Gajewski: Biznes nie potrzebuje darów, potrzebuje utrzymania płynności

- Panuje większa ostrożność na rynku, wynikająca z niepewności co do najbliższej przyszłości - twierdzi Sławomir Gajewski, prezes zarządu spółki Torus
- Panuje większa ostrożność na rynku, wynikająca z niepewności co do najbliższej przyszłości - twierdzi Sławomir Gajewski, prezes zarządu spółki Torus mat.prasowe

Pandemia, obostrzenia sanitarne i lockdown odcisnęły piętno na wszystkich branżach. O tym, w jaki sposób te wydarzenia wpłynęły na deweloperów, jak firmy musiały dostosować się do nowych czasów i jak zmieniło to ich procesy inwestycyjne, rozmawiamy z Sławomirem Gajewskim, prezesem zarządu spółki Torus.



Jak pandemię odczuła branża deweloperska? Szczególnie taka jak wasza - wyspecjalizowana w budowie i wynajmie nowoczesnych powierzchni biurowych? Czy wpływ lockdownu był duży, czy może jesteście jednymi z tych szczęśliwców, których przykre konsekwencje ominęły?

Sławomir Gajewski: - Pandemia spowodowała, że część deweloperów wstrzymała procesy i decyzje inwestycyjne. Panuje większa ostrożność na rynku, wynikająca z niepewności co do najbliższej przyszłości. Torus kontynuuje wszystkie prace projektowe i inwestycyjne, jednocześnie uważnie przyglądamy się obecnej sytuacji.
Trójmiasto wyróżnia się na tle innych miast tym, że prym wiodą tutaj lokalni deweloperzy. To jest pewien ewenement, ale także i obowiązek - pokazanie sobie i innym, że nie tylko o pieniądze tu chodzi.

Robimy wszystko, by nasze biurowce, te, którymi zarządzamy, były bezpieczne i w pełni dostępne dla najemców, choć w obecnych uwarunkowaniach wiele firm, idąc za wytycznymi z central, organizuje pracę w trybie zdalnym lub hybrydowym.

Od najemców biurowych napływają do nas różne informacje. Jedni cieszą się z tego, że jest home office, bo nagle okazuje się, że potrzebują znacząco mniej powierzchni biurowej. Część firm zapewnia jednak, że jak najszybciej chce wrócić do dawnych rozwiązań, dostrzegając wartość w bezpośrednich relacjach i pracy zespołowej, a także dostępności dedykowanej infrastruktury, inni natomiast szukają elastycznych umów. Do tego dochodzą coraz bardziej rozbudowane kwestie bezpieczeństwa i stojących za nim technologii w budynkach. Trzeba jednak pamiętać, że korporacje myślą "kwartalnie". Dzisiaj w tabelkach dobrze może wyglądać oszczędność na biurze, jednak nie wiemy, jakie tak naprawdę będą skutki społeczne spowodowane pandemią.

Niedawno zetknąłem się z badaniami, w ramach których przebadano ponad 100 tys. pracowników na świecie pracujących z domu w czasie pandemii. Paradoksalnie najlepiej przygotowanymi do tego osobami okazali się ludzie dojrzali, z ustabilizowaną sytuacją życiową. Takie osoby nie mają problemu z pracą w domu. Mają zazwyczaj większe mieszkania, odchowane dzieci i stabilną relację ze swoją firmą. Natomiast młodzi mają duży problem. To są osoby, które zazwyczaj mają trudniejszą sytuację mieszkaniową i na dłuższą metę nie chcą pracować z domu. Wcześniej nowoczesne, designerskie biuro i "socjalizowanie się" w firmie były ich żywiołem i jednym z fundamentów przywiązania do pracodawcy, a teraz zostali od tego odcięci. Takie osoby są bardziej podatne na negatywne skutki pandemii. Koniec końców, najczęściej jest to indywidualna decyzja pracownika, w jakim trybie chce pracować.

Czy pandemia spowodowała, że trudniej obecnie planować, realizować inwestycje?

