Obajtek: Nie buduję czebola. Nazywanie tak moich działań jest błędem

Najnowszy artukuł na ten temat Lotos Asfalt spłaci kredyt za program EFRA

PKN Orlen przejmuje kolejne firmy z branży paliwo-energetycznej. W Grupie jest już Energa, a na fuzję czeka Lotos oraz Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo. Czy mariaż biznesu naftowego i gazowego ma sens, co stanie się z gdańską rafinerią oraz jaka przyszłość czeka Grupę Lotos i czym tak naprawdę są czebole - o tym rozmawiamy z Danielem Obajtkiem, prezesem PKN Orlen.



Pomysł na łączenie Grupy Lotos z Orlenem i Polskim Górnictwem Naftowym i Gazownictwem pojawił się w 2010 roku, kiedy jeszcze aktywnie poszukiwano inwestora dla gdańskiego koncernu. Wtedy analitycy rynku nie byli do końca pewni, czy połączenie koncernu paliwowego i gazowego ma sens. Rafinacja ropy naftowej różni się całkowicie od wydobycia gazu - takie rozwiązanie się sprawdzi?
Niektórzy mają takie podejście, jakby Gdańsk i Pomorze były osobnymi regionami niezwiązanymi gospodarczo z resztą Polski. Przejmujemy Lotos, aby w niego inwestować.

Daniel Obajtek: - Tak samo działa włoskie Eni, francuski Total, brytyjsko-holenderski Shell. Otaczają nas firmy multienergetyczne. W 2010 roku kto tak naprawdę myślał na poważnie o transformacji energetycznej? Kto myślał wówczas o wodorze czy paliwach alternatywnych? Nikt nie spodziewał się, jak duży nacisk będzie kładziony na redukcję emisji czy zrównoważony rozwój. Od kilku lat całkowicie zmienił się pogląd na prowadzenie biznesu. Dzisiaj świat pokazuje, że musi on być zdywersyfikowany. Tak szeroka działalność nie może być oparta o jedną nogę. Proszę zobaczyć, co się dzisiaj dzieje z rafineriami w Europie. W czasie pandemii zamknięto pięć zakładów. Musimy myśleć o przyszłości i paliwach, jakie mają korzystną perspektywę. Za 15-20 lat, mówiąc o paliwach, będziemy myśleć o wodorze i ładowarkach elektrycznych. Co wtedy stanie się z rafineriami?

Trzeba też patrzeć na otoczenie makro. Nieraz jest tak, że jest bardzo słaba marża na przemyśle rafineryjnym, ale większa na przemyśle petrochemicznym. Dzisiaj mamy właśnie taki czas. Były rekordowo niskie marże na przerobie ropy na paliwa, a rekordowo wysokie, jeśli chodzi o petrochemię. Do tego dochodzi kwestia energetyki. Im mniej jesteśmy emisyjni, tym bardziej energetyka jest opłacalna. Tak samo jest w przemyśle rafineryjnym i petrochemicznym.

Dzisiaj potrzebne są miliardy na inwestycje. Żadna pojedyncza firma nie udźwignie sama tak dużych inwestycji. Trzeba pamiętać, że kiedyś przestaniemy przerabiać ropę w rafinerii na paliwa, a będziemy ją przerabiać głównie na potrzeby przemysłu petrochemicznego. Lotos bez połączenia z Orlenem nie ma świetlanej perspektywy w okresie najbliższych kilkunastu lat. Musi być on integralną częścią koncernu [Grupy Orlen - przyp red.], który jest oparty na wielu segmentach działalności. Dzięki temu Lotos będzie zdecydowanie silniejszy. Jeśli będzie się opierał tylko na jednym segmencie, to nie będzie miał możliwości rozwojowych.

- W odpowiedzi na transformację energetyczną nasze spółki sektora muszą ewoluować w kierunku bardziej zrównoważonych i zdywersyfikowanych koncernów multienergetycznych - mówi Daniel Obajtek, prezes PKN Orlen.
- W odpowiedzi na transformację energetyczną nasze spółki sektora muszą ewoluować w kierunku bardziej zrównoważonych i zdywersyfikowanych koncernów multienergetycznych - mówi Daniel Obajtek, prezes PKN Orlen. fot. Piotr Hukało/Trojmiasto.pl

Ostatnie lata w Orlenie to ogromne inwestycje. Na ten rok zaplanowaliśmy blisko 10 mld zł. Inwestujemy w nowoczesne technologie i budujemy koncern multienergetyczny. W tym roku będziemy ogłaszali jedne z największych inwestycji w petrochemii.

