stat

Pan w cylindrze, co przynosi szczęście. Kominiarz wciąż jest potrzebny

Dla starszych kominiarz to człowiek w mudrze i cylindrze, dbający o nasze bezpieczeństwo, a w dodatku przynoszący szczęście. Dla młodszych to postać tajemnicza i bardziej kojarząca się z bohaterem z bajki niż rzemieślnikiem z krwi i kości. Charakterystycznie ubranych kominiarzy coraz rzadziej widzimy na ulicach, powoli znika więc powód do łapania się za guzik. Kominiarze jednak nie zniknęli - są i mają coraz więcej pracy i to nie tylko związanej ze wspinaniem się na kominy.



- Kominiarze na pewno nie zniknęli. Zmieniła się jednak specyfika ich pracy. Kiedyś kominiarz był bardziej widoczny na ulicy, bo po prostu maszerował do pracy, jechał na rowerze albo poruszał się po mieście komunikacją miejska. W tej chwili oczekiwania klientów sprawiają, że musimy do nich przyjeżdżać wyposażeni w większą ilość sprzętu. Do pracy niezbędne są więc samochody. Samo przemieszczanie się kominiarza odbywa się więc w sposób mniej widoczny - mówi Daniel Pieścikowski, mistrz kominiarski z Gdyni. - W chwili obecnej świadomość społeczna mocno wzrosła. Ludzie coraz bardziej poważnie podchodzą do obowiązków nałożonych przez ustawodawcę dotyczących czyszczenia kominów, okresowych ich przeglądów i z tego powodu kominiarze znów stali się bardziej potrzebni, choć może mniej widoczni na ulicy.

Pięć pokoleń kominiarzy



Daniel Pieścikowski to mistrz kominiarski już w piątym pokoleniu.

- Rodzina ze strony ojca pochodzi z poznańskiego, z okolic Kościana. Jedna z opowieści rodzinnych mówi, że kiedy dziadek zaniemógł i nie był w stanie wykonywać swoich obowiązków w powierzonym mu rejonie, to mundur w kominiarski ubierała za niego babcia, która z powodzeniem go zastępowała - śmieje się Pieścikowski.
Sam jednak twierdzi, że kiedy stawał przed wyborami życiowymi i zastanawiał się nad swoją zawodową przyszłością, to zarzekał się, że na pewno kominiarzem nie zostanie.

- Okres kończenia szkoły podstawowej nie jest dobrym czasem na podejmowanie poważnych decyzji. Pamiętam, że mój wujek był mechanikiem i taksówkarzem. Miałem plany żeby pójść w tym właśnie kierunku. Pierwsze kroki stawiałem jako kaletnik. Okazało się jednak, że nie jest to dobry wybór. Do kominiarstwa wciągnął mnie ojciec i okazało się, że jest to zawód bardzo fascynujący. Cały czas jest się w innych miejsca i cały czas ma się kontakt z ludźmi, co powoduje, że raczej nie popada się w rutynę - mówi Pieścikowski. - Mój pierwszy dzień w pracy to była niedziela. Wykonywaliśmy prace na terenie firmy Dalmor. Z powodu technologicznych uwarunkowań prace kominiarskie można tam było wykonywać tylko w niedzielę. Od ojca usłyszałem, że jeśli sprawdzę się przy tym zleceniu, to może coś ze mnie będzie.
Pieścikowski chyba się sprawdził, bo w zawodzie kominiarza pracuje już 28 lat. Obecnie na stanowisku kierownika Zakładu Kominiarskiego w Gdyni.

- Kiedy załatwiam jakieś sprawy urzędowe, szczególnie w bankach proszących o historię zatrudnienia, to często spotykam się z niedowierzaniem - dodaje Pieścikowski. - W dzisiejszych czasach bardzo łatwo i często zmienia się pracę. Z punktu widzenia naszej branży nie jest to jednak korzystne. Wyszkolenie dobrego kominiarza to przynajmniej 5 lat. Proszę sobie wyobrazić, że inwestujemy w pracownika, a on stwierdza, że ten zawód nie jest dla niego. To duży problem dla właścicieli zakładów czy spółdzielni kominiarskich.
Gdańska spółdzielnia współpracuje na terenie naszego województwa z firmami zrzeszonymi w Krajowej Izbie Kominiarzy.
Gdańska spółdzielnia współpracuje na terenie naszego województwa z firmami zrzeszonymi w Krajowej Izbie Kominiarzy. mat.prasowe

Warto być spółdzielcą



Spółdzielnia Pracy Usług Kominiarskich w Gdańsku zrzesza obecnie ok. 50 pracowników działających na terenie prawie całego województwa pomorskiego, a swój rodowód wywodzi z początku lat 50. XX wieku.

