stat

Na swoim. Laboratorium jakości gruntów Anny Brodeckiej

Wbrew obiegowym opiniom na naszym roku na Politechnice ok. 40 proc. studentów stanowiły kobiety. Panie lubią prace analityczne, gdzie jest potrzeba myślenia abstrakcyjnego - mówi Anna Brodecka.
Wbrew obiegowym opiniom na naszym roku na Politechnice ok. 40 proc. studentów stanowiły kobiety. Panie lubią prace analityczne, gdzie jest potrzeba myślenia abstrakcyjnego - mówi Anna Brodecka. fot. materiały prasowe

O tym, że pasja i ciekawość świata może wyznaczyć ciekawą drogę zawodową, że nauki ścisłe są pasjonujące, że nauka i biznes może się porozumieć, zwłaszcza jak się pracuje na styku tych dwóch specjalności rozmawiamy z Anną Brodecką, prezesem firmy Sineo. W poprzednim odcinku "Jak to jest na swoim", przed wakacjami, rozmawialiśmy z Dariuszem Bazaczkiem, właścicielem Studia Bazaczek. Kolejny wywiad już za miesiąc.


Zawsze interesowało mnie, jak coś działa, jak coś można połączyć i dlaczego tak. To była młodzieńcza ciekawość świata (...)

Prowadzi pani bardzo specjalistyczną firmę. Chodzi o usługi z zakresu geologii i geotechniki, czyli laboratorium mechaniki gruntów, a do tego badania z promieniotwórczości środowiska oraz metody geofizyczne. Zanim zapytam panią o rozszyfrowanie, czym dokładnie zajmuje się pani firma, proszę mi powiedzieć, skąd taki profil działalności?

Anna Brodecka: - Jest to związane z moim wykształceniem i zainteresowaniami. Ukończyłam fizykę techniczną na Politechnice Gdańskiej.

Skąd takie zainteresowania?

- W liceum miałam dość szerokie spektrum zainteresowań, bo byłam np. finalistką olimpiady z języka polskiego. Wtedy raczej pociągała mnie literatura. Jednak zawsze obok była fizyka i chemia. Myślałam, że raczej pójdę w stronę chemii. Brałam udział we wszystkich możliwych konkursach chemicznych.

Wygrały nauki ścisłe?

- Tak. Zawsze interesowało mnie, jak coś działa, jak coś można połączyć i dlaczego tak. To była młodzieńcza ciekawość świata, która w czasie edukacji szkolnej przekształciła się w głębsze zainteresowanie. Jak już wspomniałam, zaczęłam od fizyki technicznej, która była bardzo dobrą bazą, żeby kształcić się dalej w kierunku geofizyki. W czasie studiów współpracowałam z zespołem, który zajmował się tematyką gazu z łupków. To był ten 2013 rok, kiedy rozpoczął się boom łupkowy w Polsce. Tak mnie to wciągnęło, że skończyłam podyplomówkę z geofizyki. Od tamtej pory marzy mi się praca właśnie w przemyśle poszukiwawczym i wydobywczym. Za to hobbistycznie zwiedzam kopalnie.

Właściwie nie powinnam się dziwić, że w pani przypadku nie może to być np. szydełkowanie. Kopalnie?

- Tak. Na szczęście mąż bardzo mnie wspiera w tej pasji i zwiedzamy razem. Nawet w ramach prezentu dostałam szychtę w kopalni w Zabrzu. Super przeżycie. Byliśmy pod ziemią i mogliśmy samodzielnie fedrować.

A mąż też jest fizykiem?

- Nie. Jest historykiem, ale dobrze się uzupełniamy.

Geofizyka, fizyka techniczna... Takie kierunki raczej wybierają panowie.
W moim przekonaniu wróci temat eksploatacji złóż niekonwencjonalnych. Niekoniecznie musi być to gaz z łupków - hale gas, może to będzie tight gas, czyli gaz zamknięty (...)

