stat

Na swoim. Gabinet dla ciała i duszy

Wybór pierwszej lokalizacji był przypadkowy, ale potem uznałam, że dobry. Osiedla w tej części miasta bardzo się rozwijają. Wciąż powstają nowe, a to szansa na kolejnych klientów - mówi Malwina Markowska.
Wybór pierwszej lokalizacji był przypadkowy, ale potem uznałam, że dobry. Osiedla w tej części miasta bardzo się rozwijają. Wciąż powstają nowe, a to szansa na kolejnych klientów - mówi Malwina Markowska. fot. Łukasz Głowala/trojmiasto.pl

O tym, że kosmetolog to nie to samo co kosmetyczka, że wierni i lojalni klienci są najcenniejsi dla każdej firmy, a także o tym, że osiedle mieszkaniowe to dobre miejsce na prowadzenie salonu na wysokim poziomie rozmawiamy z  Malwiną Markowską, właścicielką Kashmir Spa. W poprzednim odcinku "Jak to jest na swoim" rozmawialiśmy z Łukaszem Owerczukiem, właścicielem Noveo Interactive. Kolejny wywiad już za trzy tygodnie.


Kosmetyczką można być nawet po kursie internetowym, po którym dostaje się certyfikat. Są też oczywiście szkoły policealne roczne czy dwuletnie. Żeby być kosmetologiem trzeba skończyć studia.

Została pani przedsiębiorcą bo znudziła się pani praca w korporacji, czy...

Malwina Markowska: - Nic z tych rzeczy. Zostałam przedsiębiorcą, bo chciałam pracować dla siebie, a działalność jaką prowadzę jest związana z moim wykształceniem. Po maturze stwierdziłam, że pójdę na filologię rosyjską z językiem angielskim. Taki kierunek był na Uniwersytecie w Olsztynie. Połączenie tych dwóch języków wydawało mi się interesujące. Niestety, już po roku stwierdziłam, że to jednak nie dla mnie. Za to w Olsztynie znalazłam inny bardzo ciekawy kierunek, czyli kosmetologię. Nie na Uniwersytecie, ale w prywatnej Olsztyńskiej Szkole Wyższej. To było coś dla mnie. Wówczas to była nowość. Istniały szkoły i kursy dla kosmetyczek, ale nie studia z zakresu kosmetologii.

A jak jest różnica między kosmetologiem, a kosmetyczką?

- Ogromna. Kosmetyczką można być nawet po kursie internetowym, po którym dostaje się certyfikat. Są też oczywiście szkoły policealne roczne czy dwuletnie. Żeby być kosmetologiem trzeba skończyć studia. Jest zdecydowanie szerszy zakres wiedzy, czyli od anatomii przez fizjologię, po higienę pracy. W programie jest więcej zagadnień medycznych. Dzięki temu kosmetolodzy mają wyższe uprawnienia, mogą wykonywać więcej skomplikowanych i inwazyjnych zabiegów. Nie tylko manicure, pedicure i przysłowiową "maseczkę".
Trzeba jednak podkreślić, że na rynku też są kosmetyczki z wieloletnim stażem, które mają ogromną wiedzę i nie ustępują w tym zakresie kosmetologom po studiach.

Czasem kosmetyczki porywają się jednak na wykonywanie zabiegów nawet z zakresu medycyny estetycznej.

- Niestety, tak jest coraz częściej. W internecie można znaleźć sporo takich ofert. Osoby po kursie kosmetycznym robią "ostrzykiwania" botoksem czy zabiegi powiększania ust. Klienci są, bo i ceny są atrakcyjne, ale ryzyko powikłań niestety też jest ogromne. Ta branża bardzo się rozwija i jest dochodowa, zwłaszcza jeżeli chodzi o medycynę estetyczną, więc jest duża szara strefa, która też chce przy okazji zarobić. To jest teoretycznie uregulowane prawnie, ale praktycznie panuje samowola. Zresztą kosmetolodzy też nie powinni wykonywać tak skomplikowanych zabiegów. W moim gabinecie wykonuje je lekarz medycyny estetycznej z którym współpracuję. Trzeba jednak podkreślić, że na rynku też są kosmetyczki z wieloletnim stażem, które mają ogromną wiedzę i nie ustępują w tym zakresie kosmetologom po studiach.