W 1951 roku grupa 54 kominiarzy powołała do życia Wojewódzką Rzemieślniczą Spółdzielnię Kominiarzy. W czerwcu 1952 roku dokonano podziału WRS na gdańską, gdyńską oraz tczewską. W maju 1957 roku spółdzielnie w Gdańsku i Gdyni połączyły się. Powstała Gdańska Rzemieślnicza Spółdzielnia Kominiarzy. Po kilku latach, w 1964 roku , utworzyły Wojewódzką Spółdzielnię Kominiarzy w Gdańsku. W 1975 roku połączono wszystkie spółdzielnie w kraju w Krajową Spółdzielnię Pracy Usług Kominiarskich z siedzibą we Wrocławiu. Gdańska spółdzielnia stała się jej odziałem. Dopiero zmiany w przepisach dotyczących spółdzielczości spowodowały, że w 1990 roku spółdzielnia znów stała się samodzielnie działającą jednostką.

- Jesteśmy spadkobiercą tych czasów kiedy transformacja polityczna nakazywała tworzenie spółdzielni - mówi Pieścikowski, członek zarządu Spółdzielni. - Jednak rzemieślnicy lubią się zrzeszać i zawsze były takie tendencje. Dodatkowo spółdzielnia świetnie współpracuje na terenie naszego województwa z firmami zrzeszonymi w Krajowej Izbie Kominiarzy. Warto zaznaczyć, ze jestem też prezesem gdańskiego oddziału Krajowej Izby Kominiarzy.
Jak twierdzi Pieścikowski rzemieślnicy dostrzegają to, że większa grupa ma większą siłę przebicia.

- Dzięki temu nasi przedstawiciele mogą uczestniczyć w procesach legislacyjnych. Samodzielnie prywatne zakłady nie są w stanie tego dokonać - dodaje Pieścikowski.

Nie łatwo jest wykształcić kominiarza



Obecnie nie ma szkół kształcących kominiarzy.

- Kiedyś, w jednej z gdańskich szkół, była klasa o tym profilu. Jej absolwentem jest mój ojciec. Była to jednak chyba jednorazowy pomysł - mówi Pieścikowski. - Pracowników pozyskiwaliśmy dotychczas za pomocą "poczty pantoflowej". To powoli przestaje się sprawdzać.
Dlatego też Spółdzielnia Usług Kominiarskich postanowiła rozpocząć ścisłą współpracę ze szkołami. Wynikiem tego są pierwsi uczniowie, którzy podjęli już prace w zakładach kominiarskich w Wejherowie i Prabutach.

- Stwierdziliśmy, że szkolenie młodych ludzi od podstaw daje nam większą gwarancję, że pozostaną w tym zawodzie. Okres trzech lat to szkolenie i później ewentualny egzamin czeladniczy. To pozwoli im na stwierdzenie czy tym chcą się w życiu zająć.
Jakie cechy musi mieć przyszły kominiarz? Po pierwsze nie powinien mieć lęku wysokości.

- Chodzi o rzeczywisty lęk wysokości. Często okazuje się bowiem, że lęk przed wejściem na wyższy budynek to tylko brak oswojenia się z taką sytuacją - dodaje Pieścikowski. - Po drugie trzeba też pamiętać, że kominiarstwo to praca fizyczna, jednak nieodzownym jej elementem jest stałe dokształcanie.

Mistrz kominiarski uczy się tyle samo co lekarz



Egzamin na kominiarza starającego się o stopień czeladnika odbywa się po trzech latach praktyki.

- Zaczyna się od egzaminu praktycznego, który trwa dwa dni - tłumaczy Pieścikowski. - Egzamin ma miejsce w zakładzie wyznaczonym przez komisję egzaminacyjną, gdzie uczeń wykonuje prace bardziej tradycyjne, jak i te związane z nowocześniejszymi technologiami.
Podczas egzaminu wykonać trzeba, np. szkic przewodów kominowych z uwzględnieniem drożności i oceną stanu technicznego na podstawie wskazanego budynku lub wykonać pomiary przepływu powietrza we wskazanym mieszkaniu. Nieodzownym elementem jest też czyszczenie przewodów kominowych.

- W kolejnych dniach przeprowadzany jest egzamin teoretyczny, który pokazuje, że kominiarz musi być człowiekiem o bardzo szerokiej wiedzy. Dziedziny, w których musi się wykazać to: ochrona środowiska, ekonomia przedsiębiorczości, rachunkowość. Przy egzaminie na mistrza sprawdza się także wiedzę z zakresu podstaw psychologii i pedagogiki oraz metodyki nauczania.
Z tym, że do egzaminu mistrzowskiego można podejść dopiero po pięciu latach od uzyskania dyplomu czeladnika.

- Niedawno prowadziłem rozmowę z jednym z klientów, jak się okazało doktorem. Był bardzo zdziwiony, kiedy dowiedział się, że aby zostać kominiarzem, trzeba uczyć tak samo długo, jak by zostać lekarzem - dodaje Pieścikowski.- Obecnie ciąży na nas dużo więcej obowiązków, co za tym idzie musimy być bardziej dokształceni. Profesjonalny kominiarz musi przynajmniej kilka razy w roku uczestniczyć w różnego rodzaju seminariach czy szkoleniach. Dzisiaj kominiarze sporządzają przecież ekspertyzy związane z kominiarstwem, a w naszych szeregach mamy biegłych sądowych i współpracujących z policją czy prokuraturą.

