stat

Rynek zmienił się dzięki gdańskiemu terminalowi DCT - mówi Ryszard Gretkowski

Średnio oddawaliśmy obiekty co dwa lata, teraz co roku. Dlatego, że rynek trójmiejski  ma potencjał i jest na nim popyt na taką powierzchnię - twierdzi Ryszard Gretkowski.
Średnio oddawaliśmy obiekty co dwa lata, teraz co roku. Dlatego, że rynek trójmiejski ma potencjał i jest na nim popyt na taką powierzchnię - twierdzi Ryszard Gretkowski. fot. materiały prasowe

Jeszcze kilka lat temu barierą dla wielu biznesów był brak powierzchni magazynowej w Trójmieście. Dzięki m.in. firmie z Krakowa nasz rynek pod tym względem bardzo się zmienił. O tym, dlaczego lokalizacja przy obwodnicy jest optymalna i dlaczego powinniśmy być wdzięczni DCT rozmawiamy z Ryszardem Gretkowskim, wiceprezesem firmy 7R Logistic, deweloperem z branży logistyczno-przemysłowej.



Rynek trójmiejski nie jest najważniejszym rynkiem magazynowym w Polsce, a jednak firma 7R Logistic właśnie tu wybudowała swój pierwszy obiekt. Dlaczego?

Ryszard Gretkowski: - Wybraliśmy rynek trójmiejski dlatego, że występował tu duży deficyt powierzchni magazynowych. Obecnie jest to szósty rynek w Polsce. Zawsze będzie nam daleko do Śląska i Polski centralnej, ale trójmiejski rynek też odnalazł swój potencjał. Dziś inwestujemy nie tylko w Gdańsku, bo również rynek krakowski okazał się bardzo dobrym i chłonnym. Jesteśmy też na Śląsku. Myślimy również o innych lokalizacjach. Dlaczego powierzchnie magazynowe? Pomysł pojawił się, kiedy grupa spółek, z których wywodzi się 7R Logistic potrzebowała w Trójmieście do obsługi swojego biznesu powierzchni magazynowej. Wcześniej spółki wynajmowały taką powierzchnię od zewnętrznych dostawców, w różnych substancjach.
Była więc potrzebna powierzchnia do obsługi tych kontenerów. Brakowało takiej na miarę potrzeb, więc doszliśmy do wniosku, aby wybudować własną.

A była taka substancja?

- W tamtym okresie na rynku trójmiejskim istniało niewiele nowoczesnych magazynów, większość obiektów była jedynie zaadoptowana na potrzeby magazynowe. Charakter działalności naszych firm (red. Limpol, TIM-Imex - firmy z  grupy spółek z których wywodzi się 7R Logistic), czyli głównie branża spożywcza polegała na tym, że obsługiwano towary importowane, które trafiały do Polski statkami w kontenerach. Była więc potrzebna powierzchnia do obsługi tych kontenerów. Brakowało takiej na miarę potrzeb, więc doszliśmy do wniosku, aby wybudować własną. Po przeanalizowaniu trójmiejskiego rynku, wobec występującej wówczas niewielkiej liczby nowoczesnych magazynów, zdecydowaliśmy, że zbudujemy dużo większą inwestycję. Nasze spółki na realizację swoich operacji logistycznych potrzebowały ok. 5 tys. m kw. Stwierdziliśmy, że nie będzie dużą przesadą, jak zbudujemy obiekt dwa razy większy, czyli ok. 10 tys. m kw. Dodatkowych 50 proc. przeznaczyliśmy pod wynajem. Grunt pozyskaliśmy już w 2007 roku, w 2008 roku rozpoczęliśmy projektowanie tego obiektu. Inwestycję oddaliśmy do użytku w sierpniu 2010 roku. Był to obiekt o powierzchni 11 tys. metrów kw. magazynu i ok. 2,5 tys. m biur. Cały proces trwał długo, dwa lata, ale była to pierwsza inwestycja, więc musieliśmy przetrzeć szlaki, sami się nauczyć. Tak się zaczęła nasza historia w Gdańsku.
Minimalna wielkość gruntu pod park magazynowy to 15 hektarów. W Gdyni nie ma takich działek.

Od początku było wiadomo, że przy obwodnicy?

- Tak, to jest optymalna lokalizacja pod tego typu obiekty. Poza tym tu w pierwszej kolejności udało się pozyskać grunt. Trochę więc przez przypadek, trochę przez wyczucie. W 2008 roku rynek nie był dynamiczny, choć były pierwsze symptomy ożywienia, czyli np. Prologis w Kokoszkach. W kolejnych latach było coraz dynamiczniej. Pojawiła się bardzo aktywna konkurencja na rynku gdańskim, np. Goodman, który ulokował się przy porcie. My mamy jednak duży atut, czyli właśnie lokalizację. Oczywiście żadna nie jest zła, każda jest po prostu inna. Goodman jest nastawiony na port gdański, a Trójmiasto to również port w Gdyni. Nasza oferta broni się, bo jest po drodze pomiędzy dwoma portami. Jest uniwersalna.

Skoro jesteśmy przy Gdyni. Dlaczego nie tam?

