stat

Nie chochlą, tylko małą łyżką, i to się sprawdza - mówi Piotr Stefaniak, prezes Inpro

O pierwszych sukcesach w trudnych czasach przełomu, że deweloperzy nie zawsze są pazerni, chociaż tak o nich mówią, że czas na młodych z Departamentu Rozwoju, a także o tym, że warto mieć marzenia, czyli o hotelu w Mikołajkach rozmawiamy z Piotrem Stefaniakiem, prezesem zarządu firmy Inpro, która właśnie obchodzi 30-lecie działalności.



Fotorelacja z Gali 30-lecia firmy Inpro
Piotr Stefaniak
Piotr Stefaniak fot. materiały prasowe

Inpro jest jednym z pierwszych deweloperów powstałych na trójmiejskim rynku.
Poza tym nam się udawało w Trójmieście i to wystarczało, bo my nie jesteśmy - że tak powiem - pazerni, chociaż tak mówią o deweloperach.

Piotr Stefaniak: - Tak. Powstaliśmy w 1987 roku, chociaż wówczas nasza firma nazywała się Biuro Projektów i Usług Inwestycyjnych Budownictwa, a o deweloperce nikt jeszcze nie marzył. Potem na bazie ustawy Wilczka w sześciu założyliśmy spółkę. Mieliśmy pracownię projektową, która miała siedzibę na Suchaninie i zatrudniała 20 osób. Świadczyliśmy usługi m.in. na rzecz spółdzielni mieszkaniowych i instytucji w organizowaniu inwestycji. O własnych przedsięwzięciach budowlanych nie było wówczas mowy. Nie mieliśmy pieniędzy. Byliśmy wtedy biednym krajem, strasznie biednym. Kapitał założycielski naszej spółki to było zaledwie 60 tys. starych złotych. W związku z tym staraliśmy się prowadzić firmę możliwie bez kosztów. Oczywiście trzeba było kupić trochę komputerów, programów do projektowania, ale o zakupie działki budowlanej nie było mowy.

Co w tamtym czasie udało się zrealizować?

- Zbudowaliśmy np. wieżowce naprzeciwko szpitala na Zaspie na rzecz Spółdzielni Zaspa. Jednak pierwszym naszym kontraktem, gdzie zrobiliśmy projekt i jednocześnie zbudowaliśmy, były trzy budynki dla Spółdzielni Aktor na Morenie. To był nasz pierwszy duży sukces. A pierwszym sukcesem deweloperskim było kupienie w Sopocie przy ul. Andersa działki i wybudowanie apartamentowca. Była to właściwie pierwsza inwestycja deweloperska w Trójmieście. Dzień przed rozpoczęciem sprzedaży już wieczorem ustawiła się kolejka, a rano już nie było wolnych apartamentów. To nas napędziło, zaczęliśmy mieć lepszą pozycję, więc mogliśmy brać kredyty z banków. Chociaż wtedy nie było tak łatwo, bo banki hamowały chęci kredytowania firm budowlanych. Były nieufne, a ta branża przechodziła przeobrażenia. Z czterech firm budowlanych, które były przedtem w Gdańskim Zjednoczeniu Budownictwa, trzy splajtowały. Prywatne firmy dopiero się rozkręcały. Choć muszę przyznać, że na upadku państwowego sektora skorzystaliśmy, bo udało nam się kupić trochę maszyn i sprzętu za niskie ceny. Po sukcesie w Sopocie zaczęliśmy szukać następnych działek, bo się okazało, że deweloperka to jest genialny pomysł. I zaczęliśmy budować firmę.

Nie oddając lokalnego rynku zewnętrznej konkurencji.

