To jest czas dla takich firm jak nasza - zapewniają twórcy gry Professor Why

Marek Trojanowicz i Mateusz Marmołowski nagrodę otrzymali z rąk samego następcy tronu królestwa Danii, księcia Fryderyka (w środku).
Marek Trojanowicz i Mateusz Marmołowski nagrodę otrzymali z rąk samego następcy tronu królestwa Danii, księcia Fryderyka (w środku). fot. materiały prasowe

O nadmiarze pieniędzy na początek i ich braku na kolejne etapy działania spółki, o przewadze małych i średnich oraz o tym dlaczego nie warto być jedynie... "celebrytą" rozmawiamy z Markiem TrojanowiczemMateuszem Marmołowskim z trójmiejskiej firmy CTAdventure, zwycięzcami Creative Business Cup 2014, konkursu na najlepszą firmę kreatywną na świecie, po tym jak zdobyli pierwsze miejsce na finałach krajowych organizowanych przez Gdański Inkubator Przedsiębiorczości Starter. Ich gra edukacyjna łącząca elementy nauki i zabawy - Professor Why™ - okazała się najlepsza z 52 finałowych propozycji.



Opowiedzcie o konkursie?

Marek Trojanowicz: - Wystąpiliśmy przed jury już pierwszego dnia po przyjedzie. W krótkim wystąpieniu przedstawiliśmy projekt. Potem przez kolejne dwa dni prezentowały się inne zespoły, a my... zajęliśmy się zwiedzaniem Kopenhagi i degustacją piwa. Ze względów oszczędnościowych oczywiście. Kawa niestety była droższa (śmiech).

Rozumiem, optymalizacja kosztów...

MT: - Trzeciego dnia rano dowiedzieliśmy się, że dostaliśmy się do finałowej 15. W tym momencie poczuliśmy, że to już nie przelewki, że czeka nas kolejna prezentacja, ale tym razem już na scenie w dużej sali i do tego nie tylko przed jury, ale też przed widownią - blisko 250 osób. Potem znów radość, bo trafiliśmy do ścisłej 5. Przyznam, że to był moment, kiedy poczuliśmy, że może się udać. Wszyscy mieli fajne produkty, ale nie miały one tak szerokiego zasięgu, tak szerokiego rynku. Rynek, na którym działamy to edukacja i do tego przedmioty ścisłe. To po prostu można sprzedać wszędzie, wszędzie jest potrzeba dbania o edukację naszych dzieci. Chyba tym ujęliśmy jury.

Z kim konkurowaliście?

Mateusz Marmołowski: - Z firmą z Łotwy, która produkuje klocki z kartonu. Taki zestaw wielkości teczki kartonowej, z którego składa się sześciany z otwartym dołem, a potem można z nich skonstruować renifera czy samolot. Z tego niewielkiego pudełka można wiele zbudować. Jury doceniło właśnie to, że z czegoś, co jest ogólnie znane i zwyczajne, zrobili coś co jest niezwyczajne i przydatne. Austriacy stworzyli opaskę na oczy, która doświetla, czyli coś dla Skandynawów, którym brakuje światła słonecznego. Niemcy zaprezentowali ekologiczne opakowania do przechowywania jedzenia. Reprezentant Maroka z kolei pokazał ażurowe meble, które montuje się jeszcze łatwiej niż te z Ikei.

MT: - Finał konkursu odbył się w Danii. Dla tego 4 mln kraju było to duże wydarzenie. Zrobili to też z należytą doniosłością. Była relacja w głównych telewizjach, a nagrody wręczał sam następca tronu królestwa Danii, książę Fryderyk.

Dlaczego gra edukacyjna? Dlaczego nauka chemii?

MM: - Zaczynaliśmy od wykorzystania nowoczesnej technologii rozszerzonej rzeczywistości. Od początku stawialiśmy też na swój produkt. Jako że Marek ma doświadczenie w pracy w firmach edukacyjnych, postanowiliśmy pójść w tym kierunku. Stwierdziliśmy, że połączymy tą naszą rozszerzoną rzeczywistość z edukacją i z grami komputerowymi. Rozszerzona rzeczywistość, na której bazuje gra, to technologia, która pozwala łączyć świat rzeczywisty z cyfrowym, co - zwłaszcza w edukacji - umożliwia pokonanie wielu barier kosztowych czy bezpieczeństwa i angażuje użytkowników w kreatywny proces nauczania.

MT: - Młodzież chętnie gra w gry. Rodzice z kolei zaklinają rzeczywistość, jak przychodzą do nich goście to zgadzają się na "wszystko", aby było "trochę" spokoju. Lepiej, żeby wówczas dzieci bawiły się grą, która bawi i uczy, a nie "biegały i machały świetlnym mieczem". Chodziło nam o to, aby Professor Why™ - bo to nasz produkt - nie był kolejnym nudnym programem edukacyjnym - jest fajną i lubianą przez młodzież grą. I udało się! Potwierdzają to opinie kupujących jak i zdanie osób biorących udział w naszych pokazach - dzieci, młodzież, nauczyciele. Dzieci chcą grać w naszą grę! Nie ma lepszej nauki niż eksperymentowanie, ale w domu często nie ma na to warunków. Nasza gra ma zachęcić do nauki przedmiotów ścisłych, do bawienia się nimi. Tu nie ma przeciążenia wzorami, za to jest dużo przykładów, jaki wpływ ma chemia na nasze codzienne życie. Trzeba spróbować...

Jakie plany, kolejne konkursy, kolejne produkty?

