• Kino
  • Mapa
  • Ogłoszenia
  • Forum
  • Komunikacja
  • Raport

Na swoim. Ostrość widzenia przydaje się w biznesie - fotooptyka Remigiusza Kwiecińskiego

Wioletta Kakowska-Mehring
2 września 2016 (artykuł sprzed 7 lat) 
Zawsze wiedziałem, że z jednej działalności trudno wyżyć - twierdzi Remigiusz Kwieciński. Zawsze wiedziałem, że z jednej działalności trudno wyżyć - twierdzi Remigiusz Kwieciński.

O tym, że czasem wypowiedzenie z pracy może być zbawienne, że grunt to wyczucie i dywersyfikacja, bo wówczas damy sobie radę nawet w świecie... jednorazówek rozmawiamy z Remigiuszem Kwiecińskim, właścicielem O.K! Serwis Fotooptyka i prezesem PTPT, czyli gdańskiego oddziału tzw. Telefonu Zaufania. W poprzedni odcinku "Jak to jest na swoim" rozmawialiśmy z Krystyną Idzior, właścicielką Akademii Przedszkolaka i Little Umbrella, a już za tydzień rozmowa z Anną Fibak, współwłaścicielką agencji public relations Words & Co.



Od kiedy jest pan na swoim?
To były takie czasy. Wystarczyło się położyć i czekać. Samo się robiło. Potem jak rynek zaczął weryfikować, pojawiły się wymogi, sytuacja się zmieniła.


- Od 1989 roku.

Odpowiedział pan na wezwanie i wziął sprawy w swoje ręce?

- Nie. Wcześniej nosiłem się z tym zamiarem, ale jakoś brakowało... impulsu. W momencie przemian ustrojowych pracowałem w WPHW, czyli Wojewódzkim Przedsiębiorstwie Handlu Wewnętrznego, a dokładnie w serwisie naprawy aparatów fotograficznych. Po powrocie z urlopu zastałem na biurku wypowiedzenie i jako jedyny z zakładu ucieszyłem się. To był ten impuls. Z jednym z kolegów, również zwolnionym, założyliśmy zakład naprawy sprzętu fotograficznego, który później stał się też sklepem fotograficznym.

Nie przyszło panu do głowy, żeby otworzyć sklep spożywczy czy tzw. szczękę na bazarze?

- Nic z tych rzeczy. Wolałem zająć się czymś, na czym się znałem. Skończyłem technikum fotooptyczne, czyli było trochę optyki, trochę fotografii, która zdecydowanie bardziej mnie pociągała. W internacie była ciemnia, którą się zajmowałem. Do dziś ze wzruszeniem wspominam, że byłem na linii produkcyjnej ostatnich egzemplarzy aparatów Start, pracowałem wówczas w laboratorium pomiarowym. Postawiliśmy dziesięć filmów Konica na półkę, jeden aparat Łomo kompakt i coś tam jeszcze, a po pięciu latach mieliśmy sklep wypchany towarem. To były takie czasy. Wystarczyło się położyć i czekać. Samo się robiło. Potem, jak rynek zaczął weryfikować, pojawiły się wymogi, sytuacja się zmieniła. Wielu moich kolegów nie przetrwało, bo czekali, bo jakoś to będzie. Nie uznaję takiego podejścia. Trzeba działać i reagować. Moja współpraca ze wspólnikiem trwała do 1995 roku, potem się rozstaliśmy.

To jakaś dramatyczna historia?

- Nie. Rozstaliśmy się w zgodzie. A już od 1 kwietnia 1995 roku rozpocząłem działalność pod własnym szyldem OK! Serwis i trwa to do dziś. Najpierw tylko naprawiałem aparaty fotograficzne. Firmę umiejscowiłem w baraku na tzw. peryferiach, poza centrami handlowymi. Moimi klientami byli hurtownicy oraz zakłady fotograficzne. Bazowałem na klientach, którzy przywożą aparaty skrzynkami. Moi koledzy, którzy naprawiali aparaty w centrach miast, w dobrych lokalizacjach, na dobrych ulicach straszyli, że nie dam rady. Okazało się, że będąc w budynku, w którym jest pięć hurtowni fotograficznych miałem więcej pracy niż oni. Przez te lata fotografia przeszła rewolucję cyfrową, bo tak trzeba to nazwać. Musieliśmy się więc przebranżowić z aparatów analogowych na cyfrowe. Dosyć płynnie nam to poszło, głównie dzięki dobrym pracownikom, których mam.

