stat

Na swoim. Jak stal, czyli firma rodzinna Ewy Szyińskiej

Stal jest materiałem niezwykle plastycznym i wspaniałym w swojej surowości. Jest też dziś bardzo modna - mówi Ewa Szyińska.
Stal jest materiałem niezwykle plastycznym i wspaniałym w swojej surowości. Jest też dziś bardzo modna - mówi Ewa Szyińska. fot. Łukasz Unterschuetz / Trojmiasto.pl

O tym, że od przeznaczenie trudno uciec, że warto kontynuować dzieło rodziców, ale warto to robić po swojemu, a także o tym, że produkcja stalowa też jest dla kobiet rozmawiamy z Ewą Szyińską, właścicielką firmy Armet, wykonującej lekkie konstrukcje stalowe. W poprzednim odcinku "Jak to jest na swoim" rozmawialiśmy z Katarzyną Szulc i Beatą Domagalską, właścicielkami agencji konsultingowej 2Mgroup. Kolejny wywiad już za miesiąc.



Kontynuuje pani dzieło ojca. Czy od początku wiadomo było, że taka będzie pani droga?
Tata zaszczepił w nas tę chęć bycia na swoim, zachęcał nas, wspierał, chciał, żebyśmy byli samodzielni. Sam sukces osiągnął dzięki ciężkiej pracy.

Ewa Szyińska: - Nie. Jak każdy młody człowiek buntowałam się, miała swoje marzenia, kochałam aktorstwo. Zawód aktora nie był tym, co ojciec wymarzył sobie dla swojej córki. Jednak życie zweryfikowało moje pomysły. Dobrze czułam się wśród zapachu stali, ale ta chęć odcięcia się od rodziców była silniejsza. Każdy ma taki moment. Zresztą rodzice nie naciskali. Tata w pewnym momencie pogodził się z tym, że nikt nie przejmie firmy, którą tworzył. Szukając własnej drogi pracowałam i w korporacjach, i w firmach prywatnych, dostałam się również do pracy w Szanghaju.

Daleko. A czym się pani tam zajmowała?

- Pracowałam w polskim pawilonie na targach Expo. Fantastyczne przeżycie, wiele mnie to nauczyło. Przede wszystkim akceptacji ludzi, samodyscypliny i oczywiście języka chińskiego.

Jak więc to się stało, że ostatecznie przejęła pani rodzinną firmę?

- Bunt buntem, ale gdzieś pod skórą zawsze czułam, że stal mnie fascynuje, jej surowe piękno i matematyczna prostota. Wprawdzie mam jeszcze trzech braci, ale padło na mnie.

A oni nie chcieli kontynuować dzieła ojca?

- Rodzeństwo jest starsze ode mnie i jako bardzo młodzi ludzie podjęli decyzję o założeniu własnych interesów. Nim choroba ojca uniemożliwiła mu dalszy rozwój, założyli i prowadzą z ogromnym sukcesem swoje firmy w branży meblowej i bursztynniczej.
Wychodzę z założenia, że jeżeli właściciel firmy nie zna się na swojej pracy, na swojej branży, to niestety nie osiągnie sukcesu.

To rodzice pewnie byli dumni, że wszystkie dzieci są zaradne i są "na swoim"?

- Tak. Tata zaszczepił w nas tę chęć bycia na swoim, zachęcał nas, wspierał, chciał, żebyśmy byli samodzielni. Sam sukces osiągnął dzięki ciężkiej pracy. Zaczynał w latach 70. od pieczarkarni, później była hodowla nutrii. Dopiero potem powstała firma, która na początku zajmowała się elementami drucianymi. Tata zdobył tytuł mistrza kowalstwa i mistrza ślusarstwa. To był początek lat 90. Firma zaczęła się rozwijać. Niestety, stopniowa utrata słuchu, a potem nowotwór nie pozwolił tacie na rozmach w prowadzeniu firmy. Wszystko wciąż działało sprawnie, obsługiwał kilku stałych klientów, ale nie rozwijał się już z takim impetem jak kiedyś. Bunt przeminął, a lata doświadczeń zdobytych na różnych stanowiskach skłoniły mnie do podjęcia wyzwania. To był 2016 rok. Wówczas podjęliśmy z mężem decyzję, że przejmiemy rodzinny interes. Jednak od razu zastrzegliśmy, że firmę będziemy prowadzić po swojemu.
Zdarzyło mi się też parokrotnie stawać za maszyną, aby wiedzieć, o co w tym chodzi, jakie są jej możliwości i ile tak naprawdę czasu zajmuje dana produkcja - mówi Ewa Szyińska.
Zdarzyło mi się też parokrotnie stawać za maszyną, aby wiedzieć, o co w tym chodzi, jakie są jej możliwości i ile tak naprawdę czasu zajmuje dana produkcja - mówi Ewa Szyińska. fot. Łukasz Unterschuetz / Trojmiasto.pl

A co na to tata?

