Na swoim. Duchowa położna, gabinet terapii według Marzeny Szareckiej

Psychoterapia to jest absolutnie zawód dla mnie. To jest to coś, co będę robiła do bardzo późnej starości - mówi Marzena Szarecka.
Psychoterapia to jest absolutnie zawód dla mnie. To jest to coś, co będę robiła do bardzo późnej starości - mówi Marzena Szarecka. fot. Łukasz Unterschuetz/trojmiasto.pl

O tym, że czasem droga do wymarzonej pracy bywa długa, ale warto ją przejść, zwłaszcza gdy na końcu trafiamy do celu, że warto zadać sobie czasem pytanie "co ja mam robić, do czego się nadaję?" i poczekać na odpowiedź, a także o tym, że w czasach mediów społecznościowych i komunikatorów ludzie rozpaczliwie potrzebują relacji z drugim człowiekiem, rozmawiamy z Marzeną Szarecką, prowadzącą Ośrodek Psychoterapii Integratywnej. W poprzednim odcinku "Jak to jest na swoim" rozmawialiśmy z Anną Brodecką, prezesem firmy Sineo. Kolejny wywiad już za miesiąc.


Człowieka nie można traktować ogólnie, jego trzeba traktować absolutnie indywidualnie. Już wtedy wiedziałam też, że człowieka trzeba traktować jako całość.

Jedni zostają psychoterapeutami, bo taką drogę edukacji i zawód wybrali. Innych do tej profesji prowadzi życie. Jak było w pani przypadku?

Marzena Szarecka: - Jestem tym drugim przypadkiem. Moja droga była długa i kręta. Głównym czynnikiem sprawczym moich poszukiwań była taka głęboka chęć i potrzeba pracowania do bardzo późnej starości. Wiem, że to może dziwnie brzmi, ale od zawsze miałam założenie, że nie chcę pracować tylko do 60 czy 70, że chcę pracować, ile się da. Czasem mówię, że mogłabym wyjść z pracy i umrzeć, czyli pracować do końca. Wiedziałam więc, że nie mogę być np. pielęgniarką, bo to ciężka fizyczna praca, chociaż miałam epizod medyczny w swoich poszukiwaniach, bo mało co nie zostałam położną. Życie jednak pchnęło mnie do biznesu. Przez ładnych parę lat pracowałam jako handlowiec. Za biurkiem i w terenie negocjowałam kontrakty i kierowałam zespołem. Były to różne etapy i szczeble. Ta praca wiele mnie nauczyła w kontakcie z człowiekiem. Trzeba było odgadnąć, jakie ten człowiek, klient ma potrzeby, czego pragnie, co jest jego priorytetem.

Mówi się, że dobry handlowiec musi być choć trochę psychologiem.

- Myślę, że tak jest. Jest oczywiście szkoła handlowania, która mówi, że sprzedamy wszystko, bo ludzie mają takie potrzeby. Jest też taka, z której ja się wywodzę, mówiąca, że człowiek kupi tylko u danego człowieka. On ma potrzebę, ale wybierze człowieka, u którego chce kupić, bo ma to dla niego znaczenie. To był ten stary handel i ja pamiętam te czasy. Teraz jest już inaczej, jest to bardziej bezosobowe. Kiedy zawierałam umowy z klientami, kiedy negocjowałam kontrakty, przekonałam się, że nie jest ważne co, ważne z kim. Dzięki temu zrozumiałam, że człowieka nie można traktować ogólnie, jego trzeba traktować absolutnie indywidualnie. Już wtedy wiedziałam też, że człowieka trzeba traktować jako całość. Gdy szłam coś sprzedać czy zawrzeć z kimś umowę, chciałam wiedzieć, czy on ma dzieci, jakie ma pasje, co go interesuje i tak też się odbywały te wszystkie moje negocjacje. Budowałam relacje. To nazywam tym starym, dobrym handlem, gdzie człowiek miał znaczenie.
Wierzę, że jesteśmy absolutnie podłączeni pod coś, co nas prowadzi, i jeżeli tylko uważnie wsłuchamy się w to, co się dzieje wokół nas, to rzeczywiście wybierzemy te najwłaściwsze dla siebie drogi.

A co z tym epizodem jako położna?

- To było jeszcze zanim zostałam handlowcem. Stwierdziłam, że mam łatwość obcowania ze wszystkim, co jest związane z człowiekiem i jego fizjologią, z jego odruchami, ciałem. Fascynował mnie też sam poród, ten akt przejścia z łona matki do samodzielnego życia, więc zapisałam się do szkoły na Klinicznej. Studiowałam dwa lata, niestety musiałam zrezygnować z przyczyn zdrowotnych. Dość często wspominam tę uczelnię i praktyki w szpitalu. Dzisiaj te doświadczenia wykorzystuję, bo też pracuję z ciałem, bo u mnie w gabinecie ludzie po traumach też się czasem rodzą, ale duchowo. Ludzie muszą mi się powierzyć. Jestem więc trochę taką duchową położną. Jest też taka dyscyplina, która zajmuje się przeprowadzaniem człowieka powtórnie przez poród. Gdybym została położną, pod pewnymi względami byłoby pewnie prościej, bo ludzkie dusze bywają bardziej skomplikowane niż ciało. Chociaż przyszedł taki czas, gdy tego kompletnie nie żałowałam. Kiedyś wpadły mi w ręce badania, z których wynika, że z różnych względów wzrosła liczba tzw. martwych urodzeń. Wówczas stwierdziłam, że może dobrze się stało, że nie zostałam położną. Nie wiem, czy poradziłabym sobie z takimi doświadczeniami. Każdy robi to, do czego nadaje się najbardziej. Wierzę, że jesteśmy absolutnie podłączeni pod coś, co nas prowadzi i jeżeli tylko uważnie wsłuchamy się w to, co się dzieje wokół nas, to rzeczywiście wybierzemy te najwłaściwsze dla siebie drogi, podejmiemy najlepsze decyzje. Psychoterapia to jest absolutnie zawód dla mnie. To jest to coś, co będę robiła do bardzo późnej starości.

