• Kino
  • Mapa
  • Ogłoszenia
  • Forum
  • Komunikacja
  • Raport
Skopiowano

Startup, który pracuje dla największych producentów samochodów na świecie

Robert Kiewlicz
12 listopada 2013 (artykuł sprzed 8 lat) 
Opinie (64)
Patryk Smok, właściciel Control Solutions, przez blisko dwa lata pracował w ThyssenKrupp Tallent Ltd w Wielkiej Brytanii, następnie w ThyssenKrupp System Engineering w Gdańsku. Po wycofaniu się TKSE z Polski, postanowił wykorzystać zdobytą wiedzę i doświadczenia i założył własną firmę działającą w branży automatyki. Patryk Smok, właściciel Control Solutions, przez blisko dwa lata pracował w ThyssenKrupp Tallent Ltd w Wielkiej Brytanii, następnie w ThyssenKrupp System Engineering w Gdańsku. Po wycofaniu się TKSE z Polski, postanowił wykorzystać zdobytą wiedzę i doświadczenia i założył własną firmę działającą w branży automatyki.

Choć działają zaledwie od dwóch lat, pracują przy najbardziej wymagających procesach automatyzacji dla największych producentów samochodów na świecie. Ich bezpośrednimi klientami są duże koncerny, które realizują zlecenia takich marek samochodowych jak Jaguar, Ford, General Motors, Volkswagen, Skoda czy Volvo. O specyfice branży automotive, współpracy z największymi koncernami na świecie i o tym, dlaczego warto zatrudniać absolwentów, rozmawiamy z Patrykiem Smokiem, właścicielem firmy Control Solutions.



Obecnie Control Solutions posiada tylko zagranicznych klientów, ale planuje ekspansję również na naszym rynku. Doświadczenia z branży automotive może z powodzeniem przenieść na inne branże. Obecnie Control Solutions posiada tylko zagranicznych klientów, ale planuje ekspansję również na naszym rynku. Doświadczenia z branży automotive może z powodzeniem przenieść na inne branże.
Jesteście firmą bardzo młodą. Działacie od ok 2,5 roku. Jak to się stało, że firma będąca jeszcze startupem pracuje dla największych koncernów motoryzacyjnych na świecie?

Patryk Smok: - W latach 2004-2005 pracowałem w Anglii w koncernie ThyssenKrupp. Później przeniosłem się do oddziału tej firmy w Gdańsku. Byłem jednym z pierwszych zatrudnionych w niej pracowników, uczestniczyłem w jej rozwoju przechodząc przez wiele stanowisk, aż do kierownika działu konstrukcji elektrycznych. Po kilku latach centrala firmy postanowiła jednak zlikwidować gdański oddział, co spowodowało, że musiałem znaleźć sobie nowe zajęcie. Tak powstał pomysł na stworzenie Control Solutions.

Dzięki pracy w korporacji poznałem jednak wszelkie obowiązujące procedury i standardy. Nie chodzi jedynie o sam język programowania - tego można nauczyć każdego wykształconego w tym kierunku człowieka, ale o standardy projektowe dużych koncernów i to w jaki sposób się z nimi na co dzień współpracuje. To bezcenna wiedza, którą zdobywa się latami i którą my z powodzeniem dzisiaj wykorzystujemy pozyskując i realizując poważne zlecenia. Obecnie wykonujemy prace nie tylko dla Thyssen'a, ale także dla KUKA i kilku innych niemieckich firm. Działamy zasadniczo w dwóch obszarach. Nasz dział konstrukcji tworzy projekty elektryczne dla urządzeń i stanowisk, a dział software pisze oprogramowanie uruchamiane później na maszynach naszych klientów. W efekcie wiele czynności wykonywanych przez roboty i maszyny na liniach produkcyjnych to efekt naszej pracy.

Zatrudniacie głównie młodych ludzi po studiach. Czy rzeczywiście prościej wykształcić sobie na własną rękę dobrego pracownika niż poszukiwać go na rynku pracy?