Ktoś kiedyś uznał, że dobrze rozumiem ludzi i zaproponował mi pracę w telefonie zaufania. To było jeszcze zanim zostałem przedsiębiorcą - mówi Remigiusz Kwieciński. Ktoś kiedyś uznał, że dobrze rozumiem ludzi i zaproponował mi pracę w telefonie zaufania. To było jeszcze zanim zostałem przedsiębiorcą - mówi Remigiusz Kwieciński.
To był trudny moment?

- Tak, ale jeszcze nie najtrudniejszy. Najtrudniejszy rozpoczął się wtedy, kiedy zgodnie z moimi przewidywaniami zaczęła spadać liczba napraw. Kiedyś naprawialiśmy ok. 5 tys. aparatów rocznie, teraz już 3,5 tys.

Bo są takie dobre i się nie psują, czy jak się zepsują, to się je wyrzuca i kupuje nowe?
Trzeba wiedzieć, kiedy wyjść, kiedy zmienić źródło przychodów, żeby nie zostać tą ostatnią firmą na upadającym rynku.


- To drugie. W książce "Szok przyszłości" Alvin Toffler udowadnia, że będziemy żyli w czasach produktów jednorazowych. Zgadzam się z tym. Myślę, że to będzie dotyczyć nawet samochodów. Przecież producenci żyją z produkcji, nie z serwisu. Teraz przechodzimy kolejną rewolucję. Kiedyś był jeden aparat w rodzinie, potem kilka cyfrowych, a teraz każdy ma telefon komórkowy z aparatem. A tego się nie naprawia, bo dostaje się nowy przy kolejnej umowie. Przestano nawet produkować aparaty kompaktowe. Dlatego teraz bardziej bazujemy na naprawie sprzętu profesjonalnego. Współpracujemy z zawodowcami, z serwisami renomowanych firm - Nikonem, Canonem czy Olympusem, ale to jest już margines. Nie żyje się z jednostkowych rzeczy, tylko z masówki, a tego już nie ma.

Czy jest jakaś recepta?

- Tak. Zawsze wiedziałem, że z jednej działalności trudno wyżyć. Zainspirował mnie artykuł na temat firmy Siemens, która prowadzi bardzo zdywersyfikowaną działalność i osiąga przychody z wielu różnych źródeł. Już w 1995 roku zacząłem myśleć o poszerzeniu swojej działalności. Najpierw postawiłem na telewizję przemysłową, ale to nie wyszło. Natomiast udało mi się wejście w niszową branżę, czyli budowanie, projektowanie i zaopatrywanie profesjonalnych studiów fotograficznych i telewizyjnych. Ostatnio budowaliśmy studio fotograficzne dla jednego z centrów stomatologii estetycznej w Warszawie, które chce profesjonalnie dokumentować swoją pracę. Wyposażaliśmy też w oświetlenie jeden z planów, na którym powstawał popularny program kulinarny. To nie koniec, zajmujemy się też produkcją fotograficzną i filmową. Ludzie mniej czytają, a więcej oglądają. Obraz jest bardzo ważny, dlatego robimy krótkie filmiki promocyjne. Zajmowałem się też transportem ciężarowym. To była bardzo trudna branża, która wymagała... brzydkich działań, wręcz korupcyjnych, do których nigdy się nie posuwałem. Zajmowałem się tym chyba z pięć lat. Kondycję gospodarki można rozpoznać po kondycji firm transportowych. Kiedy gospodarka dobrze działa, przedsiębiorstwa transportowe mają co robić. W dobrych warunkach zaczynałem, w złych kończyłem, ale nie żałuję. To nie była porażka, było to ciekawe doświadczenie. Trochę na tym zarobiłem i we właściwym momencie zrezygnowałem. Cieszę się, że wyczułem ten moment.

