stat

Na swoim. Elektronika i motocykle Piotra Papciaka

A biznes wziął się z potrzeby. Wymyślając te urządzenia początkowo nie zakładałem, żeby je sprzedawać, robiłem je po to, żeby było bezpieczniej i wygodniej - mówi Piotr Papciak.
A biznes wziął się z potrzeby. Wymyślając te urządzenia początkowo nie zakładałem, żeby je sprzedawać, robiłem je po to, żeby było bezpieczniej i wygodniej - mówi Piotr Papciak. fot. Łukasz Unterschuetz / Trojmiasto.pl

O tym, że najważniejszy jest pomysł, a jak jest dobry, to nawet hobby możne przerodzić się w dobrze rokujący biznes, a także o tym, że aby się udało, trzeba być cierpliwym, bo nie można planować bycia na swoim w perspektywie miesiąca, rozmawiamy z Piotrem Papciakiem, właścicielem firmy PP Moto Device, konstruktorem urządzeń poprawiających jakość i bezpieczeństwo jazdy motocyklami. W poprzednim odcinku "Jak to jest na swoim" rozmawialiśmy z Magdaleną Głuszek, właścicielką Bio Piekarni na Przymorzu. Kolejny wywiad już za miesiąc.


Samochodziki najpierw musiałem rozłożyć na części, aby zobaczyć, co jest w środku, aby sprawdzić, jak to jest, że jeżdżą. Na początku nie udawało mi się ich złożyć z powrotem, jednak do czasu.

Jest pan na swoim i na etacie. Czy da się to pogodzić?

Piotr Papciak: - Jak widać da się. Tak pracuję już od kilku lat. To takie bezpieczne rozwiązanie. Pracować dla kogoś jest łatwiej, bo człowiek otrzymuje wynagrodzenie niezależnie od tego, jak firma sobie radzi. Na swoim trzeba ponieść pełną odpowiedzialność. A moja firma cały czas się rozkręca. Buduję ją etapami, powoli, ze środków własnych, bez kredytów. Zbieram doświadczenie, bazę klientów i buduję markę. Być może za kilka lat będę już tylko na swoim. Właściwie jestem pewien, że tak będzie. Taki mam cel. Na razie udaje mi się godzić etat z prowadzeniem firmy. Od trzech lat pracuję w firmie elektronicznej zajmującej się alarmami. To bardzo dobra praca, świetna firma i na razie szkoda by mi było zrezygnować. A swojej firmie poświęcam wieczory i całe weekendy, ale daję radę.

Pracuje pan w firmie elektronicznej, pana działalność "na swoim" to też ta branża.

- Tak. Jestem po szkole elektronicznej, więc idę po linii. Jednak ta dziedzina to przede wszystkim moja pasja. Od zawsze. Podobno już jako dziecko psułem zabawki, aby je potem naprawiać. Samochodziki najpierw musiałem rozłożyć na części, aby zobaczyć, co jest w środku, aby sprawdzić, jak to jest, że jeżdżą. Na początku nie udawało mi się ich złożyć z powrotem, jednak do czasu. Chyba w czymś innym bym się nie odnalazł.
Na pomysły wpadałem, kiedy pojawiały się problemy, tak np. powstało urządzenie do smarowania łańcucha. To było dokładnie 5 lat temu.
Próbowałem sił w różnych branżach, ale bardzo mnie to męczyło. Tuż po skończeniu szkoły pracowałem w firmie telekomunikacyjnej jako doradca klienta. Nawet awansowałem i kierowałem zespołem. Praca straszna, ale współpracownicy rewelacyjni. Później zmieniłem pracę na sektor bankowy. Tam musiałem się uczyć tych wszystkich przepisów dotyczących bankowości i finansów i... szybko się wycofałem. Potem już szukałem pracy tylko w zawodzie. Pracowałem w kilku firmach, także na kierowniczych stanowiskach. W swojej pracy miałem do czynienia z elektroniką w bardzo wielu wymiarach i zastosowaniach.

