• Kino
  • Mapa
  • Ogłoszenia
  • Forum
  • Komunikacja
  • Raport
Skopiowano

Recenzja filmu "Apokawixa". Zombie-party po polsku

Tomasz Zacharczuk
7 października 2022, godz. 19:00 

Xawery Żuławski "zwołuje wszystkie mordeczki na melanż": bananową młodzież, która zjeżdża nad morze, by w środku lockdownu przeżyć imprezę życia, nafaszerowanych dragami stołecznych kiboli i otępiałych "gangusów" z Wybrzeża, przeczulonego na punkcie pandemii strażnika miejskiego, Sebastiana Fabijańskiego w "ekoapokaliptycznej" wersji Johna Rambo i w końcu hordę zombiaków zainfekowanych bałtyckimi sinicami. W kłębach konopnych oparów fruwają "piksy" i leje się alkohol, a przy okazji również krew, bo "Apokawixa" jest nie tylko polską odpowiedzią na "Projekt X", ale i trashowym horrorem, w którym wszystko buzuje ze zdwojoną energią i w szalonym tempie. To ekstremalna filmowa impreza, po której mimo wszystko pozostaje pewien kac.



Repertuar kin w Trójmieście


Po latach posuchy polskie kino coraz odważniej otwiera się na szeroko pojętą konwencję horroru. "W lesie dziś nie zaśnie nikt" czy "Wszyscy moi przyjaciele nie żyją" udowodniły, że do gatunkowego kotła można wrzucić zarówno czarny humor, jak i krwistą akcję. Nawet jeśli podczas pichcenia tej lekkostrawnej mikstury nie wszystkie składniki się ze sobą przegryzą, to finałowy produkt wydaje się całkiem smaczny. Śladem młodszych kolegów po fachu podążył teraz Xawery Żuławski, który po manifestacyjnej "Mowie ptaków" zrealizował czysto rozrywkowy projekt, którego nie starał się nawet specjalnie zakamuflować, bowiem właśnie rozrywka w "Apokawiksie" zdecydowanie wysuwa się na pierwszy plan.

Grupka warszawskich licealistów po końcowych egzaminach rusza do nadmorskiego pałacu, by - parafrazując kawałek Oddziału Zamkniętego - zrobić imprezę, jakiej nie przeżył nikt. Młodzi chcą w ten sposób odreagować nie tylko maturalny stres, ale przede wszystkim pandemiczną izolację. Tytułowa wixa nabiera rozmachu, bo wieść o ostatecznym melanżu szybko niesie się po okolicy. Nad hordą rozentuzjazmowanych nastolatków próbuje zapanować przestrzegający pandemicznych procedur strażnik miejski (Cezary Pazura), ale nawet on nie jest w stanie zdyscyplinować imprezowiczów, wśród których pojawiają się warszawscy kibole, gangsterzy z Wybrzeża i... zombie. Wixę stopniowo wypiera apokalipsa. Nastaje "Apokawixa".

"Apokawixa" to jedna wielka impreza, która niestety zbyt późno zamienia się w obiecany przez producentów pierwszy polski film o zombie. "Apokawixa" to jedna wielka impreza, która niestety zbyt późno zamienia się w obiecany przez producentów pierwszy polski film o zombie.

Tak się bawi Pokolenie Z



Skąd na polskiej plaży żywe trupy? Ano z Bałtyku właśnie. Wylewane do morza chemikalia doprowadziły do mutacji sinic, z którymi jakikolwiek kontakt skutkuje przemianą człowieka w zombie. Scenariusz "Apokawixy" powstał oczywiście przed skażeniem Odry, więc twórcy filmu błysnęli proroczym zmysłem. Żuławski zresztą sporo miejsca poświęca ekologii. Już na wstępie jesteśmy bombardowani obrazkami globalnych pożarów, a cały ten apokaliptyczny klimat podbija jeszcze wątek pandemii. W pewnym sensie nawet nie dziwimy się postawie młodych bohaterów filmu, którzy w toksycznym i pogrążonym w kryzysie świecie chcą odnaleźć namiastkę normalności i dać w końcu upust swoim instynktom.

Zasadniczo tak komercyjnego i stricte rozrywkowego projektu nie ma chyba sensu rozkładać na czynniki pierwsze i doszukiwać się ukrytych kontekstów. Od takowych Żuławski jednak nie stroni. Poza głośno wybrzmiewającym ekomanifestem w "Apokawiksie" mamy również portret współczesnej młodzieży. Reżyser lustruje Pokolenie Z, z którego potrafi celowo zadrwić, ale zarazem widać fascynację Żuławskiego energią, spontanicznością i przebojowością jego nastoletnich bohaterów. Wśród nich jest hedonista i syn milionera, zagorzała ekolożka, szkolna kujonka, młokos żywcem zapożyczony z "Szybkich i wściekłych", nerd, "alternatywka" wychowywana przez hipisów i amatorka internetowych seks-kamerek. Barwny zestaw indywidualności, o których właściwie jednak niewiele się dowiadujemy, poza przypiętymi do postaci łatkami. Zresztą cała "Apokawixa" pełna jest fabularnych i charakterologicznych uproszczeń, niepospinanych wątków i krzykliwych haseł, którym brakuje puenty.