- To, co my dzisiaj planujemy, dopiero za ok. trzy lata będzie zbudowane. Obecnie jest to o tyle skomplikowane, że w grę wchodzi o wiele więcej wariantów rozwoju rynku. Torus pracuje nad tym, aby uczynić biura jak najbardziej bezpiecznymi. W przypadku niektórych rozwiązań nasze biura jeszcze przed pandemią były przygotowane na taką sytuację. Przykładem jest zaawansowany system wentylacji czy możliwość śledzenia przepływu ludzi w biurowcu. Rozwiązania te sprawdziły się, gdy w jednym z zarządzanych przez nas budynku miało miejsce podejrzenie zakażenia koronowaniem. Bardzo ważne było wtedy sprawdzenie, gdzie dana osoba przebywała i kto mógł się z nią spotykać. Nasze rozwiązania znacznie ograniczyły czas i liczbę osób, które trzeba było zawiadomić.

Jak ocenia pan działania rządu zmierzające do złagodzenia skutków pandemii? Czy pomoc skierowana do przedsiębiorców to realne działania, czy też więcej w tym chęci?

- Nie byliśmy tutaj raczej priorytetem. W naszej branży relatywnie niewielkie zespoły ludzi zarządzają dosyć dużymi środkami finansowymi. Pośrednio od 10 lat odpowiadamy jednak za około tysiąc miejsc pracy związanych z naszymi inwestycjami. To, co na pewno odczuliśmy, to trudniejszy dostęp do kredytów. W tej kwestii - muszę przyznać - pomoc rządu się przydała. Korzystamy z kredytu obrotowego i udało nam się skorzystać z gwarancji państwowego Banku Gospodarstwa Krajowego.
Nie wiem, dlaczego Polak woli jechać do Londynu i obsługiwać w restauracjach ludzi robiących dokładnie to samo na Canary Wharf czy w City, niż pracować w Trójmieście w międzynarodowej korporacji.

Nie oczekuję pomocy w sensie "darów", potrzebuję utrzymania płynności i tego, aby państwo mogło zneutralizować negatywny wpływ pandemii na rynek. Naszego państwa nie stać na rozdawnictwo i pomoc finansową każdemu przedsiębiorcy. To do niczego nie prowadzi. Jak powiedziała Margaret Thatcher, "rząd nie ma żadnych własnych pieniędzy, jeśli rząd mówi, że komuś coś da, to znaczy, że zabierze tobie".

Od kilku lat Oliwa jest postrzegana jako główne centrum biurowe Trójmiasta, czy nie robi się tu już powoli za ciasno?

- Oliwa nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. Oliwę bardzo często porównywano do warszawskiego Mokotowa. Błąd, jaki popełniono na Mokowie - wybudowano tam potężny kompleks, do którego nie było dogodnego dojazdu komunikacją publiczną - w Oliwie nie miał miejsca. Zaczęliśmy budowę w miejscu, gdzie transport publiczny był dostępny w szerokim wymiarze i od samego początku było wiadomo, że będzie odgrywał dużą rolę.

W latach 90. XX wieku na Przymorzu panował inwestycyjny zastój. Obecnie każdy kawałek ziemi jest tutaj na wagę złota. Jednocześnie jest to bardzo dobrze zaprojektowana dzielnica pod względem infrastruktury społecznej. Mamy ciekawe założenia urbanistyczne jeszcze sprzed czasów socrealistycznych, a brzydkie bloki toną w zieleni. Bardzo dużo ludzi tu mieszka i pracuje, mając zaledwie 15 min spacerem do miejsca pracy. Planujemy kolejne inwestycje w Gdańsku, Gdyni, Wrzeszczu i także w Oliwie. Jestem bardzo optymistycznie do tego nastawiony, nawet pomimo pandemii.

Trójmiasto, a w szczególności Gdańsk, jest od kilku lat bardzo silnym graczem, jeśli chodzi o branżę usług dla biznesu. Firmy z tej branży w większości są najemcami powierzchni biurowych. Czy sektor usług czeka spowolnienie?

- Proszę zobaczyć, jak Trójmiasto silnie się rozwija dzięki branży usług dla biznesu. Proszę zauważyć, na jak wysokim poziomie i jak różnorodne są to usługi. Mamy fantastyczny hub IT, hub logistyczny, ale też usługi finansowe. Ludzie pracujący w tych branżach zarabiają porządne pieniądze, uczestniczą w ciekawych projektach. Ciągłe negowanie wagi tego przemysłu jest dla mnie niezrozumiałe. Nie wiem, dlaczego Polak woli jechać do Londynu i obsługiwać w restauracjach ludzi robiących dokładnie to samo na Canary Wharf czy w City, niż pracować w Trójmieście w międzynarodowej korporacji. Może i za mniejsze pieniądze, ale z szansą na rozwój i nadal za wyższą stawkę niż średnia krajowa.
Nie oczekuję pomocy w sensie "darów", potrzebuję utrzymania płynności i tego, aby państwo mogło zneutralizować negatywny wpływ pandemii na rynek. Naszego państwa nie stać na rozdawnictwo i pomoc finansową każdemu przedsiębiorcy.