- Wbrew obiegowym opiniom na naszym roku na Politechnice ok. 40 proc. studentów stanowiły kobiety. Panie lubią prace analityczne, gdzie jest potrzeba myślenia abstrakcyjnego. Kobiety w tym się odnajdują.

Wspomniała pani o gazie z łupków. Kilka lat temu był to bardzo modny temat w Polsce.

- Tak, i mnie ten temat również bardzo pochłonął. Miałam to szczęście, że mogłam być blisko poszukiwań. Wydobycie jest realne, tylko nie teraz. Jestem przekonana, że temat wróci, prawdopodobnie za kilka lat. Wtedy mieliśmy na pewno za małą wiedzę o warunkach geologicznych w Polsce. W Stanach Zjednoczonych wykonano setki otworów, na podstawie których wyznaczono, w jaki sposób należy dobrać technologię szczelinowania, jakie mają być parametry. U nas tego było za mało, żeby rzeczywiście dobrać efektywną technologię. Po pierwsze, musimy od strony naukowej i technologicznej dowiedzieć się, jak poprowadzić zabieg udostępniania złóż niekonwencjonalnych, żeby możliwe było komercyjne wydobycie gazu, żeby było ono rzeczywiście opłacalne. Po drugie, musi być dopracowane prawo geologiczne w kontekście wydobycia gazu z formacji łupkowych.

Nie byliśmy przygotowani na gaz z łupków?

- Tak, nie było wówczas warunków. Tylko na podstawie wykonywania wielu odwiertów i pogłębiania wiedzy na ten temat jesteśmy w stanie przygotować się do komercyjnego wydobycia. W moim przekonaniu wróci temat eksploatacji złóż niekonwencjonalnych. Niekoniecznie musi być to gaz z łupków - hale gas, może to będzie tight gas, czyli gaz zamknięty, ale myślę, że jest to tylko kwestią czasu. Praca w tym obszarze była bardzo ciekawym doświadczeniem, które wpłynęło na moją dalszą drogę zawodową. Dla mnie spotkanie z przemysłem, praca przy dużym wniosku grantowym stanowiła ważny punkt w karierze. To połączenie nauki i biznesu. Od razu wiedziałam, że to ten kierunek, że niekoniecznie chcę być naukowcem, że niekoniecznie chcę zajmować się pracą akademicką. Poczułam, że chcę robić coś, co będzie łączyło innowacyjne rozwiązania z realnym światem przemysłu. Pracując w tematyce gazu z łupków nabrałam doświadczenia w projektach R&D. Pisaliśmy na przykład w ramach programu Polska Mapa Drogowa Infrastruktury Badawczej projekt stworzenia odwiertu badawczego. Projekt chwilowo jest zawieszony, ale koncepcja została przygotowana. Przemysł, wydobycie to jedno. Dowiedziałam się też, że pociąga mnie zarządzanie projektami. Szczególnie takimi, które stanowią wyzwanie. Gdy wchodzę w temat, który jest nowy, nie znam go, ale jestem w stanie go zgłębić na tyle, żeby koordynować projekt. To jest to.

I postanowiła pani założyć firmę?
Ostatnio mieliśmy klientkę, która uprawia warzywa dla swoich dzieci i chciała mieć pewność, że uprawie je na glebie, która nie zawiera metali ciężkich, WWA czy innych rakotwórczych substancji.

- Wówczas jeszcze nie. Najpierw zostałam kierownikiem laboratorium mechaniki gruntów. Pracowałam w prywatnej spółce. Całą wiedzę techniczną i inżynierską, jaką dała mi fizyka techniczna miałam, ale samej mechaniki gruntów i badań na potrzeby geotechniki jeszcze wówczas nie znałam. Jednak dosyć szybko zaznajomiłam się z branżą. Wówczas też pojawił się pomysł na własną działalność. Czasem mówię, że moja droga była wyznaczona przez przypadki, które na szczęście połączyły się w logiczną całość. Razem ze wspólnikami założyliśmy spółkę. W Sineo mamy dwie główne działalności - mój ulubiony obszar, czyli zarządzanie projektami na potrzeby firm zewnętrznych oraz działalność laboratoryjną z zakresu mechaniki gruntów, w tym zaawansowane badania trójosiowe.

