stat

Na swoim. Strona firmowa, czyli sprawne narzędzie według Tomasza Koszlaka

Dużo firm powstaje, ale wiele działa do tzw. "dużego ZUS-u". Kończą się preferencje, kończy się firma. Pierwsze lata działalności są najtrudniejsze - mówi Tomasz Koszlak.
Dużo firm powstaje, ale wiele działa do tzw. "dużego ZUS-u". Kończą się preferencje, kończy się firma. Pierwsze lata działalności są najtrudniejsze - mówi Tomasz Koszlak. fot. Maciej Czarniak/trojmiasto.pl

O tym, że najważniejsza jest jakość, że z konkurencją lepiej współpracować niż konkurować, a także o tym, że mała firma to alternatywa dla tych, którzy nie chcą być trybikami w korporacyjnej machinie rozmawiamy z Tomaszem Koszlakiem, właścicielem Agencji Interaktywnej Web24.com.pl. W poprzednim odcinku "Jak to jest na swoim" rozmawialiśmy z Dariuszem Orłowskim, właścicielem firmy Orzeł, a już za dwa tygodnie rozmowa z Magdaleną Gawłowską-Bujok i Tomaszem Bujokiem z No Fluff Jobs.


Czy dziś by się udało? Nie wiem. Branża IT obecnie jest bardzo kosztochłonna, więc trudno byłoby zacząć bez zewnętrznego dofinansowania.

Od kiedy jest pan na swoim?

Tomasz Koszlak: - Od zawsze. Nigdy nie pracowałem na etacie, nawet nie wiem, czy bym się sprawdził. Zawsze chciałem być na swoim i od początku wiedziałem, że będzie to branża IT. Było to zgodne z moim kierunkiem studiów, ale przede wszystkim z moimi zainteresowaniami. Edukacja, pasja i biznes. Pierwsza firma, czyli jednoosobowa działalność to był rok 2006. Po dwóch latach razem z kolegą z liceum połączyliśmy siły i tak powstała marka Web24.com.pl. Od roku prowadzę ją sam, niezależnie.

Wynika z tego, że studia wybrał pan bardzo świadomie?

- Tak. To były ciekawe czasy dla IT - komputery stawały się wszechobecne, internet stał się ogólnie dostępny, wchodziły stałe łącza. Wszystko na to wskazywało, że będzie to kierunek przyszłościowy. Poza tym, jak już mówiłem, to jest moja pasja. Najtrudniejsze były pierwsze dwa lata. W tej branży pierwszy rok jest zawsze pod wodą, na powierzchnię wychodzi się najwcześniej po dwóch latach. To był czas, gdy nie było tych wszystkich unijnych funduszy na taką skalę, dotacji samorządowych, funduszy inwestycyjnych, całej idei startupowej. Trzeba było inwestować własne środki, których też nie było za wiele. Na szczęście mieliśmy ten komfort, że mieszkaliśmy jeszcze u rodziców i zarobione pieniądze można było przeznaczyć na rozwój firmy. Z roku na rok firma rosła, z dobrym, stałym współczynnikiem dynamiki. Czy dziś by się udało? Nie wiem. Branża IT obecnie jest bardzo kosztochłonna, więc trudno byłoby zacząć bez zewnętrznego dofinansowania.

Branża IT to szerokie pojęcie. Czym dokładnie zajmuje się pana firma?
Jeszcze parę lat temu w myśl zasady, jak nie ma ciebie w internecie, to w zasadzie nie ma ciebie w ogóle powstało dużo serwisów średniej jakości. Dzisiaj to się zmienia.

- Web24.com.pl to znacznie więcej niż kolejna firma zajmująca się projektowaniem stron internetowych. To pełnowymiarowy Software House i zarazem profesjonalna agencja interaktywna. Naszą specjalizacją są projekty oraz aplikacje tworzone na miarę i kreowane z myślą o działaniu przez lata. Głównym celem jest realizacja założeń biznesowych wynikających z opracowanej strategii projektowej.

Nie jest już też jednoosobową działalnością.