Jednak nie każdy kosmetolog musi od razu zakładać firmę, można przecież pracować u kogoś. Co panią skłoniło do bycia "na swoim"?

- Zanim poszłam na swoje przez pięć lat pracowałam w kilku gabinetach - w Olsztynie, a potem w Trójmieście. Przez rok pracowałam też jako nauczyciel w szkole policealnej na wydziale kosmetyka w Gdańsku. Z uczennicami mam dobry kontakt do dziś, nawet odwiedzają mnie w salonie. Stwierdzam jednak, że nie nadaję się na pracownika etatowego, jestem zbyt samodzielna. Oczywiście te lata przepracowane u kogoś były potrzebne, żeby zdobyć doświadczenie, nauczyć się pracy z klientem.

Jestem wymagającą szefową, ale doceniającą, tak mi się przynajmniej wydaje. Miałam szczęście, bo o dobrych specjalistów jest bardzo trudno - mówi Malwina Markowska.
Jestem wymagającą szefową, ale doceniającą, tak mi się przynajmniej wydaje. Miałam szczęście, bo o dobrych specjalistów jest bardzo trudno - mówi Malwina Markowska. fot. Łukasz Głowala/trojmiasto.pl
Czyli uczyć się na błędach, ale nie u siebie?

- Tak trochę jest. Dość wcześnie podjęłam pracę w zawodzie, bo jeszcze na pierwszym roku studiów. Dzięki temu szybko zdobyłam doświadczenie. Szybko też przekonałam się, że chcę pracować dla siebie. Już nie wyobrażam sobie pracy na etacie u kogoś, tym bardziej, że warunki zatrudnienia w gabinetach są różne. Jest problem z umowami o pracę, a jak już są, to oficjalnie na jedną piątą etatu. W takiej sytuacji trudno myśleć np. o wzięciu kredytu. A co z urlopami czy zwolnieniem lekarskim? Nie mówię, że tak jest wszędzie, ale w branży beauty zdarza się to często.
Jednak ciężka praca, czasem nawet po 14 godzin dziennie szybko została uwieńczona sukcesem, czyli coraz większą bazą klientów.

A to dziwne, skoro - jak pani twierdzi - ta branża przeżywa rozkwit. Pracodawcy powinno więc zależeć na utrzymaniu dobrej kadry.

- Wielu pracodawców myśli tylko o tym, żeby jak najwięcej zarobić. Oczywiście koszty pracy i działalności są duże, a na to trzeba mieć środki. Teraz gdy sama jestem pracodawcą, to widzę ile finalnie pracownik otrzymuje wypłaty, a ile idzie na opłaty z tytułu składek. Jednak bez względu na koszty moi pracownicy mają umowy o pracę.

Szykowała się pani do odejścia " na swoje", czy nastąpiło to nagle?

- Zdecydowałam się w ciągu tygodnia. Znalazłam lokal. To był malutki gabinet, zaledwie 27 m kw przy Rogalińskiej w Gdańsku. Wystartowałam praktycznie bez pieniędzy. Poszczęściło mi się jednak, ponieważ wcześniej tam też był gabinet kosmetyczny, więc lokal był wyposażony. Za oszczędności w kwocie 5 tys. złotych kupiłam pierwsze kosmetyki i podstawowe urządzenia. Kilka klientek z gabinetów w których pracowałam przeniosło się do mnie, było też kilka po gabinecie działającym w lokalu, który wynajęłam. Dzięki temu na początku było łatwiej. Jednak ciężka praca, czasem nawet po 14 godzin dziennie szybko została uwieńczona sukcesem, czyli coraz większą bazą klientów. Pomału się rozwijałam, systematycznie w miarę możliwości kupując kolejny potrzebny sprzęt. Tak jest do dziś. Staram się ciągle mieć coś nowego i wciąż inwestuję zarobione pieniądze.

Kiedyś były maseczki, a dziś lasery. Taki sprzęt do nowoczesnych zabiegów to pewnie duże koszty?
Jesteśmy też autoryzowanym gabinetem Dermalogica. Jest to amerykańska marka kosmetyczna wybierana przez gwiazdy, m.in. Victorię Beckham.