W 2006 roku, kiedy zaczynaliśmy inwestycję Arkońska Business Park, mieliśmy zaledwie 60 tys. m kw. powierzchni biurowej w całym Trójmieście. W chwili obecnej zbliżamy się do miliona metrów, a w sektorze usług dla biznesu pracuje ok. 30 tys. ludzi. W Krakowie zatrudnionych jest ok. 70 tys. Dlaczego mamy zakładać, że nam się nie uda?

Dzisiaj wszyscy chcą przetrwać, jednak pandemia ma wymiar globalny, dotyka całego, powiązanego ze sobą gospodarczo świata. Już wiemy, że w branży usług dla biznesu Azja nie zdała egzaminu, a w takim przypadku firmy europejskie będą chciały mieć te usługi blisko siebie. To jest szansa dla Trójmiasta, bo jesteśmy świetnie postrzegani na świecie.

Wasze inwestycje w Gdańsku czy Gdyni nie będą konkurencją dla Oliwy? Jesteście jedną z firm budujących na byłych terenach Stoczni Gdańsk. W miejsce tradycyjnie zarezerwowane dla przemysłu stoczniowego wprowadzacie nowoczesne przestrzenie biurowe.

- Wcześniej byłem przekonany, że w Stoczni Gdańskiej powinny być budowane statki. Jednak przez lata przemysł stoczniowy w Polsce dokonał konwersji. Nie konkurujemy już ceną, tylko specjalizacją. Nasze stocznie opanowały wysoko wyspecjalizowane nisze i rozwijają się poza terenem dawnej Stoczni Gdańskiej, uwalniając potencjał inwestycyjny tego miejsca.

Gdańsk w odróżnieniu od innych miast nie posiada CBD (central business district), centralnej części miasta, w której znajdują się głównie instytucje związane z handlem, usługami i siedziby dużych firm. Coś na kształt CBD wybudowano w Oliwie, jednak jest on bardziej trójmiejski niż gdański.
Dla mnie bardzo ważne jest to, że na Młodym Mieście to my dopasowujemy się do istniejącej już zabudowy. Uważam, że tereny stoczni są dla tych, którzy chcą się w nią wpasować, a nie ją zmienić.

Biura powinny przestać być samotnymi wyspami, muszą być elementami pewnej tkanki, która się przenika. W Gdańsku z jednej strony mamy unikalne miejsce i fantastyczną spuściznę Solidarności, z drugiej strony jest to genialna przestrzeń, na której moglibyśmy wykreować coś nowego. W Trójmieście brakuje czegoś takiego, co jest zarówno przestrzenią publiczną, miejscem do mieszkania, a także do pracy i wypoczynku.

Trójmiasto ma tradycję policentryczną. Mamy Gdańsk Główny, Gdynię, Sopot, Wrzeszcz czy przestrzeń wykreowaną w Oliwie. Nie musimy mieć jednego wielkiego centrum. Nie jesteśmy metropolią, a konurbacją, czyli pewnym miksem różnych założeń. Mamy miasto nowoczesne, miasto z tradycjami, mamy kurort i to wszystko fajnie razem współgra.

Z mojego punktu widzenia Trójmiasto zasługuje na więcej niż jedno miejsce, w którym rozwija się biznes. Mamy już Łużycką w Gdyni, Oliwę w Gdańsku, obecnie jesteśmy też zaangażowani w mniejsze projekty we Wrzeszczu. Jest również szczególne miejsce dla Gdańska Głównego i tym projektem (Dokami), który realizujemy wspólnie z Euro Stylem, jestem naprawdę podekscytowany.

Dla mnie bardzo ważne jest to, że na Młodym Mieście to my dopasowujemy się do istniejącej już zabudowy. Uważam, że tereny stoczni są dla tych, którzy chcą się w nią wpasować, a nie ją zmienić.

Uważa pan, że Trójmiasto przyszłości będzie jednym dużym organizmem złożonym z wielu różnej wielkości centrów - biznesowych, kulturalnych czy mieszkaniowych?

