stat

Na swoim. Centrum Wspierania Biznesu Justyny Kowalczyk

- Uważam, że nie ma nic piękniejszego od podatków, od rozwiązywania problemów. Koleżanki czasem się śmieją i pytają co biorę, że tak mnie to kręci. Nic - odpowiadam, ja po prostu tak mam - mówi Justyna Kowalczyk.
- Uważam, że nie ma nic piękniejszego od podatków, od rozwiązywania problemów. Koleżanki czasem się śmieją i pytają co biorę, że tak mnie to kręci. Nic - odpowiadam, ja po prostu tak mam - mówi Justyna Kowalczyk. fot. Maciej Czarniak/trojmiasto.pl

O tym, że dziś klienci oczekują kompleksowej usługi w jednym miejscu, że warto pracować u siebie, bo wówczas można wcielać w życie wszystkie swoje pomysły, a także o tym, że... nie warto być szarą myszką rozmawiamy z Justyną Kowalczyk, prezesem zarządu OptiWay Biuro Rachunkowe Sp. z o.o. W poprzednim odcinku "Jak to jest na swoim" rozmawialiśmy z Pauliną Pogorzelską, właścicielką agencji HR Golden Spider Consulting. Kolejny wywiad już za miesiąc.



Księgowość, rachunkowość, podatki to...

Justyna Kowalczyk: - To coś, co kocham. Wiem, jak to może brzmieć, ale to prawda.

Rozumiem w takim razie, że nie miała pani problemu z wyborem branży idąc "na swoje".
Lubię wyzwania, lubię się angażować, nie czuję barier, nie zakładam z góry, że coś jest niemożliwe.

- Nie. Zajmuję się tym od lat. Wcześniej pracując u kogoś. Moje pierwsze kroki w zawodzie stawiałam już na studiach. Wówczas podjęłam współpracę z biurem rachunkowym jako asystent doradcy podatkowego. Było to małe biuro, jednoosobowa działalność, ale dało mi solidne podstawy, do dziś utrzymuję kontakt z właścicielem tego biura. Studia oczywiście wybrałam też w tym kierunku, bo skończyłam finanse i rachunkowość na Uniwersytecie Gdańskim. Jeszcze na studiach trafiłam do kolejnego dużego trójmiejskiego biura rachunkowego, w którym już po miesiącu zaproponowano mi kierownicze stanowisko. Zostałam koordynatorem biura. Mam tę zaletę, że potrafię wykonywać kilka czynności naraz i rozwiązywać kilka problemów równocześnie, chyba to się spodobało.

Taki awans na początku drogi. Nie bała się pani?

- Nie. Lubię wyzwania, lubię się angażować, nie czuję barier, nie zakładam z góry, że coś jest niemożliwe. Przeciwnie, patrzę na świat optymistycznie. Poza tym nie mam problemu z organizacją pracy zespołu. Staram się też myśleć do przodu za innych, tak jestem nauczona, może też oczekiwano tego ode mnie. Mam taką naturę, już się z tym pogodziłam. Kiedyś przez chwilę próbowałam być szarą myszką, ale nie wyszło. Myślałam, że osoby, które mają spokojniejszy charakter, osoby, które potrafią iść z falą, mają łatwiej w życiu. Miałam taki pomysł na siebie, że będę tak jak inni, ale słabo mi to wyszło. Po pół roku wszyscy się zdziwili, że potrafię mówić. A ja z kolei przez te pół roku zauważyłam, że tylko siedzę i robię, co mi każą, a skutkuje to tym, że w niczym tak naprawdę nie uczestniczę. Zaczęło mi to przeszkadzać. A ja lubię być w centrum wydarzeń, więc przestałam już z tym walczyć.
Zawsze powtarzam, że w tym wieku muszę zrobić wszystko dwa razy szybciej, bo mnie zostało mniej czasu niż innym. Na cofanie się nie mam czasu.

Trzeba być sobą bez względu na koszty?

- Koszty zawsze są. Jeżeli człowiek angażuje się w pracę zespołu, jest odpowiedzialny za sprawy merytoryczne, za organizację pracy, to ilość obowiązków jest ogromna. To jest kwestia poczucia odpowiedzialności i tego, czy ktoś sobie z tym poradzi, czy nie. Czy czuje jakieś obawy, czy nie. Ja nie czułam.

