stat

Weber: Moi klienci kochają lateks

- Za ekranami swoich komputerów ludzie czują się swobodnie, anonimowo. I o to chodziło - mówi Kornelia Weber, właścicielka sklepu Rack in Black.
- Za ekranami swoich komputerów ludzie czują się swobodnie, anonimowo. I o to chodziło - mówi Kornelia Weber, właścicielka sklepu Rack in Black. mat.prasowe

Skórzane maski, kombinezony, smycze, kneble to asortyment, którego jedni poszukują, inni kupują dla żartu, natomiast część ludzi czuje się tym zaszokowana. O tym, czy sklep erotyczny dla fetyszystów to taka sama działalność handlowa jak każda inna i czy podejście Polaków do erotyki zmieniło się na przestrzeni ostatnich lat, rozmawiamy z Kornelią Weber, założycielką i właścicielką sklepu dla fetyszystów Rack in black.



Handel to trudna branża, a handel akcesoriami erotycznymi musi być wyjątkowo wymagającą dziedziną. Czy stworzenie profesjonalnego sklepu dla fetyszystów w naszym kraju to duże wyzwanie?

Kornelia Weber: - Nazwałabym to raczej przygodą. Jest to na tyle nietypowy temat, że wszystko co wiąże się z rozwojem sklepu rackinblack.eu jest dla mnie niezwykle ekscytujące. Na pewno rynek polski ma swoje ograniczenia jeśli chodzi o erotykę. Jednak wszystko powoli się zmienia. Polacy są coraz bardziej otwarci, trochę mniej pruderyjni. Uważam również, że "50 twarzy Greya", mimo że nie jest to kinematografia najwyższych lotów, miał bardzo pozytywny wpływ na kobiety i mężczyzn w naszym kraju. Widać to było po wypełnionych po brzegi salach kinowych i po wzroście sprzedaży w sex shopach tuż po projekcjach filmowych.
Za ekranami swoich komputerów ludzie czują się swobodnie, anonimowo. I o to chodziło, aby stworzyć miejsce do którego bez skrępowania można wejść wirtualnie i zamówić np. kajdany na nogi...

Kiedy narodził się pomysł na ten biznes i skąd czerpała Pani pomysły na jego rozwój?

- W 2013 roku pierwszy raz w życiu odwiedziłam Amsterdam. Trochę niechętnie, ponieważ zawsze myślałam, że to "zepsute miasto", Sodoma i Gomora, siedzące w oknach prostytutki i mieszkańcy raczący się narkotykami. Jednak drugiego tak niesamowitego miasta próżno szukać. Standardowo jednym z miejsc, które w Amsterdamie należy zobaczyć jest "dzielnica czerwonych latarni". To tam właśnie zrodził się pomysł na rackinblack. Jeszcze bez nazwy sklepu, ale sama idea pojawiła się właśnie tam. W pewnym ciemnym zaułku, gdy zobaczyłam sklep z wówczas totalnie dla mnie abstrakcyjnymi rzeczami... lateksowe maski, pejcze, kajdany, smycze, dyby, pończochy dla mężczyzn, kneble, łańcuchy i wiele innych fetyszowych akcesoriów i ubrań. Naprzeciw sklepu były drzwi klubu do którego wstęp mieli tylko jego tajni członkowie. Proszę mi uwierzyć na słowo, nikt z nich nie był ubrany jak "przeciętny Kowalski".

Ten widok zrobił na mnie na tyle duże wrażenie, że postanowiłam coś w tym kierunku zrobić właśnie w Polsce. Wiadomo, że światopoglądowo Polska i Holandia totalnie się różnią, dlatego nie rzuciłam się z motyką na słońce i nie otworzyłam klubu, gdzie wstęp mają tylko ludzie w lateksie czy na smyczy. Powoli i dość zachowawczo zaczęłam fetyszowy biznes właśnie od sklepu internetowego. Za ekranami swoich komputerów ludzie czują się swobodnie, anonimowo. I o to chodziło, aby stworzyć miejsce do którego bez skrępowania można wejść wirtualnie i zamówić np. kajdany na nogi... ponieważ taką mamy ochotę.

Czy miała Pani wcześniej doświadczenie z tą branżą? Czy była kompletnym "żółtodziobem"?

- Zdecydowanie żółtodziobem. Teraz chyba wiem troszkę więcej niż 5 lat temu. Rzecz jasna daleko mi do osób, które siedzą w branży od np. 25 lat, ale to mnie nie zniechęca. Jak to ze wszystkim bywa - trzeba czasu aby zdobyć wiedzę i doświadczenie w danym temacie.
Jeżeli mówimy stricte o fetish shopach, to w Polsce jest ich niewiele. Również z racji tego, że potencjalnych klientów na tego typu produkty jest po prostu mniej.

Jak tak wyspecjalizowana branża wygląda w Polsce? Czy jest duża konkurencja na rynku?

- Jeśli chodzi o typowe sex shopy to z roku na rok jest ich w sieci coraz więcej. Kolejne wprowadzają do swojej oferty akcesoria BDSM, bo takie są teraz trendy na rynku artykułów erotycznych. Jeżeli mówimy stricte o fetish shopach, to w Polsce jest ich niewiele. Również z racji tego, że potencjalnych klientów na tego typu produkty jest po prostu mniej niż klientów zwykłych sex shopów. Większość kolegów z branży, jeżeli nie wszyscy, prowadzi sprzedaż na rynkach europejskich. Co również jest w moich planach. Myślę, że na "fetyszowym poletku" nie ma nieuczciwej konkurencji. Wręcz przeciwnie, osobiście cieszę się, kiedy inni odnoszą sukcesy, bo to świadczy o tym, że i dla mnie znajdzie się miejsce.

