stat

Udział w targach w Cannes to wymierny efekt w euro, dolarach i jenach

Wiarygodność w biznesie jest absolutnie kluczowa. Nie mogę dzisiaj obiecać inwestorowi określonych obciążeń fiskalnych, a po pół roku powiedzieć mu, że zmieniła się interpretacja - mówi Piotr Ciechowicz.
Wiarygodność w biznesie jest absolutnie kluczowa. Nie mogę dzisiaj obiecać inwestorowi określonych obciążeń fiskalnych, a po pół roku powiedzieć mu, że zmieniła się interpretacja - mówi Piotr Ciechowicz. fot. materiały prasowe

W zeszłym roku inicjatywa Invest in Pomerania pozyskała 13 projektów inwestycyjnych, z czego siedem dotyczyło sektora przemysłowego. O budowaniu wizerunku Trójmiasta i Pomorza jako miejsca także dla firm produkcyjnych, o sukcesie na targach inwestycyjnych w Cannes, a także o wolność przepływu osób i kapitału, którą daje nam bycie w Unii Europejskiej rozmawiamy z Piotrem Ciechowiczem, wiceprezesem Agencji Rozwoju Pomorza.



Inwestycje zagraniczne, czyli biurka w szklanych biurowcach. Tak wielu reaguje na informacje o kolejnych firmach lokujących się w Trójmieście, na Pomorzu?

Piotr Ciechowicz: - Być może tak było. Choć to były i są bardzo ważne, wartościowe miejsca pracy. Inwestycji infrastrukturalnych faktycznie było mniej, ale to się zmienia. W zeszłym roku inicjatywa Invest in Pomerania z sukcesem pozyskała 13 projektów inwestycyjnych, z czego siedem dotyczyło sektora przemysłowego. Inwestorzy zadeklarowali utworzenie ponad 1600 miejsc pracy w przemyśle. Oczywiście tych inwestycji usługowych wciąż jest więcej, ale zmieniają się proporcje. Jako województwo w poprzednich latach często przegrywaliśmy walkę o duże projekty produkcyjne. Dlatego postanowiliśmy to zmienić i od dobrych paru lat pracujemy nad zbudowaniem wizerunku województwa pomorskiego jako miejsca doskonałego do inwestycji infrastrukturalnych. I teraz ktoś zapyta: To ile masz tych umów, Ciechowicz?
W tym roku byliśmy znów w Cannes, na największych w Europie targach nieruchomościowych i inwestycyjnych. W październiku z kolei jedziemy do Monachium.

To ja zapytam. To ile jest tych umów, ilu jest tych inwestorów?

- Jeszcze nie mam tylu, ilu bym chciał, ale to się nie dzieje od razu. Takie oswajanie inwestorów trwa. To jest proces. Budowanie relacji i wizerunku regionu wymaga czasu. Tak jak te miejsca pracy w usługach wymagały powstania przestrzeni biurowej, tak inwestycje produkcyjne wymagają infrastruktury i zaplecza. Dlatego prowadzimy nasz projekt Invest in Pomerania 2020, w ramach którego zorganizowaliśmy konkurs grantowy na uzbrojenie terenów inwestycyjnych, parków przemysłowych. O dofinansowanie do 35 proc. kosztów mogły starać się samorządy, firmy prywatne oraz grupy firm w postaci spółki celowej. Parę lat temu marszałek województwa zdecydował, że cześć pieniędzy z regionalnego programu operacyjnego zostanie przeznaczona na uzbrojenie terenów. To się udało. Jesteśmy po pierwszym konkursie. Niedługo będziemy podpisywali umowy z pierwszymi właścicielami terenów, którzy dostaną dofinansowanie. To nie koniec. Niedługo będziemy ogłaszali kolejny konkurs. Dlaczego? Bo dla podtrzymania tego trendu wzrostowego w sferze inwestycji w branży produkcyjnej absolutnie niezbędne jest posiadanie oferty uzbrojonych terenów. Być może kwota dofinansowania, czyli do 10 mln zł nie wystarczy na stworzenie kompletnego parku przemysłowego, ale może to być świetnym zalążkiem. Chcielibyśmy, aby zadziałał model kiści winogron, aby od tego jednego miejsca zaczęła rozbudowywać się strefa przemysłowa niczym grona, ale nie w administracyjnym tego słowa znaczeniu, ale czysto gospodarczym. Taka infrastruktura startowa przyciąga inwestorów. Czekamy na chętnych do udziału w konkursie grantowym, ale sami także staramy się wyszukiwać tereny inwestycyjne. Bo jeżeli mamy przyciągnąć inwestorów z sektora produkcji to musimy im coś pokazać, coś zaoferować. Przez ostatnie lata ten potencjał się pojawił, za chwilę pojawi się kolejny, już mamy co pokazać i staramy się to robić. Staramy się budować ten nowy wizerunek województwa właśnie wokół możliwości inwestycyjnych w twardą infrastrukturę produkcyjną, m.in. uczestnicząc w bardzo branżowych i specjalistycznych spotkaniach dla inwestorów. W tym roku byliśmy znów w Cannes, na największych w Europie targach nieruchomościowych i inwestycyjnych. W październiku z kolei jedziemy do Monachium. To są miejsca, gdzie kapitał z całego świata szuka potencjalnych możliwości inwestycyjnych.
Jak zwrócić jego uwagę? Zaprosić na kolację z prezydentem Lechem Wałęsą. I myśmy "wąsami pana prezydenta" i jego wizerunkiem przyciągnęli tę uwagę.