To skąd pomysł, żeby zostać szarą myszką?

- Żeby zobaczyć, jak to jest, jak człowiek się nie wyróżnia. Może trochę przeszkadzała mi ludzka zazdrość, która czasem towarzyszy ludziom, którzy odstają od schematu. Teraz jestem u siebie i już nie mam z tym problemu. Może stąd ta zmiana. Teraz tworzę zespół, taki na moich zasadach. Na swoim jestem od dwóch lat i powiem może nieskromnie, ale mnie samą zaskakuje tempo, w jakim rozwija się moja firma. Zawsze powtarzam, że w tym wieku muszę zrobić wszystko dwa razy szybciej, bo mnie zostało mniej czasu niż innym. Na cofanie się nie mam czasu. Po dwóch latach moja firma ma już wielu zadowolonych klientów i cały czas prowadzimy rozmowy z kolejnymi. Jestem dumna, że zaufały nam osoby fizyczne prowadzące działalności gospodarcze, spółki z o.o., spółki jawne, spółki komandytowe, spółki cywilne. Małe, średnie i duże przedsiębiorstwa o różnych profilach działalności. Za ogromny sukces uważam prowadzenie spraw spółki akcyjnej. Z każdym dniem dochodzą nowe umowy, bardzo dużo jest z polecenia, co nas szczególnie cieszy.
- Sukcesu nie buduje się na mrzonkach, ale na ciężkiej pracy. Od razu mówię, że nie ma w życiu nic za darmo, że to jest ciężka praca - mówi Justyna Kowalczyk.
- Sukcesu nie buduje się na mrzonkach, ale na ciężkiej pracy. Od razu mówię, że nie ma w życiu nic za darmo, że to jest ciężka praca - mówi Justyna Kowalczyk. fot. Maciej Czarniak/trojmiasto.pl

Decyzja o byciu "na swoim" była nagła, czy dojrzewała w pani?

- Od początku wiedziałam, że prędzej czy później tak się stanie. Jak się u kogoś pracuje, to oczywiście w jakimś stopniu można realizować swoje pomysły, ale wiadomo, że są pewne ograniczenia. Jest właściciel firmy, który ma swoją wizję i trzeba się jej podporządkować. Nie każdy pomysł musi się spotkać z jego aprobatą. A mi chodziło i wciąż chodzi sporo pomysłów po głowie. Chciałam sprawdzić, czy wyjdą, więc trzeba było podjąć ryzyko i sprawdzić to u siebie. Uznałam, że wiek już jest odpowiedni, doświadczenie właściwe, więc w zasadzie kiedy to zrobić. Albo teraz, albo nigdy. Być może ludzie mają inne marzenia. Jedni chcą postawić dom, drudzy podróżować, inni mieć cudowną rodzinę.
Czasem ludziom się może wydawać, że wystarczy wziąć fakturę, wklepać, wyliczyć i tyle. Tak nie jest. Nad każdą trzeba się pochylić, przecież przepisy też się zmieniają.
Moim marzeniem było założenie firmy. Rodzinę cudowną już mam. Jest dla mnie ogromnym wsparciem, ale synowie już są dorośli więc... Mam to poczucie i taki spokój, że to, co chciałam zrobić, mogę zrobić tu i teraz, bo praktycznie nic mnie już nie ogranicza. Mąż wiedział, że to kiedyś nastąpi. Nie miał obaw, miał tylko nadzieję, a ja go nie wyprowadzałam z błędu, że "na swoim" będę mniej pracować. Nie wiedział, że będę pracować dwa razy więcej. Oczywiście zawsze są jakieś obawy, że może nie warto, bo stała praca, stałe dochody, a prowadzenie własnej firmy to wyzwanie. Nigdy nie jest tak, że zawsze wszystko wychodzi. Jedne pomysły sprawdzają się, inne nie. Najważniejsze jest jednak to, że zawszę mogę to sprawdzić, bo jestem u siebie. Jak na razie ten biznes, który sobie wymyśliłam, i to, w jaki sposób patrzę na księgowość i obsługę swoich klientów, sprawdza się, więc jestem zadowolona z efektu.

Czym dokładnie zajmuje się pani firma?