Elektronika to jedno, a skąd motocykle?

- To kolejna moja pasja. Jeżdżę od 6 lat. Mam grupę znajomych z Polski, z którą jeździmy po świecie. W ubiegłym roku byliśmy w Czarnobylu, Monako, Wenecji i Albanii. Teraz jesteśmy na etapie planowania majówki, kierunkiem naszym na ten okres będą Bałkany ze szczególnym zapatrywaniem na Kosowo i Grecję. Dla mnie hobby to nie tyle sam motocykl, co turystyka motocyklowa. Poznawanie ciekawych miejsc, ludzi. A biznes wziął się z potrzeby. Wymyślając te urządzenia początkowo nie zakładałem, żeby je sprzedawać, tylko robiłem je po to, żeby było bezpieczniej i wygodniej. Na początku dla siebie, potem dla znajomych, aż w końcu na sprzedaż. Na pomysły wpadałem, kiedy pojawiały się problemy, tak np. powstało urządzenie do smarowania łańcucha. To było dokładnie 5 lat temu.

Do smarowania łańcucha, czyli...

- Motocykl musi mieć smarowany łańcuch. Jak pada deszcz, to trzeba to robić częściej, jak jest sucho - rzadziej. Jeżeli nie jest smarowany, to szybko się wyciąga i trzeba wydać niemałe pieniądze na nowy.
Po każdym moim dalszym wyjeździe pojawia się nowy pomysł, także po tegorocznej majówce pewnie znów nad czymś nowym będę pracował.
A sam łańcuch potrafi kosztować nawet tysiąc złotych. Dlatego jeżeli nie pilnuje się smarowania, to w bardzo szybkim czasie można ten łańcuch wykończyć. A jak to robić w czasie podróży? Jak człowiek jest w trasie, deszcz pada i nie ma wyjścia, trzeba toboły zdjąć z maszyny i w tym deszczu posmarować, żeby znowu jechać to... przyjemnie nie jest. Po jednym z wyjazdów stwierdziłem, że coś trzeba z tym zrobić. Niech coś smaruje za mnie, zgodnie z warunkami pogodowymi.

I wymyślił pan. Jak to działa?

- Urządzenie rozpoznaje warunki pogodowe, czyli mierzy sobie na bieżąco temperaturę powietrza, wilgotność, wie, czy pada deszcz, czy jest sucho, czy jest ciepło, czy zimno i na podstawie tych pomiarów dobiera sobie taką nazwijmy to mapę smarowania. Dodatkowo mierzy sobie też prędkość, dzięki czemu również koryguje sobie tę mapę względem prędkości, czyli poznaje charakter jazdy motocyklisty i dostosowuje się do niego.
Branża, którą wybrałem jest specyficzna, bardzo sezonowa. Głównie kręci się od później jesieni do wczesnej wiosny, czyli wówczas, gdy motocykle stoją, a ich właściciele, szykując się do drogi kombinują, co tu usprawnić - mówi Piotr Papciak.
Branża, którą wybrałem jest specyficzna, bardzo sezonowa. Głównie kręci się od później jesieni do wczesnej wiosny, czyli wówczas, gdy motocykle stoją, a ich właściciele, szykując się do drogi kombinują, co tu usprawnić - mówi Piotr Papciak. fot. Łukasz Unterschuetz / Trojmiasto.pl

Taki mały komputer?

- Tak można to określić. Na podstawie tych wszystkich danych tak smaruje łańcuch, żeby nie posmarować zbyt dużo, nie posmarować zbyt mało, aby było optymalnie. Głównym problemem takich olejarek - bo podobne urządzenia są na rynku - jest to, że one smarują, jak chcą. I potem albo motocyklista jest mokry od oleju, albo łańcuch jest suchy. A dzięki tym wszystkim czynnikom, które mierzy moje urządzenie, jest ono wstanie zrobić to perfekcyjnie. Ciągle je udoskonalam, co roku wypuszczam aktualizację. Każdy, kto kupił ode mnie urządzenie, może ją bezpłatnie otrzymać.