Wyczucie w biznesie jest bardzo ważne, ale nie każdy je ma.
Trudno w wieku 54 lat chodzić do szkoły, ale daję radę. Rok mam już za sobą, przede mną kolejny, a potem państwowy egzamin certyfikacyjny.

- Słyszałem kiedyś taką opowieść - firm, które produkowały baty do powozów końskich kiedyś było mnóstwo. Z całą pewności ta, która upadła ostatnia w związku z rewolucją motoryzacyjną, była najlepszą na rynku. A moim zdaniem była firmą najgłupszą, bo najdłużej została w tej upadającej branży. Trzeba wiedzieć, kiedy wyjść, kiedy zmienić źródło przychodów, żeby nie zostać tą ostatnią firmą na upadającym rynku.

I żeby nie być tą ostatnią, choć najlepszą, znów pan dywersyfikuje.

- Tak. Wróciłem do optyki, którą miałem w szkole i rozszerzyłem działalność o usługi optyczne, czyli okulary. W najbliższych planach jest też powstanie gabinetu okulistycznego. Trzeba się było tego nauczyć na nowo, bo w tej dziedzinie wiele się zmieniło, weszły nowe technologie optyczne. Zdecydowałem się nawet wrócić do szkoły, aby powiększyć swoje kwalifikacje, żeby lepiej obsłużyć naszych klientów.

Co to za szkoła?

- Są trzy zawody upoważnione do badania ostrości widzenia. Okulista, który ma całe spektrum możliwości, optometrysta, który ma precyzyjnie określić wadę oka, tak żeby optymalnie dobrać okulary i ortoptysta, który oprócz badania wzroku i doboru okularów prowadzi też terapię widzenia obuocznego. Wybrałem tę ostatnią specjalizację.

A nie łatwiej zatrudnić specjalistę?
W obydwu branżach, i fotograficznej, i optycznej kluczem do sukcesu wcale nie jest bycie najtańszym, ale podawać usługi najwyższej jakości.

- Lubię wiedzieć i rozumieć. Chętnie kogoś zatrudnię, ale... na początek sam muszę poznać tę wiedzę. Trudno w wieku 54 lat chodzić do szkoły, ale daję radę. Rok mam już za sobą, przede mną kolejny, a potem państwowy egzamin certyfikacyjny.

Co jest najtrudniejsze w działalności gospodarczej?

- Utrzymanie płynności finansowej. Jestem człowiekiem wierzącym i często modlę się o to, aby na chleb wystarczyło. Nie żeby mieć dużo, ale by była płynność finansowa. Jak jest, to można inwestować, można się rozwijać, dbać o jakość. Grunt to dobry rachunek ekonomiczny.

A kredyty?

- Kredyty są potrzebne. Pytanie tylko, w jakiej formie. Może być leasing, może pożyczka bankowa, choć ile razy się przymierzałem, tyle razy wychodziło, że się nie opłaca. Są jeszcze linie kredytowe na kontach i z tego korzystam. Spłacam terminowo, więc nie mam z tym problemu. Przede wszystkim trzeba wiedzieć, ile nas będzie kosztował kredyt. To my mamy ocenić, czy damy radę, a nie bank. W obydwu branżach, i fotograficznej, i optycznej kluczem do sukcesu wcale nie jest bycie najtańszym, ale to, by podawać usługi najwyższej jakości. Trzeba dbać o jakość, a to wiąże z inwestycjami. Trzeba dbać o to, żeby ludzie wychodzący z mojego zakładu byli zadowoleni.
W prowadzeniu przedsiębiorstwa bardzo ważne jest też... zadbanie o samego siebie. Trzeba dbać o wypoczynek, trzeba dbać o relaks.
Ile się zarobi, to się zarobi, ale zawsze trzeba porządnie pracę wykonać. Nasi klienci dostrzegają to. Mamy markę, ale trzeba być czujnym, bo bardzo łatwo ją stracić. Oczywiście nie można dać sobie wejść na głowę, ale jak klient przychodzi, bo ma jakieś pretensje, to trzeba pamiętać, że nie robi tego, aby zepsuć nam humor. On ma faktycznie jakiś problem, który trzeba rozwiązać.

A postrach każdego przedsiębiorcy, czyli skarbówka?