To teraz rozszyfrujmy, czym dokładnie zajmuje się Sineo. Dla jakich klientów pracuje taka firma?

- To mogą być klienci indywidualni, którzy budują dom, albo ci, którzy chcą się dowiedzieć, czy ziemia na ich posesji nie jest zanieczyszczona. Są to badania wytrzymałości gruntu informujące o tym, czy jest odpowiednio nośny oraz badania środowiskowe pod względem zanieczyszczeń chemicznych. Takie robimy coraz częściej. Ostatnio mieliśmy klientkę, która uprawia warzywa dla swoich dzieci i chciała mieć pewność, że uprawie je na glebie, która nie zawiera metali ciężkich, WWA czy innych rakotwórczych substancji. Kolejna grupa to właściciele gruntów poprzemysłowych, głównie są to deweloperzy. W tym wypadku wykonujemy badania zanieczyszczenia powierzchni ziemi. Trzecią grupą klientów są projektanci, architekci, firmy geologiczne, geotechniczne, które zlecają już konkretnie badania laboratoryjne z zakresu mechaniki gruntów. Kolejną działalnością jest zarządzanie projektami, o którym już wspomniałam. Tu jesteśmy otwarci. Obecnie prowadzimy projekt dla firmy geologicznej, ale możemy prowadzić takie zadania dla szeroko pojętej branży badawczo-rozwojowej.

Badania czystości gleby w ogródku? To bardzo ciekawa usługa. A jak wyszło badanie u tej pani, która uprawia warzywa dla dzieci?

- Pomyślnie. Może spokojnie uprawiać. Na początku naszej działalności w ogóle nie trafiali do nas klienci indywidualni. Pojawili się dopiero w tym roku. Widać, że podnosi się świadomość społeczeństwa, że chcemy jeść zdrową żywność, coraz więcej osób podchodzi do tego zagadnienia odpowiedzialnie. Dlatego jest to jeden z naszych kierunków biznesowych. Chcemy dotrzeć do indywidualnego klienta, bo widzimy, że bardzo wzrosła świadomość ekologiczna. Ostatnio zgłosił się do nas pan, który obawiał się, że z hałdy składowanej u sąsiada mogą przedostać się na jego posesję jakieś niebezpieczne substancje. Takich zapytań jest coraz więcej. Czasem zanieczyszczenie występuje tam, gdzie się go nie spodziewamy.
Kierujemy się normami, które obowiązują, ale do tego wypracowaliśmy jeszcze własny system kontroli jakości. Zawsze lepiej więcej razy sprawdzić, niż o jeden raz za mało.
Może to być lokalne zanieczyszczenie spowodowane jednorazowym zdarzeniem. Mieliśmy takie przypadki, kiedy okazywało się, że cały grunt był czysty, a tylko w jednym miejscu wystąpiło duże stężenie np. benzyn. Prawdopodobnie coś się wylało lub w tym miejscu zepsuł się samochód. Wystarczyło usunąć tylko niewielką ilość gruntu. Kiedyś badania wykonywały głównie akredytowane laboratoria, a to kosztuje. Dziś mamy już narzędzia do badań terenowych, które potrafią pokazać skład gruntu, albo wskazać, czy są w nim substancje ropopochodne. To ciekawy, rozwojowy rynek, dlatego zastanawiamy się nad rozszerzeniem naszej działalności, by świadczyć dla klienta indywidualnego badania przesiewowe i dopiero jeżeli rzeczywiście będzie jakieś podejrzenie, że grunt może być zanieczyszczony, będziemy mogli wykonać droższe badania akredytowane. Najważniejsza w naszej branży jest jednak jakość i miarodajność naszych badań, bo tu chodzi o bezpieczeństwo.
Najlepiej czuję się jako menedżer i w tym widzę swoją przyszłość. Jako osoba zarządzająca projektami, która ma pod sobą te wszystkie problemy, ale jednocześnie nie  musi się zagłębiać w samo wykonanie badania - mówi Anna Brodecka.
Najlepiej czuję się jako menedżer i w tym widzę swoją przyszłość. Jako osoba zarządzająca projektami, która ma pod sobą te wszystkie problemy, ale jednocześnie nie musi się zagłębiać w samo wykonanie badania - mówi Anna Brodecka. fot. materiały prasowe

