stat

Jak zostać menadżerem? Robert Raszczyk nie ceni wyniosłych szefów

- Osobiście wyznaję motto - jestem tak dobrym zarządzającym jak ludzie, których dobrałem i którymi kieruję w zespole; samemu nie jestem w stanie wiele osiągnąć, szczególnie przy wielowątkowych projektach - twierdzi Robert Raszczyk.
- Osobiście wyznaję motto - jestem tak dobrym zarządzającym jak ludzie, których dobrałem i którymi kieruję w zespole; samemu nie jestem w stanie wiele osiągnąć, szczególnie przy wielowątkowych projektach - twierdzi Robert Raszczyk. fot. Łukasz Unterschuetz/Trojmiasto.pl

Pracował fizycznie i umysłowo, co - jak twierdzi - przydaje mu się do dzisiaj. Przez lata związany z rynkiem kapitałowym, obecnie zajmuje się produkcją odzieży reklamowej. O tym, dlaczego dyktatura to nie najlepszy sposób na zarządzanie zespołem i czy pieniądz jest naprawdę najlepszym motywatorem, rozmawiamy z Robertem Raszczykiem, zastępcą dyrektora zarządzającego, prokurentem w Brands Polska i wykładowcą Szkoły Giełdowej przy Politechnice Gdańskiej. W poprzednim odcinku rozmawialiśmy z Pawłem Lulewiczem, wiceprezesem Pomorskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej. Kolejna rozmowa już w przyszłym miesiącu.



Czy każdy musi mieć plan kariery zawodowej? Jak go zbudować?

Robert Raszczyk: - Plan planem, ale wiadomo - życie toczy się własnym torem. Plany są po to, aby wytyczyć sobie pewną ścieżkę. Należy jednak przygotować się mentalnie na to, że z danej ścieżki będziemy zbaczać. I nie oznacza to wcale nic złego, wręcz przeciwnie, nasz plan powinien ulegać drobnym poprawkom, ulepszeniom, modyfikacjom. Chodzi jednak o to, aby nie stracić obranego celu z pola widzenia. Tak jak w górach: obieramy sobie jako cel dany szczyt - do niego prowadzą różne ścieżki, czasami zmienia się pogoda i musimy się dostosować do aktualnej sytuacji. Powinniśmy być elastyczni w dążeniu do celu. Czasami "alleluja i do przodu", a czasami "karawana musi iść dalej".
Wielu powie, że najlepszym motywatorem jest pieniądz. Oczywiście, to ważny bodziec, ale jako narzędzie motywacyjne ma swoje ograniczenia.

Plan kariery zawodowej najlepiej zbudować tak, aby był realny, mierzalny oraz atrakcyjny. Z kilkoma mniejszymi celami po drodze, których osiągnięcie będzie już sukcesem samym w sobie, a zarazem motywacją do dalszego działania.

Czy warto robić to już na etapie studiów, szkoły średniej? Jak?


- Z własnej perspektywy powiem, że warto planować jak najszybciej. Oczywiście dla niektórych może to być problematyczne, szczególnie mam tu na myśli uczniów szkół średnich, u których dopiero krystalizują się cele życiowe. Jak to zrobić? Czytać, słuchać, interesować się światem. Pogłębiać zdobytą wiedzę i być otwartym na innych.

Jak długo szukał pan pierwszej pracy? Jaka była to praca?

- Moja pierwsza "prawdziwa" praca... jeszcze w trakcie szkoły - w spedycji. Pracowałem fizycznie popołudniami kilka dni w tygodniu. Potem w trakcie studiów dorabiałem jeszcze w fabryce Volkswagena, czyszcząc maszyny produkcyjne, jeździłem "na taxi". Potem pracowałem na uniwersytecie. W ten sposób poznałem tajniki pracy fizycznej i umysłowej. Przydaje mi się to do dziś i nigdy nie żałowałem, że próbowałem różnych zajęć. Uważam, że praca fizyczna jest tak samo ważna jak praca umysłowa, niestety często mniej płatna - a szkoda. Widać to szczególnie teraz, kiedy brakuje na naszym rynku fachowców z tak zwanym "fachem w ręku". Brakuje ludzi z wykształceniem zawodowym, co jest pokłosiem pewnych działań politycznych po roku 1989. Likwidacja wielu "zawodówek" doprowadziła do dużej wyrwy na rynku pracy, do tego swoją cegiełkę dołożyła emigracja zarobkowa.
Robert Raszczyk przez lata związany był z rynkiem kapitałowym - pracował m.in. w warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych oraz w Domu Maklerskim BZ/WBK, gdzie pełnił rolę dyrektora ds. wsparcia operacyjnego.
Robert Raszczyk przez lata związany był z rynkiem kapitałowym - pracował m.in. w warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych oraz w Domu Maklerskim BZ/WBK, gdzie pełnił rolę dyrektora ds. wsparcia operacyjnego. fot. Łukasz Unterschuetz/Trojmiasto.pl