- Trzeba być na bieżąco z przepisami i mieć wiedzę na temat podatków. Miałem kontrole podatkowe i chciano mnie ukarać, a dzięki wiedzy, którą posiadałem i dobremu księgowemu udało mi się wytłumaczyć rzetelnie i uczciwie. Urząd odstąpił od ukarania. Nie poddawajmy się, ale szukajmy rzetelnych argumentów.

Mówi się, że dobry pracownik to kapitał dla firmy. To prawda?

- Zatrudniam w tej chwili trzy osoby, choć bywało, że miałem dwa razy tyle pracowników. Zawsze staram się być uczciwym w stosunku do załogi. Moja branża nie przynosi dochodów, które pozwalają płacić im kokosy, ale staram się rzetelnie rozliczać. Dowodem na to, że chyba mi się udaje jest to, że dwóch pracowników jest ze mną już od 20 lat. Bardzo ich cenię.

A jakaś rada dla początkujących?
Jedni są wolontariuszami dla samych siebie, bo lepiej się z tym czują. Ja nie potrzebuję tego robić dla siebie, robię to dla innych.

- W prowadzeniu przedsiębiorstwa bardzo ważne jest też... zadbanie o samego siebie. Trzeba dbać o wypoczynek, trzeba dbać o relaks. Tak jak pracowników obowiązkowo wysyłamy na urlopy, tak samo musimy wysłać siebie. Niestety, sam też do tego dochodziłem ładnych kilka lat.

Czasu to pewnie panu brakuje najbardziej. Jest pan przedsiębiorcą, ale zajmuje się pan też działalnością społeczną.

- Ktoś kiedyś uznał, że dobrze rozumiem ludzi i zaproponował mi pracę w telefonie zaufania. To było jeszcze zanim zostałem przedsiębiorcą. Zaangażowałem się i dziś jestem szefem gdańskiego Telefonu Zaufania. To nie jest odskocznia, to potrzeba bycia z drugim człowiekiem. To jest trudne, wymaga wysiłku i woli w działaniu. Jedni są wolontariuszami dla samych siebie, bo lepiej się z tym czują. Ja nie potrzebuję tego robić dla siebie, robię to dla innych. Nie możemy się zatracić w zdobywaniu tylko własnych celów, musimy pomagać potrzebującym.


Doświadczenie przedsiębiorcy pomaga?

- Tak. Choćby w ogarnianiu finansowania działalności pozarządowej.

Kto może zostać wolontariuszem?

- Bardzo wielu ludzi przychodzi do nas po przejściu na emeryturę - są to psycholodzy, pedagodzy, ale nie tylko. Oni są dla nas bardzo cenni, bo mają bogate doświadczenie. Jednak w telefonie zaufania nie chodzi o to, żeby pomóc, postawić diagnozę, przeprowadzić terapię. Chodzi o to, żeby wysłuchać drugiego człowieka. Naszym zadaniem jest wygaszenie złych emocji, które uniemożliwiają działanie. W fazie ostrego kryzysu psychicznego pomoc profesjonalnego psychologa czy terapeuty nie jest najważniejsza. Wówczas najbardziej potrzebna jest po prostu pomoc człowieka. W drugiej fazie wkracza zawodowiec. Chodzi o rozszerzenie tzw. tunelowego widzenia - to jest termin z okulistyki. Człowiek w takim stanie jest w tunelu, na końcu jest problem, a on nie widzi innej drogi. My musimy poszerzyć to pole i zmotywować do skorzystania z innych możliwości. Jednak coraz trudniej o wolontariuszy, choć są to zwykle jeden, dwa dyżury w miesiącu. Są tacy, którzy odchodzą, bo to ich przerasta. Rozumiem to, bo biorą na siebie ciężkie troski. Namawiam jednak do pomocy, kontakt jest na naszej stronie internetowej.

Podobno najlepiej uczyć się na cudzych błędach. Zdecydowanie lepiej słuchać mądrych rad. Własny biznes to często trudny kawałek chleba, ale - jak postaramy się pokazać - warto spróbować. Dla tych, którzy wolą rady rozpoczynamy nasz cykl rozmów z doświadczonymi przedsiębiorcami - "Jak to jest na swoim". Co tydzień garść nieocenionej wiedzy od praktyków w biznesie.