Nie sprzedajemy kalendarzy na święta



- Kominiarze nie mają czasu sprzedawać kalendarzy i składać wszystkim świątecznych życzeń. Oczywiście w okresie świątecznym dajemy klientom przy okazji wykonywania usługi tego typu podarunki. Jednak nie oczekujemy za to nigdy zapłaty. Zdarzają się oczywiście przebierańcy udający kominiarzy - podkreśla Pieścikowski. - Nasz zawód cieszy się dosyć dużym zaufaniem społecznym i tego rodzaju proceder psuje nam opinię. Nie jesteśmy jednak w stanie wypracować żadnych narzędzi, które pozwoliły by nam przeciwdziałać takim przebierańcom. Staramy się jednak zawsze głośno o tym mówić. Nie jesteśmy od noszenia kalendarzy i natłok obowiązków nie pozwala nam na tego rodzaju promocje.
Jak twierdzi Pieścikowski, w przeciwieństwie do większości rzemieślników kominiarze posiadają mundur, a nie ubiór roboczy.

- Z tego też tytułu na pewno cieszymy się większym zainteresowaniem - dodaje. - Natomiast zaufanie społeczne wynika przede wszystkim z naszej ciężkiej i bardzo odpowiedzialnej pracy. Może dla osób nie związanych z naszym zawodem wydaje się ona błahostką, jednak proszę sobie wyobrazić, że ktoś zimą, przy bardzo niskich temperaturach nie może napalić w piecu. Wejście na dach jest bardzo utrudnione i niebezpieczne, a my w takich warunkach i tak staramy się pomóc. Sam mundur wzbudza jedynie zainteresowanie. Na szacunek trzeba sobie zapracować.

Kominiarz w cylindrze przynosi szczęście



- Czarny kolor munduru wynika z charakteru naszej pracy. Świecące pozostają guziki. Jedna z teorii mówi o tym, że były to zawsze najczystsze elementy kominiarskiego munduru i dlatego można było za nie chwycić na szczęście.
Nieodzownym atrybutem kominiarza jest też eleganckie natrycie głowy - cylinder. Jedna z historii mówi o tym, że angielska królowa Elżbieta I nadała kominiarzom przywilej noszenia cylindrów. Wszystko ze względu na ich duży wkład w zapewnienie bezpieczeństwa mieszkańcom Londynu. W czasach późniejszych zwyczaj ten przyjęty został w innych krajach.

Cylinder był też oznaką stopnia w karierze zawodowej kominiarza. Mógł go nosić jednie mistrz kominiarski. Uczeń nosił małą czapkę zwaną keplikiem, a czeladnik melonik.

- Część kolegów ubiera cylindry na co dzień, część preferuje inne nakrycia głowy. Mundur, który nosimy na co dzień zmienia się trochę zależnie od pogody czy charteru pracy. Pojawiają się też koszulki polo. Choć kolor zawsze pozostaje czarny - mówi Pieścikowski.
Kominiarz to także jeden z symboli szczęścia. Dlaczego ma je przynosić?

- Najbardziej racjonalnym tego wyjaśnieniem jest fakt, że dba on o bezpieczeństwo. Warto więc korzystać z jego usług i w ten sposób zapewnić sobie spokój i bezpieczeństwo ogniska domowego - podkreśla Pieścikowski.
Zawód elitarny i z długą historią

Jak podaje Anna Kaczkowska w książce "Podstawy kominiarstwa", pierwsi kominiarze pojawiali się na przełomie XIII i XIV wieku. Wtedy to pojawili się pierwsi ubrani na czarno fachowcy wyposażeni w drabiny i specjalne szczotki.

Częste zapalanie się sadzy w kominach było przyczyną groźnych pożarów, które trawiły całe miasta. Zapotrzebowanie na usługi kominiarskie było coraz większe. Kominiarzy darzono wielkim zaufaniem i szacunkiem, a ich pracę uważano za ciężką, niebezpieczną, a przede wszystkim wielce pożyteczną. Kominiarstwo uznawane było za rzemiosło elitarne.

Pierwsze cechy kominiarzy powstał w Niemczech w XVI wieku - w 1515 roku w Norymberdze. Natomiast w Polsce cech kominiarski powstał w XVIII wieku w Warszawie. Co ciekawe warszawski cech zlikwidowano w 1843 roku. Zrzeszonych w nim kominiarzy włączono natomiast do zmilitaryzowanej straży pożarnej. Po roku 1918 rzemiosło kominiarskie zaczęło się odradzać pozwoliło na to Prawo przemysłowe z 1927 roku. W 1939 roku wybuchła jednak II Wojna Światowa. Po zakończeniu wojny kominiarze szybko przywrócili rangę swojemu rzemiosłu i pomimo rożnych zmian zachodzących w kraju do dziś dbają o nasze bezpieczeństwo.

Opinie (46) 5 zablokowanych

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Moim zdaniem

Ludzie biznesu

Kinga Stawicka

Dyrektor Sprzedaży Krajowej w firmie Marcopol Sp. z o.o. Producent Śrub - wiodącego producenta i...