stat

Na swoim. Etykieta i relacje w biznesie według Dagmary Łuczki

Trzeba być cierpliwym. Począwszy od momentu zakiełkowania myśli o własnym biznesie, po jej realizację. Uważam, że warto dać sobie czas, by wszystko dobrze przemyśleć, zaplanować - mówi Dagmara Łuczka.
Trzeba być cierpliwym. Począwszy od momentu zakiełkowania myśli o własnym biznesie, po jej realizację. Uważam, że warto dać sobie czas, by wszystko dobrze przemyśleć, zaplanować - mówi Dagmara Łuczka. fot. Łukasz Unterschuetz/trojmiasto.pl

O tym, że etykieta biznesu to nie to samo co etykieta towarzyska, że znajomość kultury swojego zagranicznego kontrahenta pomaga w relacjach, a także o tym, że nie każdą delegację można zaprosić... na wódkę rozmawiamy z Dagmarą Łuczką, właścicielką Projektowni Wizerunku - firmy PR i szkoleniowej z zakresu etykiety biznesu. W poprzednim odcinku "Jak to jest na swoim" rozmawialiśmy z Wiolettą Kasprzyk, właścicielką Krusel Office Solutions, a już za dwa tygodnie rozmowa z Łukaszem Wingertem, właścicielem sieci Surfburger.



Przez wiele lat była pani związana z branżą, w której prym wiodą mężczyźni. Jak się pani odnalazła w tym męskim gronie?

Dagmara Łuczka: - Na Bałtyckim Terminalu Kontenerowym pracowałam w sumie 8 lat. Na początku - przez dwa lata - jako asystentka zarządu. Poznawałam wtedy firmę, uczyłam się branży. W międzyczasie skończyłam podyplomowe studia z public relations. Wtedy pomyślałam, że pójdę troszkę inną drogą.
Pracując w dużej firmie, mając kontakt z bardzo różnymi środowiskami zauważyłam jak istotna jest wiedza z zakresu umiejętnego budowania relacji, etykiety biznesu, protokołu dyplomatycznego(...)
Chciałam popracować w agencji PR i odeszłam, ale tylko na pół roku. Potem pojawiła się możliwość pracy w obszarze PR na terminalu, więc wróciłam. Z czasem zostałam rzecznikiem prasowym spółki. Miałam okazję zajmować się tym, co lubię w firmie, którą już znałam i szanowałam. To, że pracowałam w branży zdominowanej przez mężczyzn nigdy mi nie przeszkadzało. Lubię pracować z mężczyznami, bo są konkretni. Jednak sama branża morska jest bardzo wymagająca i od początku wiedziałam, że muszę znać się na tym, co robię i dobrze poznać specyfikę rynku. Wiedziałam też, że jak będę merytoryczna, to to, że jestem kobietą, nie będzie miało żadnego znaczenia. Wiedza merytoryczna to jedno, druga sprawa to umiejętność nawiązywania relacji, które w tej pracy są kluczowe. Praca w międzynarodowej firmie, z ludźmi z różnych środowisk była dla mnie nieocenioną lekcją, dzięki której dowiedziałam się, co chcę w życiu robić, co mi odpowiada, co mi daje największą satysfakcję. Pracując w BCT ukształtowałam się zawodowo. To był też prywatnie ważny dla mnie czas, ponieważ zostałam mamą dwójki dzieci. Musiałam nauczyć się godzić pracę zawodową z życiem prywatnym, ale miałam stworzone bardzo dobre warunki, które umożliwiały mi godzenie tych ról.

Bycie matką, rodzicem zmienia wszystko?

- Tak. Zaczęłam patrzeć na pracę i na życie troszkę inaczej. Dla mnie bardzo istotna w życiu jest równowaga. Lubię mieć poczucie, że mam pod kontrolą to, co się dzieje w domu. Muszę mieć odpowiednią ilość czasu dla dzieci, ale ważne są też dla mnie moje ambicje, pasje, moje życie zawodowe. Kiedy pojawiają się dzieci, mamy mniej czasu dla siebie, a ten, który udaje nam się wygospodarować dla siebie staje się bardzo cenny. 4 lata temu podjęłam decyzję, że chcę ten czas wykorzystać na rozwój w konkretnym kierunku, trochę odmiennym niż ten, z którym związane były moje dotychczasowe obowiązki. Odkryłam w sobie chęć pracy niezależnej, na własny rachunek. Pracując w dużej firmie, mając kontakt z bardzo różnymi środowiskami zauważyłam, jak istotna jest wiedza z zakresu umiejętnego budowania relacji, etykiety biznesu, protokołu dyplomatycznego i dlatego postanowiłam wykorzystać zdobytą wiedzę i doświadczenie.
Z czasem pojawiły się firmy. Dziś głównie szkolę biznes, ale też sektorem edukacji. Okazuje się, że doradcy metodyczni czy dyrektorzy szkół również zgłaszają chęć zdobywania wiedzy z tego zakresu.