Jak z handlowca stała się pani psychoterapeutą?

- Po drodze zostałam teologiem. Skończyłam pięcioletnie studia magisterskie na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Wybrałam te studia, ponieważ byłam ciekawa. Jestem osobą, która dopiero mając 19 lat, odkryła, że Bóg istnieje. Wcześniej religia była dla mnie oddalona. A jak coś odkrywam i coś mnie interesuje, to próbuję to zgłębić. Trochę to trwało, zanim zdecydowałam się pójść na teologię, bo miałam już wówczas 30 lat. Już miałam dom, rodzinę, pracę, ale szukałam. Po ukończeniu studiów chciałam iść dalej i wymyśliłam sobie studia doktoranckie z etyki. A ponieważ pracowałam w firmach jako handlowiec, wymyśliłam sobie, że być może będę pracowała jako etyk biznesu.
Niestety w Polsce nie ma ściśle uregulowanej sytuacji prawnej w tym zakresie. Z reguły weryfikuje się szkoły na podstawie liczby wykładowców i certyfikowanych umiejętności.
Nawet złożyłam papiery na wydział etyki w Olsztynie. Niestety w ostatniej chwili okazało się, że uczelnia zamknęła się dla osób świeckich. Wtedy stanęłam przed pytaniem, to co ja mam robić, do czego się nadaję. Odpowiedź przyszła. Zdecydowała o tym... rozmowa przez telefon. To było w czasach, gdy telefony były jeszcze na kabel, komórki być może już były, ale ja jeszcze nie miałam. Zadzwoniła do mnie dawno niewidziana koleżanka, jeszcze z czasów liceum, która w pierwszych słowach stwierdziła, że ma problem, że bardzo chce pogadać, a ja jestem pierwszą osobą, o której pomyślała. I gadałyśmy przez ten telefon ponad godzinę, a może i ze dwie. Później stwierdziła, że rzeczywiście wcieliła w życie to, do czego dochodziłyśmy razem w trakcie tej długiej rozmowy. Kiedy się pożegnałyśmy, zapytałam mojego męża, który był mimowolnym świadkiem, właśnie ze względu na ten kabel, który trzymał człowieka w jednym miejscu, co ja musiałabym zrobić, żeby wykorzystywać to, że tak mam. On mi wtedy powiedział, że ja skądś wiem, znam odpowiedzi, muszę jednak szukać i pytać ludzi. I zaczęłam pytać.

I co pani usłyszała?

- Usłyszałam podpowiedź. Kiedyś brałam udział w takiej grupie terapeutyczno-rozwojowej. W tej grupie ludzie dzielili się różnymi spostrzeżeniami, także na swój temat. Jeden z kolegów powiedział, że sama byłabym dobrym terapeutą. Na początku uznałam, że już jest za późno, że przecież mam już 36 lat, że zanim skończę kolejne studia... Jednak im dłużej o tym myślałam, tym bardziej nabierałam przekonania, że to jest to, czego szukałam. To jest to, co dałoby mi podstawę do pracy: po pierwsze - długo, a po drugie - cały czas w relacji z człowiekiem.

Szkół terapii, liczących się ośrodków jest kilka. Jak pani wybrała uczelnię?

- To są szkoły prywatne, ale oczywiście działające w oparciu o przepisy dotyczące szkolnictwa wyższego. One mają swoje wymogi, mają swoje statuty, są ściśle związane z liczbą dyplomów, certyfikatów, wykładowców, superwizorów, którzy posiadają odpowiednie tytuły naukowe. Niestety w Polsce nie ma ściśle uregulowanej sytuacji prawnej w tym zakresie. Z reguły weryfikuje się szkoły na podstawie liczby wykładowców i certyfikowanych umiejętności.
Nieraz zdarzało mi się poświęcić swój prywatny czas, poza kontraktem, aby nie zostawić kogoś bez pomocy. Za 10 jajek, siatkę ogórków czy słoik miodu. Ludzie czują się godni, kiedy mogą "zapłacić", wówczas ta terapia też idzie lepiej - mówi Marzena Szarecka.
Nieraz zdarzało mi się poświęcić swój prywatny czas, poza kontraktem, aby nie zostawić kogoś bez pomocy. Za 10 jajek, siatkę ogórków czy słoik miodu. Ludzie czują się godni, kiedy mogą "zapłacić", wówczas ta terapia też idzie lepiej - mówi Marzena Szarecka. fot. Łukasz Unterschuetz/trojmiasto.pl

Czyli najważniejsza jest kadra?
Trzeba czasem mówić o pieniądzach. Jeżeli człowiek sam nie umie mówić o pieniądzach, o relacjach seksualnych, o trudnych sprawach, to tak naprawdę nie sprawdzi się w tym zawodzie.

- Tak. To na początku było dla mnie wymiernikiem, dlatego brałam pod uwagę szkołę w Warszawie i w Krakowie. Ostatecznie wybrałam Kraków, ponieważ ta szkoła miała bardzo ciekawy profil, poza tym w tej szkole nie odbierano możliwości studiowania osobom, które nie były wykształcone w charakterze psychologów czy pedagogów. To był instytut, który wymagał dyplomu ukończonych studiów wyższych humanistycznych. Przechodziliśmy dosyć wnikliwą rekrutację, a potem trzeba się było utrzymać, co nie było takie oczywiste. Na poprzednich studiach psychologii miałam niewiele, więc od początku wiedziałam, że przede mną jest dużo nauki, że mam sporo do zrobienia, na co przystałam. Były egzaminy, które zdawałam po trzy razy. To że była to prywatna uczelnia, za którą się płaci, w ogóle nie miało znaczenia. Trzeba było się przykładać. Przez to cenię to swoje kształcenie i ten instytut.

