State Street Bank: Nie jesteśmy kolejnym centrum usług. Stawiamy na specjalistów

- Nie jesteśmy typowym centrum z sektora BPO/SSC. Zadania, jakie wykonujemy w Polsce są takie same, jak w innych oddziałach State Street na świecie - czy to w Londynie, Bostonie czy Hong Kongu - twierdzi Scott Newman, dyrektor generalny State Street Bank w Polsce.
- Nie jesteśmy typowym centrum z sektora BPO/SSC. Zadania, jakie wykonujemy w Polsce są takie same, jak w innych oddziałach State Street na świecie - czy to w Londynie, Bostonie czy Hong Kongu - twierdzi Scott Newman, dyrektor generalny State Street Bank w Polsce. fot. Łukasz Unterschuetz/Trojmiasto.pl

Planują utworzyć 1,2 tys. nowych miejsc pracy, szukają głównie specjalistów i ludzi, których pasjonują finanse. State Street Bank otwiera w Gdańsku oddział i już rozpoczął rekrutacje. O specyfice pracy dla jednego z najstarszych amerykańskich banków, coraz większym zainteresowaniu inwestorów zza oceanu Polską i amerykańskim podejściu do biznesu rozmawiamy ze Scottem Newmanem, dyrektorem State Street Polska.



Centra usług wspólnych nie mają najlepszej renomy na rynku pracy. Często mówi się, że jest to mało wymagająca, tymczasowa praca. State Street Bank w Gdańsku nie ma być kolejnym centrum outsourcingowym. Czym wyróżniacie się na rynku?
Druga faza naszej inwestycji w Polsce ma charakter strategiczny. Wynajęliśmy już bardzo dużą powierzchnię biurową. Rozpoczęliśmy też poszukiwanie pracowników. Pierwsi zatrudnieni rozpoczną pracę już na przełomie października i listopada 2015 roku.

Scott Newman: - Nie jesteśmy typowym centrum z sektora BPO/SSC. Zadania, jakie wykonujemy w Polsce są takie same, jak w innych oddziałach State Street na świecie - czy to w Londynie, Bostonie, czy Hong Kongu. State Street zajmuje się głównie zarządzaniem i administrowaniem funduszami inwestycyjnymi. Naszymi klientami są najwięksi inwestorzy instytucjonalni na świecie. Procesy, jakie obsługujemy w Polsce są ściśle związane właśnie z administracją funduszami inwestycyjnymi.

Ta praca nie wymaga przekładania papierów czy wystawiania faktur. To praca bardzo analityczna. Polega na identyfikowaniu problemów i poszukiwaniu możliwości ich rozwiązania. Nie jest to praca tymczasowa, ale oferująca długotrwałą profesjonalną karierę w świecie finansów. Do pracy poszukujemy głównie osób mających zdolności analityczne i umiejących pracować pod presją czasu - czego wymagają od nas nie tylko nasi klienci, ale także instytucje nadzorujące rynek czy media. Praca musi zostać ukończona dokładnie o czasie, a jej wyniki dostarczone klientowi. Jak widać raczej odbiega to od tego, czym zazwyczaj zajmują się centra usług wspólnych.

Wasze plany dotyczące rozwoju w Gdańsku są bardzo ambitne. Przy planowanym przez was zatrudnieniu na poziomie 1,2 tys. pracowników nie będzie to chyba łatwe zadanie?

- Mamy nadzieję, że będzie to dla nas raczej proste zadanie. Z dwóch powodów. Po pierwsze bardzo dokładnie zbadaliśmy lokalny rynek. Po drugie nasza oferta pracy z pewnością jest ciekawą propozycją dla potencjalnych pracowników. Jesteśmy w Polsce już od ok. 8 lat i jesteśmy bardzo zadowoleni z sukcesu, jaki tu odnieśliśmy. Kiedy rozpatrywaliśmy drugą fazę rozwoju naszego biznesu, nie od razy zakładaliśmy, że pozostaniemy w Polsce. Przyglądaliśmy się także innym rynkom w Europie. Jednak bardzo szybko powróciliśmy do pomysłu dalszego rozwoju w Polsce.