- Wszyscy nasi pracownicy to młodzi ludzie, dopiero po studiach, z których tylko dwoje ma jakieś większe doświadczenie zawodowe i nie przeszkadza im to realizować projekty na najwyższym poziomie, dla czołowych producentów samochodów na świecie. Nie ma sensu zatrudniać osób, których kwalifikacje, mimo, że są bardzo wysokie, nie odpowiadają naszym potrzebom, a ich wymagania finansowe są nieadekwatne do wartości, którą są w stanie wnieść do firmy. Automatyków jest na rynku wielu, ale tak naprawdę standardy współpracy z dużymi, międzynarodowymi koncernami z branży automatyki przemysłowej mało kto w Polsce zna. Na początku trzeba więc zainwestować czas i pieniądze. Każdy, kto dołącza do naszego zespołu, odbywa specjalistyczne szkolenie. Musi osiągnąć odpowiedni poziom specjalizacji, by móc realizować zlecenia już bezpośrednio przed zagranicznym klientem. Nie można jedynie zatrudnić człowieka i kazać mu zarabiać dla nas pieniądze.

Control Solutions pracuje przy najbardziej wymagających procesach automatyzacji dla największych producentów samochodów na świecie. Ich bezpośrednimi klientami są duże koncerny, za pośrednictwem których realizują zlecenia dla takich marek samochodowych jak Jaguar, Ford, General Motors, Volkswagen, Skoda czy Volvo.


Nasza branża jest też dość specyficzna i wiąże się ze stałym dokształcaniem. W automotive wykorzystuje się wszystkie nowości - każdy nowy gadżet w automatyce, sterownik czy system bezpieczeństwa branża natychmiast adaptuje do swoich systemów. Pracujemy dodatkowo w międzynarodowych środowiskach, z Niemcami, Anglikami, Szwedami. Musimy z nimi rozmawiać tym samym językiem i dobrze się dogadywać na wielu płaszczyznach. Często też wyjeżdżamy, a nasi klienci są nie tylko w Europie, ale też w Stanach Zjednoczonych. Mam pełną świadomość, że taki tryb pracy jest łatwiejszy do zaakceptowania dla młodych osób, mających chęć nauki i poszerzania swojej wiedzy. Dla nich zagraniczne wyjazdy mogą być atutem.

Branża automotive to dosyć szerokie pojęcie. Czym dokładnie zajmuje się Control Solutions?

- W tym momencie skupiamy się na liniach produkcyjnych skrzyń biegów i silników. Taki producent jak Jaguar zleca generalnemu wykonawcy budowę linii produkcyjnej i przekazuje mu silnik prototypowy. Wykonawca musi zbudować linię, na której właśnie ten silnik będzie montowany. W skład podwykonawców wchodzą firmy zajmujące się konstrukcją mechaniczną, natomiast firmy takie jak nasza zajmują się uzbrojeniem konstrukcji w instalację elektryczną, napisaniem oprogramowania, a następnie uruchomieniem całej linii. W praktyce są to długie godziny siedzenia przy linii produkcyjnej i sprawdzanie jej działania. Maszyny nie mogą w żadnym stopniu niszczyć części klienta, a nawet najmniejsza rysa na obudowie podzespołów jest nie do zaakceptowania.

W branży tej bardzo istotna jest precyzja. Czas pracy pojedynczej stacji mierzy się z dokładnością nawet 1/10 sekundy. Opóźnienie nawet o ułamek sekundy nie jest akceptowane i klient takiego produktu końcowego nie odbierze. Tutaj czas to naprawdę pieniądz. Dbamy też o jakość komponentów skręcanych na maszynach przez nas programowanych. Jeśli zdarzy się, że w silniku jest luz na głowicy, albo zacznie się odkręcać alternator, to producent może obarczyć nas winą za to. Procesy produkcji w tej branży to bardzo złożone projekty, które realizuje się wiele miesięcy. W tej chwili pracujemy nad liniami produkcyjnymi aut, które do sprzedaży wejdą dopiero za ok. dwa lata.

Wśród waszych klientów są największe koncerny motoryzacyjne na świecie.