- Oczywiście księgowością, kadrami i płacami, doradztwem podatkowym, doradztwem gospodarczym, służymy pomocą w pozyskiwaniu dotacji, ale nie tylko. Dziś tworzymy Centrum Wsparcia Biznesu. Z moich doświadczeń, które nabyłam pracując w innych biurach wiem, że one tylko wykonują rozliczenia, ewentualnie oferują doradztwo podatkowe. A klienci dziś potrzebują czegoś więcej. Oni potrzebują biura, które pomoże, gdy zechcą zatrudnić pracownika z zagranicy, biura, które załatwi pozwolenia transportowe, podpowie, gdzie co załatwić lub załatwi to za nich. Do nas można się zwrócić w każdej sprawie. Staramy się stworzyć centrum, które oferuje kompleksową usługę, miejsce, w którym klient ma swoje rozliczenie, ale do tego uzyska pomoc podatkową, pomoc prawną w szerokim zakresie. Dlatego współpracujemy z prawnikiem, z doradcą podatkowym, ze specjalistą od zagadnień BHP. Jeżeli przedsiębiorca ma jakiś problem, to zawsze można usiąść w większym gronie ekspertów i ocenić możliwości oraz ryzyka. Widzę, że to się sprawdza. Mamy też specjalną ofertę dla tych, którzy stawiają pierwsze kroki w biznesie, oni szczególnie potrzebują takiej szerokiej oferty. Mamy też plany zwiększenia obszaru specjalistów, z którymi będziemy współpracować - od tłumaczy przez ekspertów od leasingu i kredytów po informatyków. Wraz z zespołem pod szyldem OptiWay rozwijamy także takie marki jak Biura Coworkingowe - tu dajemy możliwość firmom skorzystania z prestiżowego adresu siedziby w centrum Wrzeszcza, ale również udostępniamy szereg możliwości związanych z prowadzeniem profesjonalnego sekretariatu. Przygotowujemy się do prowadzenia Akademii Liderów Biznesu, czyli szkoleń dla przedsiębiorców i księgowych z: podatków, kadr i płac, rozwijania biznesu. Jestem osobą, która nie widzi ograniczeń, dla mnie nie ma rzeczy niemożliwych. Potem słyszę "jak pani to zrobiła?" Zrobiłam, bo przykładam się do swojej pracy, drążę temat. Mam sygnały, że klienci czegoś takiego szukają na rynku. Czasem ludziom się może wydawać, że wystarczy wziąć fakturę, wklepać, wyliczyć i tyle. Tak nie jest. Nad każdą trzeba się pochylić, przecież przepisy też się zmieniają. To nie jest wcale takie proste.
W dziale karno-skarbowym w Urzędzie Skarbowym też można uzyskać pomoc. To nie jest tak, że urzędy są bezduszne.

Nie jest, o czym zwykle przedsiębiorcy dowiadują się, jak już trafiają na dywanik w "skarbówce".

- Czasem klienci przychodzą przerażeni, bo urząd wzywa. A ja zawsze powtarzam, że nie ma się czego bać. Tam też pracują ludzie. Trzeba tylko umieć z nimi rozmawiać. Oni też się mogą czasem pomylić, a my musimy to spokojnie wyjaśnić. W dziale karno-skarbowym w Urzędzie Skarbowym też można uzyskać pomoc. To nie jest tak, że urzędy są bezduszne. Ja nie mam problemu z rozmowami z urzędnikami, nawet gdy sytuacja jest sporna i trudna.

Pani praca to pani hobby?

- Jest gorzej. Uważam, że nie ma nic piękniejszego od podatków, od rozwiązywania problemów. Koleżanki czasem się śmieją i pytają, co biorę, że tak mnie to kręci. Nic - odpowiadam, ja po prostu tak mam. Niestety nie wszyscy mają takie podejście. Właśnie prowadzę rekrutację i widzę, że nie jest łatwo. Bardzo patrzę na zaangażowanie, bo sama też się angażuję. Sukcesu nie buduje się na mrzonkach, ale na ciężkiej pracy. Od razu mówię, że nie ma w życiu nic za darmo, że to jest ciężka praca. Nie ukrywam, że chcę, aby mój zespół był w stanie zaspokoić potrzeby klientów, a one czasem są duże. Skoro sama potrafię to zrobić, to również tego oczekuję od moich pracowników.

Niektórzy rozwiązują szarady, a pani problemy podatkowe?

