Na swoim. Od foto do wideo. Cyfrowy świat Jarosława Banackiego

Państwo nie idzie na rękę przedsiębiorcom, jesteśmy pod obstrzałem jako dawcy kapitału. Z kontroli na kontrolę tracę nadzieję na normalność. Może w dłuższym terminie stwierdzę, że nie warto - mówi Jarosław Banacki.
Państwo nie idzie na rękę przedsiębiorcom, jesteśmy pod obstrzałem jako dawcy kapitału. Z kontroli na kontrolę tracę nadzieję na normalność. Może w dłuższym terminie stwierdzę, że nie warto - mówi Jarosław Banacki. fot. Łukasz Unterschuetz/trojmiasto.pl

O tym, że w biznesie warto być graczem długoterminowym, bo jest to bardziej opłacalne, a gdy przychodzi kryzys, trzeba rozsądnie popatrzeć na liczby i nie robić nerwowych ruchów, bo warto zachować to, co najważniejsze: ludzi, markę, renomę i nadal funkcjonować, rozmawiamy z Jarosławem Banackim, prezesem Cyfrowe.pl, firmy handlującej sprzętem foto-wideo. W poprzednim odcinku "Jak to jest na swoim" rozmawialiśmy z Łukaszem Perkowskim i Piotrem Ostromęckim, właścicielami firmy transportowej BFI.


Zawsze mnie ciągnęło do programowania, ale przez ten bieg wydarzeń zostałem informatykiem jedynie z wykształcenia.

Jest pan przedsiębiorcą po przejściach w korporacji czy takim od zawsze z przekonania?
 
Jarosław Banacki: - Od zawsze. Z wykształcenia jestem informatykiem, ale niepraktykującym. Wciągnął mnie biznes i nie dane było mi zostać programistą. Zresztą stało się to bardzo wcześnie, gdy byłem jeszcze nastolatkiem. To były czasy, kiedy legalne było kopiowanie i sprzedawanie oprogramowania. Wówczas praktycznie tylko na giełdzie komputerowej można było zdobyć zachodnie gry. Skończyło się, gdy weszła ustawa o prawie autorskim. Dziś, gdy o tym mówię, to wydaje się to bardzo abstrakcyjne, bo już od dwudziestu paru lat funkcjonujemy w zupełnie innym świecie. Wtedy było inaczej. Kiedy weszła ustawa, to zacząłem zajmować się sprzętem komputerowym. Studia wybrałem, można powiedzieć, po linii. Skończyłem informatykę na wydziale ETI na Politechnice Gdańskiej. Studiowałem, ale też nie zawiesiłem mojej działalności biznesowej. Przez całe studia towarzyszyła mi wieczna rozterka - czy być dobrym studentem, czy rozwijać biznes. Finał był taki, że ani biznes nie rósł, ani nie byłem piątkowym studentem. Coś za coś. To były ciągłe wybory, czy iść na imprezę, czy zająć się firmą. To był taki trudny czas.
 
Gdy się studiuje na ETI, to - zwłaszcza na początku - łączenie nauki z zabawą jest trudne, a co dopiero z prowadzeniem biznesu.
 
- Kiedy patrzę na to z perspektywy, to nie mogę powiedzieć, że były to aż tak trudne studia. Ta opinia jest przesadzona. Choć pewnie dlatego, że teraz to pamięta się tylko te lekkie chwile.
 
A może jest pan po prostu zdolnym człowiekiem.
 
- Nie wiem, nie mi to oceniać. Mnie łączenie studiów z pracą nad własną firmą akurat wyszło na dobre. Choć przez to studiowałem rok dłużej, bo ciągle nie było czasu. Zawsze mnie ciągnęło do programowania, ale przez ten bieg wydarzeń zostałem informatykiem jedynie z wykształcenia. 
 
Za to kiedy skończył pan studia, to nie musiał pan sobie zadawać pytania "co teraz"?
- Tak. Może to nie były tak złote czasy dla informatyków jak teraz, ale po tych studiach ludzie zawsze sobie radzili. Już miałem plan, wytyczoną drogę, którą dalej podążałem. Wtedy płynnie przeszedłem na full time i dopiero biznes zaczął się bardziej rozrastać. Najpierw to były komputery stacjonarne w detalu, czyli to wszystko, czego potrzebowali studenci i firmy.
Nie zaczynałem w garażu, ale był to pokój na drugim piętrze w szeregowcu, w którym mieszkałem z rodzicami.
Jestem ambitny, więc szybko zajęliśmy się też obsługą informatyczną firm. To było takie nowe i bardziej wymagające. Niestety w 2002 roku był kryzys i straciłem kilka firm-klientów, które obsługiwałem. W takich sytuacjach redukuje się koszty i klienci postanowili obciąć opiekę informatyczną. W tamtym momencie miałem ochotę zrezygnować. Przeliczyłem, że za te pieniądze to opłaca mi się pójść do pracy, a nie być na swoim. To się po prostu nie spinało. Na szczęście pojawił się pomysł. Interesowałem się fotografią, miałem już nawet cyfrowy aparat... to był chyba Olympus C20. Któregoś dnia rozmawiałem ze znajomym, który opowiedział, że sprzedaż tego typu sprzętu świetnie kręci się przez internet. Sprawdziłem i faktycznie było to obiecujące. W ten sposób już pod koniec 2002 roku otworzyliśmy z kolegą sklep internetowy. Na początku jeszcze pod domeną www.aparaty.jarkom.pl, a od 2003 roku już pod domeną www.cyfrowe.pl. Nie zaczynałem w garażu, ale był to pokój na drugim piętrze w szeregowcu, w którym mieszkałem z rodzicami. Później przeniosłem się do pomieszczenia w suterenie, z wejściem od ogrodu. Dopiero od 2004 roku mieliśmy osobny lokal na sklep, biuro i magazyn.