- Jesteśmy zbyt małą firmą, żeby realizować projekty bezpośrednio dla Jaguara czy Volkswagena. Jest to oczywiste, bo ich projekty kosztują kilkadziesiąt milionów euro. Działamy więc jako podwykonawcy. Dla koncernu ThyssenKrupp pracujemy nad projektem dotyczącym Jaguara i linii produkcyjnej nowego silnika diesla. Równocześnie prowadzimy prace dla innych niemieckich firm, realizując duże projekty m.in. dla KUKA. Pracowaliśmy już nad liniami Volvo w Szwecji, Forda w Rumunii, dla najstarszej fabryki Skody w Czechach, a na Węgrzech realizowaliśmy zlecenia dla General Motors Opel. Ostatnio pracowaliśmy też w Toledo w Stanach Zjednoczonych, także dla GM.

Czy praca dla największych koncernów na świecie nie powoduje, że firma będzie musiała znacznie zwiększyć zatrudnienie?

- Na pewno kiedyś tak się stanie, co widać po naszym dotychczasowym rozwoju. Zaczynaliśmy od jednego pracownika, teraz jest nas już dziesięcioro, a ostatnie trzy osoby zostały zatrudnione kilka tygodni temu. Dostrzegamy duży potencjał na tym rynku i czujemy perspektywę znacznie większej liczby projektów. Aby je realizować będziemy potrzebować powiększenia zespołu. Staramy się to jednak robić w sposób ustabilizowany, cały czas rozglądając się za wartościowymi pracownikami, pasjonatami tej dziedziny, którzy mogliby do nas dołączyć.

Firma powstała bez udziału kredytów i zewnętrznego finansowania. Skąd taka decyzja?

- Od samego początku finansujemy działalność z własnych środków. Kiedyś myślałem o publicznym wsparciu. Chciałem dofinansować stworzenie nowych stanowisk pracy, ale okazało się, że procedury są na tyle skomplikowane i czasochłonne, że bardziej opłacało skupić się na bieżącej działalności. Dużym problemem w tej branży są bardzo wysokie koszty licencji na specjalistyczne oprogramowanie, które potrafią kosztować po kilkadziesiąt tysięcy zł. na jedno stanowisko pracy. Gdybyśmy mieli zewnętrznego inwestora, z pewnością byłoby łatwiej i szybciej się rozwijać, jednak cały czas, małymi krokami, konsekwentnie idziemy do przodu.

Waszymi klientami są tylko firmy zagraniczne?

- Tak, wszyscy nasi obecni klienci to zagraniczne firmy i taki był też mój pierwotny plan. Wiem, jak się pracuje z Anglikami czy Niemcami, więc chciałem to wykorzystać. Z perspektywy małej, polskiej firmy, może wyglądać to dość dziwnie, ale coraz śmielej myślę o poważnym wejściu na krajowy rynek. Chciałbym spróbować naszą wiedzę oraz poziom jakości, którego wymagają od nas zachodnie koncerny, wykorzystać w procesach automatyzacji przemysłu w Polsce, otwierając się naturalnie na inne gałęzie przemysłu. Możliwości jest tutaj wiele - farmacja, przemysł stoczniowy czy oponiarski - wszystkie w procesach produkcyjnych wykorzystują automatykę, którą możemy im dostarczać.

Czy łatwiej robi się interesy z firmami zachodnimi czy polskimi?

- Znamy od podszewki standardy pracy firm zachodnich, które w Polsce nie są jeszcze zbyt upowszechnione. Kiedy zagraniczna firma produkcyjna wchodzi na polski rynek, implementuje tutaj swoje standardy. Polskie firmy tych standardów jeszcze nie mają, a przynajmniej nie na takim poziomie. Dla przykładu, w naszej branży kontrola jakości procesu produkcji wygląda tak, że każdy silnik ma pod paletą kość pamięci, tzw. RFID (Radio-Frequency Identification), na której każdy proces montażu komponentu, jak uszczelka, śruba czy element prasowany silnika, ma zapisany status wykonanej operacji. Nie może się tu zdarzyć sytuacja, że nawet jedna śrubka jest źle dokręcona. Takiej kontroli jakości w Polsce jeszcze nie ma, w dodatku często większy nacisk kładzie się tu na cenę, niż na jakość. Zagranicą wygląda to inaczej. O pieniądzach mówi się jedynie na początku. Określa się adekwatną do prac kwotę, a później myśli już tylko o jakości i bezpieczeństwie. Taką właśnie automatykę chcemy oferować na polskim rynku.