Konsekwencje wykonania niestarannych badań byłyby opłakane.

- Tak. Dlatego wdrożyliśmy system zarządzania jakością, to jest kluczowa sprawa, jeżeli chodzi o badania geotechniczne. Musimy mieć pewność, że grunt, który badaliśmy rzeczywiście nadaje się pod budowę oraz że jest bezpieczny pod względem środowiskowym. Kierujemy się normami, które obowiązują, ale do tego wypracowaliśmy jeszcze własny system kontroli jakości. Zawsze lepiej więcej razy sprawdzić, niż o jeden raz za mało. Badania są więc wykonywane na kilku etapach. Jedni je wykonują, ktoś inny weryfikuje. Maszyny to jedno, doświadczenie to drugie. Mam to szczęście kierować bardzo kompetentnym, interdyscyplinarnym zespołem - jest u nas chemik, jest inżynier budownictwa, ja jestem geofizykiem, świetnie się uzupełniamy.

Ile osób pracuje w Sineo?

- Mamy pięcioosobowy zespół. Młody, ale bardzo doświadczony. Dużo się kształcimy. Korzystamy z  kursów branżowych, z wymiany wiedzy z innymi specjalistami.

To jest chyba dziedzina, w której cały czas trzeba się uczyć?
Jeżeli prowadzi się restaurację czy agencję PR, to łatwiej się zareklamować. Łatwiej podczas jakiegoś spotkania poznać potencjalnych klientów, nawiązać relacje (...)

- Zdecydowanie tak. Dużo się zmienia, cały czas trzeba być na bieżąco, cały czas trzeba się kształcić. Jako firma też prowadzimy badania naukowe, publikujemy w pismach naukowych, bierzemy udział w konferencjach, wtedy reprezentujemy tę stronę typowo akademicką, gdzie nie ma pośpiechu, gdzie prowadzimy spokojne badania niekomercyjne. Miałam szczęście prowadzić od samej fazy negocjacyjnej unikatowy na skalę Polski projekt badań odbiorowych przy użyciu gęstościomierza izotopowego na terenie amerykańskiej bazy militarnej. Chodziło o badania zagęszczenia i wilgotności gruntu. Do tej pory nie było na polskim rynku takiej potrzeby, więc nie używano tego typu urządzeń. U nas używana jest płyta dynamiczna, albo VSS, a w Stanach Zjednoczonych gęstościomierz izotopowy to urządzenie standardowe. Ten projekt uważam za swój największy sukces, m.in. dlatego, że trzeba było uzyskać wiele pozwoleń od Państwowej Agencji Atomistyki, m.in. na pracę z promieniowaniem jonizującym. Nie było gdzie - jak to się mówi - zasięgnąć języka, bo byliśmy pierwsi. Udało się i dziś możemy taką usługę zaoferować. Teraz prowadzimy prace badawcze na ten temat w warunkach polskich.

A jak duży to jest rynek? Jak duża konkurencja w obszarze badania gruntów?