Do dziś jesteście kojarzeni głównie z fotografią?
 
- Tak, to prawda. Większość sprzedaży to właśnie aparaty, obiektywy i przeróżne akcesoria do fotografowania i filmowania. Choć obecnie aparaty niekoniecznie służą do robienia zdjęć, ale głównie do filmowania. Dziś zdjęcia można robić smartfonami, więc globalny rynek sprzedaży aparatów od 2010 roku do dzisiaj skurczył się czterokrotnie. My zawsze szliśmy pod prąd trendowi, jeśli chodzi o przychody, bo zawsze łapaliśmy nowe kategorie - kamery sportowe, wyposażenie studia, drony, lornetki. Do tego udawało nam się odbierać kawałki tortu konkurencji i to wszystko zdecydowało, że wyrośliśmy na lidera. Teraz Cyfrowe.pl to przede wszystkim fotografia i filmowanie, szerokie spectrum produktów dla amatorów i dla zawodowców. Jedną z dodatkowych działalności jest marka CyfroweAV, która jest autoryzowanym dystrybutorem projektorów Canon na Polskę i zajmuje się instalacjami audio-wideo, np. sal konferencyjnych, oraz dostarcza telewizję hotelową i instalacje digital signage. Te projekty związane z instalacjami realizujemy z partnerami, bo CyfroweAV działa w modelu B2B. My zajmujemy się sprzętem, finansowaniem, a partner wykonuje pracę u klienta. Oprócz tego mamy też mniejszą wydzieloną część biznesu, z osobną spółką córką. Ona zajmuje się importem i dystrybucją akcesoriów fotograficznych na polski rynek.
W Polsce było i nadal jest mało know how handlowego, że można sprzedać z wartością dodaną, czyli wysoką jakością obsługi, dodatkową usługą i tak dalej - mówi Jarosław Banacki.
W Polsce było i nadal jest mało know how handlowego, że można sprzedać z wartością dodaną, czyli wysoką jakością obsługi, dodatkową usługą i tak dalej - mówi Jarosław Banacki. fot. Łukasz Unterschuetz/trojmiasto.pl

Jak się zdobywa takie autoryzacje na Polskę, takich partnerów na wyłączność? 
Klienci zadają sobie pytanie, dlaczego za ten sam produkt mają zapłacić więcej. A może dlatego, że staramy się dostarczyć szybciej, lepiej, milej.

- Trzeba bywać na targach, na imprezach branżowych. Gdy wypatrzy się jakiś ciekawy produkt, to trzeba przekonać producenta, że jesteśmy odpowiednim partnerem, że możemy mu zrobić większą sprzedaż czy dodatkowy rynek, że jesteśmy najlepsi albo lepsi od obecnego dystrybutora. Jeżeli przekonamy takiego producenta, to musimy się wykazać. To jest zupełnie inna praca. To jest relacja w modelu B2B, a nie w B2C, z której Cyfrowe.pl wyrosło. Dlatego do tej współpracy powołaliśmy inną markę.
 
Czy taka współpraca się opłaca?
 
- Jeżeli jest to dobry produkt, to tak. Jest to jednak bardzo ciężki kawałek chleba, ponieważ na rynku jest multum produktów. Wcale nie tak łatwo przebić się z czymś nowym. Mnie pociąga zawsze budowanie, rozwój. Choć działanie na rynku, na którym toczy się głównie walka cenowa, nie jest łatwe. W Polsce było i nadal jest mało know how handlowego, że można sprzedać z wartością dodaną, czyli wysoką jakością obsługi, dodatkową usługą i tak dalej. A nasze marże są punktowe, to jest kilka procent. Jeśli rynek spada, gdy się mniej sprzedaje, to marża musi być większa, bo nie będzie wystarczało na wszystkie koszty.
 
Jednak w relacji B2B, czyli firma z firmą, dobra obsługa chyba ma znaczenie?
W tej chwili próg wejścia do tej działalności jest bardzo duży, bo my mamy miliony złotych w produktach dostępnych od ręki.  