- Tak. Lokalne firmy trzymają się na tym rynku świetnie. Choć trzeba przyznać, że gdy zaczęła się hossa, zwłaszcza jeżeli chodzi o tanie mieszkania, to wiele firm weszło na teren Trójmiasta. Nie tylko firm z Warszawy. One nakupowały masę terenów, mogły sobie pozwolić na wysokie ceny. Zresztą my też kilka razy chcieliśmy wejść na teren Warszawy, ale nic z tego nie wyszło. Tam dopiero jest duża konkurencja. Poza tym nam się udawało w Trójmieście i to wystarczało, bo my nie jesteśmy - że tak powiem - pazerni, chociaż tak mówią o deweloperach. My nie idziemy na ilość, tylko idziemy na jakość i dbamy o zaufanie klientów.
Jest też duża grupa ludzi, która nie ma pieniędzy i nie dostanie wysokich kredytów, w związku z tym mogą kupować tylko tanie mieszkania.

Firma wybiera dobre lokalizacje - Sopot, Oliwa, Morena, centrum starego Gdańska. To jest też droższa oferta.

- Tak. W Sopocie odnieśliśmy ogromne sukcesy, jak również w centrum starego Gdańska. Ten kwartał kamienic przy ul. Szerokiej okazał się dużym sukcesem, teraz Chmielna, która jest bardzo ciekawym projektem - w nowoczesnym stylu, ale dobrze współgra ze starą częścią miasta. Budownictwo luksusowe sprzedaje się teraz bardzo dobrze, dlatego że jest więcej ludzi bogatych w Polsce. Jednak weszliśmy też w tańsze lokalizacje. Kupiliśmy dwie działki przy ul. Stężyckiej na Jasieniu oraz działkę w Pruszczu Gdańskim.

To jest ukłon w stronę mniej zamożnych klientów?

- Jest też duża grupa ludzi, która nie ma pieniędzy i nie dostanie wysokich kredytów, w związku z tym mogą kupować tylko tanie mieszkania. Mieszkania przy ul. Stężyckiej są w granicach 4,2 - 4,5 tys. zł za metr kwadratowy. Te w Pruszczu Gdańskim też będą tanie. Dla porównania na osiedlu Harmonia Oliwska za metr kwadratowy trzeba zapłacić od 7 do nawet 8 tys. zł za metr kwadratowy.

Czy nie obawiacie się konkurencji o mniej zamożnego klienta z państwem, które rozpoczęło realizację programu mieszkanie plus?
Jak się przespacerujemy po starym Gdańsku to tylko obce języki wokół słychać. To są ludzie z różnych stron świata.

- Nie lubię bawić się w politykę, ale... myślę, że to się nie uda. To jest tylko taki element PR-owy. Te tanie mieszkania dla państwa wcale nie są tanie. Zwłaszcza że budżet jest dość mocno obciążony innymi socjalnymi pomysłami rządu. Poza tym nie wierzę, że uda się wybudować coś porządnego za tak niskie kwoty. Chyba że faktyczne będą wyższe od tych deklarowanych. W tej sytuacji nam to niczego nie popsuje.

Czy kupno mieszkania w Trójmieście to wciąż dobry pomysł na inwestycję?

- Tak. Trójmiasto stało się nieprawdopodobnie modne. Mam wielu znajomych z Warszawy, którzy co weekend kombinują, jak by tu do nas wpaść. Jak się przespacerujemy po starym Gdańsku to tylko obce języki wokół słychać. To są ludzie z różnych stron świata. Kiedy sprzedawaliśmy Kwartał Uniwersytecki, to prawie 50 proc. kupiono na wynajem. Tak też jest na Chmielnej.

A skoro o inwestycjach mówimy. W 2011 firma zdecydowała się wejść na warszawską giełdę. Dlaczego taki kierunek?
Najbardziej dumny jestem z Hotelu Mikołajki na wyspie w Mikołajkach. To piękny obiekt(...)