- To są poważne inwestycje, ale niezbędne. Klientki są na bieżąco z nowościami, szukają zabiegów o których czytają w internecie. Dlatego musi być żelazko do twarzy i ciała tzw. "prasowanie zmarszczek i cellulitu", mezoterpia bezigłowa, igłowa i mikroigłowa, fale radiowe. Już myślę o kolejnym zakupie i to jeszcze w tym roku.

Co u pani w gabinecie można zrobić dla ciała, a przy okazji i dla duszy?

- Całą kosmetologię i kosmetykę twarzy oraz ciała. Jest żelazko przeciwzmarszczkowe i żelazko antycelulitowe Abacosun oraz IQ Lift Thermal, są zabiegi peelingujące i pełen zakres zabiegów z mazoterapii. Oczywiście makijaż permanentny, czy przedłużanie rzęs. Ten zabieg szczególnie lubię sama wykonywać. Do tego pełna kosmetyka dłoni i stóp od podstawowych zabiegów manicure oraz pedicure, po zabiegi hybrydowe, japońskie, odżywcze i regeneracyjne. Od masaży relaksacyjnych po fizykoterapię wykonywaną przez profesjonalnego masażystę. Do tego masaże oraz rytuały na ciało dla dwojga. To pomysł na wspólny wieczór dla par, ale nie tylko. Zamiast zwyczajowej kawy z przyjaciółką można poplotkować i jednocześnie się relaksować u nas w gabinecie. W każdym miesiącu w Kashmir Spa jest nowy zabieg, czasem promocja sezonowa czy program lojalnościowy dla stałych klientów. Są też zabiegi z zakresu medycyny estetycznej, wykonywane - jak już mówiłam - przez lekarza. Współpracujemy też z psychodietetykiem oraz wizażystką. Gabinet oferuje pełen zakres usług dla wszystkich, którzy chcą o siebie zadbać. Zaczynałam sama, a dziś nasz zespół to 9 osób. Jesteśmy też autoryzowanym gabinetem Dermalogica. Jest to amerykańska marka kosmetyczna wybierana przez gwiazdy, m.in. Victorię Beckham. Jesteśmy autoryzowanym gabinetem tej firmy. Jestem z tego bardzo dumna.

Jak się zostaje takim przedstawicielem?

- Trzeba spełnić sporo wymagać. Na początku przejść wiele szkoleń, o ile pamiętam to ok. 25. W Polsce prowadzone są one w Michałowicach pod Warszawą. Trzeba realizować zamówienia na określonym poziomie, pracować tylko na ich kosmetykach, ale przede wszystkim dbać o jakość. To nie jest tania marka, dlatego zabiegi u nas też nie są najtańsze na rynku, ale są naprawdę skuteczne.
Zdarzyło się, że dostałam wypowiedzenie najmu lokalu tuż po tym jak go wyremontowałam. To było przykre doświadczenie i spowodowało, że docelowo dążyłam do kupna czegoś własnego.
Dzięki tej współpracy czasem trafiają do nas klienci szukających tych kosmetyków na rynku. Marka z kolei gwarantuje nam, że w promieniu kilku kilometrów nie będzie drugiego gabinetu z nią współpracującego. Możemy łączyć ze sobą produkty, możemy działać trochę jak farmaceuci, a poprzez łączenia peelingów i masek zaoferować bardziej zindywidualizowany zabieg. Jak otwierałam salon zastanawiałam się na jaką markę się zdecydować. Wybrałam premium, bo uważam, że lepiej zapłacić więcej, ale być z zabiegu zadowolonym. Trzeba widzieć efekty. Jak nie widać to szkoda tych, nawet małych pieniędzy. A ja celuję w klientów świadomych.

Zaczynała pani od 27 metrów kw przy Rogalińskiej, dziś gabinet jest w nowy miejscu i jest dużo większy.