- Tak, jest ważna. W B2B znaczenie mają relacje. Gdyby nie zbudowane relacje ludzkie, nasz biznes w obszarze B2B nie miałby szans na powodzenie. Budujemy zaufanie, dotrzymujemy słowa, nawet jeśli przez to tracimy pieniądze (np. pomyłka w cenie). Pomagamy w potrzebie, jesteśmy elastyczni, stawiamy się na pozycji klienta. Oprócz tego jesteśmy ludźmi i rozmawiamy nie tylko o biznesie.
W B2C jest większa różnorodność klientów. Dla większości w Polsce to cena jest istotna. Nie można się dziwić, wciąż nie jesteśmy bogatym społeczeństwem. Klienci zadają sobie pytanie, dlaczego za ten sam produkt mają zapłacić więcej. A może dlatego, że staramy się dostarczyć szybciej, lepiej, milej. Zapewnić szybszy i pewniejszy serwis. Jednak nasz przykład pokazuje, że da się tym walczyć o pozycję na rynku. Nie jest to może takie zyskowne, ale liczę na to, że w długim terminie, a jestem graczem długoterminowym, jest to bardziej opłacalne.
 
Graczem długoterminowym?
 
- Nie chodzi nam o szybki zarobek. Staramy się inaczej działać w imię wartości, które wyznajemy. Cały czas budujemy, rozwijamy i gdzieś ta nagroda w przyszłości dopiero nadejdzie. Opierając się na pracownikach, na klientach, dostarczamy te wartości. Ja nie mówię, że wyniki nie są istotne. Są ważne, bo one pozwalają się rozwijać, pozwalają realizować nasze pomysły, naszych pracowników. Gdy do akcji wkraczają instytucje finansowe, banki czy ubezpieczyciele, to oni patrzą na wynik i bez nich dużego biznesu nie da się zrobić. Tym bardziej biznesu, do którego trzeba bardzo dużo kapitału. W tej chwili próg wejścia do tej działalności jest bardzo duży, bo my mamy miliony złotych w produktach dostępnych od ręki. Mając w magazynach np. drobny sprzęt sportowy za pół czy milion złotych, można już mieć pokrycie na cały asortyment i wszystko od ręki. A u nas to będzie zaledwie 100 lustrzanek i to jednego typu. My mamy ok. 22 tys. produktów w sklepie internetowym, prawie połowa dostępna jest od ręki. W zeszłym roku przebiliśmy 100 mln zł przychodu. To tworzy zespół, jakby zebrać wszystkie spółki, 90-osobowy.
My sprzedajemy sprzęt skomplikowany, to nie jest pralka czy lodówka. Tu jest wiele niuansów, akcesoriów, co jest lepsze, co z czym lepiej działa. 

Dziś jest to wciąż sklep internetowy, ale też sieć sklepów stacjonarnych. Jednak stacjonarnie też warto? 
 
- Tak. Mamy pięć sklepów stacjonarnych w kilku miastach. Pierwszy sklep powstał w 2004 roku w Gdańsku, a pierwszy poza Trójmiastem otworzyliśmy w Warszawie w 2008 roku. Sklepy powstały, ponieważ klienci tego oczekiwali. To jest drogi sprzęt. Niektórzy zanim wydadzą pieniądze, woleli sprawdzić, czy my naprawdę istniejemy, czy nikt ich nie oszuka. Mogą też na miejscu dopytać sprzedawcę,czy dobrze wybrali, czy jeszcze czegoś nie dokupić. Dziś trochę się to zmienia, ludzie oswoili się z zakupami w sieci, z komunikacją online, dlatego też nie rozwijamy sieci stacjonarnej. Taki sklep trzeba wyposażyć, coś ciekawego umieścić na wystawie, a to znów są koszty. Sklepy stacjonarne mają jednak pewną przewagę, chodzi o osobisty kontakt ze sprzedawcą. My sprzedajemy sprzęt skomplikowany, to nie jest pralka czy lodówka. Tu jest wiele niuansów, akcesoriów, co jest lepsze, co z czym lepiej działa. W takim sklepie ze sprzedawcą, który sam jest pasjonatem, a taki mamy zespół, dobrze się rozmawia. Tam można się poradzić, czegoś dowiedzieć, wymienić informacjami. Fotografia i filmowanie to dziedzina artystyczna, kreatywna.
 
Kolejna zaleta punktu stacjonarnego, czyli czekający na nas człowiek z pasją.
 
- Tak. W tym roku rozwijamy też coś, czego nie mieliśmy wcześniej, czyli  usługi edukacyjne. Chcemy organizować spotkania, szkolenia i warsztaty, na których podzielimy się swoją wiedzą. Podzielimy się pasjami i radością z fotografii czy filmowania. 
Ten kryzys jest inny, dotknie wszystkich w inny sposób i z pewnością odbije się na sprzedaży. Jeżeli będzie wszechogarniający strach, to nikt nie będzie myślał o tego typu zakupach. 

Mówił pan wcześniej o trudnym roku 2002. Potem był 2008 rok. Teraz znów mamy do czynienia z trudnym czasem. Ta pandemia odbije się na gospodarce. Jak radzić sobie w takich sytuacjach?
 
