• Kino
  • Mapa
  • Ogłoszenia
  • Forum
  • Komunikacja
  • Raport

Pożyczki pozabankowe. Ustawa antylichwiarska zmiecie z rynku większość firm

- Pandemia zdecydowanie wymusiła potrzebę większej automatyzacji i unowocześnienia rozwiązań technologicznych. Współczesny klient chce pożyczkę szybko, bez formalności i najlepiej poprzez aplikację mobilną - mówi Stanisław Duda, prezes Finelf.
- Pandemia zdecydowanie wymusiła potrzebę większej automatyzacji i unowocześnienia rozwiązań technologicznych. Współczesny klient chce pożyczkę szybko, bez formalności i najlepiej poprzez aplikację mobilną - mówi Stanisław Duda, prezes Finelf. fot. Piotr Hukało/Trojmiasto.pl

Większość Polaków pożycza pieniądze - od banków, instytucji bankowych czy firm pożyczkowych - aż 83 proc. z nas ma jakieś zobowiązania. O tym, jak pandemia wpłynęła na sektor pożyczkowy, jak zmienia się nasze podejście do pożyczania pieniędzy i czy ustawa antylichwiarska spowoduje, że firmy oferujące pożyczki pozabankowe znikną z rynku - rozmawiamy ze Stanisławem Dudą, prezesem Finelf, właścicielem porównywarki finansowej Czerwona-Skarbonka.pl.



Słowa roku: pandemia, inflacja, kryzys



Jak branża ocenia kolejny rok działalności w warunkach pandemii? Czy udało się odbudować rynek?
Zlikwidowany zostanie rynek BNPL (buy now, pay later - usługa odroczonych płatności), gdzie ustawodawca zamierza wprowadzić wymagania weryfikacji klienta, podobne jak przy uzyskiwaniu kredytu hipotecznego, czyli np. zaświadczenia o zarobkach od pracodawcy. Mija się to z założeniami takich firm, jak PayPo, Twisto czy Allegro Pay.

Stanisław Duda: - W 2021 r. nastąpiła zdecydowana poprawa w branży, szczególnie po 1 lipca, gdy przestały obowiązywać ograniczenia związane z maksymalnym oprocentowaniem, wprowadzone na początku COVID-19. Jeśli chodzi o samą liczbę przyznanych pożyczek, wynik był podobny jak w 2019 r. Z jednej strony może się więc wydawać, że rzeczywiście rynek się odbudował, ponieważ w 2020 r. popyt na pożyczki spadł aż o 38,9 proc. (a w kwietniu 2020 r. aż o 63 proc.). Patrząc z innej perspektywy, trzeba zauważyć, że wielu małych pożyczkodawców nie przetrwało tej terapii szokowej, a kawałki ich rynkowego tortu szybko skonsumowali najwięksi gracze.

Rynek dalej jest w słabej sytuacji, ponieważ w 2019 r. branża zanotowała 120 mln zł straty, a w 2020 r. strata wynosiła aż 280 mln zł. Czekamy na rozliczenie roku 2021, ale spodziewamy się, że sektor w dalszym ciągu będzie na minusie.

Pandemia szorstko obeszła się także z firmami proponującymi pożyczki w oddziale czy też z dojazdem do domu. Klienci, przymusowo zamknięci w swoich mieszkaniach, oswoili się z internetowym pożyczaniem i raczej nie wrócą już do tradycyjnych rozwiązań.

Czy obecnie trudniej jest dostać pożyczkę niż przed pandemią?

- Tak, choć w nie aż tak wielkim stopniu. Z jednej strony - jak już wspominałem - z rynku zniknęło sporo firm, dlatego nie spotkamy już tak wielu ofert. Kiedyś gdy jeden pożyczkodawca odmówił nam finansowania, za chwilę mieliśmy wiele innych instytucji. Teraz ta lista jest znacznie krótsza.

