stat

Na swoim. Szkoła wokalna i studio głosu Agnieszki Kamińskiej

Pracujemy z młodzieżą i z dorosłymi. Trafiają do nas ludzie, którzy chcą się nauczyć śpiewać, ale też tacy, którzy chcą się nauczyć ładnie mówić - opowiada Agnieszka Kamińska.
Pracujemy z młodzieżą i z dorosłymi. Trafiają do nas ludzie, którzy chcą się nauczyć śpiewać, ale też tacy, którzy chcą się nauczyć ładnie mówić - opowiada Agnieszka Kamińska. fot. Łukasz Unterschuetz/trojmiasto.pl

O tym, że warto zrezygnować z "wypasionego" mercedesa na rzecz inwestycji w swój rozwój, że z pasji da się wyżyć i to całkiem dobrze, a także o tym, że warto słuchać swojego... wewnętrznego głosu rozmawiamy z Agnieszką Kamińską, właścicielką szkoły Open Voice Studio. W poprzednim odcinku "Jak to jest na swoim" rozmawialiśmy z Bartoszem Leoszewskim, współwłaścicielem firmy FancyFon. Kolejny wywiad już za miesiąc.



Szkoła muzyczna, wokalna bo...

Agnieszka Kamińska: - Muzyka towarzyszy mi od zawsze. Śpiewam odkąd pamiętam. Na początku dzięki mojemu tacie, potem dzięki wspaniałym nauczycielom.
Nie zakładałam, że muzyka będzie moją drogą życiową, wiedziałam tylko, że to uwielbiam (...). Wszędzie, gdzie był taniec, gra, śpiew, tam byłam ja.

Skoro tak, to pewnie ma pani za sobą solidną edukację muzyczną w konserwatorium?

- Nie. Mogę powiedzieć, że gdybym dziś uczyła się śpiewu i gry na fortepianie, to byłabym prawdopodobnie uczennicą takiej szkoły jak moja. Jednak gdy ja byłam w wieku szkolnym to były tylko państwowe szkoły muzyczne. Uczyłam się więc w tzw. ognisku muzycznym. Najpierw przez osiem lat na fortepianie, potem przez chwilę próbowałam grać na gitarze, ale to nie był mój instrument. Ostatecznie w wieku 12 lat wybrałam śpiew. Uczyłam się, ale nie w szkołach, tylko na prywatnych lekcjach u profesorów, którzy uczyli w tych szkołach.

Można więc powiedzieć, że dziś jest pani na swoim, ale od zawsze "po swojemu"?

- Tak. Rodzice wspierali moją pasję, ale nie naciskali na szkoły muzyczne. To były lata 90., czas dużych przemian, być może nie wierzyli, że taka edukacja zabezpieczy mnie na przyszłość. Za to, jak już mówiłam, rozumieli i wspierali moje pasje. Zresztą muzyka i śpiew jest też pasją mojego taty, który miał kiedyś w planach zostać organistą. Życie zweryfikowało te plany, ale miłość do muzyki, do śpiewania jest w nim do tej pory. Dlatego mój dom zawsze był i jest rozśpiewany. Nie chodziłam do szkół muzycznych, ale to wcale nie oznacza, że ta moja nauka nie była solidna. W ognisku muzycznym miałam bardzo wymagającą nauczycielkę, która strasznie nas - jak to mówią - piłowała. Czasem ćwiczyłam nawet po trzy godziny dziennie. Jednak dzięki niej już po kilku latach nauki grałam bardzo trudne utwory, które dziś - tak z marszu - nie wiem, czy umiałabym zagrać poprawnie. Nigdy jednak nie żałowałam, że nie przeszłam tej państwowej ścieżki edukacji muzycznej. Te szkoły kształcą dobrze warsztat, człowiek gra równo, w punkt, ale... Dzięki temu, że byłam obok, po swojemu, to nigdy nie poczułam zmęczenia, nigdy nie straciłam tej pasji. Od zawsze miałam duże poczucie wolności w swojej ekspresji, rodzice chyba to wyczuli i wiedzieli, że nie wpasuję się w sztywne ramy. Moja edukacja przebiegła w dużej mierze poza instytucjonalnym oficjalnym nurtem, a dziś moja własna szkoła również jest poza nim. Nie zakładałam, że muzyka będzie moją drogą życiową, wiedziałam tylko, że to uwielbiam. Korzystałam z każdej okazji, a to chór w szkole, a to zajęcia teatralne. Wszędzie, gdzie był taniec, gra, śpiew, tam byłam ja.
Mogłam zarabiać i stać mnie było na warsztaty śpiewu w Anglii czy kursy technik wokalnych, śpiewu klasycznego, śpiewu białego, mogłam pracować z wieloma wybitnymi nauczycielami z zagranicy. Inwestowałam w swój rozwój.