- Tak. Mam już jeden poważny kryzys zaliczony w karierze. Dotarł do nas z lekkim opóźnieniem, bo w 2009 roku. Przyszła ta fala kryzysu finansowego i sprzedaż spadała z miesiąca na miesiąc po 20, 30 proc. To był rzeczywiście ciężki czas, gdzie trudno było o spokojny sen. To był moment, gdy musiałem zwolnić część osób. Człowiek dużo się uczy na takich sytuacjach. Na szczęście w 2010 roku mieliśmy parę ciekawych pomysłów biznesowych i odbiliśmy mocno ze sprzedażą. Ten kryzys jest inny, dotknie wszystkich w inny sposób i z pewnością odbije się na sprzedaży. Jeżeli będzie wszechogarniający strach, to nikt nie będzie myślał o tego typu zakupach. Liczę jednak na to, że jesteśmy na tyle mocni, na tyle mamy fajny, zaangażowany i rozumiejący zespół ludzi, że wspólnie to przetrwamy. Mamy też pewną poduszkę finansową. Po każdej burzy musi wyjść słońce. Na razie ograniczamy niepotrzebne wydatki.
 
Reagować trzeba od razu?
 
- Tak. Troszeczkę w tym 2009 roku za długo się rozglądałem i dziwiłem, co się dzieje, skoro jest dobrze. Dlaczego ludzie zwalniają? Wówczas sieć Avans zbankrutowała, bo spadki były tak duże. Teraz wolę reagować już, ale nie nerwowo, rozsądnie, nie rozsiewać paniki. Trzeba rozważnie obserwować, co się dzieje. Branżę eventową, rozrywkową, turystyczną, hotelarską dotknie to wszystko najbardziej. Pytanie brzmi, jak bardzo? Jak to przetrwać? Warto rozsądnie popatrzeć na liczby i nie robić nerwowych ruchów. Musimy zachować to, co najważniejsze, ludzi, markę, renomę i nadal funkcjonować.

Choć sprzęt do wideokonferencji, czyli np. kamerki, pewnie dobrze się sprzedają?
Cieszę się, że w Polsce tak dużo młodych ludzi pragnie spróbować być "na swoim". Jesteśmy ambitnym narodem i szybko gonimy "zachód".

- Tak. Trzymam kciuki, bo mamy e-commerce i możemy wysyłać przesyłki. Nie sądzę więc, żeby sprzedaż spadła do zera, bo nawet w zaciszu domowym można rozwijać swoją pasję. Robić zdjęcia rodzinie i czekać, aż to przejdzie. Ale na pewno będzie miało to wpływ, bo wielu klientów stwierdzi, że może nie teraz, tylko później. Do tego firmom będzie ciężko, więc nie będą inwestować. Będzie mocny kryzys, z pewnością.
 
Co jest najważniejsze w byciu przedsiębiorcą?
 
- Nie ma chyba takiej jednej rzeczy. To jest taka układanka z puzzli, w której każdy klocek ma znaczenie i powinien do siebie pasować. Najważniejsze to praca z ludźmi, komunikowanie się z nimi i współpraca. Do tego na pewno, szczególnie w dzisiejszych czasach, nie mówię o koronawirusie, ale o warunkach w Polsce, trzeba być twardym, cierpliwym, wytrwałym i trzeba mieć stalowe nerwy. Państwo nie ułatwia przedsiębiorcom, jesteśmy pod obstrzałem jako dawcy kapitału. Z kontroli na kontrolę tracę nadzieję na normalność. Może w dłuższym terminie stwierdzę, że nie warto. Wiem, że nie jestem osamotniony w takiej myśli, że nie warto, że może lepiej się wynieść z Polski. To jest takie powolne ubijanie polskiej przedsiębiorczości. Jest arogancja, jednostronność, brak badania elementarnych elementów i rozpatrywania argumentów, po prostu decyzja, płać i martw się sam. A to, co się dzieje z sądownictwem? Uważam, że lepiej być uczciwym niż bogatym, więc nadal wierzę, że sąd po tak zwanej reformie dalej będzie bezstronny. Ale co jak nie? Państwo zawsze szuka pieniędzy, tylko teraz robi to nieelegancko i bezpardonowo. To grozi powrotem do porachunków przemocą, jeśli nie będzie zaufania do sądów. Znam osoby, które badają różne możliwości, zastanawiają się, gdzie można się przenieść z rodziną. Tylko będąc przedsiębiorcą, nie da się tego zrobić zaraz. Jeśli ktoś pracuje na etacie, to może złożyć wypowiedzenie i w jeden czy trzy miesiące przenieść się gdziekolwiek. A przedsiębiorca? Może uciec, tylko traci się wszystko. Sprzedaż firmy czy emigracja z całą działalnością nie jest zazwyczaj łatwa i trwa długo. 

Co by pan radził początkującym przedsiębiorcom? Jak zacząć?