200 mln zł mniej. W czasie pandemii zmalały długi młodych



Dla klientów kłopotem mogą być także zmienione systemy scoringowe stosowane przez firmy pożyczkowe. Najczęściej są to algorytmy, które oceniają ryzyko przyznania środków danemu klientowi. Pożyczkodawcy zależy przecież na tym, aby klient spłacił swoje zobowiązanie. Za sprawą pandemii i restrykcyjnej ustawy wprowadzonej przez rząd (która zmniejszyła wysokość pozaodsetkowych kosztów pożyczki) firmy pozabankowe wprowadziły bardziej restrykcyjne systemy scoringowe. Efektem tego było to, że większość pożyczkobiorców odbijała się od ściany, nie mogąc otrzymać finansowania.

- Od lat najczęściej pożyczamy pieniądze na zakup sprzętu AGD/RTV, remont mieszkania oraz nieprzewidziane wydatki. Niestety 13 proc. pożyczających robi to po to, aby spłacić poprzednie zobowiązania - twierdzi Stanisław Duda.
- Od lat najczęściej pożyczamy pieniądze na zakup sprzętu AGD/RTV, remont mieszkania oraz nieprzewidziane wydatki. Niestety 13 proc. pożyczających robi to po to, aby spłacić poprzednie zobowiązania - twierdzi Stanisław Duda. fot. Piotr Hukało/Trojmiasto.pl

Ta kwestia uległa już poprawie, choć wciąż klienci z grup ryzyka mogą mieć problemy z pożyczeniem środków. Warto także dodać, że po pandemii mniej firm proponuje tzw. darmowe pożyczki (oddaje się dokładnie tyle, ile się pożyczyło), które przyciągały wielu nowych klientów.
Około 2 mln konsumentów, którzy obecnie są klientami firm pożyczkowych, zostanie pozbawionych legalnego finansowania. Z otwartymi rękami przyjmą ich lombardy oraz różni prywatni pożyczkodawcy z szarej strefy, których nie obowiązują żadne regulacje.

Czy Polacy lubią pożyczać pieniądze? Jeśli tak, to w jaki sposób? Jakie produkty cieszą się największą popularnością?

- W takich kwestiach lepiej posłużyć się statystykami, według raportów KRD (Krajowy Rejestr Długów) zwykle połowa Polaków spłaca jakąś formę zobowiązania. Są to kredyty bankowe, pożyczki, sprzęt na raty czy karty kredytowe. Najczęściej sięgamy po produkty proponowane przez banki (83 proc.), rzadziej po pożyczki od firm pozabankowych czy rodziny lub znajomych.

Od lat najczęściej pożyczamy pieniądze na zakup sprzętu AGD/RTV, remont mieszkania oraz nieprzewidziane wydatki. Niestety 13 proc. pożyczających robi to po to, aby spłacić poprzednie zobowiązania.

A jak jest z oddaniem zaciągniętych zobowiązań?

- Z tym jest bardzo rożnie, choć aby lepiej scharakteryzować ten problem, posłużmy się znów statystykami. ZPF (Związek Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce) regularnie publikuje swój raport pt. "Moralność Finansowa Polaków". Wynika z niego, że 92 proc. z nas uznaje za swój moralny obowiązek spłacanie zaciągniętych zobowiązań.

Ceny paliwa i energii. Rządowe obniżki będą kosztowały ponad 1,5 mld zł



Niestety inne badanie pokazuje, że co czwarta osoba decyduje się na pożyczkę bez sprawdzenia, czy będzie w stanie ją spłacić. Jeszcze bardziej przygnębiające jest to, że aż 10 proc. z nas nie wie, co się wydarzy, jeśli zobowiązanie nie zostanie spłacone w terminie. Pokazuje to, że w kwestii edukacji finansowej jest jeszcze w naszym kraju wiele do zrobienia.

W zależności od instytucji finansowej mniej więcej 7-10 proc. zobowiązań nie jest spłacanych, Polacy mają około 80 mld zł długu, a rekordziści toną w zadłużeniach sięgających nawet 75 mln. Firmy pożyczkowe ze względu na swoją specyfikę mają do czynienia z klientem bardziej ryzykownym od bankowego, jednak zależy im tak samo na tym, żeby pożyczka została spłacona. Wbrew częstej opinii firmie pożyczkowej nie opłaca się, żeby klient spóźniał się ze spłatą. Odsetki za opóźnienie są niskie, a dodatkowe koszty są regulowane przez ustawodawcę. Bardziej opłaca się pożyczyć te pieniądze kolejnej osobie.
Polacy mają około 80 mld zł długu, a rekordziści toną w zadłużeniach sięgających nawet 75 mln. Firmy pożyczkowe ze względu na swoją specyfikę mają do czynienia z klientem bardziej ryzykownym od bankowego.

