stat

Operator miejskiego monitoringu - bezpieczeństwo na oku

Piotr Ziętarski w monitoringu Gdańsk-Śródmieście pracuje od 17 lat i - jak zapewnia - praca daje mu ciągłą satysfakcję, bo każdego dnia może pomóc uratować czyjeś życie.
Piotr Ziętarski w monitoringu Gdańsk-Śródmieście pracuje od 17 lat i - jak zapewnia - praca daje mu ciągłą satysfakcję, bo każdego dnia może pomóc uratować czyjeś życie. fot. Piotr Hukało/Trojmiasto.pl

Dzięki pracy operatorów miejskiego monitoringu udaje się zarejestrować miesięcznie kilkaset zdarzeń, m.in. przestępstw i wykroczeń. Każdego dnia przyczyniają się swoją pracą do ratowania życia i poprawiania bezpieczeństwa mieszkańców. O pracy, która wymaga olbrzymiej spostrzegawczości, opowiedział w kolejnym wywiadzie z cyklu "Ciekawe zawody" Piotr Ziętarski, operator centrum monitoringu miejskiego Gdańsk-Śródmieście. W ubiegłym miesiącu o pracy na statku badawczym Nautilus opowiadała Martyna Graban. Kolejny wywiad już za miesiąc.



W pracy operatora miejskiego monitoringu cały czas coś się dzieje, czy raczej jest to praca powtarzalnych czynności i podobnych do siebie dni?

Czy twoja praca stresuje cię?

Zobacz wyniki (344)
Piotr Ziętarski: Przychodząc do pracy, nigdy nie wiemy, co się wydarzy, nawet jeżeli wydaje nam się, że to będzie bardzo spokojny dzień. Monitoring Śródmieście razem z centrami monitoringu we Wrzeszczu i Przymorzu jest wiodący pod kątem liczby ujawnianych zdarzeń, więc u nas na pewno nie ma mowy o nudzie. Jednak to właśnie czujność jest jedną z najważniejszych kompetencji operatora każdego monitoringu. Dzień może wydawać się spokojny, teren bezpieczny, a jednak zawsze może zmienić się to w ciągu jednej minuty. Tak jak np. podczas najtrudniejszego wydarzenia w tym roku na Targu Węglowym, kiedy wśród ludzi na zabezpieczonym terenie został zamordowany prezydent Paweł Adamowicz. Oczywiście to przykład krytyczny, jednak pokazuje, jak bardzo praca operatora miejskiego monitoringu różni się od pracy innych operatorów np. w centrach handlowych. Na przestrzeni roku w samym centrum monitoringu Śródmieście ujawniamy kilkaset zdarzeń: wykroczeń, przestępstw, sytuacji zagrożenia życia i zdrowia.

Jak dokładnie wygląda wasz dzień pracy?

- Do naszych zadań należy wykrywanie czynów zabronionych lub zagrożeń i reagowanie, krótko mówiąc - zapewnianie bezpieczeństwa mieszkańcom. Podczas naszego dyżuru może wydarzyć się wszystko. Kradzieże, pobicia, rozboje, spożywanie alkoholu, sprzedaż narkotyków, uszkodzenia mienia, wypadki, wykroczenia drogowe, próby samobójcze, zaginięcia. Szczególnie w okresie letnim, kiedy podczas jarmarku wystarczy chwila nieuwagi, by stracić dziecko z pola widzenia. W okresie zimowym dochodzą osoby po spożyciu alkoholu pozostające przez dłuższy czas na dworze. Wykonujemy także przeglądy, ustalając przyczyny zdarzeń, sporządzamy dokumentację służbową z ujawnionych zdarzeń. Występujemy w charakterze świadka przed sądem. Patrzymy na to, co dzieje się w mieście 24 godziny na dobę, choć wiele osób ciągle nie zdaje sobie z tego sprawy. To, że obok nie widać policji, nie oznacza, że można bezkarnie ukraść rower czy zrobić na budynku graffiti. Czasem zdarza się, że po dokonaniu przestępstwa sprawca przebiera ubrania, żeby nikt go nie rozpoznał, bezpośrednio pod naszą kamerą.

Jak długo czeka osoba, która potrzebuje pomocy, a którą zauważyliście na monitoringu?

- W momencie zauważenia zdarzenia informujemy dyżurnego policji, straży miejskiej lub patrol, jeżeli akurat taki jest do dyspozycji. Kiedy zauważyliśmy mężczyznę, który wpadł do Motławy, po trzech minutach dotarła do niego pomoc. Czas zależy od kilku czynników: miejsca, pory dnia i pory roku, a także obecności patrolu w rejonie.

Z waszych obserwacji ludzie pomagają, kiedy dzieje się coś złego, czy raczej udają, że nic nie widzą?

- Z reguły pomagają, choć nie zawsze wiedzą, jak to zrobić prawidłowo. Czasem, kiedy ktoś zgłasza zdarzenie, my już działamy, bo zauważyliśmy sytuację na kamerach. Oczywiście nie powinno to wpływać na dzwonienie pod numer alarmowy. Jesteśmy na zmianie we dwóch, zawsze możemy coś zauważyć później, do tego nie każdy teren jest monitorowany.

Czy samo pojawienie się monitoringu wpłynęło na zmniejszenie liczby przestępstw?