Dziś liczy się ekonomia skali, wielkość podmiotu i jego kompetencje. Chodzi nie tylko o potencjał produkcyjny, ale także inwestycyjny, akwizycyjny i handlowy. Orlen ma takie kompetencje. Mamy mocną pozycję handlową, ponieważ sprzedajemy produkty w ponad 110 krajach na sześciu kontynentach. Posiadamy atrakcyjne aktywa w naszym regionie i jesteśmy koncernem, który prowadzi poważne procesy inwestycyjne.

Udział Skarbu Państwa w Orlenie po połączeniu z Lotosem i PGNiG wzrośnie do 50 proc. z obecnych 27 proc.
Ci, którzy nazywają to, co buduję, czebolem - mylą się. Nie możemy tak nazywać spółek, które łączę i które już połączyłem, bo nasze połączenia wyzwalają szereg synergii w ramach obszaru paliwowo-petrochemiczno-energetycznego.

- Wybraliśmy taką formę połączenia, która jest korzystna dla wszystkich stron. Wcześniej całkiem niepotrzebnie straszono Polaków, że Skarb Państwa ma jedynie 27 proc. w Orlenie i może dojść do wrogiego przejęcia. Nasza transakcja przewiduje połączenie poprzez przejęcie. Skarb Państwa przekazuje całe swoje aktywa Lotosu i PGNiG do Grupy Orlen. Dzięki temu zwiększy się kapitalizacja Orlenu. W ślad za tym wyemitowane zostaną akcje, które otrzymają akcjonariusze i Lotosu, i PGNiG. W ten sposób Skarb Państwa będzie miał do 50 proc. udziałów w połączonych koncernach.

Czy nowy koncern stanie się ostatecznie spółką z większościowym udziałem Skarbu Państwa?

- Multienergetyczna firma, którą budujemy, musi konkurować z największymi europejskimi graczami. To oznacza, że musimy jej zapewnić elastyczność w działaniu i możliwość szybkiego reagowania na zachodzące zmiany w otoczeniu oraz płynność finansową. Przy tym oczywiście ważny jest interes wszystkich akcjonariuszy, w tym mniejszościowych, i konieczność zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego Polski. Struktura, którą potwierdziliśmy, właśnie to gwarantuje.

Skarb Państwa będzie miał w Orlenie bezpośrednio do 50 proc. To gwarantuje Skarbowi Państwa absolutnie bezpieczny poziom kontroli, a PKN Orlenowi stabilność przy zachowaniu odpowiedniej elastyczności funkcjonowania.

Jak należy odczytywać słowa ministra Jacka Sasina o tym, że poszukiwany jest strategiczny partner dla nowego, powiększonego Orlenu?
Chciałbym proces przejęcia Lotosu i PGNiG przeprowadzić jeszcze w 2021 r. Jeśli ktoś ma nadzieję, że te transakcje nie dojdą do skutku, to się myli.

- Orlen rozmawia obecnie z partnerami w ramach spełnienia środków zaradczych wynegocjowanych z Komisją Europejską. Docelowo, po realizacji wszystkich procesów akwizycyjnych, oni staną się więc partnerami nowego Orlenu.

W ramach środków zaradczych Orlen ma pozbyć się 30 proc. udziałów w gdańskiej rafinerii. Według medialnych doniesień partner ma być znany pod koniec czerwca. Spekulowano o Węgrach, Rumunach, a nawet kapitale saudyjskim. Czy może pan zdradzić, z którego kierunku będzie pochodził partner dla Lotosu?

- Nie mogę nic zdradzić, bo ujawniłbym kulisy poufnych negocjacji. Dla mnie ten cały proces musi się opłacać wszystkim stronom transakcji. Nie jest ważne, czy będzie to w czerwcu, czy w lipcu, bo i tak musi być on przedyskutowany z Komisją Europejską, a w tym temacie nie ma ona wyznaczonych żadnych sztywnych terminów.