A właśnie, skoro wspomniała pani o płatności. Jest pani psychoterapeutą, to bardzo odpowiedzialna praca, ale też jest pani przedsiębiorcą, który musi opłacić rachunki, ubezpieczenie, podatki. Musi myśleć o rozwoju firmy, bo przecież prywatny gabinet to też firma. Czy można pogodzić bycie terapeutą z byciem przedsiębiorcą?

- Na początku nie było łatwo, to prawda. Dzisiaj już nie mam tego problemu, już "mam to przepracowane". Trzeba czasem mówić o pieniądzach. Jeżeli człowiek sam nie umie mówić o pieniądzach, o relacjach seksualnych, o trudnych sprawach, to tak naprawdę nie sprawdzi się w tym zawodzie. Poza tym dobrze zawarty kontrakt to jest najważniejszy punkt w dobrze przeprowadzonej terapii. Kontrakt, w którym ustala się warunki pracy, zobowiązania, które ma człowiek wobec terapii czy wobec terapeuty, są fundamentalne do tego, aby rzeczywiście później już nie zajmować się tym, co jest fundamentalne do utrzymania firmy, czyli pieniądze, a co za tym idzie - rachunki, czynsz czy ciepło w gabinecie.
Okazało się, że nie założyłam gabinetu indywidualnego, tylko ośrodek. To się stało przez przypadek, w końcu po raz pierwszy zakładałam działalność gospodarczą. Teraz widzę, że tak pewnie miało być.
To się zawiera w pierwszych spotkaniach. Ja ten kontrakt zawieram ustny, są terapeuci którzy wybierają formę pisemną. Poza tym z doświadczenia wiem, że gdy sprawy finansowe są uregulowane, to relacja jest zdrowsza. Taka osoba nie czuje się zależna ode mnie, czuje się godna. A to jest kluczowe. Czasem bywa różnie, mówimy w końcu o sytuacjach często bardzo dramatycznych, ale... Nieraz zdarzało mi się poświęcić swój prywatny czas, poza kontraktem, aby nie zostawić kogoś bez pomocy. Za 10 jajek, siatkę ogórków czy słoik miodu. Ludzie czują się godni, kiedy mogą "zapłacić", wówczas ta terapia też idzie lepiej. Oni czują się jak strona umowy, a nie jak petent. Bardziej się starają. Trudno mi o sobie mówić jak o przedsiębiorcy, bo przede wszystkim jestem terapeutą. Jednak też muszę myśleć o rozwoju - nazwijmy to - firmy. I o tym coraz poważniej myślę, wychodząc z założenia, że w zespole jest potężna siła.

Myśli pani o sieci gabinetów?

- Nie do końca. Zakładając firmę, wzorowałam się na wniosku mojej koleżanki, która ubiegała się o jakieś dofinansowanie. Okazało się, że nie założyłam gabinetu indywidualnego, tylko ośrodek. To się stało przez przypadek, w końcu po raz pierwszy zakładałam działalność gospodarczą. Teraz widzę, że tak pewnie miało być. To jak z tymi studiami doktoranckimi na etyce. Wtedy byłam zła, że zmieniono zasady, dziś widzę w tym palec Boży. Miał być gabinet, jest ośrodek i może dobrze. Zdarzało mi się pracować w zespole. Jednak bardzo długo miałam silne pragnienie pracy indywidualnej. Potrzebowałam dojrzeć, poczuć swoją sprawczość, którą terapeuta musi posiadać. Teraz jestem na kolejnym etapie, jestem gotowa na rozszerzanie działalności, być może właśnie na prowadzenie ośrodka, nie tylko na pracę terapeutyczną, ale również na pracę szkoleniową. Myślę też o kolejnej szkole, jestem ciągle ciekawa tego zawodu, jestem ciągle otwarta na naukę. W tym zawodzie trzeba się uczyć zawsze.

A co z zespołem, o którym pani wspomniała?
W moim zespole nie muszą być terapeuci wykształceni w moim podejściu czy jakimś innym konkretnym. Jestem otwarta. Sama - jak już wspomniałam - staram się wciąż rozwijać.

- Jeżeli chodzi o psychoterapeutów, to jest to bardzo ścisłe i zamknięte grono. Już wcześniej miałam propozycje od kilku osób, żeby coś stworzyć razem, ale wówczas nie byłam gotowa. Doszłam do tego, że człowiek musi absolutnie poczuć w sobie taki domknięty proces swojej niezależności, swojego rozumienia siebie, swojej wiedzy, swoich słabości. Oczywiście w moim rozumieniu proces terapeutyczny u człowieka, zwłaszcza u terapeuty, zawsze trwa. To jest najbardziej ciekawe w moim zawodzie, że tu nigdy człowiek nie może powiedzieć ostatecznie, że zakończył ten cały proces samopoznania, bo on się później przemienia w taki proces nauczania, rozumienia, umiejętności składania w całość. Dziś jednak mam poczucie, że robię się na to gotowa, otwarta, sięgam po swoje zasoby i doświadczenia.

Do kogo skierowany byłby taki ośrodek?