- Zdecydowanie powiedziałbym: przygotuj się. Nie chcę zabijać entuzjazmu, tj. "hej, zróbmy biznes!", bo od tego się zaczyna. Chodzi mi o to, aby dużo myśleć, pytać doświadczonych ludzi, konsultować, czytać książki (nie teksty w internecie, właśnie książki) i uczyć się. Pomysł na biznes warto sprawdzić. Nie chodzi mi tu o biurokrację, formalne biznesplany. Warto jednak użyć gotowych metodyk czy schematów, np. Lean Canvas, aby sprawdzić, czy to ma sens, czy to może się udać, czy tego ludzie chcą, czy będzie na to popyt, jakie są ryzyka, co może pójść źle itd. Wiedza o zarządzaniu projektami będzie bardzo pomocna. Cieszę się, że w Polsce tak dużo młodych ludzi pragnie spróbować być "na swoim". Jesteśmy ambitnym narodem i szybko gonimy "zachód". Trzymam kciuki, aby ten kryzys nie zabił tej wiary w siebie.
Podobno najlepiej uczyć się na cudzych błędach. Zdecydowanie lepiej słuchać mądrych rad. Własny biznes to często trudny kawałek chleba, ale - jak postaramy się pokazać - warto spróbować. Dla tych, którzy wolą rady, mamy nasz cykl rozmów z doświadczonymi przedsiębiorcami - "Jak to jest na swoim", czyli garść wiedzy od praktyków w biznesie. Cykl nagrodzony w konkursie Narodowego Banku Polskiego.

Opinie (79) ponad 20 zablokowanych

Wszystkie opinie

  • Bardzo dobry sklep stacjonanrny (16)

    Z racji blskosci sklepu stacjonranego przez 10 lat kupilam tam kilka aparatow. Co zawsze doceniam, tylko tam nie bylo problemu, zeby dopytac sie o szczegoly kazdego aparatu, ktory tam byl w sklepie. Moze ciut drozej niz u konkurencji,ale przewazala wlasnie jakosc obslugi.

    • 49 15

    • hmmm (14)

      ale masz tyle materiału na ten temat na YT, na forach polskich, zagranicznych. O co tu jeszcze pytać? Nie lepiej poszukać w necie i kupić tam gdzie najtaniej? Między sprzedawcą a klientem zawsze jest konflikt interesów. Nie wierzę, że odradzają zakup jakiegoś modelu... Ewentualni tylko po to, żeby doradzić inny :) Sprzedawca nie ma możliwości używania każdego możliwego modelu każdej marki. Użytkownicy na konkretnych forach tak.

      • 1 21

      • O tym właśnie mowa w artykule (3)

        Nie pogoń za najtańszym - a fachowe doradztwo. Filmiki na YouTube - sponsorowane niezależne źródło wiedzy, ale do tego potrzeba dojrzałości, żeby wiedzieć o co w tym biznesie chodzi :)

        • 14 0

        • nie wszystko na YT jest sponsorowane (2)

          trzeba wiedzieć co i jak oglądać i gdzie czytać. Ale rozumiem jeżeli lubisz sobie pogadać i połechtać swoje ego, że jesteś takim doskonałym fachowcem :) Jedynym prawdziwym testem jest kupno sprzętu i własnoręczne sprawdzenie w boju. Żadne gadanie tego nie zastąpi.

          • 2 8

          • kto ma czas na to? (1)

            a kto ma czas na przeszukiwanie setek fimików na YT i weryfikacje czy jest sponsorowany czy niezalezny czy charytatywny czy jakiś inny? Nie mówie o obejrzeniu i porównaniu dwóch filmików, ale prawdziwym przeszukiwaniu i odsiewaniu materiałów w necie.
            Zanim dotrzesz do rzetelnej wiedzy, którą skonfrontujesz z innymi źródłami żeby mieć krytyczną opinię to dobrych kilka dni trzeba poświęcić - to chyba wolę pogadać ze sprzedawcą w sklepie, a zaoszczędzony czas przeznaczyć na czytanie książki.
            Ale ja to dziwny jestem.

            • 3 2

            • tak

              dziwny jesteś. Jak jesteś laikiem w kwestii foto-video, nie interesujesz się tematem, nie masz pewnych źródeł internetowych, to faktycznie. Dla Ciebie korzystniej będzie zapłacić dodatkowo za obsługę.

              • 1 0

      • też tak myślałem (1)

        do chwili zakupu czegoś bardziej profesjonalnego.
        Opinie na necie zbyt często mają przekaz: za tę cenę ok

        • 9 1

        • opowiesz konkretnie?

          co takiego dowiedziałeś się w sklepie, czego nie dowiedziałbyś się od użytkowników w necie i co dzięki zakupie akurat tam zyskałeś?

