stat

W Polsce zaczyna brakować pracowników. Firmy muszą sięgać za granicę

- Jesteśmy elementem globalnej gospodarki, więc w niej należy szukać symptomów. Nasza świadomość technologiczna jest na wysokim poziomie i mamy zdolność do współpracy z międzynarodowym biznesem. Oprócz deficytu pracowników, niewiele więc ogranicza naszych przedsiębiorców - twierdzi Cezary Maciołek, wiceprezes zarządu Grupy Progres.
- Jesteśmy elementem globalnej gospodarki, więc w niej należy szukać symptomów. Nasza świadomość technologiczna jest na wysokim poziomie i mamy zdolność do współpracy z międzynarodowym biznesem. Oprócz deficytu pracowników, niewiele więc ogranicza naszych przedsiębiorców - twierdzi Cezary Maciołek, wiceprezes zarządu Grupy Progres. fot. Ł. Unterschuetz/Trojmiasto.pl

Jeszcze kilka lat temu byli małą firmą z Pruszcza Gdańskiego. Obecnie Grupa Progres z siedzibą w Gdańsku to ogólnopolska agencja pracy mająca 19 oddziałów w Polsce, za pośrednictwem której miesięcznie podejmuje prace ok. 7 tys. osób. Grupa rekrutuje nie tylko Polaków, ale także pracowników z Ukrainy, a w niedalekiej przyszłości z Białorusi, Bangladeszu, czy Birmy. O coraz bardziej chłonnym rynku pracy, napływie pracowników z zagranicy i perspektywach na przyszłość rozmawiamy z Cezarym Maciołkiem, wiceprezesem zarządu Grupy Progres.



Grupa Progres jeszcze kilka lat temu była mało znaną firmą z Pruszcza Gdańskiego. Obecnie jesteście jedną z większych w Polsce spółek zajmujących się pośrednictwem pracy z siedzibą w Trójmieście. Skąd tak dynamiczny rozwój?


Cezary Maciołek: - Firma powstała na przełomie 2002/2003 roku. Rozpoczynaliśmy w Pruszczu Gdańskim z zaledwie kilkuosobowym zespołem, który musiał być w pełni interdyscyplinarny. Muszę powiedzieć, że pierwsze lata nie były proste. Usługa, którą świadczyliśmy, nie była ani do końca uregulowana, ani do końca znana. Dodatkowo pracodawcy bardzo niechętnie podchodzili wówczas do współpracy z agencją pracy. Działy personalne w firmach traktowały nas jako konkurencję, rynek wymagał więc edukacji, uwiarygodnienia oferty i pokazania jej zalet. Sytuacja zaczęła się zmieniać wraz z napływem zagranicznych inwestycji. Dla międzynarodowych korporacji współpraca z agencjami pracy jest czymś naturalnym, więc było nam łatwiej zawierać długoterminowe i rozwojowe kontrakty. Momentem zwrotnym w naszej działalności była też decyzja o przeprowadzeniu się z Pruszcza Gdańskiego do Trójmiasta.
Bardzo istotne stało się budowanie wizerunku pracodawcy, przy czym dobre wyposażanie, benefity czy ciekawa aranżacja biura to już często za mało. Trzeba niekonwencjonalnie dbać o dobre samopoczucie pracownika. Kto szybciej zaadaptuje te zmiany do swojego działania na rynku, ten ma szansę zwyciężyć.