Miejsca

Opinie (64) 1 zablokowana

  • wow, nieźle, od razu dla takich gigantów pracować (2)

    • 24 2

    • a oglądali film "Układ Zamknięty" ?

      • 2 4

    • to nie jest tak że od razu

      zazwyczaj jest tak że pracuje sie dla danej firmy na etacie, potem sie jest kierownikiem. potem albo sie odchodzi albo firma likwiduje oddział w twoim kraju i tu jest miejsce na założenie działalności. jeśli firma nas ceni to podnajmie nas jako podwykonawcę. nie pierwszy i nie ostatni tak robił biznes

      • 0 0

  • (11)

    ThyssenKrupp Tallent Ltd czy to nie ta firma gdzie polaków łapią w Uk żeby tyrali przy maszynach na 3 zmiany ? zatrudniają tam przez agencje i jak jest miejsce biorą każdego kto chce i to bez startupu

    • 14 9

    • (7)

      ThyssenKrupp - czy to nie ta sama firma, która współpracowała z hitlerowcami?

      • 8 1

      • z Hitlerem współpracowali (1)

        i Thyssen, i Krupp, ale jeszcze osobno, za to osobiście jako przemysłowcy.

        • 7 0

        • no to jesteśmy w doborowym towarzystwie

          • 3 1

      • Kazda niemiecka firma musiała wspólpracować z Hitlerowcami (4)

        • 9 0

        • jak (2)

          hugo boss czy adidas

          • 6 0

          • Hugo Boss (1)

            to nie firma - to człowiek - nazista z przekonania, który zaprojektował mundury hitlerowcom

            • 3 0

            • a adidas

              to ADOLF DASLER - w skrócie ADIDAS, równie nazista xD
              Pokłócony z bratem PUMĄ
              Wracając do HB - faktem jest, że wyrobił nazwisko i dorobił się na Produkcji (nie tylko projektowanu) mundurów... Na wojnach powstało wiele majątków...

              • 1 0

        • Volkswagen....

          Garbusa to sam Hitler projektowal.....

          • 0 0

    • Nie

      • 1 1

    • a jakie to ma znaczenie? poza nazwą firmy Twojej wypowiedzi nic nie łączy z tym artykułem.

      • 2 0

    • Jak Polacy sie daja...

      ...to ich lapia. Nikt nikgo nie zmusza przystawiajac mu pistolet do skroni...

      • 1 0

  • Tak ... (2)

    "(...)Kiedyś myślałem o publicznym wsparciu. Chciałem dofinansować stworzenie nowych stanowisk pracy, ale okazało się, że procedury są na tyle skomplikowane i czasochłonne, że bardziej opłacało skupić się na bieżącej działalności(...)"

    Właśnie o to chodzi, żeby część tej kasy wzięły sobie firmy konsultingowe. Poza tym czekanie na już niby pozyskaną kasę jest zbyt długie.
    Wszystko to sprawia, że w dużej mierze dofinansowania z UE biorą bogate firmy, dla których te pieniądze są jedynie bonusem, a firmy, które rzeczywiście mogłyby się odbić przy pomocy tej kasy zwykle obchodzą się smakiem.

    • 72 0

    • No niestety ale w mojej firmie mam to samo (1)

      Skupiając się na własnej pracy jestem w stanie zarobić tyle samo, co bym poświęcił na składanie wniosków i ich później rozliczanie. Oczywiście mowa o dotacjach powiedzmy do 100 tys. zł, no i o ile jesteśmy w stanie te pieniądze zarobić podobnym nakładem sił. Powyżej tej kwoty ma to już sens.