Czy pamięta pan swoją pierwszą wypłatę? Jak ta kwota ewoluowała, o ile procent jest wyższa dziś od ówczesnej?

- Dokładnej kwoty nie pamiętam, ale wiem, że pracowałem kilka miesięcy i za zarobione pieniądze kupiłem najpierw antenę satelitarną, m.in. w celu uczenia się języków obcych, oraz upragnioną wieżę stereofoniczną. Tamte kwoty były o wiele niższe w porównaniu z dzisiejszymi, wiadomo - inflacja itd.
Najgorsze cechy menedżera to pycha, wyniosłość, zbyt duża pewność siebie, swego rodzaju dyktatura wśród pracowników.

Jak przygotować się do swoje pierwszej rozmowy o pracę?

Zapoznać się z profilem pracodawcy, wiedzieć, co chcemy zaoferować pracodawcy i czego zarazem od niego oczekujemy. W pracy spędzamy prawie trzy czwarte swojego życia, więc miejsce pracy oraz to, co robimy, nie powinno być dla nas czymś niekomfortowym.

Ważniejsze są studia i liczne kursy czy wiedza praktyczna?

- Ważna jest zarówno edukacja, jak i doświadczenie. Doświadczenie nabywamy z czasem. Ktoś musi nam dać szansę, aby to doświadczenie nabyć. Wiedza praktyczna jest bardzo ważna - w połączeniu z teorią i dobrą edukacją może pozwolić nam realizować się w pracy i osiągać wyższe cele. Pozwoli nam się również realizować w życiu prywatnym - wszakże pracujemy, aby żyć, a nie żyjemy, aby pracować.

Co może jeszcze pomóc we wspinaczce na kolejne szczeble kariery zawodowej?


- Otwartość na zmiany i nowości. Według motta: kto stoi w miejscu - tak naprawdę się cofa. Poszerzanie horyzontów - podróże, nauka języków obcych, poznawanie innych kultur i mentalności. Sam doświadczyłem wiele razy, że nie wystarczy mówić w danym języku, gdyż słowa wypowiedziane w obcym języku bazujące na myślach kreślonych "po naszemu" mogą często zostać inaczej zinterpretowane niż ich zamiar.

Skąd wiadomo, czy nadajemy się na stanowisko kierownicze? Jak to sprawdzić?

- Jeśli potrafimy podejmować szybkie decyzje, nie boimy się podejmować decyzji często niepopularnych, ale koniecznych w danej sytuacji; jeśli ogarniamy całość zadania i potrafimy poprowadzić naszych pracowników do celu - wtedy możemy spróbować sprawdzić się na takim stanowisku. Osobiście wyznaję motto - jestem tak dobrym zarządzającym jak ludzie, których dobrałem i którymi kieruję w zespole; samemu nie jestem w stanie wiele osiągnąć, szczególnie przy wielowątkowych projektach. Muszę ufać pracownikom i delegować pewne zadania, bo oni są specjalistami w danej dziedzinie.
Poznałem tajniki pracy fizycznej i umysłowej. Przydaje mi się to do dziś i nigdy nie żałowałem, że próbowałem różnych zajęć. Uważam, że praca fizyczna jest tak samo ważna jak praca umysłowa, niestety często mniej płatna - a szkoda.

Jakie ma pan kryteria sukcesu? Co jest najważniejsze, aby go osiągnąć?