- Chcieliśmy pozyskać kapitał, a ta forma wydała nam się korzystna. Pozyskaliśmy dzięki temu kilkadziesiąt milionów złotych i mogliśmy kupić trochę działek. Choć muszę przyznać, że gdybyśmy weszli na giełdę kilka lat wcześniej, to uzyskalibyśmy więcej. Wtedy wyceniali nas na 1,6 mld złotych. Potem branża odczuła kryzys, więc wycena była niższa. Jednak jak weszliśmy na giełdę, to nie mieliśmy żadnych problemów ze sprzedażą akcji. Poza tym dzięki wejściu na giełdę staliśmy się bardziej transparentni dla klientów i kontrahentów. Teraz wszyscy mogą nas sprawdzić - jakie mamy wyniki, obroty, zyski.

Ta transparentność giełdowa nie uwiera?

Nie, absolutnie. My nie mamy i nie mieliśmy nic do ukrycia. Nie wstydzimy się niczego i nie ukrywamy. A klienci to doceniają. Choć pamiętajmy od tym, że jak się spóźnimy z raportami, to jako Zarządowi grozi nam nawet milion złotych kary.

A z której inwestycji jest pan najbardziej dumny?

- Najbardziej dumny jestem z Hotelu Mikołajki na wyspie w Mikołajkach. To piękny obiekt, choć z powodu trudnych warunków budowy był o 30 proc. droższy, niż zakładaliśmy. W planach mamy dobudowanie kolejnego obiektu, czyli następnych 80 pokoi. A dlaczego Mikołajki? Bo jestem zakochany w tym miejscu. Od 25 lat jeżdżę tam na brydża, mam tam przyjaciół.

Hotelarstwo obok deweloperki stało się też dla firmy działalności biznesową.
Spółki te pracują na rzecz grupy, ale też dla klientów zewnętrznych. Dzięki takiej polityce jesteśmy jednym z niewielu deweloperów, który ma własny potencjał wykonawczy.

- Tak. Jeszcze przed Mikołajkami zbudowaliśmy Dom Zdrojowy w Jastarni, który jest obecnie bardzo modnym miejscem wypoczynku. A skąd pomysł? Szukaliśmy działalności dodatkowej, która pozwoliłaby nam zbudować kapitał. W deweloperce środki uzyskane ze sprzedaży mieszkań są od razu inwestowane w kolejną działkę. Pieniądze są w ciągłym obrocie. Z działalnością turystyczną jest inaczej, najpierw się inwestuje, potem można już tylko zarabiać. Już spłaciliśmy Dom Zdrojowy, więc teraz tylko przynosi zyski. Mikołajki spłacimy za 10 lat. Obiekt w Jastarni ma cztery gwiazdki, a w Mikołajkach aż pięć. Przy tym ruchu turystycznym, z jakim mamy do czynienia obecnie, widzimy przyszłość na tym rynku.

Inpro ma też kilka spółek zależnych związanych z budowlanką, czy chodziło o dywersyfikację czy niezależność?

- Tak. Mamy spółkę INBET od prefabrykatów betonowych i żelbetowych w Kolbudach, do tego spółkę od instalacji sanitarno-grzewczych ISA, a także firmę SML od aranżacji i wykańczania wnętrz. Spółki te pracują na rzecz grupy, ale też dla klientów zewnętrznych. Dzięki takiej polityce jesteśmy jednym z niewielu deweloperów, który ma własny potencjał wykonawczy. W swoim portfelu mamy też Spółkę Domesta, która została założona w 1992 r .Wspomniana firma bardzo prężnie się rozwija. To tej pory kojarzyła się z tańszym budownictwem, ale to też się zmienia, bo ostatnio spółka pozyskała działkę przy Jaśkowej Dolinie, czyli w droższej lokalizacji.
Naszą dumą jest świetna załoga - od pracowników fizycznych po kadrę kierowniczą. O taki zespół nie jest wcale łatwo na dzisiejszym rynku pracy.

30 lat to piękny wiek dla każdej firmy. Jakie plany ma Inpro na najbliższe 30 lat?