Mogę powiedzieć, że jest bardzo duże zainteresowanie i być może będzie zakup akcji, a być może wymiana aktywów. Ja skłaniam się ku temu drugiemu rozwiązaniu. Najważniejsze jest jednak dla mnie, aby partner wniósł nowoczesne technologie, możliwości, dostęp do nowych rynków. Chciałbym ten proces oraz przejęcie PGNiG przeprowadzić jeszcze w 2021 r. Jeśli ktoś ma nadzieję, że te transakcje nie dojdą do skutku, to się myli. Jestem człowiekiem zawziętym w tym zakresie. Zachęcam do nieuprawiania politykierstwa. Jeśli tak bardzo chcemy być Europejczykami i obywatelami państwa silnego gospodarczo, to popatrzmy, jak podobne koncerny wyglądają w Europie.

W mediach często zarzuca się Panu tworzenie czebola wzorem Korei Południowej.

- Budujemy koncern multienergetyczny od chwili, kiedy przejęliśmy Energę. Czebol to zupełnie inne pojęcie. To tak jakbym produkował pralki i do tego jeszcze produkował farby, pędzle i wózki, które te pralki przewożą. Ci, którzy nazywają to, co buduję, czebolem - mylą się. Nie możemy tak nazywać spółek, które łączę i które już połączyłem, bo nasze połączenia wyzwalają szereg synergii w ramach obszaru paliwowo-petrochemiczno-energetycznego. W odpowiedzi na transformację energetyczną nasze spółki sektora muszą ewoluować w kierunku bardziej zrównoważonych i zdywersyfikowanych koncernów multienergetycznych. Do tego mamy spółki zależne, które obsługują nasz główny biznes. Uważam, że takie określenie jest krzywdzące, bo sam nie jestem zwolennikiem budowy czeboli. Przy naszym prawie byłyby to firmy niemożliwe do zarządzania. Po wszystkich połączeniach można nas porównać do włoskiego Eni, bo jeśli chodzi o Total i BP, to po połączeniu i tak jesteśmy od nich kilka razy mniejsi.
Multienergetyczna firma, którą budujemy, musi konkurować z największymi europejskimi graczami. To oznacza, że musimy jej zapewnić elastyczność w działaniu i możliwość szybkiego reagowania na zachodzące zmiany.

Tworzenie coraz większej grupy stwarza obawy o utratę regionalnego charakteru przejmowanych firm? W tym odejścia od sponsorowania lokalnego sportu czy wydarzeń kulturalnych?

- Te obawy są bezpodstawne. Niektórzy mają takie podejście, jakby Gdańsk i Pomorze były osobnymi regionami niezwiązanymi gospodarczo z resztą Polski. Przejmujemy Lotos, aby w niego inwestować. Im większe nakłady inwestycyjne, tym większy wymiar danin dla regionu. Nikt nie zabiera Lotosu z Gdańska, aby pozbawić samorząd podatków. Rafineria będzie wydzielona i będzie nazywała się Rafineria Gdańska. Podatek CIT z tego zakładu trafi do miasta, udział z PIT-ów też trafi do miasta.

W wymiarze podatkowym nic się nie zmieni i niejednokrotnie to powtarzałem. Dodatkowo liczne kompetencje będą budowane na bazie aktywów Lotosu. Choćby spółki kolejowe, które zostaną zintegrowane wokół do Lotos Kolej, oleje będą budowane na bazie Lotos Oil. Mamy zamiar inwestować w bazy olejowe trzeciej i czwartej generacji. Chcemy w Lotosie rozwijać kompetencje w zakresie wodoru. Wspólnie z Lotosem analizujemy budowę elektrowni gazowej. Dodatkowo chcemy Lotos Petrobaltic przekształcić w spółkę, która będzie wsparciem serwisowym projektów offshore.

Gdybyśmy Lotosu nie włączyli do jednej dużej grupy, to za kilkanaście lat trudno byłoby dalej rozwijać tę firmę. Jeśli biznes Lotosu nie zostanie uzupełniony o petrochemię, energetykę zero- i niskoemisyjną, to po prostu nie będzie on konkurencyjny na dłuższą metę. Jeśli chodzi o sponsoring, to Orlen coraz większe pieniądze przeznacza na kulturę i sport, także na Pomorzu. Nie ma obaw o zmniejszenie nakładów na sponsoring.

Opinie wybrane


wszystkie opinie (471)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Najnowsze

więcej artykułów »

Ludzie biznesu

Arkadiusz Aszyk

Menedżer z branży stoczniowej. Prezes Mostostalu Pomorze. Ukończył Wydział Zarządzania na...

Najczęściej czytane