Co powstało potem?

- Instalacja, która zastępuje w motocyklu światła awaryjne. Starsze motocykle ich nie mają. Jest to urządzenie, które podpina się pod instalację motocyklową, czyli nie trzeba kombinować z jakimiś przełącznikami. Wszystko steruje się kasownikiem. Dodatkowo w czasie hamowania dzięki specjalnemu czujnikowi przyspieszenia urządzenie czyta siłę hamowania. Jeżeli ktoś wyskoczy nam z podporządkowanej i trzeba gwałtownie hamować, to moje urządzenie automatycznie samo włącza światła awaryjne. Tak jak w nowoczesnych autach.
Jak coś jest dobre, to łatwo sprzedać, ale jak coś jest słabe, to zła opinia też szybko się rozchodzi. Nie mogę sobie pozwolić na wypuszczenie bubla.
Do tego tak długo je trzyma włączone, aż motocykl wytraci prędkość. Moje instalacje mają poprawić komfort jazdy, ale przede wszystkim mają poprawić bezpieczeństwo. Mam bliskie mi osoby, więc głównym powodem tworzenia urządzeń jest to, żeby w razie problemów maksymalnie się ochronić. Światła awaryjne nie pomogą, gdy ktoś zajedzie nam drogę, ale gdy raptownie hamujemy, to zawsze lepiej, jak ten za nami to zobaczy. Niedługo wprowadzę do sprzedaży urządzenie, które pulsuje światłem na stop. Skonstruowałem także alarm, który czyta położenie motocykla względem podłoża. Jak ktoś usiłuje ruszyć maszynę, to on wyłapie zmianę położenia i zacznie wyć. Dodatkowo wysyła informację o tym wprost do telefonu właściciela. Jest jeszcze licznik biegów, czyli takie urządzenie, które programuje się pod motocykl i ono zapamiętuje sobie współczynnik obrotów do prędkości i wiemy, na jakim biegu w danym momencie jedziemy. Unikamy wówczas sytuacji, gdy usiłujemy wbić bieg, na którym już jedziemy. Instalacja pokazuje, na jakim biegu jesteśmy. Po każdym moim dalszym wyjeździe pojawia się nowy pomysł, także po tegorocznej majówce pewnie znów nad czymś nowym będę pracował. A jak nie, to zajmę się moją kolejną pasją, czyli przygotowywaniem samochodów na rajdy. Na to niestety nie mam zbyt wiele czasu, bo robię to, jak nie mam zajęcia, a to się rzadko zdarza.

Kiedy zorientował się pan, że na tych urządzeniach "dla siebie" da się zarobić?

- Na początku nie chodziło o zarobek, a o wyzwanie. Uda się coś zrobić czy nie. Czasem wydawało się, że będzie ciężko, a okazywało się, że potrafię. To dawało satysfakcję. Najpierw robiłem dla siebie, potem dla znajomych, potem dla znajomych znajomych i tak poszło. Pierwsze urządzenie sprzedałem człowiekowi, który jak zmienił motocykl, to od razu zadzwonił i zamówił kolejne do nowej maszyny, bo jak stwierdził "bez niego to nie to samo". Wtedy pomyślałem, że może się udać. A dziś mam klientów z całej Polski i ze świata - ze Stanów Zjednoczonych, Finlandii, Norwegii, dużo z Francji, Niemiec, Anglii. Mam kilka sprawdzonych urządzeń, wciąż pracuję nad nowymi, moje produkty są chronione prawnie, grono klientów stale rośnie. Czegóż chcieć więcej.

System poleceń to świetny kanał promocyjny, ale też bardzo trzeba uważać, bo złe wieści też się szybko rozchodzą.