- Czym tak naprawdę jest sukces? To bardzo trudne pytanie. Dla jednych sukcesem będzie wysokie stanowisko, duże zarobki i prestiż. Dla innych praca, którą lubią, gdzie się spełniają, która daje im możliwość dobrego życia również po pracy - czas wolny, hobby, rodzina. Sukces definiuję osobiście jako stan zadowolenia z samego siebie, z tego, co i jak robię, oraz robienia tego dobrze.

Sukces definiowany przez innych względem nas samych może z biegiem czasu zmieniać swoją definicję, punkt ciężkości. To, co dziś ktoś nazywa sukcesem i twierdzi, że go osiągnęliśmy, już jutro może być nieaktualne i wtedy co? Możemy z tych samych ust usłyszeć, że jednak tego sukcesu nie osiągnęliśmy.

Jak szybko rozwinąć swój potencjał i się nie wypalić?

- Podwyższać kwalifikacje, rozwijać się, nie osiadać na laurach, wytyczać sobie co jakiś czas nowe, realne cele i nie popadać w rutynę. To jest zgubne zarówno dla wyników naszej pracy, jak również dla nas samych, mogąc powodować wspomniane wypalenie zawodowe.

Ważniejsza jest pewność siebie i odwaga czy wrażliwość i talent?

- Zdrowa mieszanka. Pewność siebie w pozytywnym znaczeniu bez bycia nadętym i perorowania; sama wrażliwość i talent pomagają nam w życiu i czynią je pięknym. Tak więc zdrowa mieszanka - oto moja odpowiedź.

Jakie są najgorsze cechy menedżera?

- Pycha, wyniosłość, zbyt duża pewność siebie, swego rodzaju dyktatura wśród pracowników. Menadżer powinien być kimś, kto prowadzi innych, nadaje im kierunek działania, promuje. Powinien być ich przewodnikiem, czasami mentorem. Powinien nie bać się, że ktoś jest w czymś dobry, a może i lepszy od niego samego. Nie chodzi przecież o to, aby się ścigać - kto lepszy, a o to, aby wspólnie wypracować zadany nam cel. Podoba mi się stwierdzenie Steva Jobsa (choć do niego samego jako osoby nie czuję zbytniej sympatii) - "...nie zatrudniam kogoś i nie płacę mu dużo, aby być mądrzejszym od niego".
Sukces definiuję osobiście jako stan zadowolenia z samego siebie, z tego, co i jak robię, oraz robienia tego dobrze.

Czy ważniejsze jest zadowolenie z pracy, czy życia prywatnego? Jak to pogodzić?

- Wspomniane już wcześniej przeze mnie słowo klucz: balans - rozumiany jako wyważenie pomiędzy jednym a drugim. Nie wyobrażam sobie bycia szczęśliwym i spełnionym w sensie ogólnym, jeśli przeważa tylko jedna strona, np. praca, a cierpi na tym druga - życie prywatne.

Jak motywuje pan siebie, jak swój zespół?

- Wielu powie, że najlepszym motywatorem jest pieniądz. Oczywiście, to ważny bodziec, ale jako narzędzie motywacyjne ma swoje ograniczenia. Do tego dochodzi zadowolenie z wykonywanej pracy, poczucie jej sensu; wiedza, że to, co robimy, jest komuś potrzebne; efekty naszej pracy nie idą na marne. Dać się innym wykazać, ale nie w sensie - zróbcie, a ja "spijam śmietankę", tylko wykorzystać umiejętności pracowników, słuchać ich propozycji, wskazówek, integrować ich nowe pomysły - my wszyscy pragniemy się czuć potrzebni, chcemy, aby nasza praca była ważna, nie szła na marne. To próbuję uświadamiać pracownikom.

W jaki sposób radzi sobie pan z problemami, stresem?

- Woda, żeglarstwo i pływanie, slow jazz i nokturny Chopina - to mnie uspokaja i zarazem daje możliwość skupienia i zebrania rozproszonych myśli, a co za tym idzie - naprowadza mnie znów na dobre tory.

Moim zdaniem

Ważne adresy

Ludzie biznesu

Piotr Ciechowicz

Wiceprezes Agencji Rozwoju Pomorza. Nadzoruje prace Regionalnej Instytucji Finansującej, Działu...