- To już się dzieje. Daliśmy ludziom możliwości wyboru miejsca pracy. Firmy, które zainwestowały w Trójmieście, stworzyły ok. 30 tys. miejsc pracy, zarówno w Gdyni, jak i w Gdańsku - w okolicach lotniska, w Oliwie i we Wrzeszczu. Pracownicy nie muszą jeździć z Oksywia na gdańskie lotnisko czy z Ujścieńska do Gdyni. Mogą sobie wybrać miejsce pracy także pod względem lokalizacyjnym.
Gdańsk w odróżnieniu od innych miast nie posiada CBD (central business district), centralnej części miasta, w której znajdują się głównie instytucje związane z handlem, usługami i siedziby dużych firm.

Pandemia uderzyła nie tylko w biznes, ale także w instytucje kultury czy kluby sportowe. Część firm, tnąc koszty, wycofała się z umów sponsorskich. Wy jednak podpisaliście kolejną umowę sponsoringową ze szczypiornistami. Dlaczego? To nadal dobry interes mimo pandemii? Czy może stoją za tym inne pobudki?

- Takie postępowanie jest po prostu w zgodzie z naszą filozofią. Trójmiasto wyróżnia się na tle innych miast tym, że prym wiodą tutaj lokalni deweloperzy. To jest pewien ewenement, ale także i obowiązek - pokazanie sobie i innym, że nie tylko o pieniądze tu chodzi. Mamy do czynienia z rodzajem odpowiedzialności za lokalną rzeczywistość.

Jest nam też po drodze z podejściem samego klubu do działalności. Przecież Wybrzeże Gdańsk jest oddolną inicjatywą kilku entuzjastów, którzy postanowili odrodzić tradycje klubu. Nie ma w tym jakichś ogromnych pieniędzy, jest raczej ogromna praca.

Dlaczego zostaliśmy sponsorem? Trochę na przekór wszystkim. Uważamy, że nie można się teraz ograniczać jedynie do cięcia kosztów i optymalizacji. Pozbawiając Trójmiasto takiego klubu lub ograniczając jego rozwój, sami siebie ograniczamy. W naszej branży nie jest tak, że dzięki sponsoringowi możemy uzyskać jakieś konkretne profity. Możemy co najwyżej wzbudzić sympatię mieszkańców Trójmiasta i kibicując "naszym", obejrzeć dobry mecz.

Opinie (44)

  • w końcu jakis sensowny glos z branzy

    Torus od lat wnosi znaczący wkład w rozwój lokalnego rynku, oby więcej takich firm i przykładów odpowiedzialnosci biznesowej

    • 54 5

  • zmiany nas czekają w wielu branżach

    ale to, jak głębokie i trwałe one będą, dzisiaj nie wie tego nikt, w końcu cały czas mierzymy się z pandemią i póki co nie widać jej końca. Rynek się dostosuje, jedne firmy lepiej, a inne gorzej odnajdą się w nowej rzeczywistości, ale tak jest zawsze przy tego typu zewnętrznych kryzysach. Ciekawe jest spojrzenie na skutki społeczne tych zmian, bo dzisiaj rzeczywiście mało się nad tym zastanawiamy, a one mogą być bardzo znaczące.

    • 6 2

  • Biznes potrzebuje jednego (4)

    Stworzenia warunków czyli nie wtrącanie się polityków w gospodarkę wolnorynkową. Biznes sam sobie poradzi

    • 27 13

    • gdzie masz ta wolnorynkową gospodarkę w Gdańsku? (1)

      A biznes sobie radzi doskonale w tym mieście. Tylko musi być z układu. Np przystanek za 770 tysięcy.

      • 8 7

      • Marudzisz

        Nie marudź nie czytaj amatorskich artykułów, Wyłącz TV

        • 6 3

    • (1)

      Największe deale robi się przy wsparciu polityki , czy to poprzez kontrakty gdzie płaci się z publicznych pieniędzy czy też poprzez ustawy i rozporządzenie faworyzujące jakąś wąską grupę czy też konkretne osoby

      • 6 1

      • A ja uważam, że nie

        W sensie globalnym i myśleniem korporacyjna Państwowym tak, ale gospodarka zdrowa to dobra klasa średnia patrz Niemcy

        • 1 0

  • ogromny szacun za wsparcie wybrzeza

    swiat sportu tez ma trudny czas, sponsorzy sie wycofuja, ale jak widac mozna widziec w tym sens nawt w pandemii