- Tak, np. pojawienie się monitoringu praktycznie wyeliminowało kradzieże samochodów na naszym terenie. Choć początkowo "odjeżdżały" dwa, trzy auta w tygodniu, obecnie jest to sporadyczne. Cały czas postępuje technologia, co bardzo ułatwia nam pracę. Kiedy 17 lat temu przyszedłem do monitoringu, mieliśmy lampowe monitory, czarno-biały obraz i materiał przechowywany na taśmach VHS. Obecnie możemy robić dokładne zbliżenia i nawet w nocy dokładnie utrwalić wizerunek osoby. W naszym monitoringu Śródmieście obserwujemy teren dzięki 75 kamerom, a takich centrów monitoringu jak nasze jest w Gdańsku w sumie sześć.

Jak duży jest zespół pracujący przy monitoringu?

- U nas w studiu pracuje w sumie 10 osób. Pracujemy na dwie zmiany, po 12 godzin - dwie osoby na dyżurze. Wszyscy operatorzy monitoringu są pracownikami Straży Miejskiej, z czego jeden jest funkcjonariuszem - strażnikiem miejskim. W większości operatorami są byli pracownicy służb mundurowych. Choć np. u nas jest absolwent filozofii, więc wykształcenie nie determinuje tego, czy ktoś się w monitoringu sprawdzi.

Co w takim razie determinuje, czy ktoś sobie poradzi?

- Bardzo ważna jest podzielność uwagi i spostrzegawczość. Często zauważamy niebezpieczną sytuację wśród kilkunastu małych kwadracików na monitorach. Do tego czujność, umiejętność interpretowania tego, co widzimy, i przewidywania, w którą stronę sytuacja może się rozwinąć. A sytuacja zmienia się z sekundy na sekundę. Najlepsi koledzy po imprezie idą razem pod rękę, a za chwilę rozpętuje się między nimi bójka. Na pewno potrzebny jest także spokój, opanowanie, nie można dać się ponieść emocjom. Trzeba przekazać informację o danym zdarzeniu w taki sposób, żeby np. funkcjonariusz, który jedzie na miejsce i nie widzi obrazu, zrozumiał sytuację.

Faktycznie da się tak opanować emocje, żeby ze spokojem analizować np. pobicia?

- Oczywiście, kiedy widzimy, że komuś dzieje się krzywda, a nasze możliwości reakcji już się wyczerpały, jest to frustrujące. Wiemy, że potrzeba czasu, żeby patrol dotarł na miejsce. Naszym zadaniem w takim momencie jest ciągłe monitorowanie sytuacji, tak żeby w przypadku procesu sądowego udostępnić jak najdokładniejszy materiał. Do tego, jeśli sprawca się oddala, śledzimy go na kamerach, tak żeby skierować w dobre miejsce funkcjonariuszy. Czasem gdy na ulicy mamy tylko jedną kamerę i nie widzimy, w którą stronę skręciła obserwowana osoba, operator musi założyć, gdzie mogła się ona oddalić i szybko to weryfikować. Jeśli mamy do czynienia z grupą, często obserwuje ją dwóch operatorów, jednocześnie z różnych kamer.

Jakie wydarzenia w ostatnim czasie zapadły panu w pamięci?

- Młody chłopak próbujący wymusić na drugim nastolatku wybranie pieniędzy z bankomatu, wyjmujący zza paska tasaki. Dwóch chłopaków wrzuconych do Motławy przez rówieśnika. Mężczyzna, który posądził innego kierowcę o uszkodzenie zaparkowanego samochodu, choć wcześniej sam go uszkodził, uderzając w donicę z kwiatami. Każdy dzień to nowe, również bardzo trudne, sytuacje.

Jakie pieniądze otrzymujecie za swoją pracę?

- Wynagrodzenie zasadnicze operatora monitoringu to 2,5 tys. zł brutto plus premia regulaminowa oraz dodatek za staż pracy, w wysokości maksymalnie 20 proc. podstawy. Natomiast podstawa pensji funkcjonariusza - strażnika miejskiego w stopniu starszego specjalisty - wynosi 3 tys. zł brutto. Jednak warto pamiętać, że w tej pracy poza pieniędzmi dostajemy olbrzymią satysfakcję. Bardzo często jako operatorzy przyczyniamy się do ratowania życia ludzkiego. Otrzymujemy podziękowania od osób, którym pomogliśmy, i ich bliskich. Takie sytuacje bardzo motywują.

Jak ta praca wpływa na życie prywatne? Czy omija pan mniej bezpieczne miejsca albo ostrzega swoich bliskich?

- Pewnie podświadomie unikam w nocy czarnych punktów, w których jest większe prawdopodobieństwo, że coś się wydarzy. Czasem mijam ludzi na ulicach i zastanawiam się, skąd ich znam i dopiero po chwili przypominam sobie, że przecież widziałem ich na monitoringu. Część z tych osób to np. kieszonkowcy czy sprawcy pobić.

Jakie miejsca są mniej bezpieczne z waszych statystyk?

- Na pewno okolice lokali nocnych czy przystanków autobusowych. Wbrew pozorom również tętniące nocnym życiem ulice Głównego Miasta. Niemniej miasto jest coraz bardziej bezpieczne właśnie m.in. dzięki naszej pracy. Każdego dnia przyczyniamy się do poprawy bezpieczeństwa mieszkańców, a niejednokrotnie do ratowania życia.

Trójmiejski rynek pracy to różnorodność i ciągłe, dynamiczne zmiany. Ciekawe, niszowe profesje i zawody, które w chwilę zdobywają popularność. Chcemy pokazać czytelnikom nie tylko warte poznania profesje, ale także niezwykłych ludzi, którzy z pasją opowiadają o swojej pracy. Temu ma służyć cykl wywiadów "Ciekawe zawody".

Opinie (40) 7 zablokowanych

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Moim zdaniem

Ludzie biznesu

Janusz Jarosiński

Były prezes Zarządu Morskiego Portu Gdynia. Związany z tym przedsiębiorstwem na różnych...