Obajtek: Fuzji z Lotosem nie będzie bez opłacalności

Najnowszy artukuł na ten temat

Prawie 1,4 mld zł straty Lotosu za I półrocze 2020 roku

- O konkretnych planach akwizycyjnych nie mogę mówić, możemy rozmawiać o kierunkach znanych akcjonariuszom i opinii publicznej. Jeśli chodzi o kolejne fuzje, to nie ma w tym nic niezwykłego - wyjaśnia prezes Obajtek.
- O konkretnych planach akwizycyjnych nie mogę mówić, możemy rozmawiać o kierunkach znanych akcjonariuszom i opinii publicznej. Jeśli chodzi o kolejne fuzje, to nie ma w tym nic niezwykłego - wyjaśnia prezes Obajtek. fot. Piotr Hukało/Trojmiasto.pl

Według zapowiedzi PKN Orlen 22 lipca 2020 roku jest terminem ostatecznym na wydanie decyzji na połączenie z Lotosem. W marcu 2020 koncern otrzymał bezwarunkową decyzję KE na przejęcie Energi. O tym, czy fuzja dojdzie do skutku i na jakie ustępstwa w tej kwestii jest skłonny pójść Orlen, na jakie spółki ma jeszcze chrapkę koncern z Płocka i jakie miejsce w multienergetycznym koncernie zajmą Lotos i Energa oraz czy ich marki przetrwają konsolidację, rozmawiamy z Danielem Obajtkiem, prezesem zarządu PKN Orlen



Czy kiedy opuszczał pan fotel prezesa Energi i przenosił się do Orlenu, to myślał pan o tym, że kiedyś wróci w to samo miejsce i to jako przedstawiciel właściciela spółki?

Daniel Obajtek: - Tak. Już jako prezes Energi uważałem, że to wszystko powinno być całkowicie inaczej poukładane. Znając dokładnie sytuację Energi, wiem, że ta Grupa ma szanse rozwoju tylko wtedy, kiedy będzie miała bardzo silnego partnera. Celowo mówię tu o partnerstwie, bo przejęcie Energi to dla obu firm szansa na wzmocnienie biznesu. W przypadku pomorskiej Grupy to przede wszystkim rozwój OZE. Do inwestycji w zieloną energię potrzebny jest silny partner biznesowy, który ma możliwość wygospodarowania znaczących nakładów. Transformacja, dekarbonizacja, inwestycje w nisko- czy zeroemisyjne źródła wytwarzania wymagają ogromnych nakładów finansowych i wiarygodności, jeśli chodzi o pozyskanie środków z funduszy zewnętrznych. Grupa Orlen jest właśnie takim partnerem. Przejęcie Energi przez inną grupę energetyczną nie przyniosłoby takich korzyści jak w tym przypadku. Krótko mówiąc, Orlen potrzebuje Energi, tak jak ona potrzebuje nas.
Nie twierdzę, że Lotosu nie będzie jako marki, ale najważniejsze dla regionu jest to, aby firma była w Gdańsku, tu się rozwijała i płaciła podatki.

Na jakim etapie są działania restrukturyzacyjne w Enerdze po przejęciu?

- Już kiedy byłem prezesem Energi, prowadziłem rozmowy z Orlenem na temat zakupu energii elektrycznej. Orlen nie posiada przecież sieci dystrybucji, choć jest znaczącym producentem energii. Od procesu przejęcia minęły dwa miesiące. Jeśli chodzi o nabycie aktywów Energi, to przeprowadzone to zostało błyskawicznie. Natomiast proces optymalizacji i połączenia Energi z Orlenem nie będzie szedł jednokierunkowo. Nie będzie to restrukturyzacja tylko i wyłącznie spółki Energa, ale także pionu energetycznego w Orlenie. Są przecież też inne obszary: informatyczne, logistyczne, jest wiele innych spółek w obu grupach - serwisowe, transportowe. To daje wiele możliwości uzyskania synergii. Proces budowy wartości jest bardzo trudny i skomplikowany. Przed nami wiele dyskusji, spotkań, warsztatów, dzięki którym będziemy mogli wypracować optymalny model, który wyzwoli synergie oraz zdecydowanie wzmocni całą Grupę.