Skoro nie szkoła muzyczna, to...

- Po maturze przez chwilę zastanawiałam się nad Akademią Muzyczną w trybie zaocznym, bo tylko taki wchodził wówczas w grę, dla osób, które nie skończyły wcześniej szkół muzycznych - podstawowej czy średniej. Z jednej strony coś mnie przyciągało, bo chciałam tej wiedzy, chciałam być wśród muzyków, a z drugiej strony coś mnie odpychało. W końcu wybrałam studia nauczycielskie w Kolegium Języków Obcych. To kolejna z moich pasji. Uwielbiałam uczyć się języka angielskiego. Uważa się, że dryg do muzyki idzie w parze ze zdolnościami do nauki języków i faktycznie coś w tym jest. Zresztą u mnie od muzyki się zaczęło, czyli od śpiewania po angielsku. Zamykałam się w pokoju i uczyłam się piosenek z kaset do nauki angielskiego. Poza tym jak już mówiłam, to były lata 90. i wówczas ten angielski wydawał się bardziej przyszłościowy niż muzyka. Potem studiowałam też zaocznie kulturoznawstwo w Poznaniu. Chciałam zdobyć wiedzę, rozwinąć się, ale także chciałam skończyć studia magisterskie. Ten angielski pomógł mi dalej rozwijać pasję muzyczną. Język znałam na tyle dobrze, że już będąc na studiach sama uczyłam i bardzo dobrze mi to szło. Pracowałam w szkole językowej jako lektorka. Mogłam zarabiać i stać mnie było na warsztaty śpiewu w Anglii czy kursy technik wokalnych, śpiewu klasycznego, śpiewu białego, mogłam pracować z wieloma wybitnymi nauczycielami z zagranicy. Inwestowałam w swój rozwój. Za te wszystkie kursy to spokojnie mogłabym kupić "wypasionego" mercedesa, ale opłaciło się.

Dobrze, tylko jak z tych lekcji angielskiego zrobiły się lekcje śpiewu, a właściwie cała szkoła?

- Nauczanie uwielbiałam od zawsze. Jako dziecko bawiłam się w nauczycielkę i pisałam na maszynie podręczniki dla swoich wirtualnych uczniów. O tym, że naprawdę to lubię przekonałam się, jak byłam lektorką w szkole językowej.
Jednym z moich sukcesów jest na przykład Marta Gałuszewska, która wygrała ubiegłoroczną edycję programu The Voice of Poland. Jak dowiedziałam się, że wygrała, to cały dzień ryczałam z radości.
Nauczyłam się uczyć i dowiedziałam się, jak uczą się ludzie. Jeden ma pamięć wizualną - gdy widzi, to rozumie, drugi musi poczuć to fizycznie, czyli musi zrobić coś z ruchem, jeszcze inny musi sobie to narysować. Wówczas nauczyłam się pracy z różnymi ludźmi - od dzieci po ludzi dojrzałych. To dało mi ogromną bazę do tego, jak być dobrym pedagogiem. Niby uczono nas tego na studiach, ale jednak to były wykłady teoretyczne. Kochałam prowadzić te lekcje angielskiego, ale... Któregoś dnia jechałam do pracy i poczułam, że to dziś. Nie wiedziałam, co będę robić, nie miałam innej pracy, ale poczułam, że właśnie tego dnia muszę zakończyć współpracę ze szkołą. Wiedziałam, że życie nie lubi próżni, czułam, że coś się na pewno wydarzy. A jak nie, to sama to znajdę. To było w okresie wakacji. Po miesiącu zadzwonił do mnie kolega, który uczył gry na gitarze w domu kultury, w którym ja prowadziłam wówczas warsztaty. Powiedział, że podglądał, jak sobie radzę na zajęciach, że podoba mu się, że właśnie otwiera własną prywatną szkołę muzyczną i chciałby, abym w niej uczyła. I stało się. Na jesieni ruszyłam do nowej pracy.