      • 6 0

      • coraz trudniej dostać dofinansowanie z UE

        jako firma ubiegamy się o dofinansowanie od paru lat. W latach 2008 było stosunkowo łatwo pozyskać środki, obecnie jest jakaś masakra. Namnożyło się urzędników, którzy chcą się wykazać jacy to oni są ważni, każdy z nich wymyśla bzdurne błędy, które należy poprawić. Wniosek ciągnie się miesiącami w nieskończoność. Ponadto zauważyłem, że urzędnikom nie zależy na przyznawaniu dotacji. Dziwny kraj... każdy inny dbał by o to, aby jego obywatele zyskali z dofinansowania jak najwięcej, tylko nie w Polsce. Dlatego zgadzam się, że lepiej skupić się na pracy niż liczyć na mannę z nieba...

        • 7 0

  • i po co szkolić pracownika - nauczy się odejdzie i potem klientów ci podbierze (1)

    • 11 16

    • a pomyślałeś, co będzie

      jak taki niewyszkolony zostanie w firmie? ;)

      • 13 1

  • Brawo (1)

    Smoku - oklaski na stojąco, oby tak dalej

    • 39 5

    • Napior

      a nie wiesz czy Smoku już zaczął melisę pić na uspokojenie? :D

      • 2 0

  • Oczywiście gratuluję pozyskania takich klientów, ale nie oszukujmy się - (1)

    wielkie firmy nie zlecają czegoś do Polski, bo mamy jako jedyni na świecie technologię montażu, tylko dlatego, że jest ona tańsza, niż w ich rodzimych krajach, bądź innych, bardziej rozwiniętych. Ot co.

    • 21 3

    • dokładnie tak

      jakby mieli zapłacić tyle samo co brytyjczykowi czy francuzowi, to już by tak nie lgnęli do polskich "samorodnych talentów"

      • 12 0

  • zatrudnienie w Polsce (9)

    Jak czytam, że zatrudniamy tylko ludzi po studiach to krew mnie zalewa. Typowe podejście nowych firm, ktore uważaja żę papier świadczy o umiejętnościach. Sęk w tym że duża ilość ludzi po studiach technicznych nie ma żadnego pojęcia o praktyce a ich umiejętności sprowadzają się do suchej teorii. Może wreszcie ktoś zacznie zwracać uwagę na umiejetności potencjalnego pracownika i przestanie się dowartościowywać tym że pracuje tylo z ludźmi po studiach. Gwarantuję że firmy będą prosperowały lepiej ze specjalistami po szkołach zawodowych czy technikach niż z niektórymi absolwentami studiów

    • 18 24

    • trzeba było się uczyć ;) (2)

      a tak serio to przeczytaj ze zrozumieniem opis działalności tej firmy (czy co ta firma robi) - tam nie ma miejsca dla ludzi po zawodówce, to 100% praca twórcza, monterów nie zatrudniają

      • 15 0

      • (1)

        Głupio zakładasz że ludzie po szkołach zawodowych nie znają sie na programowaniu. Znają sie i to czasami lepiej niż tzw studenci

        • 1 9

        • Tak, tylko jak sobie wyobrażasz rozmowy wstępne?

          Zapraszasz 4 studentów/absolwentów, bo wiesz, że 1 z nich do czegoś będzie się nadawał. W wypadku ludzi po zawodówce w tych dziedzinach musiałbyś zaprosić z 200 by dorwać jednego.

          Bo takich rzeczy nie uczą w szkołach średnich/zawodowych. Musiałbyś trafić na pasjonata co się tego sam nauczył, a znalezienie takiego graniczy z cudem.

          Nikt nie twierdzi, że nie ma ludzi z dużą wiedza praktyczną po szkołach zawodowych, tylko w niektórych wypadkach, jak programiści, automatycy itd. szansa na znalezienie takiej osoby w tłumach, które twierdzą, że coś potrafią jest na tyle niska, że poszukiwania te się specjalnie nie opłacają.