- Cieszył się, że przejmiemy firmę, jednak obawiałam się, jak zareaguje na zmiany. I tu absolutnie mnie zaskoczył, na plus. Bardzo nas wspierał. Oczywiście jak przystało na przedsiębiorcę miał swoje zdanie, ale szanował nasze wybory. Był dumny z zakupu każdej nowej maszyny, która od nowa budowała naszą renomę. Moim założeniem było stworzenie niezawodnego, elastycznego partnera, gotowego realizować zlecenia na klasyczne wyposażenie biur czy sklepów, najbardziej zgodne z trendami, od pojedynczych regałów po kompleksowe wyposażenie dużych hoteli. 
Kiedy przychodziła godzina 16, a ja dalej tkwiłam w papierach, stwierdziłam, że tak nie można pracować(...) trzeba umieć wyznaczyć sobie granice.

Firma był obecna w pani życiu od dziecka, ale co innego bawić się na podwórku przy zakładzie, a co innego zasiąść za sterami.

- Zdecydowanie tak. Dlatego na początku musiałam bardzo wiele się nauczyć. Wychodzę z założenia, że jeżeli właściciel firmy nie zna się na swojej pracy, na swojej branży, to niestety nie osiągnie sukcesu. Ta wiedza musi być w każdym zakresie, począwszy od materiału i jego możliwości po zdobywanie klientów.

A branża taka mało kobieca, bo mówimy o wyrobach ze stali.

- Zdecydowanie ta branża jest wyzwaniem dla kobiety. Jednak wszystko jest kwestią chęci i pracy, jaką się włoży. Na początku dużo czasu spędzałam na produkcji. Zdarzyło mi się też parokrotnie stawać za maszyną, aby wiedzieć, o co w tym chodzi, jakie są jej możliwości i ile tak naprawdę czasu zajmuje dana produkcja. Na szczęście dziś w tej materii w większości wyręcza mnie mąż, któremu doświadczenia zawodowe pozwoliły płynnie wejść w tematykę produkcyjną. Wiele też nauczył się pod okiem mojego taty i dziś fantastycznie zarządza produkcją. Zna się na tym, co robi, nie pozwala się zaskoczyć. Tu potrzebne jest doświadczenie i bycie w tej firmie. Prowadzenie firmy produkcyjnej zza biurka nie przyniesie efektów.

Mąż zajmuje się produkcją, a pani całą resztą.

- Tak. Zamówieniami, klientami, marketingiem i tak dalej. Wiedza o stali pozwala mi działać szybciej, tak aby produkcja mogła funkcjonować bez przestoju. Do tego potrzebne jest też delegowanie obowiązków.

Niestety, często przedsiębiorcy mają z tym problem, bo uważają, że sami zrobią lepiej. Kiedy przychodzi taki moment, że trzeba podzielić się obowiązkami?
Pracujemy na blachach nawet półmilimetrowej grubości, to wymaga precyzji. Nie każdy sobie z tym poradzi.

- Dla mnie tym momentem był dzień, kiedy nie byłam w stanie na czas odebrać dzieci z przedszkola. Mamy dwóch synów - cztero- i pięciolatka. Kiedy przychodziła godzina 16, a ja dalej tkwiłam w papierach stwierdziłam, że tak nie można pracować. Owszem, firma jest bardzo ważna i poświęcamy jej całe życie, bo przez to, że prowadzimy ją wspólnie z mężem, to ona wręcz wrosła w naszą rodzinę. Jednak trzeba umieć wyznaczyć sobie granice. Zwłaszcza gdy jest się rodzicem, zwłaszcza gdy jest się matką. Prowadzenie przedsiębiorstwa przez kobiety jest ogromnym wyzwaniem i myślę, że wielu mężczyzn tego nie jest wstanie zrozumieć. Kobieta odpisując na maile od klienta czy sprawdzając faktury, zawsze gdzieś z tyłu głowy ma, że dziś już wtorek, a przecież w czwartek syn ma przedstawienie w przedszkolu, że zanim dotrze do domu powinna jeszcze zrobić zakupy, a w sobotę kolega z przedszkola ma urodzinki i syn bardzo chce na nie pójść. Musimy myśleć o wszystkim, ustalać priorytety. A przecież prowadząc firmę odpowiadam za ludzi, których zatrudniam, za ich rodziny. Nie mogę sobie pozwolić na utratę zaufania.