A jak wypadliśmy w  Cannes?

- Dziś mogę powiedzieć, że świetnie, ale to tylko moje słowa. Jednak już za chwilę będę miał na to dowody. Myślę, że jeszcze w tym roku ogłosimy kilka nowych inwestycji, w tym duży projekt właśnie produkcyjny z azjatyckim kapitałem. Na szczegóły jednak jeszcze za wcześnie. Pomogła nam właśnie obecność na targach w Cannes, które są jednym z największych okien wystawowych dla właścicieli terenów inwestycyjnych. Tam się spotykają i ci, którzy chcą wybudować wielkie centrum logistyczne, i ten, który chce zbudować mały hotel. Na tegorocznych targach udało nam się zaistnieć dzięki magnetyzmowi prezydenta Lecha Wałęsy, który zgodził się nas reprezentować. Niestety wielu ludzi nie zdaje sobie sprawy z tego, jaką pozycję na świecie ma ten człowiek. Dla nas było wielkim honorem, że pan prezydent spotykał się z osobami, na których nam zależało. Ma to absolutnie wymierny efekt w euro, w dolarach i... w jenach. Za chwilę będziemy mogli się o tym przekonać.

Niezależnie od wewnętrznych kontrowersji, od lat się mówi, że pan prezydent jest naszym "pomorskim top produktem".

- Ta wyjątkowość pomorskiego, o której jesteśmy przekonani, nie zawsze jest czytelna dla inwestora dajmy na to z Hongkongu. Dla niego pomorskie nie istnieje w jego rozumieniu świata, dla niego istnieje Unia Europejska. Jak zwrócić jego uwagę? Zaprosić na kolację z prezydentem Lechem Wałęsą. I myśmy "wąsami pana prezydenta" i jego wizerunkiem przyciągnęli tę uwagę. Na własne oczy widzieliśmy, jak inwestorzy zagraniczni, właściciele i operatorzy największych funduszy inwestycyjnych na świecie, którzy spotykają się z premierami i prezydentami państw reagują na osobę pana prezydenta. To było coś absolutnie niezwykłego.

Jednak czy nasz rynek pracy jest gotowy na nowe inwestycje? Tu też, jak wszędzie, brakuje tzw. rąk do pracy.
Na szczęście mówiąc o życiu na Pomorzu, w Trójmieście nie musimy ubarwiać, wystarczy mówić prawdę. Życie tutaj jest naprawdę wyjątkowo dobre.

- Nad tym też pracujemy, od lat konsekwentnie tworząc klimat miejsca przyjaznego do życia i pracy. I, co należy podkreślić, zależy nam nie tylko na tzw. krawaciarzach ze szklanych biurowców, ale na specjalistach z różnych dziedzin. Na inżynierach i technikach, ale też na robotnikach. Chodzi o ludzi z innych regionów Polski, ale też o obcokrajowców. Chodzi o ludzi, którzy zostaną tu na dłużej i założą rodziny, ale też o tych, którzy już mają rodziny i zdecydują się je tu ściągnąć. Na szczęście mówiąc o życiu na Pomorzu, w Trójmieście nie musimy ubarwiać, wystarczy mówić prawdę. Życie tutaj jest naprawdę wyjątkowo dobre. O tym staramy się mówić w ramach naszej kampanii "Live more Pomerania", której celem jest promocja Pomorza jako miejsca do pracy, studiowania i życia. To jest komunikat, że to województwo jest tak różnorodne i ciekawe, że znajdzie się tu miejsce dla specjalisty IT, ale także dla spawacza, rzemieślnika czy rolnika.