- Tak. W tej chwili na pokładzie mamy 5 osób na stałe, ale cały zespół to ok. 15 osób, czyli zdalnie współpracujący graficy, webmasterzy i copywriterzy. Specjalizujemy się w złożonych produkcjach internetowych, to są serwisy internetowe tworzone na indywidualne zamówienie, które często integrujemy z zewnętrznymi rozwiązaniami. Firma aktualnie prowadzi rekrutację na stanowiska programistyczne.
Kiedyś programiści ustawiali się w kolejce. Dziś w Polsce brakuje ok. 50 tys. specjalistów. Pozyskanie programisty z doświadczeniem nie jest łatwe - mówi Tomasz Koszlak.
Kiedyś programiści ustawiali się w kolejce. Dziś w Polsce brakuje ok. 50 tys. specjalistów. Pozyskanie programisty z doświadczeniem nie jest łatwe - mówi Tomasz Koszlak. fot. Maciej Czarniak/trojmiasto.pl
Dziś mówiąc o stronie internetowej nie kojarzymy jej tylko z komputerem, ale też z tabletem czy smartfonem. Tych urządzeń jest więcej (...)

Jak pan ocenia jakość stron internetowych firm, instytucji?

- Jeszcze parę lat temu w myśl zasady "jak nie ma ciebie w internecie, to w zasadzie nie ma ciebie w ogóle", powstało dużo serwisów średniej jakości. Dzisiaj to się zmienia. Rośnie świadomość zarówno podmiotów, które zamawiają strony internetowe, jak i użytkowników, którzy z nich korzystają. Strona już nie ma być jedynie wizytówką, ona ma być narzędziem. Ma realizować konkretne cele biznesowe oraz wizerunkowe. Taka strona - porządnie przygotowana - jest niczym przedstawiciel firmy. Kiedyś strony były kolorowe i fajerwerkowe, dzisiejszym trendem jest nowoczesny minimalizm. Kontekst jest najważniejszy, tło pozostaje w cieniu. Najczęstszym błędem jest brak testów wydajności, sprawdzania bezpieczeństwa działania oraz niezawodności. Taki produkt musi działać na każdym urządzeniu.

A z tym bywa rożnie, czasem ta sama strona różnie pracuje na dwóch innych przeglądarkach czy smartfonach.

- Tak. Niestety, dziś sytuacja jest dużo bardziej złożona niż wcześniej. Dziś mówiąc o stronie internetowej nie kojarzymy jej tylko z komputerem, ale też z tabletem czy smartfonem. Tych urządzeń jest więcej i do tego wielu producentów, którzy między sobą konkurują technologicznie, każdy chciałby mieć wszystko na wyłączność. Na nas jako na wykonawcach stron spoczywa obowiązek, aby wszystko działało na każdej przeglądarce czy urządzeniu. Zawsze bierzemy pod uwagę wszystkie rozwiązania, które są w zasięgu co najmniej 3 proc. populacji. Sprawdzamy i korygujemy wszystkie elementy pod danego producenta.

A tego taka "złota rączka" od IT metodą chałupniczą sama chyba raczej nie wykona?
Lepiej żeby co 50 użytkownik dokonywał zakupu niż co 200 - i to jest nasze zadanie.

- To jest jak z samochodami. Można mieć samochód używany 30-letni, ale zawsze jest ryzyko, czy dojedziemy nim do celu. Wszystko zależy od potrzeb. Są podmioty mniejsze, takie jak np. osiedlowa myjnia samochodowa, którym wystarczy strona-wizytówka, a pakowanie środków w skomplikowane produkty internetowe byłoby nieuzasadnione ekonomicznie.

Jednak sklep internetowy to już chyba inna bajka?

- To zupełnie inna sprawa. Tu wszystko musi działać bez zarzutu. Nie można ryzykować, że po wejściu setnego użytkownika niewydolny system się rozsypie, że zdjęcia będą się zbyt wolno otwierały. Tu rozwiązania muszą być skuteczne, mają pomóc w sprzedaży, a nie ją utrudniać. Lepiej żeby co 50 użytkownik dokonywał zakupu, niż co 200 i to jest nasze zadanie. Dlatego zawsze najważniejsze jest zdefiniowanie, po co ten serwis właściwie jest, dla kogo jest przeznaczony, kto jest jego odbiorcą. Dziś praca nad stroną internetową, która ma być narzędziem, to złożony temat - od zdefiniowania potrzeb, zaprojektowania szaty graficznej, wykonania oprogramowania, po drobiazgowe przetestowanie produktu. Nikt nie ma czasu w Internecie, to jest medium dynamiczne. Nie wyskoczyło, to otwieram nową zakładkę i jestem u konkurencji. Naszym zadaniem jest zbudowanie trwałej przewagi konkurencyjnej. Można śmiało powiedzieć, że w dzisiejszym Internecie jakość jest równie ważna, co skuteczność.

Czy to jest bardzo konkurencyjny rynek?