- Moglibyśmy zajmować się dalej terapią indywidualną, ale sięgnęlibyśmy też po terapię grupową. Już wcześniej, aby móc prowadzić grupy, zapraszałam do współpracy swoich przyjaciół terapeutów. Głównie dlatego, że prowadzenie grupy w pojedynkę jest nierozsądne. Teraz mogłabym rozbudować tę działalność. Muszę jednak stworzyć zaplecze w postaci kadry, psychoterapeutów, najlepiej integratywnych. Sama też pracuję według takiego podejścia. Choć jestem otwarta na pracę w tzw. różnych podejściach. W moim zespole nie muszą być terapeuci wykształceni w moim podejściu czy jakimś innym konkretnym. Jestem otwarta. Sama - jak już wspomniałam - staram się wciąż rozwijać. Obecnie kształcę się w szkole psychoanalizy bioenergetycznej. Chodzi o związki istniejące między ciałem i umysłem, czyli - dokładniej mówiąc - pomiędzy psychiką i zdrowiem fizycznym.
Prędkość przekazywania wiadomości dzięki nowym technologiom jest zatrważająca, wręcz nie do wytrzymania. Dlatego nie nadążamy przeżywać emocjonalnie tego, co się dzieje.

A ze zdrowiem psychicznym społeczeństwa chyba jest coraz gorzej. Takich gabinetów potrzeba będzie więcej, więc z pracą do późnej starości chyba nie będzie miała pani problemu.

- Jesteśmy zdominowani przez media społecznościowe, przez anonimowe komunikatory, przez przymus kreowania rzeczywistości zgodnie z trendami, które wciskają się w nasze życie. Prędkość przekazywania wiadomości dzięki nowym technologiom jest zatrważająca, wręcz nie do wytrzymania. Dlatego nie nadążamy przeżywać emocjonalnie tego, co się dzieje. Ludzie nie mają czasu czekać na odpowiedź, nie mają w związku z tym czasu na analizowanie tego, co czują, co przeżywają, do czego to ich prowadzi. Skrócenie czasu komunikacyjnego jest zabójstwem dla naszej duchowości, dla naszych relacji. Moi nauczyciele mówili mi: w psychoterapii nie leczy technika, w psychoterapii drugiego człowieka leczy twoja z nim relacja. Jak w sobie masz tę część, którą on ma chorą, a ty ją kiedyś być może miałaś chorą albo otarłaś się o tę chorobę, to jest to, co utrzymuje człowieka w psychoterapii w tej relacji i pozwala mu uwierzyć, że można wyjść z depresji, z zaburzeń lekowych, uzależnień. Tych gabinetów powinno powstawać coraz więcej. Uważam, że rynek utrzyma i sam wyłoni dobre gabinety terapeutyczne, dobrych terapeutów, bo potrzeba jest ogromna. Każdy terapeuta znajdzie swojego odbiorcę i każdy odbiorca musi znaleźć dla siebie odpowiedniego terapeutę. Warto skorzystać z tych trzech czy czterech konsultacji, żeby zobaczyć, czy terapeuta może pomóc, czy chcemy przed nim wywalić to wszystko, co mamy w trzewiach, co boli, co jest ukryte, czy chcemy, aby towarzyszył nam w tej drodze do wyjścia na prostą.
Tym też mógłby zająć się mój ośrodek. Gdy jest problem, konflikt, wykluczenie, trauma utraty, to jest dokładnie to, o czym myślę jako... przedsiębiorca, ale przede wszystkim jako terapeuta.

Ludzie mają problem z emocjami, ale coraz częściej są tego świadomi. Szukają pomocy. Widzą, że jako społeczeństwo idziemy w ślepą uliczkę, i chcą zawrócić z tej drogi. Coraz więcej osób trafia do terapeutów. Co więcej, coraz więcej firm prosi o pomoc specjalistów.

- Tak. To jest czas, w którym ludzie rozpaczliwie potrzebują relacji z drugim człowiekiem. To widać szczególnie w miejscu pracy, gdzie te relacje są niezbędne. Współczesne firmy coraz bardziej widzą to, że zamykamy się w komunikatorach, zamykamy się w tym swoim hermetycznym świecie. Dostrzegają, że tak naprawdę bycie robotem wcale nie wpływa na rozwój, że kończy się destrukcją jednostki, zespołu. Dlatego firmy otwierają się na współpracę z terapeutami. Sama byłam zapraszana do kilku firm. Proszono mnie o pomoc po traumach, np. w sytuacji, gdy ktoś z zespołu popełnił samobójstwo, a pracownicy myśleli, że to z powodu pracy. Często jest tak, że dzieje się coś złego, ale zwierzchnicy tego nie widzą i to się ujawnia dopiero podczas pracy z taką grupą. Na szczęście coraz mądrzejsi prezesi czy zarządzający firmami rzeczywiście widzą taką potrzebę i są firmy, które są w stałym kontakcie z terapeutami. To jest już bardzo powszechne. Tym też mógłby zająć się mój ośrodek. Gdy jest problem, konflikt, wykluczenie, trauma utraty. To jest dokładnie to, o czym myślę jako... przedsiębiorca, ale przede wszystkim jako terapeuta.

Podobno najlepiej uczyć się na cudzych błędach. Zdecydowanie lepiej słuchać mądrych rad. Własny biznes to często trudny kawałek chleba, ale - jak postaramy się pokazać - warto spróbować. Dla tych, którzy wolą rady, mamy nasz cykl rozmów z doświadczonymi przedsiębiorcami - "Jak to jest na swoim", czyli garść wiedzy od praktyków w biznesie. Cykl nagrodzony w konkursie Narodowego Banku Polskiego.

Opinie (74) ponad 10 zablokowanych

  • (4)

    To prawda że w tym dzisiejszym świecie brakuje prawdziwych relacji z drugim człowiekiem. Bardzo mądra Pani. Pozdrawiam

    • 21 18

    • ale to przyjaciel potrzebny (1)

      taki prawdziwy.

      • 13 0

      • Bardzo odkrywcze. To chyba wie każda osoba, która nie siedzi całymi dniami nosem w telefonie.