Najpierw wynajęłam lokal w Oliwie, a dopiero potem poinformowałam o swojej decyzji najbliższych. Wybrałam tę kolejność, aby nikt nie odwiódł mnie od mojego postanowienia - mówi Agnieszka Kamińska.
Najpierw wynajęłam lokal w Oliwie, a dopiero potem poinformowałam o swojej decyzji najbliższych. Wybrałam tę kolejność, aby nikt nie odwiódł mnie od mojego postanowienia - mówi Agnieszka Kamińska. fot. Łukasz Unterschuetz/trojmiasto.pl

Przez pierwsze dwa lata wszystko robiłam sama. Prowadzenie zajęć, sprzątanie lokalu, PR i marketing, prowadzenie strony internetowej i social mediów. I dopadł mnie kryzys.

Jednak jako nauczycielka, a nie szefowa?

- Tak. Przez kolejnych sześć lat przygotowywałam się do poprowadzenia własnej szkoły. Wtedy jeszcze o tym nie wiedziałam, to przyszło z czasem. Uczyłam śpiewu indywidualnie i grupowo. Wreszcie mogłam wykorzystać całą moją wiedzę. Pomóc ludziom kierować ich talentem. Tam poznałam ludzi, którzy dziś już wchodzą na rynek muzyczny. Jednym z moich sukcesów jest na przykład Marta Gałuszewska, która wygrała ubiegłoroczną edycję programu The Voice of Poland. Jak dowiedziałam się, że wygrała, to cały dzień ryczałam z radości. Taka byłam z niej dumna! Takich sukcesów jest o wiele więcej, niektórzy moi byli uczniowie śpiewają w klubach, inni robią swoją muzykę. Naprawdę umieją śpiewać i jestem z ich dumna. Po pięciu latach pracy już miałam wizję, jak moim zdaniem powinno wyglądać nauczanie. Stwierdziłam wówczas, że w formacie prowadzonym przez kolegę już się nie mieszczę, że czas iść na swoje. Jak zwykle starałam się wsłuchać w ten mój wewnętrzny głos, że czas coś zmienić. To było pięć lat temu.

I tak powstało Open Voice Studio?

- Tak. Studio otwartego głosu lub otwarte studio głosu. Bo w śpiewaniu właśnie chodzi o otwartość, o ekspresję. Najpierw wynajęłam lokal w Oliwie, a dopiero potem poinformowałam o swojej decyzji najbliższych. Wybrałam tę kolejność, aby nikt nie odwiódł mnie od mojego postanowienia. Pewnie usłyszałabym, że nic nie wiem o biznesie i to byłoby prawdą. Mogłabym się wycofać, a tak klamka zapadła. Wprawdzie działalność gospodarczą miałam już od 2006 roku, ale prowadziłam ją u kogoś. Wpadałam, prowadziłam lekcje i tyle. Teraz sama musiałam myśleć o wszystkim, od papieru toaletowego w szkolnej toalecie po program nauczania. Na początku finansowo wspomogła mnie rodzina. Lokal trzeba było wyremontować, kupić sprzęt. Nawet nie miałam pianina czy głośników. Po drodze trzeba było też sięgnąć po mały kredyt wspomagający. Przez pierwsze dwa lata wszystko robiłam sama. Prowadzenie zajęć, sprzątanie lokalu, PR i marketing, prowadzenie strony internetowej i social mediów. I dopadł mnie kryzys.

Biznes się nie sprawdzał?

- Sprawdzał się, ale wiedziałam, że muszę coś zmienić. Przez pierwsze dwa lata wszystko robiłam sama i w którymś momencie poczułam się bardzo zmęczona. Zapomniałam o tym, że jeszcze fajnie jest pożyć, pobyć z najbliższymi, że mam też sporo swoich pomysłów artystycznych, bo śpiewam i komponuję.
Rozkręcamy się. Dwa lata temu mieliśmy dwie grupy w ramach dwuletniej szkoły, teraz mamy cztery, a na jesień mamy zaplanowane już siedem grup.
Koszty utrzymania firmy też potrafią przytłoczyć, zwłaszcza na początku. Mówi się, że jak po dwóch latach się nie udaje, to trzeba się zawijać, bo albo czegoś nie umiemy, albo czegoś nie wiemy, albo rynek tego nie potrzebuje. A może w sobie nie odnaleźliśmy tego czegoś, co nas napędza. W moim przypadku nie było mowy o kryzysie pasji, przeciwnie - kochałam to jeszcze bardziej, ale byłam zmęczona. Mówiłam sobie: nie dam rady sama. Po jakimś czasie zrozumiałam sens tego zdania, że nie dam rady "sama", a nie że w ogóle nie dam rady. Musiałam wyłączyć tryb Zosi Samosi. Zaczęłam otwierać się na współpracę. Najpierw zatrudniłam jedną osobę, żeby zobaczyć, jak to będzie. Miałam instruktorkę, która równolegle ze mną prowadziła zajęcia. I zadziałało. Wszystko ruszyło do przodu. W tej chwili mam pięciu instruktorów, część na stałe, część dochodzących, i wspaniałą menedżerkę, która spina kwestie organizacyjne.

