnie. Życie zawodowe może toczyć się różnie, ale jedno jest pewne. Ci ludzie, z bagażem doświadczeń, często międzynarodowych, nigdy nie będą wykluczeni. Proszę mi znaleźć minusy tego wszystkiego? Te miejsca pracy to ogromny impuls dla rozwoju Trójmiasta. Ludzie mają możliwość zarabiania, więc wynajmują czy nawet kupują mieszkania, samochody, korzystają z rozrywek, bywają w klubach. To nakręca popyt i rozwój całego regionu.

Torus zaangażowany jest w trójmiejskie projekty. Myślicie o wyjściu poza?

- Pracujemy nad tym. Na pewno wyjdziemy, ale nie wiem, czy na początku będzie to projekt biurowy. My działamy także na rynku hotelowym. W tej chwili przygotowujemy się, żeby dokonać jakiejś akwizycji poza Trójmiastem, jednej, być może dwóch.

Coś więcej może pan zdradzić?

- Głównie chodzi o zakup nieruchomości. Myślimy o tym bardzo intensywnie i działamy. Co do biur, to w tej chwili musimy się skupić na kolejnym, trzecim etapie Alchemii, który jest znacznie większy niż poprzednie. Zresztą w tej chwili na rynku biurowym Trójmiasto jest najlepszym miejscem do inwestowania w Polsce. Tu jest oczywiście podaż, jednak nie chodzi o ilości dostępnej przestrzeni biurowej, tylko o jakość. W tej chwili trudno znaleźć wolne 2 czy 3 tys. metrów kwadratowych w wysokim standardzie. Na pewno przyczyniły się do tego duże transakcje najmu jak ThyssenKrupp w Olivia Business Centre, czy State Street u nas w Alchemii. Wynajęli jednorazowo ogromną powierzchnię, co znacząco ograniczyło jej dostępność na rynku. Teraz najemca już nie ma w czym przebierać, jak 2-3 lata temu, i taki stan utrzyma się przez najbliższe półtora roku, do zakończenia realizowanych obecnie projektów. Pytanie też co dalej, bo generowane przez nas ilości metrów są imponujące, ale dla nas. W porównaniu z przestrzeniami biurowymi w innych miastach Europy, jesteśmy jeszcze daleko za nimi.
Te tereny - pomiędzy lotniskiem a Osową - powinny być przemysłowym podbrzuszem miasta. W to miejsce muszą dojechać nie tylko tiry, ale też ludzie, a skoro mamy kolej metropolitarną, to trzeba to wykorzystać.

Jest jeszcze miejsce na kolejne projekty?

- Tak. Mówię oczywiście o biurach na odpowiednim poziomie. My od samego początku, bezkompromisowo postawiliśmy na jakość. Trochę ryzykowaliśmy, ale koniec końców opłaciło się. I, co nie jest na rynku powszechne, nie zlecamy budów generalnym wykonawcom, robimy to własnymi siłami, sami też zarządzamy. Pozwala to unikać pośredników i obniżać koszty, ale jest też mocno angażujące. Przez to nie jesteśmy w stanie - tak jak niektórzy deweloperzy - realizować wielu projektów jednocześnie. Pracujemy nad dwoma, góra trzema w jednym czasie, ale wszystko przebiega starannie i z zachowaniem najwyższej jakości. Zawsze mówię, że jak ktoś nie używa BMS, czyli systemu zarządzania budynkiem, to tak, jakby chciał przejechać autem przez Trójmiasto na jedynce. Przejedzie, ale nie ma ani komfortu, ani szybkości, szkoda też samochodu. Alchemia to stosunkowo nowy projekt, więc trudno się jeszcze na niego powoływać, ale takim przykładem jest Arkońska Business Park, czyli nasza poprzednia inwestycja. Tam żaden najemca się nie wycofał. Klienci cenią sobie jakość przestrzeni, w której działają. Mamy też mniejsze projekty w realizacji. Pracujemy nad budynkiem po "Chemii" we Wrzeszczu, gdzie powstanie kompleks biurowy z dwoma budynkami mieszkalnymi, a także nad centrum logistyczno-przemysłowym w Barniewicach. Mamy tam 20 hektarów.

Co tam będzie dokładnie?

- To, czego będzie domagał się rynek. W tym mieście brakuje miejsc, które byłyby kombinacją powierzchni magazynowej, usługowej i biurowej. Te tereny - pomiędzy lotniskiem a Osową - powinny być przemysłowym podbrzuszem miasta. W to miejsce muszą dojechać nie tylko tiry, ale też ludzie, a skoro mamy kolej metropolitarną, to trzeba to wykorzystać.

Kiedyś pojawiła się informacja, że Torus rozważa wejście na giełdę. Co z tym planami?

- Nie, nie myślimy dziś o tym. Bardziej realne jest połączenie z kimś, czyli sprzedaż funduszowi, choć faktycznie, to, co nam zwykle przeszkadzało i utrudniało działalność, to finansowanie. Banki wolą niestety sprzedawać kredyty konsumpcyjne, niż zająć się wspomaganiem biznesu. Dlatego zawsze rozważaliśmy rozwiązania alternatywne, jak giełda czy obligacje. Dzisiaj już jednak nie musimy, bo naszym zabezpieczeniem są dobrzy klienci, długoletnie umowy najmu oraz perspektywa sprzedaży kolejnego etapu Alchemii.

Opinie (45)

Dodaj opinię
Walczymy z przemocą słownąKasujemy opinie obraźliwe i nie na temat

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Moim zdaniem

Ważne adresy

Ludzie biznesu

Waldemar Kucharski

współzałożyciel i były prezes zarządu Young Digital Planet SA. Obecnie członek Rady Nadzorczej...