stat

Ekstremalne narty znad samiuśkiego morza

- Aby zostać zauważonym na rynku zagranicznym musieliśmy spełnić trzy  warunki: zaoferować nowy, ciekawy produkt, który zostanie dostrzeżony i doceniony przez specjalistyczną, niszową branżę, zapewnić wysoką jakość i zaintrygować klientów projektem i pomysłem na własną markę – twierdzi Janusz Borowiec, prezes MJST – właściciela marki Majesty.
- Aby zostać zauważonym na rynku zagranicznym musieliśmy spełnić trzy warunki: zaoferować nowy, ciekawy produkt, który zostanie dostrzeżony i doceniony przez specjalistyczną, niszową branżę, zapewnić wysoką jakość i zaintrygować klientów projektem i pomysłem na własną markę – twierdzi Janusz Borowiec, prezes MJST – właściciela marki Majesty. fot. Dominik Staniszewski/Trojmiasto.pl

Na początku był pomysł. Przez wiele osób oceniany jako szalony. Firma z Gdyni postanowiła produkować narty i to nie zwykłe deski tylko narty, które zdobędą uznanie amatorów i zawodników na całym świecie. Dziś mija 5 lat od chwili wyprodukowania pierwszej pary, a o produktach marki Majesty z Gdyni z uznaniem wypowiadają się zawodnicy, magazyny specjalistyczne i środowisko branżowe. O trudnej branży narciarskiej i tworzeniu globalnej marki rozmawiamy z Januszem Borowcem, prezesem spółki MJST.


Majesty bardzo podkreśla fakt, że pochodzi Polski. Na każdej parze nart Majesty napisane jest, że narty zostały wyprodukowane w Polsce. Na grafice tegorocznych nart freerideowych ACE przedstawiony został polski husarz.
Majesty bardzo podkreśla fakt, że pochodzi Polski. Na każdej parze nart Majesty napisane jest, że narty zostały wyprodukowane w Polsce. Na grafice tegorocznych nart freerideowych ACE przedstawiony został polski husarz. mat.prasowe

Obroty, salta, ślizganie się po poręczach, murkach, ścianach czy... drzewach. Freeskiing to sport ekstremalny. Do jego uprawiania potrzebne są równie ekstremalne narty. Okazuje się, że Trójmiasto ma wiele wspólnego ze sportami zimowymi. To właśnie w gdyńskiej firmie MJST powstają narty testowane na stokach przez światowej klasy zawodników i instruktorów. Skąd pomysł na taką działalność?

Janusz Borowiec: - Ukończyłem wydział zarządzania i studiowałem historię sztuki na Uniwersytecie Gdańskim, a branżą sportową zajmuję się od 2000 roku. Dzięki temu Majesty połączyło w sobie trzy elementy - sport, biznes i sztukę. W 2007 roku powstał pomysł, aby połączyć pasję jaką jest narciarstwo z prowadzeniem biznesu. Wielu znajomych oceniało ten pomysł jako dosyć szalony. Jednak wbrew tym opiniom postanowiłem go zrealizować.
Najważniejszą kwestią w Majesty jest położenie dużego nacisku na jakość. Od początku chcieliśmy produkować sprzęt wysokiej jakości, który będzie dorównywał ofercie firm z krajów typowo kojarzonych z narciarstwem. Nastawiliśmy się także od samego początku na eksport.

Rozpoczynając pracę nad naszymi produktami stosowaliśmy radykalne niszowe rozwiązania, bo mieliśmy wizję nart, które odmienią scenę freeskiingową. Naszym celem było stworzenie nart, które będą łączyły najnowszą technologię budowy z zaawansowanym projektowaniem graficznym. Uznaliśmy, że na rynku dużą wagę przywiązuje się do ścigania się na nartach, a brakuje produktów, które zapewniają użytkownikom dużo frajdy podczas jazdy w różnych warunkach, w tym nart freestylowych i freeridowych użytkowanych poza trasą.

Budowanie marki, pierwsze koncepcje i prototypy to wszystko zajęło nam około roku, zanim weszliśmy na rynek z naszą pierwszą, dosyć wąską ofertą. Były to jedynie cztery modele nart. Pokazaliśmy się z naszymi produktami na targach międzynarodowych i zostaliśmy przyjęci bardzo ciepło. Jednak każdy z producentów czy dystrybutorów, jacy nas odwiedzali mówił, że do poważnych interesów możemy przejść, jeśli utrzymamy się na rynku co najmniej trzy lata. I tak się stało. Dopiero na naszych czwartych z kolei targach zyskaliśmy uznanie w oczach ludzi z branży.

Majesty współpracuje z międzynarodowym teamem zawodników, którzy poza reprezentowaniem marki pomagają ulepszać produkty.


Dlaczego postanowiliście wejść od razu na zagraniczne rynki? Czy rodzimy rynek was ograniczał?

- Zagraniczne rynki są bardzo rozwinięte w segmencie, w którym funkcjonujemy. Odsetek narciarzy, którzy jeżdżą na nartach typu twin-tip jest bardzo duży. Zgodnie z naszym założeniem Majesty było tworzone jako marka, która będzie sprzedawana za granicą, co pozwoli na osiągnięcie odpowiednich wolumentów sprzedażowych. W Polsce rynek freeski dopiero się kształtuje. Cieszymy się, że możemy być częścią tego procesu i mamy nadzieję, że freeskiing będzie przyciągał coraz więcej narciarzy. Bardzo podkreślamy fakt, że pochodzimy z Polski. Na każdej parze nart Majesty napisane jest, że narty zostały wyprodukowane w Polsce. Warto wspomnieć też o tym, że na grafice tegorocznych nart freerideowych ACE przedstawiony został polski husarz.