- Gdynia z uwagi na swoją topografię ma małą dostępność gruntów. Warto budować magazyn o powierzchni 20 tys. m kw, jeżeli jest szansa na kolejne obiekty obok. Klienci wolą wejść do budynku, który daje szansę na rozwój. Minimalna wielkość gruntu pod park magazynowy to 15 hektarów. W Gdyni nie ma takich działek. Są już magazyny w bezpośrednim sąsiedztwie portu gdyńskiego, więc nie ma powodu, by budować kolejne i walczyć z konkurencją na ceny. Jest trochę terenów inwestycyjnych przy ul. Hutniczej niedaleko portu, ale to już jest trochę nie po drodze, a przy estakadzie Kwiatkowskiego i przy obwodnicy terenów inwestycyjnych nie ma. Dobrą lokalizacją dla magazynów jest taka, która znajduje się w bezpośrednim sąsiedztwie obwodnicy. Jeśli chodzi o Gdańsk i tereny na kolejne inwestycje magazynowe, to są pewne działki do zjazdu Matarnia, trochę do Osowej i potem koniec, są lasy. My poszliśmy w drugą stronę. Lokalizacja w Kowalach zdecydowanie się sprawdziła.
Nie mogliśmy oddać klientów. Trzeba było budować. Gdybyśmy przestali dostarczać powierzchnię to de facto zaczęlibyśmy się cofać.

Powiedział pan, że pierwszy obiekt budowaliście przede wszystkim dla firm z Grupy, a kolejne?

- Jeszcze w trakcie budowy pierwszego magazynu w Kowalach, ten obiekt skomercjalizowaliśmy w całości, dlatego stwierdziliśmy, że... trzeba budować kolejny. Pozyskaliśmy grunty, potem proces projektowania i w 2012 oddaliśmy do użytkowania kolejny magazyn, ale już ponad dwa razy większy od pierwszego [Centrum Logistyczne Gdańsk Kowale II to 25 tys. m kw. - red.]. Na chętnych na kolejny magazyn nie trzeba było długo czekać. Trzeci obiekt był poniekąd wymuszony przez rozwój jednego z naszych najemców. Firmy, które u nas wynajmują powierzchnię magazynową z czasem rozwijają swoją działalność i potrzebują do obsługi swojego biznesu większej powierzchni. W przypadku firmy BBK SA, po 2-3 latach powierzchnia przez nich zajmowana w naszym parku okazała się być za mała. Wówczas w pierwszej kolejności przyszli do nas i postawili nas pod ścianą - albo dostarczacie dodatkową powierzchnię, albo musimy szukać innych lokalizacji. Nie mogliśmy oddać klientów. Trzeba było budować. Gdybyśmy przestali dostarczać powierzchnię to de facto zaczęlibyśmy się cofać. Tak było z obiektem nr 3 (Centrum Logistyczne Gdańsk-Kowale III), który w całości od początku był dedykowany firmie BBK, czyli właścicielowi marki Home&You. Firma ta w  2010 wynajmowała u nas 5 tys. m kw., a w roku 2014 dostarczyliśmy im obiekt o powierzchni ok. 20 tys. m kw. Trzeba było dalej budować. W 2014 pozyskaliśmy kolejne grunty przy węźle Kowale i tam powstanie docelowo do 90 tys. m kw. magazynów. Czwarty obiekt -17,5 tys. m kw. - oddaliśmy do użytku zaledwie w marcu tego roku. A już miesiąc po oddaniu do użytku, Centrum Logistyczne Gdańsk-Kowale IV zostało w pełni skomercjalizowane.
Jeszcze 2 - 3 lata temu wydawało nam się, że rynek gdański nie ma takiego potencjału. A on bardzo się zmienił. Stało się to z chwilą rozwoju terminalu kontenerowego DCT.

Kolejny za dwa lata?

- Nie, teraz musimy przyspieszyć. Ruszamy z kolejnym i będzie on gotowy już w przyszłym roku. Potem, czyli w 2018, następny. Średnio oddawaliśmy obiekty co dwa lata, teraz co roku. Dlatego że rynek trójmiejski ma potencjał i jest na nim popyt na taką powierzchnię. Po zakończeniu tego etapu łącznie będziemy mieli 140 000 m kw.

Skąd to przyspieszenie?

- Jeszcze 2-3 lata temu wydawało nam się, że rynek gdański nie ma takiego potencjału. A on bardzo się zmienił. Stało się to z chwilą rozwoju terminalu kontenerowego DCT. Od czasu, kiedy zaczęły zawijać tam ogromne kontenerowce z Azji. Teraz trwa rozbudowa DCT II. To jest na pewno przyczyna dalszego rozwoju rynku trójmiejskiego. Kiedyś przepływ towarów przez porty był mniejszy. Było też mniej kontenerów, były głównie towary masowe, transportowane za pośrednictwem kolei. Magazyny są zapleczem do obsługi kontenerów. Do tego rozwój struktury drogowej. Mamy południową obwodnicę, za chwilę będzie wyremontowana "siódemka", A1 funkcjonuje. To też bardzo zmieniło Trójmiasto.

Ostatnio coraz częściej mówi się o tym, że Trójmiasto powinno przyciągnąć więcej produkcji. Często jest tak, że półprodukty przypływają statkami do Trójmiasta, potem są wywożone w Polskę, tam są montowane i wracają do nas, w postaci gotowego produktu. Chodzi o to, aby ten proces skrócić.

- To dobry kierunek. Obserwujemy, że jest takie zainteresowanie, bo mamy coraz więcej takich zapytań. Transport przecież też kosztuje. Po co coś wozić, skoro można zmontować na miejscu i wysłać statkiem. Mamy sporo zapytań o lekką produkcję czy konfekcję. Pojawia się też coraz więcej zapytań np. ze Skandynawii, firmy z tamtego regionu chcą lokować swoje biznesy w Trójmieście.

Opinie (56) 1 zablokowana

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Moim zdaniem

Ważne adresy

Ludzie biznesu

Andrzej Adler

Prezes zarządu i jeden z współzałożycieli DGT, firmy zajmującej się telekomunikacją i...