          • 2 5

      • nie masz racji... (5)

        Tymi słowami: "Nie wierzę, że odradzają zakup jakiegoś modelu... Ewentualni tylko po to, żeby doradzić inny :) Sprzedawca nie ma możliwości używania każdego możliwego modelu każdej marki. Użytkownicy na konkretnych forach tak." udowadniasz, że myślisz krótkofalowo, a właśnie o tym mówi Banacki, najważniejsze to budowanie relacji i zaufania. Dzięki odradzaniu niekorzystnego zakupu dla klienta, mimo że opłacalnego dla sprzedawcy w danej chwili, rzetelnemu doradztwu i fachowości zyskujesz w długiej perspektywie... Co z tego że dzisiaj sprzedaż, jak już jutro klient do ciebie nie wróci. O to w tym chodzi i kolega z komentarza, który komentujesz jest na to najlepszym dowodem. Kupuje w tej firmie już 10 lat! 10 lat! Ile sklepików na Allegro upadło w tym czasie? A co do używania różnych modeli i różnych marek, każdy sprzedawca ma możliwość a nawet obowiązek testowania i zapoznawania się z tym co jest aktualnie dostępne na rynku.

        • 8 0

        • Ale oni nie sprzedają sprzętu swojej produkcji (4)

          To jest pośrednik. Co mnie obchodzi, że sklep w którym kupiłem o wiele taniej Canona 5d mk II upadł? Nie wiązało się to dla mnie z niczym, żadną utratą gwarancji czy cokolwiek. Ja osobiście nie wierzę w to, że sprzedawca jest w stanie swoim doradztwem przebić forum użytkowników danego sprzętu. Jak on ma w ofercie Canona, Nikona, Sony, Fuji i co tam jeszcze to wie tyle ile przeczytał w broszurkach.

          • 1 8

          • Nie wierz, takie Twoje święte prawo... (3)

            Jak i również możesz wierzyć wszelkiej maści blogerom, vlogerom i innym influencerom, którzy za 2 tygodnie testowania zrobią dystrybutorom danej marki przysłowiową "laskę"... Taki to dziwny świat się zrobił, że trudno o rzetelną informację, a w mojej ocenie łatwiej jest dobrać sprzęt pod siebie w miejscu gdzie handlują sprzętem wszystkich marek i od każdej mają phi od transakcji. To jest pośrednik i dlatego w mojej ocenie jest bardziej obiektywny niż jakby sprzedawał sprzęt swojej produkcji.

            • 6 0

            • Tak, ale są jeszcze grupy na fb (2)

              i wszelkiej innej maści fora. No powiedz mi jakim cudem sprzedawca może mieć większe doświadczenie niż użytkownik danego modelu? Ja doskonale wiem o tym, że większość YT ma płacone, ale pośrednik też na jednych sprzętach ma lepsza prowizję/korzyści ze współpracy niż na innych. Nie ma idealnych rozwiązań. Po prostu ja osobiście nie zgadzam się z postawioną tu tezą, ze "lepiej zapłacić więcej, bo jest doradztwo i superobsługa". Jeżeli ktoś pracuje na tym sprzęcie zawodowo, to na koniec dnia liczy się i tak bezawaryjność i jakość serwisu, a nie jakieś drobne niuanse i liczenie włosów w głębokich cieniach pod lupą. A na serwis sprzedawca raczej wpływu nie ma...

              • 0 5

              • (1)

                "No powiedz mi jakim cudem sprzedawca może mieć większe doświadczenie niż użytkownik danego modelu? "To bardzo proste, już Ci odpowiadam. Ludzie, którzy tam pracują to ludzie, którzy na co dzień zajmują się fotografią, filmowaniem, latają dornami. Po prostu albo zawodowo w weekendy robią śluby, albo są pasjonatami fotografii spotterskiej itp. Są użytkownikami tych sprzętów i do tego mają większy dostęp do różnych sprzętów by je po prostu testować. Mają porównanie. Użytkownicy danej marki są zafiksowani na swoim sprzęcie. "Jestem Nikoniarzem w życiu do ręki nie wezmę Canona" Sprzedawcy Cyfrowe.pl mają ogromną wiedzę i nikt ich nie ogranicza i nie narzuca im odpowiedzi ukierunkowanej na konkretny model aparatu. Po prostu (albo aż) ich zadaniem jest być rzetelnymi i obiektywnymi fachowcami... Uwielbiam z nimi obcować podczas różnych eventów w których biorę udział lub po prostu przychodzić do sklepu. Spróbuj tez! Pozdrawiam!

                • 2 1

              • o, i to ma sens

                Wreszcie jakiś konkret. Ale po części jest tak jak mówiłem - czyli są bardziej użytkownikami niż sprzedawcami :) i wtedy wszystko się zgadza.

                • 2 0

      • YT? Ziemia jest płaska, a szczepionki są be, co nie? (1)

        • 1 0

        • wiesz...

          algorytmy googla działają tak, że proponują Ci treści na podstawie Twoich wyszukiwań, także współczuję. Już Lis się kiedyś na reklamie kontekstowej przejechał :)

          • 5 0

    • Pełna zgoda. Sprawdzony przez 12 - 13 lat.

      • 5 0

  • Infa (4)

    To infa. Na eti jest jeszcze pare innych znacznie trudniejszych specjalizacji niz dev soft. Samej matmy maja mniej niz reszta.