Kto jest klientem Rack in black? Czy są to lokalni klienci czy częściej klienci zagraniczni? Osoby znające się na rzeczy czy też kupujące gadżety dla żartu?

- Wejście na rynki zagraniczne będzie realizowane w przyszłości. Klienci rackinblack.eu to przede wszystkim stali, powracający klienci, głównie profesjonalni fetyszyści, którzy doskonale wiedzą, czego chcą. I my pomagamy to zrealizować oferując różnorodne fetyszowe rzeczy i akcesoria. Są również tacy klienci, którzy dopiero próbują, rozpoczynają swoją przygodę np. z BDSM. Często otrzymuję różnego typu pytania od potencjalnych klientów i staram się im doradzić w wyborze produktów najbardziej dopasowanych do ich potrzeb. Jak Pan widzi, również osoby, które nie do końca wiedzą, czego chcą, kupują w moim sklepie. Dodatkowo powiększyłam asortyment sklepu o produkty erotyczne ze standardowej półki sex shopu, przez co osoby szukające w sieci np. lubrykantów, seksownej bielizny czy akcesoriów erotycznych, znajdą je w rackinblack.eu. Oferowane produkty to towar znanych, najlepszych światowych i rodzimych marek, przez co cena jest współmierna do jakości wykonania. Nie ma tam miejsca na tanią chińszczyznę kupowaną dla żartu.

Czy zauważa Pani, że podejście Polaków do szeroko pojętej erotyki się zmienia? Jeśli tak, to w jaki sposób?

- Tak. Na to pytanie częściowo odpowiedziałam już w pytaniu pierwszym. Z perspektywy czasu uważam, że dużo się w Polsce zmienia. Te zmiany najbardziej widoczne są w małych miejscowościach, ponieważ w dużych aglomeracjach zawsze była większa otwartość na inność, na zmiany, ogólna tolerancja i swoboda mieszkańców. Wydaje mi się, że dużo dobrego dało otwarcie granic i emigracja ekonomiczna. Polacy, którzy mieli szansę wyjechać często do bardziej rozwiniętych krajów, poznali nową kulturę, żyli w miejscach, gdzie tematy tabu w Polsce żadnym tabu np. w Holandii czy na Wyspach po prostu nie są.
Polacy, którzy mieli szansę wyjechać często do bardziej rozwiniętych krajów, poznali nową kulturę, żyli w miejscach, gdzie tematy tabu w Polsce żadnym tabu np. w Holandii czy na Wyspach po prostu nie są.

Niczym niezwykłym jest mówienie o seksualności, o relacjach partnerskich, o uczuciach i poglądach. Nasi rodacy wracają z pewnymi przemyśleniami, większą tolerancją i wydaje mi się, albo chociaż mam taką nadzieję, że dzielą się swoimi spostrzeżeniami z znajomymi i rodziną. Dzięki temu mamy coraz więcej stacjonarnych i internetowych sex shopów, klubów i imprez o zabarwieniu erotycznym, projekcji filmowych w kinach (choćby "Nimfomanka" czy "50 twarzy Greya"). Kobiety coraz śmielej wyrażają swoje uczucia, swoje potrzeby, dzielą się doświadczeniem, co często można zauważyć na kobiecych forach internetowych. Do tego wszystkiego dochodzi internet. Kopalnia wiedzy i informacji.

Jakie akcesoria są hitem wśród klientów z Polski? Co natomiast z trudem sprzedaje się na naszym rynku?

- Jeżeli spojrzeć na sprzedaż w moim sklepie to mogę powiedzieć, że klienci kochają lateks. Rzeczy, które są w asortymencie pochodzą od jednego z najlepszych (jeżeli nie najlepszego) producenta w Polsce. Mając prawie 30-letnie doświadczenie na rynku ubrań ekstrawaganckich i fetyszowych tworzy on zarówno doskonałe pod względem jakości jak i designu ubrania oraz akcesoria, które przypadają do gustu również celebrytom w Polsce i na świecie, np. Nicki Minaj. Wydaje mi się, że najsłabiej sprzedają się prezerwatywy, ale nie ma się co dziwić, prezerwatywy dostępne są praktycznie w każdym sklepie, na stacji, na każdym rogu. Poza tym nie jest to główny produkt w sklepie, raczej jego małe uzupełnienie.

Jakie są plany rozwojowe? Czy sklep docelowo pozostanie w sieci? Czy w planach jest może wyjście do "realu"?  

- Z założenia sklep miał działać w sieci. Ta idea jest niezmienna. W Polsce przybywa klientów kupujących w internecie. Ja sama, wliczając produkty spożywcze, wszystko kupuję online. Jest to po prostu wygodne i tańsze. Sklepy internetowe konkurują ze stacjonarnymi proponując niższą cenę. Co jest zrozumiałe, bo nie mają tak dużych stałych kosztów jakie mają sklepy stacjonarne a i marża jest proporcjonalnie niższa. Dalszy rozwój? To przede wszystkim umacnianie marki na polskim rynku oraz ciągłe poszerzanie oferty sklepu o nowe, interesujące fetyszowe produkty. W dalszej perspektywie jest to wejście z ofertą na rynki UE.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (104)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Ważne adresy

Najczęściej czytane