    • 26 3

  • (1)

    "Trójmiasto ma tradycję policentryczną. Mamy Gdańsk Główny, Gdynię, Sopot, Wrzeszcz czy przestrzeń wykreowaną w Oliwie. Nie musimy mieć jednego wielkiego centrum. Nie jesteśmy metropolią, a konurbacją, czyli pewnym miksem różnych założeń" hahahahah;)

    No tak, nie ma to jak tanio kupić grunty na zad*piach bez infrastruktury, potem sprzedać te klitki jako apartamenty 10 min od centrum i frustrację nabywców przerzucać na miasto, bo przecież na jego barkach kładzie się zapewnienie dojazdu, komunikacji do wciąż nowo powstających powstających wylewających się na południe nowych osiedli;)

    • 11 22

    • oczywiscie ze miasto drogi i komunikację odpowiada.

      bo taka jest rola miasta tylko nie Gdańska. Sprzedają grunt deweloperowi on robi projekt miasto zatwierdza. I mamy to co mamy. Drogi tylko z polnych ścieżek staja się asfaltowe. Porównaj układ drogowy na historycznej mapie z tym co teraz jest na południowych osiedlach.

      • 4 7

  • (1)

    I na tym polega lokalny patriotyzm. Brawo!

    • 22 3

    • to jest bardzo lokalny patriotyzm

      ograniczony do swoich kolesiów z układu.

      • 2 9

  • ocieplanie wizerunku patologii gdańskiej

    • 19 24

  • na Mlodym Miescie"

    i wszystko jasne.

    • 5 2

  • Torus to nie czasem dawna firma wydawnicza która miała kontrakty na druk podręczników ? (5)

    kompletnie nie rozumie dlaczego co rok zmienia się minimum programowe i drukuje sie nowe podręczniki zamiast tak jak było kiedyś uczniowie przekazywali sobie z roku na rok ale widocznie jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze

    • 19 11

    • (1)

      Wydawnictwo (Gdańskie Wydawnictwo Oświatowe) to osobna spółka, powiązana osobowo z Torusem.

      • 6 0

      • no czyli wszystko się klei a ktoś jest w stanie wyszukać ich kontrakty na podręczniki w necie

        z ostatnich 15 lat ?

        • 0 4

    • Naprawdę nie rozumiesz? (1)

      • 0 0

      • rozumiem i to bardzo dobrzez

        faktury ze spółek na spółki itd . Podaj ile setek milionów zarobiono na druku podręczników a wtedy będziesz wiedział czemu zmieniano je co rok. Myslisz że zmieniano je dla dobra dzieci? naiwny

        • 2 1

    • Ja uwielbiiam, tekst, z e ktos zbudowal cos z niczego, american dream

      • 0 0

  • Zamiast (6)

    Zamiast biur to mogliby budować mieszkania bo tych w Trójmieście katastrofalnie brakuje - wystarczy spojrzeć na ceny. Biznesy i korporacje - wszystko pięknie ładnie ale po co to młodym jak nie mają mieszkania ????

    • 7 20

    • Facet

      Facet zdziwiony że młodzież wyjeżdża do Anglii. Najlepiej jakby młody w korporacji na dwa etaty pracował żeby zarobić jeszcze na kamienicznika.

      • 7 5

    • mieszkań jest nadmiar (4)

      popyt spadł na łeb, ceny też lecą w dół a pustostany na każdej inwestycji

      • 0 6

      • Ciekawa analiza rynku nieruchomości w Wenezueli.

        • 5 0

      • Gadasz (2)

        Bez sensu. Zobacz jakie są ceny. Za 17 metrowe klitki do remontu chcą 200 tysięcy. O normalnych mieszkaniach nie wspomne bo to nie ma sensu.

        • 1 0

        • (1)

          gdzie sa mieszkania 17 metrów? w starym budownictwie sa od 28-30 i w zależności od dzielnicy można wyrwać za 250 kawałków

          • 2 3

          • Kawalerki w standardowych gierkowskich 10-piętrowych blokach mają właśnie 17 m2

            W latach 70-tych mieszkały w nich często rodziny z dzieckiem.

            • 0 0

1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Moim zdaniem

Ważne adresy

Ludzie biznesu

Monika Płocke

Banking Technology, Head of Change and Technology Capabilities w Nordea Bank AB. Absolwentka...