- Nie bardziej niż w innych branżach. Dużo firm powstaje, ale wiele działa do tzw. "dużego ZUS-u". Kończą się preferencje, kończy się firma. Pierwsze lata działalności są najtrudniejsze. Wiadomo, że każdemu wykonawcy marzą się jak największe zlecenia, najbardziej rentowne. Trzeba jednak mierzyć siły na zamiary. My poszliśmy w jakość, nie poszliśmy drogą na skróty, nigdy nie walczyliśmy o klienta ceną. Chcieliśmy dążyć do tych projektów złożonych, długoterminowych, jakościowych.
Internet jest najbardziej popularnym i dostępnym medium, jest wszechobecny. Pytanie jak skorzystamy z tego potencjału.
Nasze umiejętności rosły wraz z upływem czasu. Zawsze staraliśmy się wykonać serwisy jak dla siebie. A jakość się opłaca. Widzimy na przestrzeni lat, jak jakość powodowała, że klienci do nas wracali. Dlatego dziś mamy dość duże doświadczenie. Wykonaliśmy ponad 600 serwisów internetowych dla 150 klientów, w tym dla tak poważnych marek jak Grupa Żywiec, Energa, Stena Line, PWN czy Hossa. Poza tym nie odczuwam negatywnej konkurencji. Wprost przeciwnie, czasem nawet się wspieramy, zwłaszcza w takich miejscach jak Pomorski Park Naukowo-Technologiczny, w którym mamy siedzibę. Jesteśmy też członkiem pomorskiego Klastra ICT Interizon oraz należymy do Pomorskiego Klubu Biznesu. Zdecydowanie wolę współpracować, niż rywalizować.

Jednak są tacy, co wolą tanio?

- Jak wszędzie. Internet jest najbardziej popularnym i dostępnym medium, jest wszechobecny. Pytanie, jak skorzystamy z tego potencjału. Jeżeli zaoszczędziliśmy na produkcie, ale nie osiągamy z tego tytułu żadnych korzyści, bo pozycjonowanie leży, nie ma ruchu w serwisie, nie ma sprzedaży, to tak naprawdę tracimy. Pytanie, czy chcemy ten webserwis traktować jak inwestycję, czy ma służyć naszemu biznesowi i jego rozwojowi. A utrzymanie tego kosztuje - serwery, infrastruktura, obsługa. Nie chodzi o to, żeby odwiedzało nas 100 tys. użytkowników, chodzi o to, żeby to byli użytkownicy tzw. jakościowi, czyli czasem lepiej mieć ten tysiąc, który konwersuje, niż 100 tys., z których nie ma sprzedaży. Tu przydaje się doświadczenie takich firm jak nasza. Internet jest medium analitycznym. Przez te popularne ciasteczka mamy dostęp do statystyk. My korzystamy z tego potencjału, mamy narzędzia, które monitorują nam ścieżki użytkowników. Wartość serwisu ocenia się też pod kątem funkcjonalności. Kiedyś przygotowywaliśmy serwis dla sieci sklepów. Klient chciał mieć sklep internetowy, bo konkurencja też ma. Dziś utrzymują sklepy stacjonarne tylko po to, żeby ich klienci mieli gdzie odbierać paczki z produktami zamówionymi przez internet.
My jesteśmy mikrobiznesem, a o pracowników konkurujemy z potężnymi zachodnimi spółkami. Korporacje międzynarodowe biorą z rynku, co chcą (...)

Mówi się, że programista dziś jest na wagę złota. Czy faktycznie tak trudno o pracowników w tej branży?

- Tak, zwłaszcza o dobrych. Kiedyś programiści ustawiali się w kolejce. Dziś w Polsce brakuje ok. 50 tys. specjalistów. Pozyskanie programisty z doświadczeniem nie jest łatwe. Można zatrudnić młodych, bez tej wiedzy praktycznej, ale na to takie małe firmy jak moja nie mogą sobie pozwolić. A pion deweloperski to silnik. Zwłaszcza gdy firma przygotowuje autorskie produkty i nie korzysta jedynie z gotowych rozwiązań.

O pensjach w IT krążą legendy.

- Pensje zdecydowanie poszły w górę. Na przestrzeni ostatnich lat nawet dwukrotnie, a i tak nigdy nie były małe.

To jest wyzwanie dla małych firm?