Udało wam się przetrwać najcięższe lata. Na jakim etapie spółka jest obecnie?

- Obserwujemy stały wzrost sprzedaży. Sprzedajemy narty w Stanach Zjednoczonych i wielu krajach europejskich - Francji, Włoszech, Belgii, Austrii, Szwecji, Norwegii, Rosji i na Ukrainie. Oczywiście nadal jesteśmy małą firmą, ale związane jest to także z naszą strategią. Kwestie poszerzania naszej oferty oraz polityka jakości wymagają czasu. Każdy produkt musi być odpowiednio przetestowany i sprawdzony. Zaczynaliśmy od czterech modeli nart, teraz w naszej ofercie mamy ich już 15. Poza tym produkujemy także odzież techniczną, kije narciarskie i rożnego rodzaju akcesoria.

Majesty prowadzi także projekt "SKIS4TREES". Za każdą kupioną przez klienta parę nart pracownicy spółki sadzą drzewo w jego imieniu.


Wasze narty to nie są zwykłe deski, które możemy kupić w supermarkecie?

- Po etapie bardzo prostych nart nastąpił boom carvingowy. Popularne stały się narty krótkie z dużym taliowaniem. Obecnie w produkcji współczesnych nart freeskingowych mamy do czynienia z powrotem do klasyki, ale w akompaniamencie sumy doświadczeń nabytych przy produkcji nart carvingowych oraz snowboardów. Obecnie taliowanie nart nie jest tak duże, wprowadzone zostały nowinki, takie jak rocker (ułatwiający jazdę w głębokim śniegu), konstrukcja hybrydowa i zmodyfikowane rodzaje taliowania. Nowe narty są bardziej wszechstronne, można na nich jeździć po trasie i poza nią. Wielu osobom narciarstwo kojarzy się z zawodowstwem i z osiąganiem dużych prędkości. Na naszych nartach nie jeżdżą wyłącznie zawodowcy, ale i amatorzy. Każdy, kto przesiada się na narty z grupy freeski czuje, że na tych nartach może zrobić o wiele więcej. Dzięki temu, że narty stają się bardziej wszechstronne, że można uprawiać na nich turystykę górską, narciarstwo nabiera nowego wymiaru, staje się przygodą.

Podobno w produkcję nart jest zaangażowany cały zespół Majesty?

- Wszystkie osoby zaangażowane w tworzenie marki Majesty jeżdżą na nartach od wielu lat. Testujemy sprzęt również na sobie i wiemy, czego oczekuje współczesny narciarz. Mamy też międzynarodowy team zawodników, którzy poza reprezentowaniem marki pomagają nam ulepszać nasze produkty i wprowadzać w nich coraz to bardziej innowacyjne rozwiązania. Każdy kolejny model nart to nasz oryginalny autorski projekt. Nad ich budową pracuje zespół, w skład którego wchodzą technolodzy oraz testerzy. Na każdy nowy model trzeba poświęcić od 1,5 do 2 lat. Obecnie na targach będziemy prezentować modele na zimę 2014. Współpracujemy także z kilkoma grafikami, m.in. z Krzysztofem Ostrowskim, wokalistą zespołu Cool Kids of Death. Przy każdej kolejnej kolekcji staramy się nawiązywać współpracę z nowymi grafikami, których styl odpowiada naszej marce.

Produkujecie nie tylko narty, ale także odzież? Czy na waszą branżę mocno oddziałuje rynek mody?

- To, co widać na pokazach projektantów mody z pewnością ma swoje odzwierciedlenie także w modzie sportowej. Widać to np. w kolorystyce i krojach. Kiedy zaczęliśmy zajmować się produkcją odzieży technicznej, to prawie 1,5 roku zajęły nam same przygotowania i praca nad wykrojami bazowymi. Przy produkcji naszych ubrań współpracujemy z osobami na co dzień zajmującymi się modą. Mogę zdradzić, że w sezonie 2014 nadal modne będą przedłużane kroje, oraz takie kolory jak limonka, ciepła czerwień, oraz zawsze modny kolor czarny występujący w połączeniu z neonowymi detalami.

Marka Majesty od samego początku była tworzona z myślą o rynku światowym. Chcecie tworzyć markę globalną. To piękne założenie. Jak na razie trudno mówić o marce z Trójmiasta, czy nawet z Polski, która znana byłaby na całym świecie. Ile pracy trzeba jeszcze włożyć, abyście byli rozpoznawalni niczym Coca-Cola?

- Bardzo byśmy chcieli rozwijać się jak Coca-Cola w zakresie postrzegania marki. Chyba nie ma lepszego przykładu. Trzeba jednak pamiętać o tym, że działamy w niszy. Nie będziemy w stanie konkurować z markami typu Salomon czy Atomic. Są to marki należące do dużych koncernów, dysponujących ogromnymi budżetami i prowadzącymi biznes nie tylko w branży narciarskiej, ale także ogólnosportowej na wielu polach. Na pewno jesteśmy w stanie konkurować z markami amerykańskimi działającymi w podobnej niszy. Jest ich dosyć dużo na rynku, jednak dosyć często są one przejmowane przez większe firmy. Warto wspomnieć, że w ubiegłym roku na targach w Monachium nas także odwiedzili m.in. przedstawiciele marek Dynastar i Salomon i bardzo pochlebnie wypowiadali się na temat naszych produktów.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (35)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Najczęściej czytane