Często mówi pan o planach stworzenia koncernu multienergetycznego. Przejęcie Grupy Energa i Grupy Lotos to nie koniec? Na co jeszcze chrapkę ma Orlen?

- Budowa koncernu multienergetycznego to dziś konieczność. W tym kierunku już dawno poszedł cały świat. Budujemy pion energetyczny w dwojaki sposób: poprzez inwestycje i poprzez akwizycje. Pion energetyczny daje stabilną EBITDA-ę [zysk operacyjny powiększony o amortyzację - dop. red.]. Bardzo mocno rozbudowujemy też petrochemię.
To szczególnie ważne w trudnych czasach - silna, zdywersyfikowana firma o stabilnych źródłach przychodów łatwiej poradzi sobie w momencie kryzysu.
Uważam, że proces fuzji z Lotosem koniecznie trzeba przeprowadzić. Mam świadomość, że jeśli do niego dojdzie, to nie wszyscy będą zadowoleni. Musimy jednak patrzeć zawsze parę kroków do przodu.

Gdybyśmy działali tylko w branży rafineryjnej, to wystarczy sprawdzić, jakie są obecnie marże. Pion energetyczny może wzmacniać spółkę. Chciałbym mieć podobne dochody z energetyki do tych, jakie mam z rafinerii czy petrochemii. Wtedy spółka będzie zdrowa i odporna na wahania makroekonomiczne czy kryzysy.

O konkretnych planach akwizycyjnych nie mogę mówić, możemy rozmawiać o kierunkach znanych akcjonariuszom i opinii publicznej. Jeśli chodzi o kolejne fuzje, to nie ma w tym nic niezwykłego. Każda firma, która jest stabilna i ma mocne fundamenty finansowe, zawsze będzie myślała o akwizycjach.

Po przejęciu Energi przez Orlen przestała ona być spółką Skarbu Państwa, a stała się spółką zależną Orlenu z mniejszościowym udziałem SP. Pojawiły się już zarzuty, że spowoduje to mniejszą transparentność Energi.

- Pragnę zaznaczyć, że Orlen jest spółką, w której Skarb Państwa ma pakiet mniejszościowy, ale jako jedyny ma powyżej 10 proc. głosów na Walnym Zgromadzeniu Akcjonariuszy. Co oznacza, że Skarb Państwa ma pełną kontrolę nad spółką. To jest zabezpieczenie przed potencjalnymi przejęciami. Dodatkowo mamy ustawy, np. ustawa o infrastrukturze krytycznej, stawiające wymóg zgody Rady Ministrów przy zbyciu akcji takiej spółki jak Orlen. Natomiast Energa staje się spółką zależną Orlenu i jest w pełni transparentna, ponieważ Orlen wszystko raportuje na Giełdę Papierów Wartościowych. Nie widzę w tym zakresie problemu.

Coraz bliżej 22 lipca 2020 roku, kiedy to Komisja Europejska ma wydać decyzję dotyczącą zgody na fuzję PKN Orlen i Grupy Lotos. Ma pan już przygotowanego szampana, aby uczcić sukces, czy spodziewa się pan kolejnego przesunięcia decyzji?
Budowa koncernu multienergetycznego to dziś konieczność. W tym kierunku już dawno poszedł cały świat. To szczególnie ważne w trudnych czasach - silna, zdywersyfikowana firma o stabilnych źródłach przychodów łatwiej poradzi sobie w momencie kryzysu.

- Proces cały czas trwa - już dwa lata negocjujemy z Komisją i - tak jak zakładaliśmy - od samego początku to bardzo skomplikowany projekt. Przeprowadzanie takich procesów jest związane z warunkami zaradczymi i ich opłacalnością. Musimy go zrealizować tak, aby był on opłacalny dla obu spółek, dla właściciela większościowego i aby gwarantował bezpieczeństwo paliwowe naszego kraju. Te trzy rzeczy podczas prowadzenia tego procesu musimy mieć w "tyle głowy". Są robione pełne analizy dotyczące warunków zaradczych, każdy z nich jest możliwy do wycenienia i ma swoją wagę.