- Jest to duże wyzwanie. My jesteśmy mikrobiznesem, a o pracowników konkurujemy z potężnymi zachodnimi spółkami. Korporacje międzynarodowe biorą z rynku, co chcą, a dla nas to jest duża bariera finansowa do przeskoczenia. Na naszą korzyść działa to, że nie wszyscy chcą być trybikami w wielkiej korporacji. To są dwa zupełnie różne profile zawodowe - praca w korporacji, a praca w mniejszej firmie. Często ludzie w korporacjach pracują na fragmentach i nie mają wiedzy, co to ostatecznie będzie robić, do czego jest to przeznaczone. To może męczyć. U nas pracuje się nad całym projektem. Nie tracimy czasu na procedury. Robimy, wdrażamy i to jest świadoma decyzja zespołu.
Mamy tu do czynienia z bardzo trudnymi sprawami, jak ochrona danych osobowych czy informacji strategicznych na temat firmy.

Czy przyszłość to mobile?

- To nie przyszłość, to teraźniejszość. 70 proc. ruchu generowanego w sieci to są urządzenia mobilne. Wystarczy popatrzeć na ulicę - smartfony, tablety.

IT to branża bardzo dynamiczna. Można nadążyć?

- Można. My jesteśmy tego najlepszym przykładem. Każde oprogramowanie, które my wdrażamy dla klienta jest realizowane w oparciu o najnowsze wersje. Każdy projekt jest inny od poprzedniego. Wyłapujemy najmniejsze zmiany w momencie ich wystąpienia. Jest to złożony temat, ale daje dużo satysfakcji. Trzeba też podkreślić, że to są bardzo skomplikowane usługi. Mamy tu do czynienia z bardzo trudnymi sprawami, jak ochrona danych osobowych czy informacji strategicznych na temat firmy. Musimy chronić dane wrażliwe użytkowników sieci, żeby nie wypłynęły. Z naszych rozwiązań korzystają firmy, nazwijmy to strategiczne, tu nie można pozwolić sobie na nawet najmniejszą wpadkę. Dlatego stosujemy standardy bezpieczeństwa nawet wyższe niż bankowe. To - niestety - wydłuża czasochłonność projektu. Można pójść na skróty, można to ominąć, ale ryzyko...
Sam staram się zatrudniać ludzi lepszych od siebie, aby wnosili taką wartość dodaną. Zawsze trzeba się uczyć, można też od swojego zespołu.

Może się to skończyć włamaniem?

- Tak. Na szczęście nie mieliśmy prób włamania do naszego rozwiązania, które zakończyłoby się powodzeniem. Być może dlatego, że nie stosujemy gotowych silników, takich, które są ogólnodostępne w sieci. Nasze rozwiązania są bezpieczne, przechodziły audyty zewnętrzne. A przecież praktycznie na każdej stronie znajduje się jakiś formularz i chodzi o to, żeby przez ten formularz nie wejść do bazy danych i nie wyciągnąć danych czy strategicznych informacji. Niejeden biznes skończył się przez włamanie. Ciąży na nas duża odpowiedzialność. Zawsze jednak powtarzam, że pod kątem naszych systemów najsłabszym punktem jest człowiek, który z
nich korzysta - hasło na monitorze, hasło w portfelu czy wysłane e-mailem. Edukujemy klientów, że taka lekkomyślność może być zgubna.

Żeby prowadzić taką firmę jak pan, trzeba mieć naprawdę dużą wiedzę techniczną, wiedzę o branży. Tu nie wystarczy kapitał.

- Jeżeli wziąłby się za to dobry menedżer i potrafił dobrać sobie zespół, to mógłby.

Ale trzeba wiedzieć, o czym zespół rozmawia?

- Tak. Byłoby trudniej, ale wszystko zależy od zespołu. Sam staram się zatrudniać ludzi lepszych od siebie, aby wnosili taką wartość dodaną. Zawsze trzeba się uczyć, można też od swojego zespołu.

Podobno najlepiej uczyć się na cudzych błędach. Zdecydowanie lepiej słuchać mądrych rad. Własny biznes to często trudny kawałek chleba, ale - jak postaramy się pokazać - warto spróbować. Dla tych, którzy wolą rady mamy nasz cykl rozmów z doświadczonymi przedsiębiorcami - "Jak to jest na swoim", czyli garść wiedzy od praktyków w biznesie.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (63)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.
13.10.2017 wprowadzono zmiany w regulaminie.
zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie niezwiązane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.

- jeżeli uważasz, że dana opinia nie powinna się tu znaleźć, zgłoś ją do moderacji.

Moim zdaniem

Strefa start-up

Najczęściej czytane