Pracowała pani w dużej zagranicznej firmie mającej kontrahentów z wielu zakątków świata, czy to pomogło?

- Tak. Spotkania, jubileusze, wizyty na wysokim szczeblu, goście zagraniczni. Nie w każde działanie byłam osobiście zaangażowana, ale obserwowałam to, co się dzieje i wiele się uczyłam. Dużo też czytałam o etykiecie i protokole dyplomatycznym, a z każdą przeczytaną książką utwierdzałam się w przekonaniu, że ta wiedza jest bardzo potrzebna, by świadomie budować relacje biznesowe, umieć lepiej zrozumieć kontrahenta, odpowiednio go docenić. Potem pojawiły się pierwsze szkolenia w Europejskiej Akademii Dyplomacji i innych szkołach. Swoje pierwsze szkolenie przeprowadziłam pracując jeszcze w terminalu. To było 5 lat temu. Potem pojawiły się propozycje z uczelni wyższych, by poprowadzić przedmioty z etykiety biznesu i tak się wszystko zaczęło.

Uczelnie?

- Tak. Bo na początku to właśnie uczelnie były bardziej zainteresowane etykietą biznesu niż sam biznes. Prowadziłam zajęcia na studiach podyplomowych na Uniwersytecie Gdańskim, w Wyższej Szkole Finansów i Administracji i na Akademii Morskiej w Gdyni. Z czasem pojawiły się firmy. Dziś głównie szkolę biznes, ale też sektor edukacji. Okazuje się, że doradcy metodyczni czy dyrektorzy szkół również zgłaszają chęć zdobywania wiedzy z tego zakresu.
Czasami właśnie wypicie tej wódki jest wskazane, bo w sposób naturalny pomaga przełamać sztywne konwenanse. Jednak są kraje, w których nawet nie wypada tego zaproponować - mówi Dagmara Łuczka.
Czasami właśnie wypicie tej wódki jest wskazane, bo w sposób naturalny pomaga przełamać sztywne konwenanse. Jednak są kraje, w których nawet nie wypada tego zaproponować - mówi Dagmara Łuczka. fot. Łukasz Unterschuetz/trojmiasto.pl

Kto do pani trafia?
Niebawem uruchomię specjalny program skierowany tylko i wyłącznie do osób, które chcą pracować w trybie "jeden na jeden".

- Obecnie są to głównie firmy z najróżniejszych sektorów, również transportowego, i tu pomaga mi znajomość specyfiki tej branży. Są to głównie firmy, które chcą nauczyć swoich pracowników świadomego budowania relacji. Szkolę bardzo różne osoby: począwszy od dyrektorów firm, szkół, poprzez pracowników biur obsługi klienta, handlowców, a na studentach kończąc. Chociaż mam nadzieję, że możemy rozpoczynać edukację z zakresu etykiety biznesu znacznie wcześniej i uczyć tego już licealistów. Obecnie jestem w trakcie rozmów z jednym z gdyńskich liceów, który chce wprowadzić w przyszłym roku pilotażowy program edukacji w tym zakresie. Trafiają do mnie również młode osoby, które wchodzą na rynek pracy i chcą się do tego dobrze przygotować.

Czyli osoby, które inwestują w swój rozwój?

- Tak, same lub deleguje je firma. Są to osoby, które w swojej pracy mają kontakt z klientami, reprezentują swoją firmę na spotkaniach, które odpowiadają za organizację wydarzeń specjalnych. To są również osoby, które zaczynają działać na większą skalę, spotykają się z przedstawicielami różnych środowisk, obcokrajowcami i chcą pewnie czuć się w każdej sytuacji. To jest moja grupa docelowa. Niebawem uruchomię specjalny program skierowany tylko i wyłącznie do osób, które chcą pracować w trybie "jeden na jeden". Ten program będzie dostosowany do indywidualnych potrzeb klienta, a do współpracy zaproszę specjalistów od różnic kulturowych i protokołu dyplomatycznego. Po to, by kompleksowo móc dostarczyć potrzebną klientowi wiedzę i kompetencje.
Bardzo istotne jest zrozumienie różnic pomiędzy etykietą towarzyską a biznesową, a z moich obserwacji wynika, że bardzo często sądzimy, że to jedno i to samo.

Dziś tak, ale na początku jakoś musiała pani zdobyć zaufanie na rynku.

- Oczywiście i wcale nie było to łatwe. Nie czekałam na klientów, starałam się sama inicjować pewne działania. Występowałam i ciągle występuję jako prelegent na różnego rodzaju wydarzeniach, konferencjach, od 2 lat piszę też artykuły eksperckie - np. do magazynu "Transport Manager", w których opisuję jak ważne w biznesie są aspekty związane z etykietą. Staram się pokazywać potrzebę rozwijania się w tym zakresie i to chyba działa.

Niestety, biznes wciąż kojarzy nam się z facetem w białych skarpetach. Dziś ten facet często ma już na sobie dobry garnitur, ale... czy wie, co to jest etykieta w biznesie?