Jesteśmy takim miejsce nie tylko z powodu czynników naturalnych, bo morze, bo lasy. Myśmy na to ciężko zapracowali.

- Oczywiście. To, że województwo pomorskie w tych rankingach atrakcyjności zajmuje czołowe miejsca, to jest efektem bardzo wielu czynników. To jest kombinacja wielu spraw, to jest suma kilku ważnych procesów. Sprzyjają nam też czynniki zewnętrzne, ogólnoświatowe. Zła sytuacja w Afryce Północnej, która zmusiła inwestorów do odwrotu, Brexit i niepewność, jaka temu towarzyszy - te elementy paradoksalnie sprzyjają rozwojowi tej naszej części Europy. Oczywiście my potrafimy to wykorzystać. Samorząd nie czekał, tylko budował PKM, która dziś dowozi tysiące ludzi z centralnych części województwa do Trójmiasta. Nikt nie dyskutował, tylko oddawał grunty pod autostradę A1. Inwestorów też razem pozyskujemy dzięki unikatowemu projektowi, jakim jest Invest in Pomerania, czyli organizacja powstała dzięki porozumieniu samorządów.
Boję się, że wszystkie działania samorządu, wszystko, co udało się zrobić dzięki unijnym funduszom może zostać zaprzepaszczone przez tzw. gębę z Gombrowicza, którą coraz częściej pokazujemy światu.
Mam wrażenie, że na razie udaje nam się trafić z tym pozytywnym komunikatem do mieszkańców innych regionów, ale też do obcokrajowców. Tu też warto podkreślić działania lokalnego samorządu i administracji. W Gdańskim Urzędzie Pracy otwarto Punkt Pomocy Cudzoziemcom, w którym pracownicy to doświadczeni rosyjsko- i ukraińskojęzyczni eksperci, którzy wytłumaczą, gdzie i w jaki sposób zalegalizować swój pobyt w Polsce i przedstawią ofertę zatrudnienia w Trójmieście. Od 2012 roku działa również Centrum Wspierania Imigrantów i Imigrantek, które udziela bezpłatnej pomocy wszystkim potrzebującym. Od marca 2018 roku to Centrum realizuje również projekt szkolenia pracowników urzędów gmin i powiatów w zakresie pomocy obcokrajowcom, finansowany ze środków Urzędu Marszałkowskiego Województwa Pomorskiego. Mam wrażenie, że to się na razie nam udaje. Boję się jednak, że coraz częściej zapominamy, że ta otwartość na przepływ kapitału i ludzi jest ważna. A przecież Polacy też albo przed czymś uciekali, albo czegoś szukali po świecie. Boję się, że zatracimy tę gościnność wobec innych. A nasz rynek pracy ich potrzebuje. Co ciekawe, nie tylko Ukraińcy przyjeżdżają do nas do pracy. Coraz częściej są to Hiszpanie, Portugalczycy czy Włosi.

Jednak dla większości jak z Portugalii to turysta, jak Ukrainiec to do pracy?

- A tak nie jest. Ta wolność przepływu osób i kapitału, którą daje nam bycie w Unii Europejskiej, to są właśnie te wartości, które są dla nas tak normalne, że nawet ich nie zauważamy. Nasze dzieci nie wyobrażają sobie innego świata. One myślą perspektywą europejską. W tej chwili jesteśmy magnesem, który przyciąga. Jeżeli jednak ten magnes się odwróci, to zaczniemy odpychać i nie mówię o pracownikach z Ukrainy, ja mówię o wszystkich.

A widzi pan jakieś zagrożenia?

- Inwestorzy, przychodząc do województwa, myśląc o założeniu fabryki czy centrum kompetencji w którymś z biurowców patrzą na potencjał rynku pracy. My, wygrywając swoją jakością życia, jakością edukacji, przyciągamy ludzi z zewnątrz. Boję się zatrzymania tego trendu. Boję się, że wszystkie działania samorządu, wszystko, co udało się zrobić dzięki unijnym funduszom może zostać zaprzepaszczone przez tzw. gębę z Gombrowicza, którą coraz częściej pokazujemy światu. Nasza gęba pełna nacjonalizmu i obawy przed innymi. To jest proces, który jeszcze jest delikatny, ale... jak wytłumaczyć światu to, że przez centrum Gdańska przechodzi manifestacja neofaszystowska. Jeżeli ta gęba nacjonalistyczna pojawi się w przekazie gospodarczym, to wrażliwy na te kwestie inwestor ze Szwecji czy z Ameryki wybierze Czechy lub Serbię, bo ostatnio mamy też taką konkurencję, a nie Pomorze i Polskę. To jest niebezpieczeństwo, które może spowodować naszą przegraną.
Wolny rynek jest najlepszym regulatorem tego typu procesów. Nie można opisywać w  prawie każdego ruchu gospodarczego.