Dlaczego? Myślę, że była to jakościowa zmiana dla całej naszej organizacji. Część osób zatrudnionych na stanowiskach i tak nie wykonywała swoich obowiązków w Pruszczu Gdańskim, a wraz ze wzrostem zatrudnienia kurczyła się nasza dotychczasowa przestrzeń biurowa. Dzięki przeprowadzce do kompleksu Alchemia w Gdańsku możemy mieć wszystkich pracowników w jednym miejscu i nadal rozbudowywać naszą strukturę organizacyjną. Udało nam się ściągnąć do firmy pracowników z dużych, międzynarodowych korporacji, którzy pozwalają nam stale podnosić standardy naszej pracy. Nie oznacza to, że sami stajemy się korporacją. Staramy się po prostu działać wedle podobnych zasad, wdrażać i rozwijać dobre praktyki zachowując jednocześnie swój charakter i elastyczność. Podkreślam to często w kontaktach z klientami, że nie trzeba korzystać z usług międzynarodowych graczy, aby tu, na miejscu, mieć usługi na takim samym poziomie. To, co nas charakteryzuje, to właśnie umiejętność przełożenia globalnego myślenia na realne problemy lokalnego rynku pracy.

Czy na wasz dynamiczny wzrost i dobre warunki w branży w dużej mierze nie wpłynął znaczny napływ inwestorów zagranicznych do naszego regionu?

- Niewątpliwie. Firmy te pomogły całemu rynkowi i wprowadziły na nim pewną konkurencyjność. Pomogły też konkretnie rynkowi pomorskiemu. My, jako agencja ogólnopolska, patrzymy jednak na to trochę szerzej. Oczywiście, dynamika zmian, jakie nastąpiły w ostatnich latach, to głównie zasługa rozwoju centrów usług wspólnych w naszym kraju, czyli sektora BPO/SSC. Dzisiaj w tym sektorze mamy zatrudnionych ponad 200 tys. osób. Zawody związane z contact center, administracją, księgowością, R&D jeszcze kilka lat temu nie były brane u nas pod uwagę. Dzisiaj, jak wiemy, sytuacja wygląda zupełnie inaczej, jest ogromny popyt na pracę w tych obszarach. Duzi, międzynarodowi gracze przyczynili się więc do naszego rozwoju, jednak nie jest to główny element sukcesu firmy. Zmiany demograficzne, społeczno-kulturowe w obszarze edukacji i samego rynku pracy - to umiejętne czytanie tych wszystkich zjawisk i szybkie tworzenie odpowiedzi na potrzeby rynku pozwoliły nam na dynamiczny rozwój.

Jakie spółki wchodzą obecnie w skład Grupy Progres i ile osób zatrudniacie?

- Grupa składa się obecnie z czterech niezależnych spółek. Progres HR zajmuje się obszarem pracy tymczasowej, try & hire (wypróbuj i zatrudnij) oraz outsourcingiem kadrowo-płacowym. Progres Permanent Recruitment specjalizuje się w rekrutacjach stałych na stanowiska średniego i wyższego szczebla. W ramach Progres Consulting oferujemy szkolenia, coaching oraz projekty doradztwa personalnego, a Progres Advanced Solutions to zaawansowane rozwiązania, przede wszystkim w obszarze optymalizacji procesów. Jako organizacja zatrudniamy blisko 200 osób, a za naszym pośrednictwem miesięcznie zatrudnienie w całym kraju znajduje między 6 a 7 tysięcy osób.

Nie ograniczacie się jednak tylko do Polski. Macie zamiar wejść także na rynki zagraniczne?
Obecnie jesteśmy na etapie otwierania biura na Ukrainie. Interesuje nas Białoruś, Kazachstan, a w dłuższej perspektywie czasu kraje Dalekiego Wschodu, takie jak Bangladesz czy Birma. Dzisiaj brzmi to trochę futurologicznie, ale to kwestia czasu kiedy nasz rynek będzie musiał sięgać po pracowników z tak odległych regionów.