Miejsca

Opinie (41) 3 zablokowane

  • ach złote lata 90

    szkoda że wtedy miałem 10 lat

    • 26 1

  • Panie biznesmenie jak jest pan wierzący to (3)

    Proszę sie skoncentrować na rzeczy najważniejszej jaką jest zbawienie i życie wieczne, gdyż Bóg ma wymagania niewyobrażalne, a natura ludzka jest niezwykle podatna na wszelkie zło i inne sprawy ułomne.

    • 3 53

    • To własnie życie ma zweryfikować twoje postawy, tym kim na prawdę jesteś i kim chcesz sie stać.

      Ucieczka od trudu wyboru nie jest tym o co chodzi Bogu. Dlatego pracuj, prowadź biznes, zakładaj rodzinę, baw się, ucz się.

      • 14 1

    • spoko

      jestem w DK. i dbam o to również, pozdr

      • 3 0

    • .

      Czasem warto tez wiosłować :) modlić się i wiosłować.

      • 0 0

  • pozdrawiam Pana Remigiusza! (1)

    który od ładnych paru lat naprawia mi aparaty fotograficzne.

    • 17 1

    • ciekawe, a co one tak się ciągle psują po tych naprawach??

      • 0 2

  • miałem aparat ZORKA 5.... (1)

    i zrobiłem kilka zdjęć :) Pan Remigiusz naprawia skutecznie - korzystam od lat - może jakiś rabat Panie Remku ;)

    • 6 4

    • Racja!

      Kilka razy już uratowali mój sprzęt analogowy i cyfrowy :)

      • 2 1

  • (4)

    Nie ufam okulistą(om?) 3 lekarzy mówi mi, że mam wadę -0.5 -0.75, przepisuje mi okulary -0.25 -0.5 a dobrze widzę dopiero w szkłach -1 -1.25

    • 3 7

    • Korzystałam z usług o.k fotooptyka na przymorzu i jestem bardzo niezadowolona z braku kompetencji i profesjonalizmu pani "fotograf"

      • 1 4

    • To nie badaj się w sieciówkach takich jak Vision Express czy Fielmann tylko idź do normalnego optyka! (1)

      • 9 2

      • Nie badalam się w sieciowkach, tam pracują optometryści (jakbyś nie wiedział/a), raz byłam w prywatnie, a raz na NFZ..

        • 1 1

    • przetrzyj

      okulary, albo oczy

      • 0 2

  • Warto wspomnieć, że najważniejsze w prowadzeniu firmy to czas. (1)

    Trzeba czasu i wytrwałości by zdobyć klientelę. Wielu na początku się poddaje, wierząc, że wystarczy tylko otworzyć biznes a kasa będzie od razu płynąć szerokim strumieniem.

    • 6 0

    • do tego umiejęność przyjmowania porażek

      bo tych przy prowadzeniu firmy też trochę...

      • 4 0

  • Szkoda że Polacy wpuścili takie sieciówki jak Vission Express czy Fielmann (6)

    Nie dość że w tych sieciówkach sprzedają ludziom chińskie tanie szkła to jeszcze oprawki sa z kolekcji sprzed kilkudziesięciu lat. Zobaczcie że np. Czesi, Słowacy tam nie ma ani jednej sieciówki, bo cech optyków nie pozwolił na to, a optycy pracują na najlepszych szkłach. Potem się ludzie dziwią że słabo widzą, bo zamiast iśc do normalnego optyka idą do takiej sieciówki i płacą za super "zniżki" a dostają najgorszy badziew który psuje im wzrok.

    • 26 3

    • Okupant wysyła dywizje Fielmann i Vision by eksploatować zasoby kraju podbitego.