- Tak. Choć nie tylko. Klienci - jak już mówiłam - przychodzą z różnymi problemami i okazuje się, że udaje się je rozwiązać. I wtedy czuje się satysfakcję, bo klient wychodzi zadowolony, bo nie spodziewał się, że jedno biuro jest mu w stanie tyle spraw rozwiązać. Czasem się ze mnie śmieją, że jestem jak ta matka Polka, bo jak klient musi się stawić do urzędu to wcześniej dostaje ode mnie dyspozycje, do którego pokoju ma się udać i do której pani Basi czy Krysi. Potem faktycznie stoją i dzwonią, i słyszę "pani Justyno, pokój jest, ale nie ma pani Basi, co robić" albo stoją w urzędzie przy okienku, pani pyta, oni czują się zagubieni, dzwonią: pani Justyno, proszę porozmawiać z tą osobą w moim imieniu. Tak to wygląda. I takie podejście się sprawdza, klienci doceniają zaangażowanie.

Nie tylko klienci. Niedawno otrzymała pani tytuł Kobieta Sukcesu 2017 roku w plebiscycie organizowanym przez Konwencję Przedsiębiorców Województwa Pomorskiego, pod patronatem honorowym marszałka województwa Mieczysława Struka.
Jestem spełniona, jestem u siebie, realizuję własne pomysły związane z tworzeniem Centrum Wspierania Przedsiębiorców, czego chcieć więcej.

- Tak. To bardzo ważne dla mnie wyróżnienie. W ramach plebiscytu nagradzane są osoby, które odnoszą sukcesy w różnych dziedzinach, w biznesie, w działalności społecznej. Jury oceniło, że mój pomysł na firmę, moje podejście do jej budowania jest warte wyróżnienia. To cieszy. Czasem jednak się zastanawiam, czy powinnam zostać doceniona jako przedsiębiorca, czy jako społecznik, bo mi się to w jedną całość składa. Dla mnie jednak nie stanowi to problemu. Dla mnie czas poświęcony klientom nie jest czasem straconym. Ja to lubię, to mnie wciąga. Pozbawianie mnie tego byłoby zabraniem mi ważnej części mojego życia. Jestem spełniona, jestem u siebie, realizuję własne pomysły związane z tworzeniem Centrum Wspierania Przedsiębiorców, czego chcieć więcej.

A jakieś trudności, coś panią zaskoczyło w tym byciu "na swoim"?

- Nie. Wiedziałam, że nie zawsze będzie łatwo. Wiedziałam, na co się porywam. Byłam w pełni świadoma. Odpowiedzialność jest duża, za sprawy klientów, za moich pracowników. Bo nie ma takiej możliwości, żeby mój zespół nie dostał pieniędzy, ja mogę nie zarabiać, ale moi ludzie muszą mieć zapłacone.

Wielu przedsiębiorców mogłoby się od pani uczyć optymizmu. Może ma pani jakieś rady dla początkujących w biznesie?

- Nie zniechęcać się, to jest pierwsza i podstawowa rada. Czasem klienci przychodzą i żalą się, pani Justyno, dwa lata minęły i jakoś nie idzie. A ja zawsze powtarzam, że jeszcze za szybko, jeszcze rok, dwa, w każdej branży wygląda to inaczej, albo podpowiadam: może by spróbować zrobić jeszcze to czy tamto. Jeżeli ktoś sobie nie zdaje z tego sprawy, gdy zakłada biznes, to popełnia wielki błąd. Po drodze są też porażki i trzeba sobie z nimi radzić. I albo to się zrobi, albo okaże się, że nie nadajemy się do tego, żeby prowadzić własną firmę. Zawsze też powtarzam, jeśli jest to twoja pasja, jeśli dobrze czujesz się z tym, co robisz, prędzej czy później przyniesie to oczekiwany sukces.

Podobno najlepiej uczyć się na cudzych błędach. Zdecydowanie lepiej słuchać mądrych rad. Własny biznes to często trudny kawałek chleba, ale - jak postaramy się pokazać - warto spróbować. Dla tych, którzy wolą rady mamy nasz cykl rozmów z doświadczonymi przedsiębiorcami - "Jak to jest na swoim", czyli garść wiedzy od praktyków w biznesie.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (43)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.
12.12.2017 wprowadzono zmiany w regulaminie.
zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Moim zdaniem

Strefa start-up

Najczęściej czytane