stat

Nie dajcie się złapać w sidła kredytowych oszustów

artykuł czytelnika
Mało profesjonalnie przygotowana strona internetowa powinna wzbudzić niepokój.
Mało profesjonalnie przygotowana strona internetowa powinna wzbudzić niepokój. fot. fundswlimited.co.uk

Jakiś czas temu informowaliśmy o oszustach podszywających się pod pracowników zagranicznych firm leasingowych, którzy na aukcjach internetowych oferują samochody za półdarmo. Jak się okazuje, metod na wyłudzanie pieniędzy w sieci jest zdecydowanie więcej, a ofiarą jednej z nich padł pan Paweł, restaurator z Gdańska.



Czy straciłe(a)ś kiedykolwiek pieniądze przez internetowych oszustów?

tak, oszukali mnie kilka razy

5%

tak, raz w życiu straciłem pieniądze w podobny sposób

8%

nie, nie wierzę w internetowe okazje

87%
  • zakończona

  • łącznie głosów: 258
Nasz czytelnik został oszukany przez osoby podszywające się pod pracowników firmy pośredniczącej w udzielaniu kredytów. Poniżej publikujemy historię pana Pawła.

Przed dwoma laty otworzyłem własny biznes, który niestety nie do końca wypalił. W połowie 2016 roku prowadzona przeze mnie firma utraciła płynność finansową. Moją ostatnią deską ratunku w utrzymaniu działalności gospodarczej była konsolidacja zaciągniętych kredytów inwestycyjnych, a tym samym obniżenie rat. Mimo usilnych starań bank nie zgodził się na scalenie kredytów.

W lipcu 2016 roku na firmową skrzynkę pocztową przyszła wiadomość o możliwości uzyskania wsparcia finansowego od instytucji zlokalizowanej w Londynie, a dokładnie od Funds World Limited. Propozycja nie wzbudziła moich podejrzeń, ponieważ w tamtym czasie utrzymywałem kontakt z różnymi placówkami, które specjalizują się w pozyskiwaniu kredytów dla swoich klientów. Potraktowałem tę wiadomość jako informację od jednego z pośredników.

Taką wiadomość otrzymał pan Paweł. Ewidentnie widać, że do jej napisania użyto internetowego tłumacza.
Taką wiadomość otrzymał pan Paweł. Ewidentnie widać, że do jej napisania użyto internetowego tłumacza.
Otrzymana wiadomość była napisana w języku polskim. W skrócie przedstawiała ofertę kredytową, a także zawierała odnośnik do formularza z danymi osobowymi celem weryfikacji zdolności kredytowej. Oczywiście przed wysłaniem zgłoszenia sprawdziłem autentyczność tej instytucji oraz internetowe opinie na jej temat. Firma faktycznie była zarejestrowana w Londynie, a na podanej stronie internetowej zawarte były niezbędne informacje na temat jej działalności. Opinie nie budziły moich zastrzeżeń. Wydawało mi się zatem, że mam do czynienia z rzetelną firmą.

Po wypełnieniu formularza z deklarowaną kwotą kredytu 140 tys. euro, otrzymałem wiadomość zwrotną o otrzymaniu zgłoszenia wraz z danymi doradcy, który został mi przydzielony. Po kilku dniach otrzymałem informację, że decyzja kredytowa z banku HSBC jest pozytywna. Pozostała kwestia weryfikacji dokumentów oraz doprecyzowania umowy. Cała korespondencja odbywała się drogą mailową.

Po dopełnieniu formalności, otrzymałem do podpisania dokument. W umowie zawarto informację dotyczącą ubezpieczenia kredytu w kwocie 1400 euro. Po odesłaniu podpisanej umowy, oszuści wystawili rachunek w celu opłacenia wspomnianego ubezpieczenia, a także przesłali polisę ubezpieczeniową, która wyglądała bardzo wiarygodnie. Zdecydowałem się przelać pieniądze. Następnym krokiem po dokonaniu przelewu miała być wypłata kredytu na wskazane konto walutowe. I tutaj pojawiły się problemy. Kolejnego dnia otrzymałem wiadomość, że jeden z brytyjskich banków zażądał opłacenia tzw. opłaty transferowej w wysokości 4560 euro. Oszust załączył w treści maila potwierdzenie w postaci faxu od rzekomego banku. Faktycznie, na podrobionym dokumencie widniała informacja o wymaganej opłacie. Podobnie jak poprzednio otrzymane dokumenty, ten także nie budził moich zastrzeżeń. Na konto oszustów przelałem również tę kwotę.