Szkoła uczy śpiewu, ale nie tylko.

- Pracujemy z młodzieżą i z dorosłymi. Trafiają do nas ludzie, którzy chcą się nauczyć śpiewać, ale też tacy, którzy chcą się nauczyć ładnie mówić. W tygodniu i w weekendy prowadzimy kursy wokalne, mogą być indywidualne i grupowe. Mamy w ofercie dwuletnią szkołę Open Voice Academy. Jest ona prowadzona w duchu skandynawsko-amerykańskim, czyli opiera się na zasadzie wspierania i motywowania, a nie wiecznej korekty i musztry, a także na tym, aby z błędów wyciągać wnioski, a nie dołować się nimi. Jest to program, który kształci kompleksowo wokalistów od teorii muzyki po śpiew. Działamy jak prywatna szkoła zaoczna. Mamy też terapię głosu głównie dla osób po urazach i przeciążeniach. Z tych zajęć chętnie korzystają nauczyciele, którzy bardzo często mają zniszczone głosy. Wprawdzie na studiach pedagogicznych są już zajęcia z emisji głosu, tylko zbyt często jeszcze są to zajęcia dość teoretyczne. Mamy też zajęcia dla osób, które chcą się nauczyć przemawiać tak, żeby mieć posłuch, czyli od dykcji przez artykulację do przekazu.

Można się tego nauczyć?

- Tak, ale trzeba umieć wydobyć ten głos i my w tym pomagamy. To jednak czasem nie jest takie łatwe, bo może być związane jest z problemami emocjonalnymi i wiąże się z budowaniem własnej wartości.
Jeszcze kilka lat temu prezes firmy prawdopodobnie nie zainwestowałby w zajęcia z wystąpień publicznych, a nauczyciel nie przyszedłby na zajęcia z emisji głosu. Rośnie świadomość, a z nią potrzeby.
Czasem kłopoty wynikają też z różnych dysfunkcji, np. tzw. niedomykalności strun głosowych, chrypy czy krtaniowego zespołu napięcia - zmęczenia. My staramy się pomóc, aby dźwięk był zdrowy i nośny. Taka terapia prowadzona jest indywidualnie. Prowadzimy jeszcze gościnne warsztaty, w czerwcu np. będą szkolenia z techniki Aleksandra, czyli z pracy z ciałem wspomagającej śpiewanie. Ofertę dostosowujemy i wzbogacamy dla naszych wokalistów. Jeśli np. zauważymy, że pół grupy na lekcjach śpiewu ma spięte szczeki i nie może otworzyć głosu, to staramy się zorganizować warsztaty relaksacyjne, które dadzą im dodatkowe narzędzia. Prowadzimy też zajęcia dla osób zainteresowanych pieśniami tradycyjnymi, warsztaty uwalniania głosu oraz spotkania z wybitnymi artystami. Rozkręcamy się. Dwa lata temu mieliśmy dwie grupy w ramach dwuletniej szkoły, teraz mamy cztery, a na jesień mamy zaplanowane już siedem grup. Od października rusza również bardzo intensywny roczny kurs dla zaawansowanych wokalistów, czyli Kurs Masterclass. Myślimy też o tym, aby zająć się opieką menadżerską, czyli pomaganiem wokalistom w ich karierze. To jest plan na przyszłość.

Ilu uczniów, klientów ma szkoła?