Jak zmieniają się same firmy i zakres oferowanych przez nie usług? Wiele z nich musiało zapewne zrewidować swoje modele biznesowe i dostosowywać ofertę do nowych warunków.

- Pandemia zdecydowanie wymusiła potrzebę większej automatyzacji i unowocześnienia rozwiązań technologicznych. Współczesny klient chce pożyczkę szybko, bez formalności i najlepiej poprzez aplikację mobilną. Dlatego gdy jedna firma mu tego nie zapewni, skorzysta z usług innej. O ile oczywiście ma odpowiednią zdolność kredytową.

Poza tym poszczególne instytucje pożyczkowe otwierają się na nowe kategorie produktów. Przez co poza samymi pożyczkami oferują teraz również ubezpieczenia czy pakiety opieki zdrowotnej. Sporo też mówi się o "kartach pożyczkowych" (podobnych do kart kredytowych), jednak na razie mało jest firm, które wdrożyły ten produkt.

Z dużą zmianą musieli się zmierzyć pośrednicy kredytowi oraz firmy pożyczkowe działające w modelu bezpośrednim. Moim zdaniem jednak oprócz jednego lub dwóch wyjątków dosyć słabo odnaleźli się w nowej rzeczywistości.

Średnia kwota zaległości to 28 677 zł. Który rachunek przełożyć na później?



Wpływ na działalność ma nie tylko niepewna sytuacja gospodarcza i epidemiczna, ale zapewne mocno niestabilne otoczenie regulacyjne. Jak szykowana przez władze ustawa antylichwiarska wpłynie na waszą działalność?

- Procedowana przez rząd ustawa mocno negatywnie wpływa na nastroje w branży. Najgorsza w takim przypadku jest niepewność - zmiany pojawiają się nagle, i to bez żadnej konsultacji ze środowiskiem. Aktualnie tzw. ustawa antylichwiarska trafiła do ekspertyzy Komisji Europejskiej.

Jeśli dojdzie do tych planowanych regulacji w obecnej formie, z rynku znikną kolejni pożyczkodawcy, a 2 mln pożyczkobiorców, którzy obecnie są aktywni na rynku pożyczkowym, będzie skazanych na pożyczanie środków w "szarej strefie". Ustawodawca ma teraz kontrolę nad rynkiem regulowanym, a po wprowadzeniu ustawy będą mieć brak kontroli nad mafiami pożyczkowymi, których nie będą w stanie regulować.

Taka sytuacja była m.in. na Słowacji, gdzie tamtejszy rząd przeregulował branżę pożyczkową, przez co praktycznie wszyscy przedsiębiorcy musieli się wycofać z tamtego rynku. Niedługo później zaczęły pojawiać się informacje i artykuły o uzbrojonych grupach przestępczych, które, owszem, bardzo chętnie pożyczają pieniądze, ale odsetki i metody windykacji nie należały do przyjemnych.
92 proc. z nas uznaje za swój moralny obowiązek spłacanie zaciągniętych zobowiązań. Niestety inne badanie pokazuje, że co czwarta osoba decyduje się na pożyczkę bez sprawdzenia, czy będzie w stanie ją spłacić.

Jeśli chodzi o działalność naszej firmy, czyli pośrednika finansowego, ustawa spowoduje zmniejszenie dostępnych dla nas kontrahentów pożyczkowych, co na pewno odbije się na naszych przychodach. Oprócz rozwoju naszego głównego brandu - Czerwona-skarbonka.pl - od dłuższego czasu jednak bardzo mocno inwestujemy w rozwój rynków zagranicznych, gdzie przewidywalność jest dużo większa. Przewiduję, że na koniec roku 2022 uzyskamy z zagranicy ok. 35 proc. przychodów. Oprócz tego dużo inwestujemy w rozwój sprzedaży produktów bankowych. Nie jest łatwo się przebić w tej kategorii, ale widzimy już pierwsze efekty.