MM: - Myślimy o kolejnych grach, czyli nauce biologii i fizyki. Cieszy nas zainteresowanie wokół nas, ale... nie mamy zamiaru zostać celebrytami biznesowymi. To chyba dobra analogia. Celebryci nie są dobrymi aktorami czy piosenkarzami, oni są znani z tego, że są znani. Pytanie co komu sprawia przyjemność i co chce osiągnąć. Obaj dość alergicznie reagujemy na takie słowa jak coaching czy mentoring. Nadużywanie tej nomenklatury to nie tylko polska przypadłość. Tak też jest na świecie. My stawiamy na produkt i to na nim zależy nam najbardziej. Jesteśmy firmą małą i krótko istniejącą, bo powstaliśmy na początku 2013 roku, dlatego jeszcze długa droga przed nami.

MT: Pieniądze na rozruch wzięliśmy z Funduszu Kapitałowego Agencji Rozwoju Pomorza. To zresztą też ciekawy temat. Mamy w Polsce wysyp tego typu funduszy...

Skąd ten wysyp?

MT: - To są fundusze wsparte przez Unię Europejską - to dobrze. Ale uważam, że sposób, warunki dystrybucji tych pieniędzy do powstających spółek jest zły. Dlaczego? Zwykle wygląda to tak, że młodzi ludzie, z fajnym pomysłem dostają +/- 200 tys. euro na rozruch, za co muszą oddać od 45 do 49 proc. udziałów w spółce. Problem w tym, że tych pieniędzy jest za mało, żeby cokolwiek zrobić tak naprawdę, żeby wytworzyć wartość konkurencyjną na świecie. W Polsce na rynku pracy w sektorze nowych technologii jest obecnie duża konkurencja i bardzo trudno znaleźć dobrego pracownika - członka zespołu. Oddanie na początku - za 200 tys. euro - 45 proc. udziałów powoduje, że bardzo trudno będzie pozyskać następnego inwestora, bo pomysłodawcy mają już tylko trochę ponad 50 proc. Kolejny fundusz już może nie być zainteresowany inwestycją. My całe szczęście trafiliśmy dobrze, bo do Funduszu Kapitałowego Agencji Rozwoju Pomorza. Oprócz kapitału otrzymaliśmy też pomoc merytoryczną. Do tego od początku oprócz pracy nad własnym produktem, spółka zarabiała na usługach. To pozwalało nam utrzymywać firmę.

MM: - Moim zdaniem w chwili obecnej obserwujemy nadpodaż pieniędzy na start. Co za tym idzie, coraz trudniej inwestorom znaleźć ciekawy projekt do wykonania wejścia kapitałowego. W tym samym czasie, spółki takie jak nasza borykają się z problemem drugiego etapu inwestycji, czyli środkami na rozwinięcie działalności po wstępnej weryfikacji produktu i sprzedaży na lokalnym rynku. Nasza spółka dysponuje już fajnym produktem, który nieźle sprzedaje się na rynku polskim, teraz chcemy pokazać go za granicą. To jest moment, gdzie ryzyko inwestycji jest dużo mniejsze.

Dlaczego rynek zagraniczny?

MM: - W branży gier komputerowych Polska jest liderem. Mamy naprawdę dobrze wykwalifikowanych ludzi, świetne produkty. Przy okazji mamy tę przewagę, że koszt wytworzenia jest niższy. Powinniśmy sprzedawać za granicą i korzystać z tego, że ta różnica w cenie jest znaczna. My do tego mamy produkt, który może się sprzedać wszędzie. Nauki ścisłe nie mają narodowości.

MT: - Poza tym to jest czas dla takich firm jak nasza. Większość ekspertów jest tutaj zgodna, że powoli, na przestrzeni najbliższych lat coraz mniejszą rolę będą odgrywały duże korporacje. Zwłaszcza w naszej branży. Wzrośnie rola małych i średnich. Oczywiście, te średnie i małe są czymś innym w Polsce, a czym innym za granicą. Generalnie jednak korporacje przestają być konkurencyjne.

Tak się mówi, a potem duży wchłania małego?


MM: - Sprzedaż do dużego podmiotu zagranicznego nie jest naszym pierwszym celem. Naszym celem jest sprzedaż produktu Professor Why™ na wielu rynkach dzięki partnerom - wydawcom i dystrybutorom.

MT: - Tak, my szukamy wydawców i dystrybutorów. Marzeniem są Stany Zjednoczone, bo to duży rynek. Nie ma się jednak co rzucać z "motyką na słońce". Dużymi rynkami są też Niemcy, Anglia a jest dużo bliżej i chcemy od tego zacząć.

A rynek azjatycki?

MT: - Na tym rynku trzeba dużo czasu, aby dobrnąć do końca negocjacji. Zostawiamy to na kolejny etap, kiedy będziemy bardziej przygotowani od strony finansowej.

MM: - Teraz szukamy europejskich dystrybutorów. Zresztą często jest tak, że w tych większych krajach dystrybutor obsługuje kilka rynków. Niemiecki dystrybutor może też sprzedawać we Francji czy Anglii.

Pierwsza w Polsce firma zajmująca się rozszerzoną rzeczywistością (Augmented Reality) powstała w Trójmieście.

Opinie (14)

Dodaj opinię
Walczymy z przemocą słownąKasujemy opinie obraźliwe i nie na temat

Dodaj opinię

Odpowiedz

Dodając opinię akceptujesz regulamin dodawania opinii.
Administratorem Twoich danych osobowych jest Trojmiasto.pl Sp. z o.o.. Szczegóły przetwarzania danych znajdują się w polityce prywatności.

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Moim zdaniem

Ważne adresy

Ludzie biznesu

Zbigniew Canowiecki

Prezes Zarządu „Pracodawców Pomorza”. Jest absolwentem Politechniki Gdańskiej....