        • 1 0

    • Koszmar

      Czytam te komentarze i stwierdzam, że psychoterapeuci mają dużo roboty w tym kraju. Tyle żółci w ludziach. Pani Marzeno, wiele lat pracy przed Panią. Powodzenia

      • 14 18

    • jak siedzisz przy kompie i tylko smarkasz na ludzi to jak chcesz mieć z nimi kontakt frustracie

      • 5 5

  • "one flew east one flew west one flew over the cuckoo's nest" (3)

    i wbrew pierwszemu wrażeniu, to jest w temacie :)

    • 6 2

    • możesz to przetłumaczyć? (1)

      • 6 1

      • Taka książka była. I film Milosa Formana.

        • 4 2

    • ja nie panimaju, ubesetzeten sie sofort

      • 6 2

  • (1)

    Cudowna kobieta, cudowny człowiek. Kilka lat temu bardzo mi pomogła. Serdecznie pozdrawiam Pani Marzenko.

    • 15 18

    • Szkoda, że wycinają posty, jeśli zada się niewygodne pytania.

      • 1 0

  • (16)

    "Wybrałam te studia, ponieważ byłam ciekawa. Jestem osobą, która dopiero mając 19 lat, odkryła, że Bóg istnieje."

    Generalnie jest to wiek, w którym zazwyczaj wyrasta się z wiary w gusła.

    • 38 36

    • to ciekawe co ta Pani odkryła, bo naukowcy do dzisiaj nie mają dowodów na istnienie Boga (6)

      powinna się z kims skontaktować i swoje rewelacje przedstawić

      • 17 18

      • to sie nazywa sprowadzic dyskusje do parteru i to niskiego

        nie przesadzasz z oglądaniem tvnowskiego "nie do wiary" ? tam sie chyba takie zdania czesto zdarzają : naukowcy i ich brak możliwości udowodnienia czegoś - np. tego, różowe słonie noszą jednak kapelusze.

        a ta w ogóle to sugerowałbym wziąć do serca rade pewnego mądrego człowieka : że czasem lepiej jest milczeć i sprawiać wrażenie i**oty niż powiedzieć coś i rozwiać wszelkie wątpliwości.
        No to rozwiałeś/aś.

        • 10 14

      • Odrozniasz

        Wiarę od wiedzy?

        • 9 2

      • ..."naukowcy do dzisiaj"...

        hahaha... ludzie do XVIII wieku nie wiedzieli np. dlaczego dzieci są podobne do swoich rodziców, naukowcy wtedy jeszcze nie wiedzieli czym jest genetyka, w ogóle jak przebiega coś niby tak oczywistego jak rozmnażanie... myśleli np. że sperma to taka męska menstruacja ;) także nie mów mi o wszechwiedzących naukowcach ...nie obrażających nikogo oczywiście kto bada, eksploruje i docieka. Jest to często długi proces, obarczony licznymi niepowodzeniami, wiecznymi pytaniami i próbami dowiedzenia coraz to nowej prawdy. We wszechświecie panuje boski porządek. Prawdziwa wolność to pewność że nic nie wzięło się przez przypadek. Odpowiedzi często są na wyciągnięcie ręki i zasięg wzroku. Boska potęga to życie, drugi człowiek i wszystko wokół nas. Nie wymagajmy od naukowców dowodów na istnienie Boga (niech się zajmą sprawami raczej przyziemnymi np. jak naprawić błędy innych które destrukcyjnie wpływają na naszą planetę, którą notabene Pan Bóg nam ofiarował..czyż to nie piękne? :) Każdy kto próbuję podważyć istnienie Boga albo oczekuje tego do innych tylko się ośmiesza i udowadnia swoją niemoc duchową bo że oprócz fizyczności mamy również psychiczną sferę każdy wie.. czy też nie ma na to wystarczających dowodów?? Próbuje tylko powiedzieć że codziennie możemy i widzimy Boga tylko musimy tego chcieć!

        • 4 6

      • kimże są naukowcy...? (1)

        • 2 2

        • To ludzie, którzy mają w pewnej dziedzinie wiedzę większą od twojej. A jak ja interpretują i wykorzystują to temat na inny artykuł.

          • 3 0

      • A w jakiego Boga wierzysz? Tego Starotestamentowego, który kazał mordować, rabować i pysznił się żądając oddawania mu czci? Twój miłosierny i wszechmocny Bóg pozwolił na zabicie Abla, kazał Aaronowi zabić rodaków za czczenie złotego cielca, któregoż Aaron sam był pomysłodawcą, pozwolił na wymordowanie Kananejczyków, by Izraelici mogli osiedlić się na ich ziemi, przymykał oko gdy Abraham i jego syn stręczyli własnymi żonami. "Bóg uczynił serce faraona zatwardziałym, by nie pozwolił odejść Izraelitom z ziemi egipskiej". Ale po co? By pokazać jak słodka jest zemsta, zsyłając plagi na Egipcjan? To wszystko jest w twoim Świętym Piśmie, którego jesteś wyznawcą.
        Zagadką jest Chrystus, który dał się ukrzyżować, by ludzie byli dla siebie dobrzy. Czy dałabyś się ukrzyżować w imię miłości na świecie?

        • 5 1

    • A gdzie zobaczyłaś boga ,w piwnicy , na ulicy itd., (6)

      • 5 11

      • (3)

        zobaczyłabym go w tobie gdybyś mi pozwolil/a ... ale wolisz drwić

        • 4 4

        • (2)

          Taki prawdziwy Bóg jest w każdym drugim człowieku, który wyciąga do ciebie rękę z pomocą. Może nie jest wszechwładni i wszechmogący, ale jest miłosierny. To jest ten Bóg, w którego powinieneś wierzyć, powinieneś wierzyć w drugiego człowieka.

          • 1 0

          • (1)

            A skąd przypuszczenie, że Bóg jest dobry? Jak czytamy stary testament, to widzimy raczej zakapiora, który raz żąda żeby mu ojciec w ofierze zaszlachtował syna, innym razem zsyła topiel na całe narody...