          By nie było, że dyskryminuje ludzi bez studiów, wcale nie, 10-kroć bardziej cenię spawacza niż kolejnego politologa, po prostu w niektórych branżach (zwłaszcza technicznych) szkoły średnie nie kryształom wbrew mniemaniu absolwentów praktyków. Podobna sytuację mieliśmy jak szukaliśmy młodych programistów, postanowiliśmy złamać się i spróbować pozatrudniać techników. Szukaliśmy 4 osób na okres próbny, ostatecznie z 40 przesłuchanych osób zatrudniliśmy jedną, tylko dlatego, że sama się wszystkiego uczyła. Pozostałe 39 było święcie przekonane, że są praktykami, że umieją programować, ale poziom ich wiedzy, jak i podejście do pracy były trochę z lat 90-tych. Poza tym jednym, żaden nie umiał programować obiektowo (oczywiście każdy twierdził, że umiał, tworzył wielką klasę robiąca prawie wszystko z metodą main w środku i był przekonany, że to obiektowość).

          • 5 2

    • a gdzie znajdziesz automatyka bez studiow z umiejetnosciami?

      tego zawodu ucza wlasnie na studiach. akurat Patryk ze swoim duzym doswiadczeniem dobrze wie kogo zatrudnia

      • 5 1

    • (3)

      Chyba jest Pan niepoważny, jeśli ktoś ma w sobie tyle ambicji siły i checi żeby nauczyć sie całej czesto niepotrzebnej teorii na studiach na PG(tak jak ja studiuję na 4 roku automatyke ) to pozniej nauczenie się czegokolwiek potrzebnego do pracy nie stanowi najmniejszego problemu. Denerwuje mnie jak taki robol powie ze on ma doswiadczenie w pracy i jest lepszy, nauczył się jednego dobrze, zajeło mu to 5x wiecej niż studentowi i myśli ze coś umie. Na studiach na PG trzeba przyswajać wiedze w kosmicznym tempie i sie adaptować do nowych projektów, zadań. Nauczenie sie potem jednego jezyka programowania, czy obsługi jednego srodowiska wymaganego w danej pracy nie stanowie problemu. Tego własnie uczą pożadne studia na PG , a nie manualnej prostej pracy ..... :)

      • 8 2

      • Fakt, jedyne czego tak naprawdę uczy PG to jak się efektywnie uczyć.

        • 0 0

      • Czy ja wiem... (1)

        Po dwóch latach na mechanicznym powiem, że tam zbyt wiele nauki nie ma, poza jednym trudniejszym semestrem było mnóstwo czasu na wszystko... studiujesz na EiA czy ETI?

        • 0 0

        • EIA

          • 0 0

    • Mówiąc ludzi "po studiach" bardziej miał na myśli osoby bez doświadczenia zawodowego aniżeli to że mają " inżyniera" i są kimś. A czy można robić to co oni nie posiadając wykształcenia wyższego? Tego nie wiem.

      • 1 0

  • promujcie (5)

    promujcie na głównej
    bo zwykły człowiek na umowie śmieciowej u takich jak oni pracuje

    • 4 10

    • taa? ja tez zatrudniam na umowe o dzielo. mam 2 pracownikow i sami chcieli (4)

      zaproponowalem im zarobki 6000 brutto miesiecznie i forme zatrudnienia mogli wybrac sami. wybrali dzielo bo dzieki temu nie musza odprowadzac gigantycznych zusow. tak z 6000 dostaliby okolo 3950 na reke. a na dzielo dostaja niecale 5150

      • 8 2

      • jeśli piszesz prawdę to zatrudniasz (3)

        kretynów i nie masz czym się chwalić, czas leci i przyjdzie czas na emeryturę i okaże się, że robić trzeba do śmierci, a nawet prędzej ostanie się ino sznur jak zdrowie pęknie

        • 3 5

        • Ciągle liczysz na państwową emeryturę?

          Poza tym po co mam im oddawać część mojej pensji? Lepiej samemu odłożyć, przynajmniej nic nie zginie.