      • 9 0

    • No właśnie, skoro jest tu temat vission express, (4)

      to warto zauważyć, że pracownicy muszą wykonać narzucony plan, i miesięcznie zarobić w zależności od salonu, czyli też od lokalizacji, od 100 do 360 tys. Jeśli nie wykonają planu, czyli jeśli nie znajdą tylu klientów co u nich mogą zostawić kasę, to ich zarobek automatycznie spada z 2 tys do 1400 zł. Dlatego pracownicy VE często odchodzą z tej pracy. To są przykre sprawy dla nich. Ale dla dyrektora regionu, Miłosza nie ma to znaczenia, plan musi być wykonany. Poza tym, pracownicy podpisują lojalki, że nie będą wpisywać żadnych opinii i takich różnych w necie, całkowity zakaz wypowiadania się.

      • 17 0

      • Taką lojalką można podetrzeć cztery litery

        • 6 0

      • Dodatkowo w Vission E codziennie w jakimś salonie jest tajny klient.

        Wystarczy, że nie spodoba mu się coś, i pracownik albo traci sporo kasy, albo wylatuje z pracy. Jak można w takim stresie pracować ?

        • 5 0

      • na szczescie czasy niewolnictwa dawno minely.... (1)

        nie podoba sie to zmien prace zamiast sie meczyc, podobno mamy niskie bezrobocie i o prace (zwlaszcza taka za 2k) raczej latwo

        • 4 3

        • To niskie bezrobocie jest w teorii,

          po pierwsze primo, propaganda sukcesu obecnego rządu, po drugie primo, są prace sezonowe, z codzienną marną wypłatą, nawet bez żadnej umowy na papierze, po trzecie primo, jest 500+, więc pracą sezonową jest mniejsze zainteresowanie.Po czwarte primo, dobrze określiłeś, w VE jest niewolnictwo, bo dziewczyny z VE nie chcą iść do pracy w biednej rące siedzieć w kasie, a akurat w biednej rące jest zapotrzebowanie do pracy na kasę. Z drugiej strony, do VE przychodzą potrzaskani klienci, jak by ktoś poobserwował jacy ludzie tam przychodzą, i co mówią, to by stwierdził, że tam przychodzą nienormalni, oszołomy, cholerycy, i prostaki i tępaki, cały przekrój społeczeństwa. Zadał bym pytanie, skąd ta klientela się bierze, z psychiatryka tam przychodzą ?.I ich trzeba obsłużyć.

          • 0 1

  • To skandal. Jakiś urzędniczyna wydaje decyzję i później się wycofuje...do szkoły ! (1)

    "Miałem kontrole podatkowe i chciano mnie ukarać, a dzięki wiedzy, którą posiadałem i dobremu księgowemu udało mi się wytłumaczyć rzetelnie i uczciwie. Urząd odstąpił od ukarania..."

    • 12 0

    • Wystarczy źle nałożoną karę przerzucić na podpisującego się pod nią...

      ...i na drugi raz zastanowi się 5 razy.

      • 3 0

  • artykul moze i ciekawy ale... (2)

    ...niestety mialem okazje ogladac.zdjecia tego pana z uroczystosci komuni... niestety bardzo niski poziom. Nawet nie wykupile plytki bo szkoda pieniedzy. Jak dla mnie pan R nie podolal zadaniu.

    • 6 8

    • gusta (1)

      a nam Pan Remigiusz fotografował ślub i zdjęcia są przepiękne :) dodatkowo zapewnił miłą atmosferę dzięki czemu nie jesteśmy tacy spięci na fotkach.
      nie wiem jak komunie wyglądają więc się nie wypowiem ale może to kwestia gustu?

      • 7 0

      • Zgadza sie. Rowniez wczesniej widzialem foto ze slubu tego pana i byly ok. Jednak komunia chyba przerosla pana. Jednak jeden fotograf nie da rady zrobic dobrego materialu. Do uroczystoci takich jak komunia musi byc min 2 fotografow aby mieli czas na zdjecia. Jeden stoi po stronie dziewczynek, drugi chlopcow. Nie ma.biegania z jednej strony na druga itp itd...

        • 5 1

  • I takich naszych przedsiębiorców trzeba wspierać

    zamiast kupować chiński szajs w vision express albo innych fielmannach. Bardzo fajny wywiad.

    • 20 1

1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Ludzie biznesu

Zbigniew Canowiecki

Prezes Zarządu „Pracodawców Pomorza”. Jest absolwentem Politechniki Gdańskiej....

Najczęściej czytane