- Obecnie pracujemy na stałe z ok. 120 osobami. Mamy też uczniów z zagranicy, m.in. z  Belgii, Norwegii, Włoch, Niemiec, którzy co jakiś czas przyjeżdżają do nas na intensywną pracę, po czym wracają do swoich krajów, skąd konsultują się z nami również online. Chętnych było coraz więcej, dlatego w ubiegłym roku byliśmy zmuszeni zmienić siedzibę. W poprzednim miejscu miałam tylko jedną salę, nie dało się już pomieścić tam tych wszystkich moich pomysłów. Którejś nocy nie mogłam spać, co rzadko mi się zdarza, usiadłam więc do komputera i znalazłam nowy lokal. Znów usłyszałam ten wewnętrzny głos: musisz się przeprowadzić. W sobotę znalazłam, w poniedziałek już podpisałam umowę. Firmę w nowe miejsce przeniosłam w trzy tygodnie. W nowym miejscu mam jedną dużą salę, jedną średnią i dwie małe. Tam miałam 35 m kw. powierzchni nadającej się do prowadzenia zajęć, teraz mam 150 m kw. Teraz możemy prowadzić kilka zajęć naraz. Mamy też więcej miejsca na koncerty i jam sessions. Jesteśmy tu od pół roku i już mam apetyt na więcej. Idziemy do przodu, choć nie raz słyszałam: co ty z tego będziesz miała, przecież z tego nie da się wyżyć.

A da się?

- Tak. Da się, choć wymagało to dużej pracy. Chyba też trafiłam na dobry moment. Dziś ludzie chętniej inwestują w swój rozwój i swoje pasje. Jeszcze kilka lat temu prezes firmy prawdopodobnie nie zainwestowałby w zajęcia z wystąpień publicznych, a nauczyciel nie przyszedłby na zajęcia z emisji głosu. Rośnie świadomość, a z nią potrzeby.
Ekspertem nie zostaje się z dnia na dzień. Ja przeszłam bardzo długą drogę i sama chyba też nigdy nie przestanę się uczyć. Wciąż rozwijam swoją metodę pracy.

Dziś ludzie przychodzą po pomoc do specjalistów.

- Tak. Ludzie coraz chętniej inwestują w siebie, kwitnie rozwój osobisty. Rynek muzyczny też się zmienił, jest więcej możliwości, żeby zaistnieć wokalnie. Są konkursy wokalne, są programy telewizyjne, są kanały w internecie i  jest więcej klubów, w których można zaśpiewać. Nasza szkoła jest dla ludzi z pasją. Do nas trafiają ci, którym marzy się sukces, ale też przychodzą kobiety, które chcą zaśpiewać na urodzinach męża, czy panowie, którzy szykują się do występu na swoim weselu. Cieszę się, że jestem w tym nurcie, że moja firma rośnie w tym samym czasie. Chyba wstrzeliłam się w rynek.

Szykowała się pani do tego przez wiele lat.

- Tak. Zajęło to sporo czasu i włożyłam w to dużo pracy. Ekspertem nie zostaje się z dnia na dzień. Ja przeszłam bardzo długą drogę i sama chyba też nigdy nie przestanę się uczyć. Wciąż rozwijam swoją metodę pracy. Pracuję nad nią od 20 lat i wciąż czuję, że jeszcze trzeba ją udoskonalać.

Mówi pani, że jest dumna ze swoich uczniów, a co z pani karierą? Przecież pani też jest wokalistką.

- Tak, koncertuję, wydałam dwie płyty. Jednak przyznaję, że odkąd prowadzę szkołę, musiałam nauczyć się tego, jak pogodzić moje plany twórcze z prowadzeniem biznesu. Moja muzyka jest mniej komercyjna, można powiedzieć niszowa, eksperymentalna, etniczna, klimatyczna. W tej chwili jestem w trakcie przygotowywania płyty solowej. Praca nad nią jednak idzie trochę obok i trwa trochę dłużej, niż planowałam, lecz nie mam o to żalu, bo dziś na przykład najważniejsze jest dla mnie przygotowanie dwóch dużych koncertów na zakończenie roku w Open Voice Studio. Wiem, że wszystko ma swój czas, nauczyłam się godzić ze sobą różne aspekty swojego życia i dziś już wiem, że muzyka i moja szkoła to całe moje życie.

Podobno najlepiej uczyć się na cudzych błędach. Zdecydowanie lepiej słuchać mądrych rad. Własny biznes to często trudny kawałek chleba, ale - jak postaramy się pokazać - warto spróbować. Dla tych, którzy wolą rady mamy nasz cykl rozmów z doświadczonymi przedsiębiorcami - "Jak to jest na swoim", czyli garść wiedzy od praktyków w biznesie. Cykl nagrodzony w konkursie Narodowego Banku Polskiego.

Opinie (43)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Moim zdaniem

Ludzie biznesu

Janusz Jarosiński

Były prezes Zarządu Morskiego Portu Gdynia. Związany z tym przedsiębiorstwem na różnych...