          • 6 2

        • oj nie myślisz

          wolisz placic ZUS ktorego stopa zwrotu wynosi 56% a w przyszlosci jeszcze mniej bo mamy slaby przyrost naturalny (jesli jeszcze nie ujemny - popraw mnie jesli sie myle) niz wplacac co miesiac te same pieniadze nawet na zwykla lokate w banku z ktorej stopa zwrotu wynosi deczko powyzej inflacji czyli prawie 2 razy wiecej niz w ZUSie? ci dwaj natomiast inwestuja a do tego wykupili sobie ubezpieczenie prywatnie. sa sporo do przodu

          • 3 1

        • Sam jesteś kretynem, jeśli liczysz na emeryturę z ZUS-u... Tysiąc nadwyżki inwestujesz albo lokujesz i wiesz, że z tego coś z tego będzie po wielu latach...

          • 1 1

  • wielkie firmy z Gdańska uciekają kolejny przykład (7)

    • 1 5

    • Czytajcie ze zrozumieniem. Może zanim kolejny raz będziecie psioczyć, że zagraniczny inwestor otwiera tutaj jakiś oddział to przypomnicie sobie, że pisali tu o takim facecie co wykorzystał tą szansę. Popracował, nauczył się, zdobył kontakty i w tym samym miejscu stworzył własny, innowacyjny biznes, dał ludziom dobrą pracę i zapłacił podatki w Gdańsku. Bez TKSE nie powstała by ta firma!

      • 7 3

    • Thyssen sie wyniosl z Gdanska z powodu kryzysu (5)

      pierwotnie mieli zamknac oddzial w niemczech ale tam zwiazki zawodowe oprotestowaly. pracowalem z Patrykiem

      • 5 0

      • tak, ja też znam tą sprawę ... (4)

        w Niemczech są prawdziwe związki, a u nas to tylko te partnerskie się ostały

        • 2 1

        • zwiazki tylko rujnuja firme (3)

          Thyssen mial powazne problemy przez to. jeszcze troche i by padl. gdyby ich nie bylo firma by dzialala duzo prezniej redukujac zatrudnienie kiedy trzeba i zwiekszajac po kryzysie. w obliczu zwiazkow niestety ale firme czasem trzeba zamknac a wtedy robote traci nie czesc tylko wszyscy.

          • 3 2

          • cie kawe kto tobie mózg zrójnował ??? (2)

            • 1 5

            • Sam rozumiesz co napisałeś? Jaką kawę, jaki rój?

              • 2 1

            • biorąc pod uwagę twój autorytet chyba nie mam sie co martwić :D

              • 1 0

  • Młodemu mniej zapłacą... (3)

    "Nie ma sensu zatrudniać osób, których kwalifikacje, mimo, że są bardzo wysokie, nie odpowiadają naszym potrzebom, a ich wymagania finansowe są nieadekwatne do wartości, którą są w stanie wnieść do firmy."

    Nie to, żebym się czepiał, ale nie podoba mi się takie podejście...

    • 26 9

    • czemu nie?

      nie zatrudnią gościa który ma 20 lat doświadczenia w innej branży i jest w niej specjalistą. w tamtej branży zarabia kupe kasy ale w automatyce jest żółtodziobem więc zarobi tyle co na początek bo inaczej nie opłaci się go zatrudnić. to tak jakbym miał zatrudnić górnika na stanowisku szwacza. przeciez nie zaplace mu wiecej niz jest w stanie dla mnie wyprodukowac a bedzie w stanie jako poczatkujacy szwacz raczej niewiele. jak zatrudniasz kafelkarza do kafelkowania lazienki to tez nie placisz mu stawki za godzine tylko za wykonaną gotowa prace. prosty uklad

      • 8 3

    • Dlaczego?

      Dziwi Cię to, że firma chce płacić za to, co otrzyma? Dla mnie to dość naturalne podejśćie. Po co płacić za cały komputer, jeśli potrzebujemy tylko kalkulatora?

      • 8 0

    • Czepialski

      Czytaj! "..ich wymagania są nieadekwatne do wartości, które są w stanie wnieść do firmy" wnoszą mało a chcą dużo - o to chodzi.

      • 0 0

1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Ludzie biznesu

Dorota Sobieniecka- Kańska

Dyrektor Gdańskiego Klubu Biznesu. Wydawca, dziennikarka, wykładowca, doradca public relations....

Najczęściej czytane