- Przez tych sześć lat firma urosła. Po Rogalińskiej przez jakiś czas pracowałam w gabinecie na Oruni przy Sosnkowskiego. Tam miałam już 31 metrów kw. Klientów było jednak coraz więcej i przestaliśmy się mieścić. Teraz na Lawendowym Wzgórzu mam 75 metrów kw, cztery gabinety. Co najważniejsze nie jest to już wynajmowany lokal. Jest mój, choć jeszcze na kredyt.

A dlaczego zdecydowała się pani na inwestowanie w własny lokal?

- Zdarzyło się, że dostałam wypowiedzenie najmu lokalu tuż po tym jak go wyremontowałam. To było przykre doświadczenie i spowodowało, że docelowo dążyłam do kupna czegoś własnego. Inaczej przygotowuje się gabinet pod swoje wymagania, inaczej się planuje i inwestuje. Teraz nikt nie wypowie mi umowy z dnia na dzień.

Cały czas konsekwentnie lokuje pani działalność w południowej części Gdańska, na osiedlach. To przemyślana strategia?

- Wybór pierwszej lokalizacji był przypadkowy, ale potem uznałam, że dobry. Osiedla w tej części miasta bardzo się rozwijają. Wciąż powstają nowe, a to szansa na kolejnych klientów. Nie każdy chce jechać do gabinetu w centrum. Tu też jest miejsce na salon na wysokim poziomie. Choć mam też wielu klientów z całego Trójmiasta, a także z Pomorza - z Tczewa, Malborka czy Pruszcza Gdańskiego. Mam też klientów z zagranicy. Choć większość trafia do gabinetów w centrum miasta. Ścisła gdańska starówka bazuje na nich. Przyznam jednak, że nie skupiam się też za bardzo na rynku klienta okazjonalnego, wolę mieć grono stałych i lojalnych klientów. Wówczas sprawdza się system poleceń, a najlepsza poczta, to poczta pantoflowa. Jestem z tego dumna, że mam grono wiernych klientów, którzy są ze mną od początku.
(...) nie chciałabym zajmować się jedynie zarządzaniem. Bardzo lubię swoją pracę, kontakt z ludźmi, lubię wykonywać zabiegi. Gdybym musiała jedynie zarządzać nie czułabym satysfakcji.

Czy myśli pani o sieci gabinetów?

- Mąż myśli i mnie namawia. Powiem szczerze, że ja nie miałam nigdy takich ambicji. Na razie nie, ale nigdy nie mówię nigdy. Myślę, że to nie ten czas. Muszę skupić się na jednym, ale nie wykluczam.

Wówczas musiałaby pani z kosmetologa stać się już tylko menedżerem. W której roli pani się widzi?

- Lubię i jedno, i drugie. Jednak nie chciałabym zajmować się jedynie zarządzaniem. Bardzo lubię swoją pracę, kontakt z ludźmi, lubię wykonywać zabiegi. Gdybym musiała jedynie zarządzać nie czułabym satysfakcji. To szalenie ciekawa praca. Ta branża jest bardzo dynamiczna, ciągle pojawiają się nowe zabiegi, ciągle się szkolimy, poznajemy nowe metody.

Czy klienci chętnie wydają na urodę?

- Nie widzę kryzysu w branży, ani tym bardziej w swoim gabinecie. Klientów nie brakuje. Mamy zarezerwowane terminy na dwa miesiące do przodu.

A jak to jest z panami?
Relacja z klientem jest bardzo ważna. Jak ktoś znajdzie czas, o który nie łatwo w dzisiejszych czasach czy w końcu odłoży pieniądze na zabieg, to chce być profesjonalnie obsłużony.

- Przychodzą. Są bardzo wiernymi klientami. Przychodzą na manicure i pedicure, a także na zabiegi na twarz oraz na masaże. Niektórzy, bo tak chce żona, inni bo sami widzą taką potrzebę. Jednak mężczyzna-klient musi widzieć efekt. Jak widzi, to zawsze wróci.

Czy są jednak jakieś minusy bycia na swoim?

- Mało czasu poświęca się rodzinie. Każdy kto ma biznes to powie, że jest to praca 24 na dobę. Wraca się o 21 do domu, po czym znów załatwia się jakieś sprawy marketingowe czy robi zamówienia. Zarządzenie ludźmi to bardzo ciężka praca i duże wyzwanie dla mnie. Jestem energiczna, lubię nowości i jak się ciągle coś dzieje - widać to w moim salonie. Dlatego nigdy nie wróciłabym na etat. Jedyne co uwiera, to właśnie brak czasu dla rodziny i dla siebie.