- W naszej wizji rozwoju zapisana jest budowa organizacji rozpoznawalnej w Europie Środkowo-Wschodniej. Ten proces rozpoczęliśmy w 2015 roku od analizy tego, co się dzieje na rynku, w odniesieniu przede wszystkim do braku pracowników - kandydatów. W 2016 roku uruchomiliśmy projekt międzynarodowy i obecnie jesteśmy na etapie otwierania biura na Ukrainie. Nie chcemy się jednak zamykać tylko na ten kraj. Interesuje nas Białoruś, Kazachstan, a w dłuższej perspektywie czasu kraje Dalekiego Wschodu, takie jak Bangladesz czy Birma. Dzisiaj brzmi to trochę futurologicznie, ale to kwestia czasu, kiedy nasz rynek będzie musiał sięgać po pracowników z tak odległych regionów. W pierwszym etapie chcemy się jednak skupić na Ukrainie. Bliskie sąsiedztwo umożliwia w miarę sprawne dostarczanie pracowników do polskich przedsiębiorstw. Ponadto chcemy tam na miejscu prowadzić nasz biznes jako agencja pracy, transferując wysokie standardy.

Wiele dużych firm próbowało już wejść na rynek ukraiński. Mało komu udało się odnieść sukces, a problemem była często wszechogarniająca korupcja.

- I na tym właśnie chcemy budować naszą pozycję - działając zgodnie z prawem i obowiązującymi postępowaniami. Nie chcemy pobierać od ludzi opłat za znalezienie im pracy, a takie standardy obecnie panują na Ukrainie. Chcemy być prekursorem i patrzeć do przodu, być może jako jedna z pierwszych firm o wysokiej kulturze i transparentności na tamtejszym rynku. Zamierzamy też otwarcie komunikować, że działamy fair.

Czy to oznacza, że zatrudnianie pracowników zagranicznych jest u na coraz częstsze, a nasze firmy nie są w stanie znaleźć pracownik na lokalnym rynku?


- Zapotrzebowanie na pracowników, szczególnie z Ukrainy, jest gigantyczne. W 2015 roku wydano w Polsce prawie 800 tys. pozwoleń na pracę dla osób z tego kraju. Tylko w pierwszym kwartale 2016 roku wydano już ok. 320 tys. pozwoleń. Są to liczby, wobec których nie można stać obojętnie. Sama Grupa Progres zatrudnia obecnie 500 pracowników z Ukrainy i mamy zapotrzebowanie na kolejnych 500. Rozbudowujemy obecnie strukturę organizacyjną w tym zakresie. Ma ona wesprzeć procesy rekrutacyjne, administracyjne i handlowe, zwiększając potencjał tego kanału pozyskiwania pracownika.

Jakie branże odczuwają największy problem z pozyskaniem pracowników?

- Największe zapotrzebowanie jest na pracowników fizycznych, niewykwalifikowanych. Szczególnie poszukiwane na rynku są osoby do prostych prac produkcyjnych, przetwórstwa, logistyki czy prac sezonowych.

A branża IT?

- To jest zupełnie inny temat. Sektor IT jest na Ukrainie mocno rozwinięty, jest tam bardzo duża liczba świetnie wyszkolonych pracowników. Oni jednak nie chcą przyjeżdżać do Polski z tego prostego powodu, że tam zarabiają w dolarach, a relacja dolara do hrywny jest dla nich obecnie bardzo korzystna. Dopóki ich pracodawcy nie ograniczają zatrudnienia lub nie przenoszą biznesu ze względów bezpieczeństwa na zachód, nie mają zasadniczo interesu w tym, by szukać pracy w naszym kraju.

Z jednej strony nasze rodzime firmy potrzebują coraz więcej pracowników, z drugiej lokuje się u nas coraz większa liczba zagranicznych koncernów. Czy nadal jeszcze wygrywamy kosztami pracy?
Zapotrzebowanie na pracowników, szczególnie z Ukrainy, jest gigantyczne. W 2015 roku wydano w Polsce prawie 800 tys. pozwoleń na pracę dla osób z tego kraju. Tylko w pierwszym kwartale 2016 roku wydano już ok. 320 tys. pozwoleń. Są to liczby wobec których nie można stać obojętnie.