Świetne tempo, bardzo sprawnie dobrana obsada, końcowy kwadrans i kilka fajnych krindżowych tekstów to największe atuty "Apokawiksy". Wśród minusów - niedopracowany scenariusz, słabo zarysowane postaci, za mało zombie, ledwie zasygnalizowane konteksty społeczne. Świetne tempo, bardzo sprawnie dobrana obsada, końcowy kwadrans i kilka fajnych krindżowych tekstów to największe atuty "Apokawiksy". Wśród minusów - niedopracowany scenariusz, słabo zarysowane postaci, za mało zombie, ledwie zasygnalizowane konteksty społeczne.

Za mało zombie w zombie-horrorze



Nie to na szczęście decyduje o walorach filmowego melanżu u Żuławskiego. W głównej mierze to typowy i spolszczony "teen-movie", w którym młodzieżowy punkt widzenia odgrywa kluczową rolę i pompuje w "Apokawiksę" nieskończone pokłady energii. Przejawia się ona szaleńczym tempem akcji, teledyskowym montażem, dynamiczną ścieżką dźwiękową i dialogami nasiąkniętymi nastoletnim slangiem. Z perspektywy boomera ten film lepiej mi się oglądało, niż go słuchało. I nie chodzi już nawet o młodzieżową nowomowę, a o sztuczność i ubogość języka. Dotyczy to także mnóstwa przestrzelonych żartów i całkowicie bezzasadnego używania krindżu (w dużym uproszczeniu żenującego dowcipu), który przecież do zombie-horrorów pasuje jak ulał.

Jeszcze większym rozczarowaniem wydaje się również rozdzielenie gatunkowych proporcji w "Apokawiksie". Zapowiedzi dotyczące pierwszego w Polsce filmu o zombie mogły nie bez powodu zaostrzyć apetyt na dzikie kino klasy B podlane sztuczną krwią i humorem. Tymczasem przez trzy czwarte filmu jesteśmy zmuszeni przyglądać się przygotowaniom do wielkiej imprezy i rozbrykanej młodzieży niemogącej doczekać się "odpięcia wrotek". Nieco ponad kwadrans klasycznej zombie-sieczki to zdecydowanie za mało. Tym bardziej, że nawet w tym najlepszym fragmencie filmu i tak brakuje fabularnych i choreograficznych trików, o których można byłoby pamiętać jeszcze długo po seansie. Do tych nielicznych, świeżych i trafionych pomysłów zalicza się właściwie jedynie wątek z wegezombie.

"Apokawixa" to przede wszystkim zabawa, a niewątpliwie swoją przerysowaną postacią bawi się na ekranie Sebastian Fabijański. To chyba jemu publiczność będzie kibicować podczas seansu najmocniej. "Apokawixa" to przede wszystkim zabawa, a niewątpliwie swoją przerysowaną postacią bawi się na ekranie Sebastian Fabijański. To chyba jemu publiczność będzie kibicować podczas seansu najmocniej.

Młodzi brylują, ale stara gwardia też daje radę



Ryzykowne filmowe przedsięwzięcie nie mogłoby się udać (bo pomimo wielu, wielu niedociągnięć i niewykorzystanego potencjału jednak przyznam że, częściowo się udało) bez świetnie dobranej obsady. Pierwsze skrzypce grają tutaj niedoświadczeni jeszcze na dużym ekranie aktorzy, ale kilku z nich, jak Waleria Gorobets (Aga), Natalia Pitry (Mycha) czy Marta Stalmierska (Jagna), ma spore zadatki na ciekawą karierę. Wśród panów przekonująco wypadł Mikołaj Kubacki, ale główna w filmie postać Kamila jest na tyle irytująca, że trudno mi zachować obiektywizm przy ocenie pracy młodego aktora.

Nie zawodzi też stara gwardia. W zaskakującej kreacji na wielki ekran wraca Matylda Damięcka, rozbrajający kaszubski epizod zalicza Joanna Kurowska, a w roli strażnika miejskiego autentycznie bawi Cezary Pazura. Drugi plan całkowicie jednak zagarnia dla siebie Sebastian Fabijański - koszmarnie przerysowany, a dzięki temu komicznie pocieszny ekorenegat, zaszywający się w lesie niczym John Rambo, jako jedyny ze wszystkich przygotowany na tytułową apokalipsę. Szkoda natomiast zmarnowanej, epizodycznej roli Tomasza Kota, który gra milionera i właściciela firmy pompującej ścieki do Bałtyku. Sztampowa postać, której nawet tak świetnemu aktorowi nie udało się dodać osobowości.

"Apokawixa" jest samoświadomym, w pełni rozrywkowym projektem, który w krzykliwy sposób i za pomocą zwariowanej formy wyraża nastoletni bunt wobec współczesnego świata. To jednocześnie pełen gatunkowych sprzeczności i niedopracowany na poziomie scenariusza pomysł na zombie-horror, w którym zombie jest zwyczajnie za mało. Twórcy zostawili sobie nie tyle furtkę, ile prawdziwe wrota do kontynuacji i śmiem twierdzić, że przy odrobinie konsekwencji i większej kreatywności ewentualna druga część może okazać się zdecydowanie lepsza. Póki co mamy niedopracowany półprodukt, z którego wspomniane Pokolenie Z może "kręcić bekę", ale boomerom w pewnym momencie może już zakręcić się w głowie.

OCENA: 5,5/10

Film

6.8
43 oceny

Apokawixa

komedia, horror

Opinie wybrane

Wszystkie opinie (44)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Ludzie biznesu

Hanna Kąkol

Od 1999 r. dyrektor zarządzający firmy Perfect Consulting, która powstała z jej inicjatywy....

Najczęściej czytane