- Tym się zajmuje nasz Departament Rozwoju, czyli nasi następcy. My już jesteśmy emerytami i właśnie wprowadzamy nowych, młodych ludzi do firmy. Oni są bardziej dynamiczni niż my, bo my jesteśmy bardzo zachowawczy. Kontrolujemy ich, podejmujemy ostateczne decyzje, bo jesteśmy w dalszym ciągu zarządem, ale powoli odchodzimy na boczny tor. Według nas hossa w mieszkaniówce będzie powoli spadać. W związku z tym nie idziemy w szaleństwo zakupu wielu działek, bo jeżeli zacząłby się kryzys - co jest absolutnie możliwe w Polsce - to wówczas splajtujemy. W momencie kryzysu w 2008 roku na szczęście mieliśmy niewielkie zadłużenie i wyszliśmy z tego bez najmniejszego problemu. My pracujemy bardzo ostrożnie. Nie chochlą, tylko małą łyżką, i to się sprawdza. Rynek biurowy bardzo się rozwinął w Trójmieście w ciągu kilku ostatnich lat i został zauważony przez zagranicznych inwestorów. Przy osiedlu Harmonia Oliwska mamy teren, na którym możemy zrealizować ponad 20 tys. metrów kwadratowych powierzchni biurowo-usługowej. Handel już wypełnił przestrzeń Trójmiasta, coraz częściej widać puste lokale. Dlatego ważna jest rozwaga, ale też odwaga, która jest domeną młodości. A to już zadanie naszych następców. Generalnie idziemy do przodu. Naszą dumą jest świetna załoga - od pracowników fizycznych po kadrę kierowniczą. O taki zespól nie jest wcale łatwo na dzisiejszym rynku pracy. Na szczęście u nas ci sami ludzie pracują przez wiele lat i mamy bardzo mało odejść.

Czy Trójmiasto podoba się panu architektonicznie? Pana firma też współtworzy tę wspólną przestrzeń.

- Niektóre obiekty mi się nie podobają. Nie ukrywam, że wiele osiedli budowanych jest często tak prymitywnie, jakby to była wielka płyta z minionej epoki. My staramy się budować ładnie architektonicznie. Oczywiście to jest zawsze droższe, ale dla nas liczy się dobra opinia.

Inpro obchodzi jubileusz 30-lecia działalności. Spółka w ciągu trzech dekad uzyskała pozycję jednej z najbardziej uznanych i liczących się firm deweloperskich na rynku trójmiejskim. W sumie zrealizowała 60 dużych inwestycji budowlanych, oddając do użytku około 5,5 tysiąca lokali. Ich łączna powierzchnia to ponad 350 tysięcy metrów kwadratowych. Firma w niedługim czasie zasili rynek mieszkaniowy blisko dwoma tysiącami nowych lokali. Firmie udało się z sukcesem zakończyć wiele projektów takich jak: luksusowy pięciogwiazdkowy Hotel Mikołajki na Mazurach czy wiele nowoczesnych osiedli: Trzy Żagle, Brętowska Brama, Wróbla Staw, Jabłoniowa, Kwartał Kamienic, Chmielna Park, City Park.

Trójmiejskie jubileusze. W ubiegłym roku 35-lecie obchodziło Przedsiębiorstwo Budowlane Górski, a 25-lecie Doraco. Allcon jest obecny na rynku od 27 lat, tak jak i Semeko, Hossa od 26 lat, Invest Komfort i Investing od 22 lat, Ekolan od 20 lat, a Panorama Development od 19 lat. Najstarsze na tym rynku są firmy, których korzenie sięgają lat 70., a które po przekształceniach własnościowych podjęły działalność już na wolnym rynku - należą do nich firmy PB Kokoszki i Polnord. Jedną z najmłodszych firm - działającą od 10 lat - jest Euro Styl.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (58)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.
zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie niezwiązane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.

- jeżeli uważasz, że dana opinia nie powinna się tu znaleźć, zgłoś ją do moderacji.

Moim zdaniem

Ważne adresy

Strefa start-up

Najczęściej czytane