To się już dzieje?

- Wspomniałem o dużym azjatyckim projekcie produkcyjnym, nad którym obecnie pracujemy. Niestety, padają pytania o sytuację polityczną, o możliwości przyciągania obcokrajowców do Polski. Azjatycki partner zadał mi osobiście pytanie, czy nie musi się bać, czy system prawny w Polsce jest stabilny. Jeżeli mówicie o zachętach dla inwestorów, czy to jest pewne. To jest kolejne niebezpieczeństwo, które się pojawia. Biznes lubi spokój. Jeżeli oczekujemy inwestycji, to musimy być wiarygodni. Wiarygodność w biznesie jest absolutnie kluczowa. Nie mogę dzisiaj obiecać inwestorowi określonych obciążeń fiskalnych, a po pół roku powiedzieć mu, że zmieniła się interpretacja. Tak jak było z energetyką wiatrową. Mieliśmy inwestorów, z którymi rozmawialiśmy przez wiele miesięcy i rozmowy burzliwie się zakończyły, bo zmieniły się przepisy. Biznes też czuje atmosferę. Oni mają za sobą wielkie firmy doradcze, które to badają. Przykładem takiego niebezpieczeństwa jest to, co się może stać z zapleczem portów. Branża logistyczna jest jedną z absolutnie priorytetowych branż dla Pomorza, to zbieranie owoców, które dają nam porty i bycie w tym miejscu na mapie Europy. Jeżeli doszłoby do tego, że zostałaby ogranicza swoboda inwestowania na terenach przyportowych, a tego chce resort gospodarki morskiej, to byłby to bardzo zły sygnał dla prywatnego kapitału.

Chodzi o nowelizację ustawy o portach i przystaniach morskich, która nakłada obowiązek uzyskania zgody ministra na nabycie nieruchomości także w sąsiedztwie portu.

- Tak. Proponowane rozwiązania rodzą wątpliwości dotyczące obrotu nieruchomościami w porcie i jego sąsiedztwie. Te przepisy - jeśli wejdą w życie - będą zniechęcać prywatnych inwestorów zewnętrznych do inwestowania w granicach i sąsiedztwie portów.
Dla gospodarki więcej nieporównywalnie zrobiły samorządy niż administracja rządowa.
Administracja rządowa będzie miała prerogatywę akceptowania bądź nie pewnych ruchów związanych ze sprzedażą gruntów przez obecnych właścicieli. Gdyby ta ustawa obowiązywała, czy mielibyśmy DCT, czy powstałoby centrum Goodmana czy Panattoni? Czy dziś przypływałyby do Gdańska ogromne kontenerowce z Chin? To są tereny, które administracja samorządowa sprzedawała prywatnym inwestorom, a które dziś generują ogromne wpływy do budżetu państwa. Ktoś myśli na poziomie rządowym, że takimi regulacjami jak ta nowelizacja można efektywnie zarządzać gospodarką. Takie plany już były i jak się skończyły, to pamiętamy. Wolny rynek jest najlepszym regulatorem tego typu procesów. Nie można opisywać w prawie każdego ruchu gospodarczego. Świętym prawem właściciela jest dysponowanie swoją własnością i jeżeli odejdziemy od tego, to będziemy mieli gospodarkę centralnie planowaną. Rozumiem, że to jest strefa przygraniczna i państwo chce wiedzieć, kto się lokuje w tej strefie, żeby nie dochodziło do wrogich przejęć czy dominacji jakiegoś państwa. Jednak od tego są inne służby w państwie, która mają zagwarantować bezpieczeństwo w tym zakresie. Mam nadzieję, że gospodarka na takie ruchy nie pozwoli, wygra zdrowy rozsądek z pewną biurokratyczną nadgorliwością. Dla gospodarki nieporównywalnie więcej zrobiły samorządy niż administracja rządowa. I od tego te samorządy są, ale nie można im przeszkadzać. A wszelka centralizacja będzie te proces torpedowała.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (24)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Ważne adresy

Najczęściej czytane