- Obecnie wygrywamy przede wszystkim lepszym wykształceniem naszych pracowników, a konkretnie relacją ceny, czyli kosztu, do jakości świadczonej pracy, która nadal jest bardzo dobra. W Polsce brakuje jednak nie tylko pracowników umysłowych, ale także wykwalifikowanych pracowników fizycznych - spawaczy, ślusarzy, elektryków, tokarzy, frezerów. Szkolnictwo zawodowe zostało "zoptymalizowane" w wyniku czego liczba szkół spadła z 8 tys. w 2002 roku do ok. 4 tys. obecnie. To bardzo duży spadek, który nie odpowiadał realiom naszego rynku i trendom, dlatego obecnie mamy rekonstrukcję etosu pracy związanego ze szkolnictwem zawodowym i technicznym. Niedawno rozwijaliśmy ten temat na organizowanym przez nas w Gdańsku wydarzeniu Kurs na HR. Analizowaliśmy tam akurat przykład świetnie radzącej sobie szkoły, Zespołu Szkół Łączności im. Obrońców Poczty Polskiej w Gdańsku, która powinna być przykładem dla wielu innych placówek tego typu.

Jak będzie wyglądał lokalny rynek pracy w najbliższych latach? Jakich zmian możemy oczekiwać?

- Jesteśmy elementem globalnej gospodarki, więc w niej należy szukać symptomów. Nasza świadomość technologiczna jest na wysokim poziomie i mamy zdolność do współpracy z międzynarodowym biznesem. Oprócz deficytu pracowników niewiele więc ogranicza naszych przedsiębiorców. Na pewno należy zwrócić uwagę na to, że narasta migracja ludności i to w różnych kierunkach. Obserwujemy rosnące zainteresowanie Polską osób z południowych rejonów Europy. Coraz częściej młodzi Hiszpanie czy Włosi chcą podjąć pracę w Polsce.

Część naszych rodaków zapewne nadal będzie szukała szczęścia na emigracji, ale niektórzy powrócą do kraju. W tej drugiej grupie będą w większości osoby z wyżu demograficznego i osoby starsze. Natomiast część osób, szczególnie ze ściany wschodniej, będzie uciekała przed złą sytuacją geopolityczną. Na pewno trzeba też obserwować zmiany w polityce naszego kraju. Inwestorzy coraz częściej pytają i reagują na dynamiczną sytuację w Polsce. Będą też powstawać nowe zawody, a niektóre zaczną wymierać - automatyzacja i robotyzacja są nieuniknione. Choć są to procesy długotrwałe już teraz na wielu liniach produkcyjnych człowieka zastępują roboty, a z czasem będą powstawać coraz bardziej zaawansowane maszyny.

Dotknie nas też problem starzejącego się społeczeństwa. Na rynku pracy coraz częściej trzeba będzie "sięgać" po osoby starsze, starać się je przekwalifikować i dopasować do aktualnych potrzeb lokalnej gospodarki. Kolejny istotny element to poszerzanie swoich kompetencji. Pracodawcy poszukują obecnie osób, które nie tylko mają wiedzę - przy czym nie musi to być równoznaczne z dyplomem ukończenia studiów - ale jednocześnie potrafią się szybko odnaleźć w danym środowisku pracy, mają kompetencje miękkie na wysokim poziomie.

Czynnik demograficzny będzie powodował zaostrzanie się też walki o pracownika. Bardzo istotne stało się budowanie wizerunku pracodawcy, przy czym dobre wyposażanie, benefity czy ciekawa aranżacja biura to już często za mało. W wielu branżach teraz trzeba bardziej niekonwencjonalnie dbać o dobre samopoczucie pracownika. Kto szybciej zaadaptuje te zmiany do swojego działania na rynku, ten ma szansę zwyciężyć albo po prostu przetrwać.

Opinie (248) 6 zablokowanych

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Moim zdaniem

Ważne adresy

Ludzie biznesu

Janusz Jarosiński

Były prezes Zarządu Morskiego Portu Gdynia. Związany z tym przedsiębiorstwem na różnych...