Ustawa wprowadza także nadzór Komisji Nadzoru Finansowego nad firmami pożyczkowymi. Czy wpłynie to na eliminowanie z rynku ewidentnie niebezpiecznych podmiotów?

- Wprowadzenie nadzoru KNF jest zaskakującą propozycją. Instytucje pożyczkowe nie gromadzą depozytów od klientów tak jak banki, więc nie generują ryzyka systemowego, od którego nadzorowania jest odpowiedzialny KNF. Na fakt, że to rozwiązanie jest bezcelowe, wskazuje m.in. Ministerstwo Finansów oraz Ministerstwo Funduszy i Rozwoju Regionalnego.
Od nadzorowania działalności instytucji pożyczkowych jest Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów i uważam, że ten nadzór jest wystarczający.

Zerowy VAT na żywność. Obniżki cen krótkotrwałe i bez dużego wpływu na inflację



Oprócz tego nadzór ma kosztować 0,5 proc. przychodów firmy pożyczkowej (nie zysków!). Jeśli jednak zestawimy to z danymi finansowymi instytucji pożyczkowych raportowanych do GUS: w roku 2019 branża miała 120 mln zł straty, a w roku 2020 strata wynosiła 280 mln zł. W takich warunkach dodatkowe obciążenia nie są dobrym pomysłem.

Czy jest możliwość, że nowe przepisy spowodują, że pożyczki pozabankowe znikną całkowicie z rynku?

- Nie wierzę w całkowity upadek tego sektora produktów. Obecnie mamy ok. 40 firm pożyczkowych, które są aktywne na rynku. Prawdopodobnie zmiany przetrwają 2-3 największe z nich, które jednak będą mieć wymagania do klientów zbliżone do banków. Co będzie skutkować wykluczeniem finansowym konsumentów, którzy w tej chwili aktywnie korzystają z pożyczek pozabankowych.
Najczęściej sięgamy po produkty proponowane przez banki, rzadziej po pożyczki od firm pozabankowych czy rodziny lub znajomych. Od lat najczęściej pożyczamy pieniądze na zakup sprzętu AGD/RTV, remont mieszkania oraz nieprzewidziane wydatki.

Jak zmiany odczują klienci?

- Około 2 mln konsumentów, którzy obecnie są klientami firm pożyczkowych, zostanie pozbawionych legalnego finansowania. Z otwartymi rękami przyjmą ich lombardy oraz różni prywatni pożyczkodawcy z szarej strefy, których nie obowiązują żadne regulacje w przeciwieństwie do obecnie działających instytucji pożyczkowych.

Czy zmiany w przepisach mogą też oddziaływać na inne sektory usług finansowych? Kto również musi liczyć się z negatywnymi skutkami przyjęcia nowych przepisów?

- Całkowicie zostanie zlikwidowany rynek BNPL (buy now, pay later - usługa odroczonych płatności), gdzie ustawodawca zamierza wprowadzić wymagania weryfikacji klienta podobne jak przy uzyskiwaniu kredytu hipotecznego, czyli np. zaświadczenia o zarobkach od pracodawcy. Całkowicie mija to się z założeniami biznesowymi takich firm jak PayPo, Twisto czy Allegro Pay, gdzie finansowanie ma być szybkie, na niewielkie kwoty i bez większej weryfikacji.

Wciąż liczmy na to, że uda się nawiązać merytoryczny dialog z regulatorem i uniknąć wykluczenia 2 mln Polaków z dostępu do finansowania oraz zachować ok. 40 tys. miejsc pracy, które obecnie zapewniają instytucje pożyczkowe.

Opinie wybrane


wszystkie opinie (195)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Najnowsze

więcej artykułów »

Ludzie biznesu

Sławomir Kalicki

Absolwent Wyższej Szkoły Morskiej w Gdyni oraz Strathclyde University (MBA). Od początku pracy...

Najczęściej czytane