- Tak. Dlatego nigdy nie wypuszczam na rynek urządzenia, które nie jest gotowe, które nie jest sprawdzone w stu procentach. Wolę nad czymś popracować dłużej, aby być pewnym, że będzie idealnie. Motocykliści trzymają się razem, wymieniają się informacjami na forach. Jak w jednym modelu coś zadziała, to potem dzwoni piętnastu, że też chcą kupić. Jak coś jest dobre, to łatwo sprzedać, ale jak coś jest słabe, to zła opinia też szybko się rozchodzi. Nie mogę sobie pozwolić na wypuszczenie bubla. To są indywidualne zamówienia. Tu trzeba każdego klienta tak obsłużyć, jak by się samemu chciało być potraktowanym. Myślę o poszerzeniu działalności i przekazaniu komuś dystrybucji, aby ze sprzedaży detalicznej przejść na bardziej hurtową. Mam jednak obawy właśnie o to, czy ktoś inny będzie wystarczająco dbał o klienta, tak jakbym sobie tego życzył. Przyjdzie jednak czas, że będę musiał komuś to powierzyć. Zwłaszcza, że mam coraz więcej pomysłów.
Myślę o urządzeniach wykorzystywanych w tzw. inteligentnych domach, czy systemach opiekujących się ogrodami. Urządzenie zmierzy temperaturę, naświetlenie i samo uruchomi nawodnienie czy nawożenie.

Jeszcze więcej urządzeń, czy może coś zupełnie nowego, jakaś inna branża?

- Też elektronika, ale w innym obszarze. Myślę o urządzeniach wykorzystywanych w tzw. inteligentnych domach, czy systemach opiekujących się ogrodami. Urządzenie zmierzy temperaturę, naświetlenie i samo uruchomi nawodnienie czy nawożenie. My na wakacjach, a ogród jest dopilnowany. Skoro ludzie wydają duże pieniądze, aby zaaranżować ogród, to myślę, że wydadzą także na jego utrzymanie. Tylko musi to być urządzenie inne niż te na rynku, a nawet jeżeli nie inne, to na pewno lepsze.

A ma pan jakąś radę dla tych, co zastanawiają się, czy iść na swoje?

- Nie można się bać i załamywać, gdy coś nie wychodzi, bo dziś może nie iść, a jutro - kto wie? Ważne, by nie żałować tego, co się zrobiło a tego czego się nie zrobiło. Branża, którą wybrałem jest specyficzna, bardzo sezonowa. Głównie kręci się od później jesieni do wczesnej wiosny, czyli wówczas, gdy motocykle stoją, a ich właściciele, szykując się do drogi kombinują, co tu usprawnić. Jak w jednym miesiącu jest gorzej, to nie znaczy, że w następnym będzie tak samo. Oczywiście ja mam łatwiej, bo jeszcze jestem na etacie, ale wydaje mi się, że gdybym poszedł na całość, to jeszcze lepiej by się to kręciło, bo poświęciłbym na to sto procent czasu. Trzeba być cierpliwym i konsekwentnym. Wiedziałem, że od razu nie sprzedam stu urządzeń po miesiącu, ale może po roku. Nie można na hura. Nie można planować biznesu w perspektywie miesiąca, tylko roku czy dwóch. Dzięki temu człowiek nie załamuje się w gorszych momentach. Tak już jest, że na sukces trzeba poczekać i wytrwale na niego pracować.

Podobno najlepiej uczyć się na cudzych błędach. Zdecydowanie lepiej słuchać mądrych rad. Własny biznes to często trudny kawałek chleba, ale - jak postaramy się pokazać - warto spróbować. Dla tych, którzy wolą rady mamy nasz cykl rozmów z doświadczonymi przedsiębiorcami - "Jak to jest na swoim", czyli garść wiedzy od praktyków w biznesie. Cykl nagrodzony w konkursie Narodowego Banku Polskiego.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (45)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Najczęściej czytane