    • 7 11

    • (1)

      Nawet jak trudniejsze, to i tak pewnie łatwe. Ja skończyłem u^2 na ETI (czyli rzekomo dwie najtruniejsze specki na elektronice) i nie był to jakiś wyczyn, z całych studiów najtrudniejszy pierwszy rok, kiedy człowiek witał się z nową rzeczywistością i poznawał jak to wygląda, a później już z górki.

      • 6 3

      • Z pewnością pomogły Panu Banackioemu inne przypadki życiowe

        np. plecy rodziny we władzach Spółdzielni Mieszkaniowej. Rodzina zawsze wiele zmienia.

        • 3 0

    • (1)

      Ciekawe kiedy studiowałeś? Chyba już głęboko w obecnym wieku. Ja razem z Jarkomem, czyli od 1996. Wówczas na "informatyce" tejże było przez pierwsze 3 lata studiów jak na lekarstwo - za to tłoczyli nam do głów Stepowicza, druty, różne laborki z elektroniki i całą masę przedmiotów mających za zadanie przede wszystkim utrzymanie etatów leśnych dziadków i ich wiecznych doktorantów we flanelach i papuciach. Informatyka zaczęła się na dobre od 4. roku, gdy do głosu doszły przedmioty wykładane przez informatyków, w dodatku rozumiejących związek nauczanych przez nich przedmiotów z biznesem, a nie matematyków czy druciarzy - przez Goczyłę, Bowisza, Jkacza - choć nadal byliśmy truci przez takiego np. Conorsa czy arcyleśnego dziadka Malinę.

      • 19 1

      • pamiętam AD 2001

        Druty mnie pokonały i wyleciałem z ETI. Musiałem kombinowac jak tu przed wojem się ukryć... ehhh, wspomnienia :)
        Dzięki kolego za przypomnienie tych dawnych dobrych czasów!

        • 4 0

  • Ciekawa osoba. Podobają mi się jego poglądy i nastawienie na życie.

    • 33 14

  • Jeśli pralka i lodówka to (6)

    sprzęt nieskomplikowany to może tak na szybko wyprodukuje mi Pan ich po kilka sztuk?

    • 25 35

    • (1)

      to weź porównaj instrukcję obsługi pralki i aparatu cyfrowego :D - w jednym cztery ustawienia, w drugim "milion" możliwości

      • 11 11

      • Zatrzymałeś się chyba na pralce Frani z możliwościami pralek a aparaty fotograficzne nie są aż tak skomplikowane. Są w nich ustawienia, które można ogarnąć w ciągu kilku dni. nie róbcie z siebie Bogów intelektu.

        • 3 1

    • Zgadzam się. Zagalopował się tutaj ale ten problem jest w każdym z nas. Myślimy, że jesteśmy najmądrzejsi a inni robią tylko proste rzeczy. Nasza praca jest najtrudniejsza, najważniejsza, bez niej zawaliłby się świat.
      Pozdrawiam wszystkich naj.... a szczególnie tych związanych z foto negujących ten wpis.

      • 9 5

    • Trochę popłynąłeś (2)

      Chyba mocno przekręcasz jego słowa. To porównanie było w kontekście kontaktu ze sprzedawcą sklepie stacjonarnym i doradzania klientowi. Gość zajmuje się sprzedażą i tego dotyczy cały artykuł, a Ty odnosisz to do produkcji. Sam wybierałem do użytku domowego zarówno pralkę jak i aparat i to ewidentnie jest inny poziom trudności. Uważam, że w miesiąc przeszkolisz ogarniętego człowieka do sprzedaży pralek, ale żeby dobrze doradzać w zakresie aparatów to już trzeba się tym pasjonować. A jak do sklepu przyjdzie zawodowy fotograf to już w ogóle niezłe wyzwanie. Jak często do sklepu z pralkami przychodzi klient, który jest zawodowym praczem? ;-)

      • 23 3

      • A już najgorzej jak przyjdzie szop pracz.

        • 5 0

      • Zawodowy fotograf, to też nie do końca dobre porównanie. Profesjonalista dobrze wie po co przychodzi.
        Ale już zaawansowany amator, jak najbardziej

        • 1 0

  • Dlaczego ... (8)

    ... biznesmeni, couchowie i najróżniejsi mentorzy na zdjęciach mają ręce w podobny sposób założone na brzuchu? Czy to właśnie nazywa się marketing, wizerunek? Wszyscy podobnie gestykulują! I mówią w podobny, pełen energii sposób, używając często słowa "kochani!"?

    • 41 5

    • Bo myślą, że są guru w sekcie religijnej.