Ile osób pracuje w firmie?

- W tej chwili zatrudniamy sześć osób. Jest to bardzo sprawny i zgrany zespół, który potrafi sobie poradzić w każdej sytuacji. Zarówno przy małym zleceniu, jak i takim, które wymaga dużego zaangażowania i wiedzy. Pracujemy na blachach nawet półmilimetrowej grubości, to wymaga precyzji. Nie każdy sobie z tym poradzi. Staram się, aby zespół był stabilny. Najstarszy stażem pracownik jest z nami już prawie 20 lat. Zawsze walczę o pracownika, ludzie mają różne problemy życiowe i nie można ich skreślać, gdy coś nie wyjdzie. Oczywiście jeżeli to się powtarza i nie ma chęci zmiany, to trzeba się rozstać.

Czym dziś zajmuje się firma?
Sukces przyjdzie, tylko trzeba go wypracować. Chęć osiągnięcia szybkiego zysku nie jest budująca, nie tworzymy przecież firmy na chwilę.

- Stal jest materiałem niezwykle plastycznym i wspaniałym w swojej surowości. Jest też dziś bardzo modna. Wykonujemy pełen wachlarz wyrobów: od biurek i regałów sklepowych przez wyposażenie hoteli po balustrady i konstrukcje schodów, wszelkie konstrukcje stalowe. Stawiamy przed sobą wyzwania i realizujemy je z sukcesami, dlatego też jesteśmy podwykonawcami dużych firm, które wyposażają obiekty szanowanych sieciowych firm. Nasze produkty są np. bardzo popularnej sieci fastfood, w sklepach z akcesoriami i ubraniami dla dzieci oraz sieć prestiżowych hoteli. Jakiś czas temu na naszej konstrukcji prezentowano na targach lotniczych prototyp ultraszybkiego samolotu bezzałogowego. To było coś. Jestem dumna z tego, co robimy. Często zdarza mi się jechać do miejsc, w których zamontowane są nasze konstrukcje, nawet przy okazji wakacyjnego wyjazdu. Zwykła wizyta w centrum handlowym kończy się często rozmową o wyposażeniu danego sklepu, a nie o tym, co zostało w nim kupione. Takie skrzywienie zawodowe.

Jak się zdobywa takie zamówienia?

- Dzięki doświadczeniu i jakości. To nie jest tylko kwestia ceny, ale wartości, jakie wnosimy w organizację naszego zleceniodawcy. Partnerstwo, pewność realizacji, terminowość, wiedza i  kompleksowa obsługa. Konstrukcje stalowe spotykamy na każdym kroku. W hotelu śpimy na metalowym stelażu, w pracy siedzimy przy metalowym biurku, w sklepie oglądamy ubrania wiszące na metalowych regałach - często ta stalowa konstrukcja jest zabudowana drewnem, ale to ona stanowi trzon i musi być przede wszystkim bezpieczna dla użytkowników.

Prowadzi pani firmę rodzinną, kontynuuje dzieło taty. Czy marzy się pani, żeby kiedyś synowie przejęli pałeczkę?

- To trudne pytanie. Prowadzenie firmy to wiele wyzwań, dlatego czasem myślę, że byłoby im łatwiej pracować u kogoś. Jak będzie, zobaczymy. Ostatnio starszy syn powiedział, że gdy będzie duży to zostanie inżynierem i pomoże nam w firmie. To jest bardzo budujące.

Jakie rady będzie miała pani dla niego?

- Żeby był cierpliwy. Sukces przyjdzie, tylko trzeba go wypracować. Chęć osiągnięcia szybkiego zysku nie jest budująca, nie tworzymy przecież firmy na chwilę. Takie wartości przekazał mi tata. Mówił również bardzo często o zwykłej, ludzkiej życzliwości, w stosunku zarówno do klientów, jak i konkurencji. Ona była, jest i będzie. Wzajemny, branżowy szacunek jest niezwykle ważny.

Podobno najlepiej uczyć się na cudzych błędach. Zdecydowanie lepiej słuchać mądrych rad. Własny biznes to często trudny kawałek chleba, ale - jak postaramy się pokazać - warto spróbować. Dla tych, którzy wolą rady mamy nasz cykl rozmów z doświadczonymi przedsiębiorcami - "Jak to jest na swoim", czyli garść wiedzy od praktyków w biznesie. Cykl nagrodzony w konkursie Narodowego Banku Polskiego.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (52)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Najczęściej czytane