Czyli na relaks w gabinecie w roli klienta brakuje czasu?

- Szewc bez butów chodzi. Staram się go znaleźć, bo klientki zwracają uwagę na nasz wygląd. Wprawdzie kiedyś usłyszałam od jednej z pań, że skoro nie mam "zrobionych" paznokci, to znaczy, że mam dużo pracy. Przyznam jednak, że wolę rolę kosmetologa niż klienta. A ludzie potrafią wyczuć czy ktoś wykonuje swoją pracę z pasją i oddaniem. Atmosfera w gabinecie jest wręcz kluczowa.
W naszej branży ponosimy dużą odpowiedzialność (...) Można zrobić krzywdę także wówczas, gdy źle się zdezynfekuje narzędzia po manicure.
My się tu wszyscy lubimy, a klienci to doceniają. Relacja z klientem jest bardzo ważna. Jak ktoś znajdzie czas, o który nie łatwo w dzisiejszych czasach czy w końcu odłoży pieniądze na zabieg, to chce być profesjonalnie obsłużony. Najłatwiej konkurować ceną, jakością nie tak prosto, bo trzeba się bardzo starać. Tańsze salony oczywiście też mają klientów. My jednak ich zdobywamy profesjonalnym podejściem i atmosferą. Dobra kawa, świeże kwiaty i miła rozmowa, też jest ważna. Przyznam też, że mam szczęście do współpracowników. Panią doktor Joannę Gruber-Miazgę poznałam na wieczorze panieńskim mojej koleżanki. Od razu przypadłyśmy sobie do gustu. Fizykoterapeuta, czyli Wojciech Markowski jest bratem mojego teścia. Z kolei Kasia Żebrowska, również kosmetolog, która jest moją prawą ręką trafiła z ogłoszenia. Druga Kasia, czyli Katarzyna Pawelczyk znalazła nas dzięki ogłoszeniu w portalu trojmiasto.pl, zaczynała na stanowisku recepcjonistki. Była wprawdzie po szkole kosmetycznej jednak doświadczenie, szkolenia i naukę odbyła u mnie, widziałam w niej potencjał dlatego już po pół roku z recepcjonistki stała się również kosmetyczką. Pani psychodietetyk Joanna Byczkowska to moja wieloletnia klientka, która zaproponowała mi współpracę, wizażystka Patrycja Nosek-Agacka to moja koleżanka jeszcze z Olsztyna, zresztą podobnie jak Marta Hryniewicz zajmująca się makijażem permanentnym, która jest moją przyjaciółką z "ławki" ze studiów kosmetologicznych. Nie powiem, że zawsze łatwo jest współpracować ze znajomymi. Jestem wymagającą szefową, ale doceniającą, tak mi się przynajmniej wydaje. Miałam szczęście, bo o dobrych specjalistów jest bardzo trudno. W naszej branży ponosimy dużą odpowiedzialność. Może się wydawać, że tylko przy inwazyjnych zabiegach może coś pójść nie tak. Można zrobić krzywdę także wówczas, gdy źle się zdezynfekuje narzędzia po manicure.

Rady dla początkujących?

- Przemyśleć dobrze swój pomysł i jak się uda, najpierw popracować u kogoś. To doświadczenie się przyda.

Podobno najlepiej uczyć się na cudzych błędach. Zdecydowanie lepiej słuchać mądrych rad. Własny biznes to często trudny kawałek chleba, ale - jak postaramy się pokazać - warto spróbować. Dla tych, którzy wolą rady mamy nasz cykl rozmów z doświadczonymi przedsiębiorcami - "Jak to jest na swoim", czyli garść wiedzy od praktyków w biznesie.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (51)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.
zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie niezwiązane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.

- jeżeli uważasz, że dana opinia nie powinna się tu znaleźć, zgłoś ją do moderacji.

Moim zdaniem

Strefa start-up

Najczęściej czytane