            • 4 0

            • W Starym Testamencie Boga wymyślił Mojżesz, by żyć na cudzy koszt, ale prawdziwy Bóg, którego ludzie potrzebują jest z natury dobry.

              • 0 0

      • ja doświadczyłem działania Boga w moim życiu! (1)

        • 2 3

        • Chwała Panu! A gdzie był twój Bóg, jak wieziono ludzi do obozów koncentracyjnych, do łagrów, jak palono ludzi żywcem w domach, jak gwałcono i mordowano? Czy Miłosierny też jest w hospicjach? Czy Wszechmocny pochyla się nad cierpiącymi? Ile osób umiera z głodu, traci życie na wojnach, w wypadkach, katastrofach? Za dużo się dzieje na świecie, twój Bóg trochę tego nie ogarnia. A może już jest zmęczony tym ciągłym jęczeniem "Boże dopomóż". A po której stronie jest Bóg, gdy dwa narody walczą ze sobą albo gdy grają w piłkę?

          • 4 1

    • ... wyrasta się z wiary w Boga a wrasta w wiarę w korpo, kasę, (1)

      • 2 2

      • ja dojrzalam do bycia ateistka

        w wieku 29 lat. To byl bolesny ale piekny process. Nie mam problemu z tym, ze moi rodzice nadal wierza, ale ja moje dzieci wychowuje w prawdzie. A prawda jest to co tu I teraz. Zyj I daj zyc innym, nie mieszaj w to bogow, zaswiatow, I zyc po zyciu. Badz czlowiekiem.

        • 2 0

  • mam złą wiadomość dla Pani Marzeny (8)

    Bóg nie istnieje !!! I to jest akurat jedyny pewnik w dzisiejszym świecie

    • 22 39

    • W jutrzejszym (1)

      Sie zdziwisz. Szkoda by bylo.

      • 19 11

      • Bóg istnieje. Tak powiedział Abraham, a Mojżesz nawet dostał od Niego tablice z dziewięcioma przykazaniami, i widział Jego ..."plecy", kiedy On przechodząc wsparł się na ramieniu Mojżesza. To prawda, bo czytałem o tym w pewnej grubej księdze, pełnej krwi, nienawiści, intryg, stręczycieli i pysze, o cwaniakach i oszustach.

        • 4 1

    • Ja to na język biorę

      mieliśmy z tego szkolenie,atowidol,borygo,zacier itd

      • 3 1

    • Nie jesteś w stanie tego udowodnić, to twojeosobiste przekonanie

      • 2 1

    • Dzisiejszy świat jest śmietniskiem idei a odwieczny świat wie że Bóg istnieje!!! (1)

      • 3 3

      • To prawda! Kananejczycy odczuli to na własnej skórze, jak litościwy Bóg kazał ich wybić, by zrobili miejsce dla Izraelitów na ich własnej ziemi. Wszystko co czyni Bóg jest dobre ...tyle, że nie dla wszystkich. Co Mu ci Kananejczycy zawinili?

        • 3 1

    • Potwierdzam i zaprzeczam (1)

      W kwestii istnienia bądź nie istnienia boga jest o tyle problem, że nie można przedłożyć dowodu empirycznego na wyżej wymienione opcje. Przykładowo - z materialistycznego punktu widzenia nie można założyć działania siły wyższej (choćby biorąc na warsztat nauki fizyczne czy przyrodnicze). Jednakże te same dziedziny nie mogą nam w pełni zanegować istnienia boga - gdyż trudno jest przyjąć konkretny algorytm czy założenie, jakie miałoby zilustrować taką czy inną energię nadprzyrodzoną.
      Wniosek: jeśli ktoś potrzebuje takiej czy innej wiary do szczęśliwego życia- niech to praktykuje. Jeśli zaś ktoś potrzebuje do istnienia tylko tego co namacalne - także nie ma przeszkód, by tak żyć. Bądźmy ludźmi dla siebie i tyle.

      • 1 0

      • Zgodzę się z tobą w całej rozciągłości twego wywodu. Ale czyż to, że i jedni i drudzy chcą narzucić swoje przekonania innym nie jest za sprawą ręki Pana - "nic nie dzieje się beze Mnie, a tylko przeze Mnie". Jedno jest pewne. Ludziom potrzebny jest Bóg, do którego mogą wznieść myśli, który zawsze, ale to zawsze wysłucha. A co zrobi z tą wiedzą, to już Jedyny Bóg raczy wiedzieć. W Bogu zgromadzone są wszystkie zjawiska, cała wiedza, której przy obecnym stanie nauki nie potrafimy sobie wyjaśnić. Tego Boga po troszeczku ubywa, ale nowe niewytłumaczalne odkrycia znów zapełniają tę pustkę. I pewnie tak będzie do nastania Armagedonu.

        • 1 0

  • Czy Pani jest psychologiem lub psychiatrą? (21)

    "Niestety w Polsce nie ma ściśle uregulowanej sytuacji prawnej w tym zakresie", jak Pani Marzena Szarecka sama mówi, trudno jednak znaleźć w wywiadzie konkretne informacje na temat wykształcenia lub certyfikatów uzyskanych przez bohaterkę artykułu.

    • 34 3

    • Bo nie o certyfikatach jest artykuł. Jak ktoś jest ciekaw to niech tą panią dopyta.

      • 1 12

    • Nie jest... (19)

      ani psychologiem ani lekarzem ze specjalizacją psychiatria. Pani Marzena mówi kim jest z wykształcenia i jakie ma doświadczenie. Wystarczy uważnie przeczytać wywiad.