Uważam, że ten proces koniecznie trzeba przeprowadzić. Mam świadomość, że jeśli do niego dojdzie, to nie wszyscy będą zadowoleni. Musimy jednak patrzeć zawsze parę kroków do przodu. Zgoda KE to także zgoda na pewne zaproponowane warunki. Nikt nie powiedział, że chodzi wyłącznie o zbycie części aktywów. Jestem zwolennikiem wymiany aktywów. Nawet jeśli KE zaproponuje nam warunki, na które się zgodzimy, to musimy uzyskać ekwiwalent, tego, co potencjalnie możemy odpuścić w innym obszarze.

Co jeśli Komisja Europejska postawi warunki, na które trudno będzie wam przystać? Nie będzie fuzji?

- Jeśli warunki postawione prze Komisję będą niekorzystne według zarządu i głównego akcjonariusza, to fuzji nie będzie. Nikt za fuzję nie zapłaci, jeśli nie będzie tego warta. Ona musi być opłacalna i gwarantować rozwój oraz bezpieczeństwo.

Pojawiły się też obawy, że jeśli do fuzji dojdzie, to marka Lotos zniknie z rynku. Czy rzeczywiście tak będzie?

- Dlaczego? Czy marki firm wcześniej przejętych przez Orlen zniknęły z rynku? Przykładem jest Anwil we Włocławku czy Unipetrol w Czechach. Dość powszechne jest popełnianie bardzo często tego samego błędu. Na fuzję patrzymy z perspektywy marki, a nie biznesu, który przecież trzeba rozwijać. Czy nie widać w fuzji silnego biznesu, wspólnego zakupu ropy naftowej, jednego upstreamu, jednej silnej logistyki, jednej silnej synergii operacyjno-rynkowej? Dlaczego niektórzy wciąż tylko zastanawiają się nad marką i jak ona będzie się nazywała w przyszłości?
Przejęcie Energi przez inną grupę energetyczną nie przyniosłoby takich korzyści jak w tym przypadku. Krótko mówiąc, Orlen potrzebuje Energi, tak jak ona potrzebuje nas.

Nie twierdzę, że Lotosu nie będzie jako marki, ale najważniejsze dla regionu jest to, aby firma była w Gdańsku, tu się rozwijała i płaciła podatki.

Nie można obecnie robić biznesu, opierając go na jednej nodze, jaką jest rafineria. Proszę spojrzeć na marże rafineryjne i opublikowane niedawno wyniki Lotosu. Proszę spojrzeć na Europę. Czy mamy tam silne firmy posiadające jedną rafinerię i 500 stacji, a niemające ani energetyki, ani petrochemii? Nie ma już w Europie takich firm. Jaka będzie dalsza przyszłość Lotosu, kiedy na rynek zaczną silniej wchodzić paliwa alternatywne? Przecież nie powstrzymamy rozwoju. Za 10-15 lat silny będzie wodór i elektromobilność, a konsumpcja tradycyjnych paliw będzie malała. Trzeba mieć siłę i inwestować potężne pieniądze w badania i rozwój. Nawet jeśli Lotos inwestowałby w badania, to czy ma to sens, żeby dwie spółki pod kontrolą państwa dublowały swoje działania w tym zakresie?

Otaczają nas koncerny, które mają kapitalizacje rzędu 130 mld dolarów, a Lotos niecałe 3 mld dolarów. Jak w takim wypadku konkurować na rynkach międzynarodowych firmami, które także rozwijają się poprzez ekspansję?

Opinie (110) ponad 10 zablokowanych

Dodaj opinię
Walczymy z przemocą słownąKasujemy opinie obraźliwe i nie na temat

Dodaj opinię

Odpowiedz

Dodając opinię akceptujesz regulamin dodawania opinii.
Administratorem Twoich danych osobowych jest Trojmiasto.pl Sp. z o.o.. Szczegóły przetwarzania danych znajdują się w polityce prywatności.

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Moim zdaniem

Ludzie biznesu

Zbigniew Canowiecki

Prezes Zarządu „Pracodawców Pomorza”. Jest absolwentem Politechniki Gdańskiej....