      • 7 4

    • Sam sobie odpowiedziałeś (4)

      Jest to tzw. fotografia biznesowa. Pytając czemu każdy... ma taką pozę, sam sobie odpowiadasz. Skoro wiesz, że ten układ pasuje do każdego biznesmena, coucha czy mentora, to znaczy, że po samej gestykulacji wiesz, kim ta osoba może być :) Dziwnie by wyglądało, gdyby biznesman robiący duży obrót, stałby z rękoma w kieszeni lub w tym samym momencie drapał się po tyłku, nie uważasz? ;) Tak się przyjęło i tak jest

      • 11 5

      • A z jakiej fabryki oni wychodzą? Musi tam być dobra kontrola jakości.

        • 9 4

      • widocznie tez jestem biznesmanem

        bo mam takie fotografie w portfolio ;)

        • 5 3

      • w stanach w latach 80-90 noszono rece w kieszeniach (1)

        wszystko mozna zmienic.

        • 7 4

        • i giry na stole

          ale USA to kulturowe buraki.

          Inna sprawa że są dobrzy w biznesie i dobrze sobie dają rade.

          • 5 2

    • Bo taka poza najlepiej pasuje do biznesmena. Każda poza niesie ze sobą jakiś niewerbalny komunikat, a przez to sposób w jaki tą osobę odbierasz - mniej lub bardziej świadomie. Tak założone ręce to chyba najbardziej kompromisowa postawa jaką można przyjąć, jeśli nie ma się rekwizytów którymi można zająć ręce, typu biurko, pióro, czy co tam innego.

      • 4 1

    • Bo to sa "produkty"

      • 2 0

  • Fajny sklep (6)

    Ale po co to mieszanie polityki...
    Na pewno kilku klientow stracil tym krytykowaniem rzadu
    I nie za bardzo rozumiem co ten pan chce uzyskac przemoca?

    Czy ten pan ma jakas sprawe w sadzie, ze w artykule o biznesie mowi o sadownictwie?
    Kopaczowa tez mowila, ze wyjedzie z PL. Wyjechala?

    • 24 59

    • dokladnie. kiedys tam chodzilem. teraz wybiore neta.

      • 6 19

    • W sensie, że powinien mówić dobrze, albo wcale? (1)

      Ja akurat jestem etatowym pracownikiem i chętnie usłyszę opinię przedsiębiorcy. Tym bardziej, że przetrwał już kilka rządów, zbudował swój biznes od zera, wygląda na to, że dobrze sobie radzi i ogólnie wypowiadał się moim zdaniem sensownie.

      • 27 4

      • z pisiorem chcesz dyskutować ? nie szkoda ci zdrowia ? niech sobie papla o swoim Pinokio i jego super rządzie...

        • 16 7

    • W obecnej sytuacji może tylko zyskać.

      Trzeba być naprawdę niewidomym i głuchym, żeby się oburzać na krytykę rządu przy takich jego działaniach. To już nawet nie jest państwo z papieru. I trzeba naprawdę nie rozumieć na czym polega prowadzenie przedsiębiorstwa. Ale broń ich dalej. Brnij w to łajno.

      • 19 4

    • On nie skrytykował rządu! (1)

      Skrytykował nierząd.

      • 16 4

      • Ja również wiecej tam nic nie kupię.

        A wydałem już ponad 20 tyś.

        • 2 3

  • o czym on mowi? (1)

    " Niestety w 2002 roku był kryzys i straciłem kilka firm-klientów, "

    To moze wiecznie jest kryzys, co?

    W tym roku najwiecej stron / serwisow sie sprzedawało. Kasa płynela. GG mialo renesans. Widocznie mial jakis dziwny ten biznes.

    • 16 21

    • A o czym Ty mówisz?

      Akurat w 2002 była tzw. bańka internetowa i wiele firm związanych z informatyką miało naprawdę ciężkie czasy. Sam tego doświadczyłem jako pracownik firmy w upadłości.

      • 14 1

  • Nic więcej tam nie kupię. (4)

    Dziwne rzeczy opowiada ten sprzedawca.

    • 22 51

    • A kogo obchodzi gdzie nie bedziesz kupowac?

      • 23 4

    • kolejny partyjny towarzysz, oddany sługa

      Dla partii i wodza poświęci życie i rodzine. Ale każdy ma swoje wartości. Ja za PRL nie tęsknie, Stalin mi tez nie imponuje.

      • 17 3

    • A co już kupiłeś (1)

      kartę SD za 59 zł?

      • 17 2

      • Która realnie jest warta najwyżej 14 pln.

        Te bym już drugi raz u takiego nie kupił.

        • 0 0

  • Bardzo trzymam za Was kciuki. Jesteście fajną, rzetelną firmą. Kilka razy była okazja przekonać sie w ostatnich latach :) (1)

    Nie odpuszczajcie, choć rozumiem problemy.

    • 27 10

    • Dzięki!

      Dobrze czytać miłe słowa :)

      • 1 0

  • Pamiętam sprzedaż w bloku...

    Sporo tak zaczyna, chyba że dostali po rodzicach to co innego...

    • 6 2

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Moim zdaniem

Ludzie biznesu

Ewa Sowińska

Partner ESO Audit i Zastępca Prezesa Krajowej Rady Biegłych Rewidentów. Wcześniej Członek Zarządu...