Fałszywy kredyt opiewał na kwotę całkowitą 194 866 euro. Miesięczna rata pana Pawła miała wynieść 811 euro.
Fałszywy kredyt opiewał na kwotę całkowitą 194 866 euro. Miesięczna rata pana Pawła miała wynieść 811 euro.
Po kilku dniach skontaktował się ze mną mój doradca, który poinformował mnie, że z niewyjaśnionych przyczyn bank odmówił przelania pieniędzy, a całkowita suma kredytu wraz z opłatami za transfer zostały przeniesione do innego banku. Założono mi konto, do którego otrzymałem login i hasło. Po zalogowaniu się na stronie banku, saldo wskazywało sumę 144 560 euro. Z tym, że te pieniądze były zablokowane. Po wylogowaniu się z konta następowało automatyczne przekierowanie na stronę główną banku. Informację o zablokowanych środkach przekazałem doradcy, który z kolei w odpowiedzi napisał, że również ten bank wymaga ode mnie wpłacenia opłaty transferowej w wysokości 4560 euro. Ponowne wezwanie do opłacenia transferu wzbudziło moje wątpliwości.

Bank, w którym założono mi konto internetowe posiada swoją filię w Polsce. Po kontakcie telefonicznym z warszawską placówką The Royal Bank of Scotland, konsultant poinformował mnie, że nie mają wglądu w brytyjskie konta. Powiedział również, że ich bank nie praktykuje pobierania opłaty transferowej przed transakcją. Zmroziło mnie po tych słowach, bo wszystko wskazywało, że mam do czynienia z oszustami.

Napisałem do mojego doradcy, że nie wpłacę kolejnej opłaty. Dałem im ultimatum - odblokujecie moje środki albo rezygnuję z kredytu żądając przy tym zwrotu poniesionych nakładów (zwrot całkowitej wpłaconej kwoty miałem zagwarantowany zapisem w umowie). Matacz odpisał, że nie mogą odblokować środków, ale są w stanie pokryć połowę opłaty transferowej. Oczywiście nie zgodziłem się na proponowane warunki i zażądałem zwrotu pieniędzy. Doradca stwierdził, że za zwrot środków odpowiedzialna jest firma ubezpieczeniowa, do której otrzymałem namiar. Agent poinformował mnie, że oddadzą moje pieniądze jak tylko zarząd zatwierdzi zwrot.

Oszuści starają się dbać o każdy szczegół.
Oszuści starają się dbać o każdy szczegół.
Niestety, przez ponad trzy miesiące zwodzenia, zwrotu pieniędzy nie otrzymałem. Przez cały czas utrzymywałem z agentem kontakt telefoniczny i mailowy. Kontakt urwał się w listopadzie. Na początku grudnia, za pośrednictwem prawnika zostało wystosowane oficjalne wezwanie do zapłaty. W styczniu przyszła odpowiedź z kancelarii reprezentującej firmę ubezpieczeniową, że ich klient nigdy nie zawierał ze mną żadnej umowy. Zasugerowali, że padłem ofiarą oszustwa i powinienem sprawę zgłosić do organów ścigania. Tak też zrobiłem. Przekazałem sprawę prokuraturze oraz Komisji Nadzoru Finansowego, a także ich odpowiednikom w Wielkiej Brytanii.

Tym oto sposobem zostałem oszukany przez bardzo dobrze zorganizowany gang, który podszywał się pod różne istniejące instytucje. Należy im oddać, że efektywnie podrabiali dokumenty bankowe i ubezpieczeniowe, zakładali fałszywe strony oraz konta internetowe. Mam nadzieję, że moja historia pozwoli przestrzec przed oszustami, którzy wyłudzają niemałe pieniądze. Mnie niestety nie udało się utrzymać firmy. Ten kredyt miał być ostatnią deską ratunku, a okazał się gwoździem do trumny. Straciłem wszystkie oszczędności i do dziś borykam się z ogromnymi problemami finansowymi.
Co Cię gryzie - artykuł czytelnika to rubryka redagowana przez czytelników, zawierająca ich spostrzeżenia na temat otaczającej nas trójmiejskiej rzeczywistości. Wbrew nazwie nie wszystkie refleksje mają charakter narzekania. Jeśli coś cię gryzie opisz to i zobacz co inni myślą o sprawie.
Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (58)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.
13.10.2017 wprowadzono zmiany w regulaminie.
zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie niezwiązane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.

- jeżeli uważasz, że dana opinia nie powinna się tu znaleźć, zgłoś ją do moderacji.

Moim zdaniem

Strefa start-up

Najczęściej czytane