- Jest to branża specyficzna. Jeżeli chodzi o badania tzw. trójosiowe, czyli wytrzymałościowe, to nadal jest zapotrzebowanie, bo są tylko dwie firmy, które mają akredytacje w tym zakresie. Dlatego m.in. wprowadziliśmy system zarządzania jakością i mamy nadzieję, że nam również uda się uzyskać akredytację. Laboratoriów jest jednak sporo, a dotrzeć do klienta wcale nie jest łatwo.

Dlaczego?

- Jeżeli prowadzi się restaurację czy agencję PR, to łatwiej się zareklamować. Łatwiej podczas jakiegoś spotkania poznać potencjalnych klientów, nawiązać relacje czy zwyczajnie zamówić reklamę w internecie. W naszej sytuacji znacznie trudniej dotrzeć do klienta. Nawet na branżowych konferencjach nie zawsze są przedstawiciele biznesu. Reklama też nie do końca się sprawdza. Raczej jest to budowanie opinii i marki. Bardziej sprawdza się system poleceń.
Lubię pracować na styku nauki i biznesu. Trochę pracowałam tu, trochę tam i jestem w stanie połączyć te dwa światy.

Będąc przedsiębiorcą jest się trochę marketingowcem, trochę specjalistą od PR czy logistyki. W pani przypadku jeszcze naukowcem. W której roli czuje się pani najlepiej?

- Najlepiej czuję się jako menedżer i w tym widzę swoją przyszłość. Jako osoba zarządzająca projektami, która ma pod sobą te wszystkie problemy, ale jednocześnie nie musi się zagłębiać w samo wykonanie badania. Nie oznacza to, że chcę porzucić naukę, bo ta sfera też jest dla mnie ważna. Jednak zawsze powtarzałam, że nie będę naukowcem, bo chcę pracować w przemyśle. Pasja do nauki zostaje, lubię czasem sama wykonać badanie, ale najbardziej lubię przeanalizować wyniki. To jest tak naprawdę pasjonujące, nie samo wykonywanie, które jest dość monotonną czynnością.

Naukowiec zwykle kojarzy się z osobą oderwana od rzeczywistości.

- To się zmienia. Osobiście miałam szczęście współpracować z takim wydziałem, z takim profesorem, który był naukowcem bardzo mocno osadzonym w biznesie. Są naukowcy, którzy rozumieją, że potrzeby biznesu są inne, że jest tu i teraz, że jeżeli trzeba coś opracować, to musi to powstać dosyć szybko. Bardzo lubię to połączenie. Lubię pracować na styku nauki i biznesu. Trochę pracowałam tu, trochę tam i jestem w stanie połączyć te dwa światy. Na początku byłam naukowcem, doktorantką i rozmawiałam z biznesem, reprezentując tę stronę akademicką. Dziś ja reprezentuję tę stronę biznesową i jednocześnie nadal współpracuję z uczelnią. A wiedza fachowa zawsze się przydaje, zwłaszcza gdy się ustala budżet lub harmonogram projektu. Jeżeli współpracujemy z podwykonawcami i ktoś mi mówi, że wykona w ciągu jednego dnia badania edometryczne, to ja wiem, że coś jest nie tak, że to jest fizycznie niemożliwe, i wtedy przydaje się wiedza merytoryczna. Byłam kierownikiem laboratorium i sama wykonywałam takie badania. Nie można mnie oszukać.

Podobno najlepiej uczyć się na cudzych błędach. Zdecydowanie lepiej słuchać mądrych rad. Własny biznes to często trudny kawałek chleba, ale - jak postaramy się pokazać - warto spróbować. Dla tych, którzy wolą rady mamy nasz cykl rozmów z doświadczonymi przedsiębiorcami - "Jak to jest na swoim", czyli garść wiedzy od praktyków w biznesie. Cykl nagrodzony w konkursie Narodowego Banku Polskiego.

Opinie (43) 4 zablokowane

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Moim zdaniem

Ludzie biznesu

Artur Jadeszko

Od 2006 roku prezes zarządu ATC Cargo SA, spółki notowanej na NewConnect, alternatywnym systemie...