Druga faza naszej inwestycji w Polsce ma charakter strategiczny. Wynajęliśmy już bardzo dużą powierzchnię biurową. Rozpoczęliśmy też poszukiwanie pracowników. Pierwsi zatrudnieni rozpoczną pracę już na przełomie października i listopada 2015 roku. Początkowo zatrudnionych zostanie ok. 100 osób. Liczba ta wzroście do 300 w roku 2016. W następnych latach zatrudnienie wzrośnie docelowo do 1,2 tys. pracowników. To duże wyzwanie. Sądzę, że wiele krajów i miast nie byłoby w stanie wesprzeć inwestycji o takiej skali. Szczególnie jeśli chodzi o ludzi dobrze wykształconych i ze świetną znajomością języków obcych.
Dla nas Polska była miejscem, gdzie nie tylko możemy znacznie zwiększyć zatrudnienie, ale także pracować nad coraz większą liczbą skomplikowanych produktów finansowych. Siedem lat temu rozpoczęliśmy tu działalność, przenosząc część procesów z Irlandii, Wielkiej Brytanii czy Niemiec. Wszystkie procesy, które zapoczątkowaliśmy w Polsce działają świetnie.

Kiedy zapadła decyzja o zwiększeniu skali inwestycji w Polsce i musieliśmy podjąć decyzję o dokładnej lokalizacji, wybieraliśmy spośród czterech miast. Nasza uwaga bardzo szybko skupiła się jednak na Gdańsku. Złożyło się na to kilka powodów: duża liczba dobrych uczelni, świetna siatka połączeń także z innymi placówkami State Street w Europie i, co najważniejsze, Gdańsk to miasto, które jest atrakcyjne dla potencjalnych pracowników pod względem warunków i jakości życia. Ten ostatni z powodów jest bardzo ważny dla nas, ponieważ tworzymy szczególne miejsca pracy dla specjalistów. Liczymy się z tym, że będziemy przenosić do Gdańska pracowników z innych lokalizacji. Gdańsk jest jednym z nielicznych miejsc w Polsce, które może przyciągnąć ludzi ze względu na swoją lokalizację.

Zaznaczył Pan, że specyfika State Street powoduje, że poszukujecie do pracy głównie specjalistów z branży finansowej. Jakich dokładnie kandydatów poszukujecie i jakie oczekiwanie macie wobec potencjalnych pracowników?

- Są trzy kategorie ludzi, jakich poszukujemy. Po pierwsze absolwentów uczelni wyższych, takich kierunków, jak finanse, księgowość, matematyka, ekonomia. Co wydaje się być normalne w biznesie, jaki prowadzimy. Ostatnio poszerzyliśmy jednak nasz krąg zainteresowania o absolwentów innych kierunków, w tym np. inżynieryjnych czy turystyki. Może to brzmieć trochę dziwnie, jeśli mówimy o usługach finansowych, jednak jeśli ludzie mają właściwe nastawienie i chęć do nauki, to mogą się sprawdzić bardzo dobrze w branży finansowej. Dlaczego to robimy? Instytucje finansowe przeszły duże zmiany po kryzysie. Organizacje zmieniają się bardzo szybko i potrzebujemy ludzi, którzy patrzą z różnych perspektyw. Potrzebujemy po prostu różnorodności w naszym zespole.

Drugą kategorią ludzi, jakich poszukujemy są osoby z kilkuletnim doświadczeniem, niekoniecznie w naszej branży. Muszą jednak mieć doświadczenie w pracy w międzynarodowej organizacji, w tym np. powinni posiadać kluczowe kompetencje miękkie.

Trzecią kategorią są ludzie, którzy odnoszą już sukcesy w branży finansowej. Zdaję sobie sprawę, że ta kategoria osób jest jeszcze stosunkowo mała w Polsce. Jest jednak dosyć spora grupa ludzi, którzy wyjechali z Polski i podjęli pracę w branży finansowej w Wielkiej Brytanii, Luksemburgu czy Niemczech. Często takie osoby chętnie wróciłyby do kraju, jeśli tylko znaleźliby odpowiednią do swoich umiejętności i wymagań pracę. Jeśli zaoferujemy im dobrą pracę i możliwości awansu, z pewnością wrócą do Polski.

Kiedy otwieraliśmy pierwsze biura w Krakowie, jednym z tego powodów były dobre doświadczenia, jakie mieliśmy z naszymi polskimi pracownikami zatrudnionymi w innych biurach State Street na świecie.