      • 4 11

      • (8)

        Przeczytałem uważnie wywiad i z całym szacunkiem, nadal nie wiem, kto potwierdził swoim autorytetem umiejętności terapeutyczne Pani Marzeny. Szkoła w Krakowie, o której Pani Marzena mówi w wywiadzie, powołuje się na związki z European Association for Psychotherapy i Polską Federacją Psychoterapii, która wydaje własne certyfikaty dla psychoterapeutów. Oprócz tego na swojej stronie PFP podaje listę 19 stowarzyszeń zrzeszonych w Polskiej Federacji Psychoterapii i Polskiej Radzie Psychoterapii, które również certyfikują terapeutów.

        • 11 2

        • (3)

          To spotkaj się pan z Panią Marzeną i zapyta o certyfikaty. Łatwo usiąść przed komputerem i anonimowo próbować kogoś dyskredytować. Jak widać jest pan z "branży", więc może dlatego.

          • 4 12

          • (2)

            Czy klient jest z branży? Jeśli tak, to jestem.

            • 4 0

            • (1)

              Stawiam na to, że jest pan psychologiem, psychiatrą, bądź psychoterapeutą, do którego nie walą ludzie drzwiami i oknami.

              • 2 9

              • Co jest stawką, co można wygrać?

                • 4 0

        • (3)

          Popieram przedmowcę, który docieka, gdzie pani Marzena posiadła wiedzę psychologiczną. Wywiad jest w tym zakresie dość enigmatyczny.
          Niestety, w Polsce jest możliwe prowadzenie psychoterapii bez profesjonalnej bazy, jaką są studia psychologiczne.

          • 9 1

          • (2)

            Psychoterapeuta to nie to samo co psycholog. Zresztą nie mam dobrego zdania o psychologach, którzy najczęściej trafiają do HR i zajmują się tresurą pracowników i konfliktowaniem.

            • 3 6

            • (1)

              Mam nadzieję, że nie zrobi ludziom krzywdy w swoim euforycznym podejściu do zbawiania świata. Zastanawiałem się czy faktycznie ma uprawnienia, by "mieszać :)" ludziom w głowach, którzy czasem mają naprawdę poważny dylemat: skoczyć, czy nie skoczyć. Jednak po własnym doświadczeniu myślę, że certyfikat to nie wszystko. Może pani Marzena faktycznie ma wyczucie i rzeczywiście jest w stanie pomóc ludziom. Niestety niektórym się tylko wydaje, że są fachowcami w swojej branży.

              • 5 2

              • to tylko biznes

                Pani Marzena nie ma wyczucia, zostawia ludzi w trakcie terapii, nie odbiera telefonów,często zmienia terminy .Nie umie pomóc w bardzo zaawansowanej depresji. Pewnikiem jest bardzo dobrym psychoterapeutą dla osób które mają złamany paznokieć a nie życie.

                • 0 0

      • Zawodowe piekiełko i zazdrość (9)

        Psycholog, psychiatra i psychoterapeuta to trzy różne profesje. Psycholog wydaje zwykle opinie i zwykle każdy inną na ten sam temat. Psychiatra przepisuje piguły. A tylko psychoterapeuta rozmawia z człowiekiem. I taka jest różnica, na korzyść terapeutów takich jak Pani Marzena.

        • 4 11

        • (8)

          Nie chodzi o zazdrość, tylko o dobro osób szukających pomocy.

          • 10 0

          • (7)

            Tak, o dobro. Jak urodziłam dziecko i czułam się źle to szukałam pomocy u dwóch psychiatrów. Koszmar. Tylko się zastanawiali jakie mi piguły przepisać, abym mogła dalej karmić dziecko. Dopiero jak poszłam do psychoterapeuty który mnie wysłuchał - takiego jak Pani Marzena - uzyskałam pomoc. Po pierwsze, poradzono abym zrobiła badania. Okazało się, że mam chorą tarczycę. Dowiedziałam się tego dzięki mojej terapeutce, a nie dzięki lekarzom psychiatrom.

            • 1 5

            • (5)

              Szanowna Pani, współczuję, jednak moje doświadczenia z terapeutami były zgoła odmienne i uważam, że niestety łatwo tutaj o nadużycia, łatwiej niż choćby w medycynie. Dlatego trzeba być uważnym i nie wstydzić się pytać o uprawienia, nawet jeśli w Polsce nie jest to prawnie uregulowane, o czym mówi Pani Marzena. Bowiem psychoterapia to nie jest rozmowa z przyjaciółką, tylko poważniejszy proces, który może przynieść szkody.

              Psychologia czy psychiatria wydają się mimo wszystko lepszym przygotowaniem dla przyszłego psychoterapeuty niż politologia, marketing i zarządzanie czy filologia rosyjska - choć może to stereotyp.

              • 8 2

              • (4)

                A dlaczego ktoś po np marketingu nie może być dobrym terapeutą, skoro żeby nim być musi skończyć kolejne kilkuletnie studia? Nie zgadzam się z tym, że to obszar zarezerwowany tylko dla psychologów czy psychiatrów. To zupełnie inny zawód, który wymaga sporo nauki i nie jest to wiedza tajemna, której nie pojmie były marketingowiec.

                • 2 5

              • (3)

                A co w ogóle jest wiedzą tajemną, której nie pojmie były marketingowiec? Być może byłby też znakomitym neurochirurgiem, niestety specjalizacja dostępna jest tylko po ukończeniu medycyny.

                • 3 0

              • (2)

                Psychoterapia to nie jest specjalizacja w psychologii czy tym bardziej psychiatrii, to osobna profesja.

                • 0 2

              • Profesja, która nie podlega żadnym regulacjom.
                Dlatego, z mojego, czysto subiektywnego punktu widzenia, wolę wybrać psychoterapeutę, który ukończył jednak wcześniej studia powiązane z profesją, którą wykonuje niż, dajmy na to, inżyniera mechatronika, który poczuł iskrę bożą i po uzyskaniu dyplomu prywatnej uczelni leczy ludzkie dusze.