Skąd Pana zdaniem coraz większe zainteresowanie amerykańskich inwestorów naszym krajem?
Instytucje finansowe przeszły duże zmiany po kryzysie. Organizacje zmieniają się bardzo szybko i potrzebujemy ludzi, którzy patrzą z różnych perspektyw. Potrzebujemy po prostu różnorodności w naszym zespole.

- Dwa powody: dostępność utalentowanych ludzi i, co ważniejsze, wysoka jakość świadczonych usług. Przez ostatnie kilka lat duże, międzynarodowe organizacje przebudowały modele swojej działalności. Jeszcze kilka lat temu skupione były na obniżeniu kosztów działalności. To był główny powód ich zainteresowania Centralną i Wschodnią Europą. Odchodzimy jednak od takiego podejścia. Obecnie jeśli jedynym kryterium są koszty, to międzynarodowe firmy lokują swoje inwestycje w Azji - na Filipinach, w Chinach i Indiach. Jednak wiele organizacji, w tym State Street, położyło nacisk na jakość świadczonych usług. Usługi finansowe stają się niezwykle skomplikowane. Jeśli spojrzymy na niektóre oferowane obecnie produkty - fundusze hedgingowe, instrumenty pochodne, analizę ryzyka, to widać, że one wymagają zatrudnienia wysokiej klasy specjalistów.

Dla nas Polska była miejscem, gdzie nie tylko możemy znacznie zwiększyć zatrudnienie, ale także pracować nad coraz większą liczbą skomplikowanych produktów finansowych. Siedem lat temu rozpoczęliśmy tu działalność, przenosząc część procesów z Irlandii, Wielkiej Brytanii czy Niemiec. Wszystkie procesy, które zapoczątkowaliśmy w Polsce działają świetnie. Obecnie wiele naszych nowych produktów zostało od podstaw opracowanych, uruchomionych i są prowadzone przez oddział w Polsce.

Czym różnią się amerykańskie firmy od firm europejskich? Jak jest specyfika prowadzenia przez nie biznesu?

- Struktura amerykańskich firm jest inna niż ich europejskich odpowiedników. Dostęp pracowników do kadry zarządzającej jest o wiele łatwiejszy. Czymś normalnym są zebrania wszystkich pracowników z zarządem, podczas których każdy może zadać bezpośrednio pytanie władzom spółki. Obowiązuje też typowo amerykańska polityka "otwartych drzwi". Dzięki temu pracownik może się bez problemu spotkać z kierownictwem. Struktura w firmach europejskich jest o wiele bardzie formalna. W firmach amerykańskich stawiamy na zaangażowanie pracownika w funkcjonowanie organizacji. Czasami jest to całkowitą nowością dla zatrudnianych przez nas ludzi, kiedy mogą przyjść do mnie i powiedzieć, że powinniśmy zrobić coś inaczej lub że mają lepszy pomysł. Staramy się też rozwiązywać problemy w formie debaty.

Na samym początku dużym wyzwaniem było przystosowanie się naszych pracowników do takiej kultury pracy i warunków panujących w firmie. Szczególnie osobom pracującym wcześniej dla bardziej tradycyjnego, lokalnego pracodawcy trudno było się przystosować do otwartej komunikacji, a ich szacunek dla hierarchii panującej w firmie był bardzo duży. Często takie osoby nie czuły się komfortowo, kiedy poważne problemy rozwiązywaliśmy przy stole, dyskutując o nich w dużej grupie pracowników. Stąd duża część programu rozwojowego dla naszych pracowników stanowi rozwijanie miękkich kompetencji. Prowadzimy regularne szkolenia dotyczące efektywnej komunikacji, jak rozwiązywać konflikty, jak tworzyć nowe pomysły. W takich programach uczestniczą wszyscy nasi pracownicy. Tak po prostu działa biznes po amerykańsku.

Opinie (129) 1 zablokowana

Dodaj opinię
Walczymy z przemocą słownąKasujemy opinie obraźliwe i nie na temat

Dodaj opinię

Odpowiedz

Dodając opinię akceptujesz regulamin dodawania opinii.
Administratorem Twoich danych osobowych jest Trojmiasto.pl Sp. z o.o.. Szczegóły przetwarzania danych znajdują się w polityce prywatności.

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Moim zdaniem

Ludzie biznesu

Tomasz Basiński

W latach 1987 – 1990 kształcił się w sopockim Policealnym Studium Zawodowym w specjalności...