                • 6 1

              • to samo co wrozbiarstwo

                czyli patrzysz na klienta I lejesz wode

                • 1 0

            • Przykre, ze nie milas wsparcia

              W rodzinie, I musials placic komus, zeby cie wsyaluchal. Ja jednak wole placic profesjonalistom, a na pogaduchy isc do cioci lub do mamy

              • 1 0

  • Jedynie szkoda, że Pani tak podkreśla, iż czasem pomogła komuś za 10 jajek.., słoik ogórków- poświęcajac czas poza kontraktem... (3)

    a bezinteresownie ?
    Niestety, to bardzo schematyczne obiegowe stwierdzenie, że ludzie czują się godni, gdy mogą zapłacić.

    • 8 11

    • (2)

      Ludzie są jej wdzięczni i chcą to wyrazić. Porażający komentarz. To straszne jak ludzie potrafią wszystko opluć.

      • 9 8

      • Nie opluwam, a napisałam:,, Jedynie szkoda...", co każdy kto czyta ze zrozumieniem, (1)

        wie, że poza tym zgadzam się z Panią terapeutką.
        Napisałam tak, gdyż od razu nasunęło mi się porównanie z ludźmi, których znam, którzy są z wykształcenia psychologami ( są na działalności) i pewną część czasu pracy poświęcają za darmo ludziom nie mogącym niczym podziękować, poza z serca ,,dziękuję".
        Także jestem wolontariuszką (nie w dziedzinie terapii psychologicznej).

        • 4 2

        • Myślę, że sformułowanie "poza kontraktem" oznaczać miało, że nie zamierzała pobierać opłaty. Natomiast klient widząc, że doświadcza pomocy od osoby, która zawodowo zajmuje się psychoterapią, postanowił, że musi zapłacić w sposób, na jaki go stać . Taka forma "dziękuję". Zamiast 150 zł za godzinę, słoik miodu w cenie 30 zł. Nie jest powiedziane, że każda osoba po godzinach płaciła. Podkreślono jedynie, że było to ważne (i korzystne) dla osób, którym pomagano.
          Nie podano, czy bohaterka wywiadu pomaga gdzieś jeszcze w ramach czystego wolontariatu i czy pomoc ta była w obszarze psychoterapii. Możemy się jedynie domyślać, że taka była pierwotna idea pomagania po kontrakcie.

          • 1 0

  • Dobrze się to czytało. Powodzenia!

    • 6 7

  • (4)

    Moim zdaniem psychoterapeuta powinien być psychologiem lub lekarzem. Wiedza nr funkcjonowania psychiki i zachowań człowieka jest ogromnie ważna w leczeniu

    • 15 4

    • (1)

      Czasem ktoś faktycznie ma podejście i intuicyjnie potrafi innym pomóc. Dawno temu chodzono do szamana lub rabbiego, teraz do wróżek czy psychoterapeutów. Mam nadzieję, że nikomu nie zaszkodzi swoją "niewiedzą". A czy rynek zweryfikuje? To jak chodzenie do kiepskiego stomatologa. Część pacjentów nie wie, że może być lepiej.

      • 3 0

      • Problem w tym, że psychoterapia to nie wróżenie z kart ani wizyta u szamana (choć może zwolennicy ustawień hellingerowskich myślą o tym inaczej). Oczywiście, rynek weryfikuje umiejętności stomatologa, co ważne jednak, musi on wcześniej w ogóle uzyskać prawo wykonywania zawodu - w przypadku psychoterapeutów tego brakuje.

        • 1 0

    • (1)

      Tu chyba nie mamy przypadku niewiedzy. Przecież omawiana osoba studiowała z czasem obszary związane z psychologią i psychoterapią. A że wybrała zawód na podstawie doświadczeń życiowych, opinii innych o jej zdolnościach i trwałego pragnienia działania w danym obszarze to chyba dobrze. Mogła przecież w wieku 19 lat pójść na studia psychologiczne, bo np. interesowały ją thrillery psychologiczne lub miewała notorycznego doła i melancholijny charakter, a jednocześnie bała się matematyki, bo miała wredną nauczycielkę. Tak chyba wiele młodych osób wybiera (w końcu jakoś musi wybrać). A tak wybrała bardziej świadomie. Jedyne co, to to, że nie odkryła tego wcześniej, właśnie w wieku decydowania o studiach. Ale dzięki temu zebrała po drodze cenne doświadczenia.

      • 0 3

      • Studiowala obszary...

        w wyzszej szkole psychotroniki I wyrobu past twarogowych. Pozwalcie sobie mieszac w glowach szamanaom, ksiezom, I ciociom dobra rada.

        • 2 2

  • Ze strony Polskiej Federacji Psychoterapii

    "W Polsce nie ma prawnych uregulowań dotyczących zawodu psychoterapeuty. Oznacza to, że każdy może zarejestrować działalność psychoterapeutyczną i ją prowadzić. W rzeczywistości stwarza to możliwość nadużyć oraz działań niebezpiecznych i szkodliwych społecznie.

    Aby przeciwdziałać takim sytuacjom, środowisko psychoterapeutów wydaje certyfikaty, jako formę potwierdzania umiejętności psychoterapeutycznych. Nie istnieje jeden obowiązujący prawnie standard szkolenia psychoterapeutów w Polsce. Żaden z wydawanych certyfikatów nie jest dokumentem państwowym."

    To może warto byłoby wypracować ten jeden, obowiązujący prawnie standard szkolenia psychoterapeutów?

    • 14 2

1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Moim zdaniem

Ludzie biznesu

Monika Płocke

Banking Technology, Head of Change and Technology Capabilities w Nordea Bank AB. Absolwentka...