- Bardzo istotne jest zrozumienie różnic pomiędzy etykietą towarzyską a biznesową, a z moich obserwacji wynika, że bardzo często sądzimy, że to jedno i to samo. W praktyce są dwie różne bajki. Mam jednak nadzieję, że coraz więcej osób widzi, że etykieta to nie tylko sztywna wiedza, która pozwala nam dobrze zachować się przy stole. To jest wiedza, która pozwala nam rozwinąć firmę dzięki właściwym relacjom z otoczeniem, z klientami, z kontrahentami. Dzięki niej wiemy, jak zachować się na oficjalnych spotkaniach, jakie zasady obowiązują nas w relacji klient - firma, przełożony - pracownik, umiemy zastosować zasadę precedencji czyli pierwszeństwa wynikającego z rangi. Wkładam wiele wysiłku w to, aby uświadomić moim klientów, jak ta wiedza jest potrzebna i jak może pomóc w ich działalności, zwłaszcza gdy w grę wchodzą różnice kulturowe.
To, że ktoś się spóźnia, w niektórych kulturach jest tak naturalne, jak dla nas to, że nie wypada się spóźniać na spotkanie.

Tu faktycznie trzeba uważać. Czasem podanie ręki na przywitanie z pominięciem przyjętej kolejności czy niewłaściwe potraktowanie wręczonej nam wizytówki może wywołać spięcie.

Różnimy się kulturowo i te różnice wychodzą w najróżniejszych aspektach naszej działalności, począwszy od sposobu komunikowania, poprzez formy budowania relacji a na podejściu do punktualności kończąc. To, że ktoś się spóźnia, w niektórych kulturach jest tak naturalne, jak dla nas to, że nie wypada się spóźniać na spotkanie. Nie powinniśmy się np. dziwić, jeśli Chińczyk zapyta nas otwarcie o zarobki, czy inne aspekty życia, które my uważamy za prywatne i poufne. Zrozumienie tych różnic i tego, z czego one wynikają powoduje, że nie odbieramy tych zachowań jako niewłaściwych, nietaktownych. Mamy dużo większą świadomość i tolerancję, co pomaga nam lepiej zrozumieć naszych partnerów biznesowych.

I nie zawsze wystarczy i wypada zaprosić oficjalną delegację na... polską wódkę.

- Czasami właśnie wypicie tej wódki jest wskazane, bo w sposób naturalny pomaga przełamać sztywne konwenanse. Jednak są kraje, w których nawet nie wypada tego zaproponować. Żeby lepiej zrozumieć mechanizm budowania relacji najpierw proponuję poznanie naszej własnej kultury narodowej i  zasad w niej obowiązujących. Od tego należy zacząć i tego uczę moich klientów. Dobrze jest wiedzieć, jaką kulturę my reprezentujemy, jakie zasady etykiety obowiązują w naszym kraju, jaki mamy stosunek do relacji.
To kim my jesteśmy, jak się zachowujemy, czy ktoś dobrze się czuje w naszym towarzystwie, czy umiemy się odnaleźć w różnych sytuacjach, odpowiednio okazać szacunek może się dziś okazać kluczowe.

Czy przedsiębiorcy skłonni są wydać pieniądze na takie szkolenia?

Coraz częściej tak. Teraz, mam nadzieję, będzie im jeszcze łatwiej, bo w tym tygodniu Projektowania Wizerunku została wpisana do Bazy Usług Rozwojowych i będzie można realizować moje szkolenia z dużym dofinansowaniem ze środków unijnych. Funkcjonujemy na rynku, na którym ciężko czymś konkurować. Ceną? Można, ale coraz trudniej to robić. Jakością produktu? Oczywiście możemy, ale każdy może powiedzieć, że ma najlepszy produkt. To, kim my jesteśmy, jak się zachowujemy, czy ktoś dobrze się czuje w naszym towarzystwie, czy umiemy się odnaleźć w różnych sytuacjach, odpowiednio okazać szacunek może się dziś okazać kluczowe. To jest wyższy poziom biznesu, to jest świadomy biznes.

Czyli przed pani firmą rysuje się dobra przyszłość?

- Gdybym nie wierzyła, że tak będzie, nie wkładałabym tak wiele wysiłku w to, co dzisiaj robię. Mam jednak świadomość, że nie są to szkolenia pierwszej potrzeby, a byt takich szkoleń zależy w dużym stopniu od sytuacji rynkowej, kondycji firm. Czasem też spotykam się z opinią, że etykieta będzie zbędna, ponieważ dochodzi do rozluźnienia zasad w relacjach międzyludzkich, że dziś np. bardzo szybko przechodzimy na "ty", pozbywamy się konwenansów. Uważam jednak, że z racji uwarunkowań kulturowych, ta wiedza jest ponadczasowa, poza tym nigdy nie wiemy, z kim przyjdzie nam współpracować.

Zwykle przedsiębiorcy narzekają, że dwa pierwsze lata "na swoim" są najtrudniejsze. Czy to prawda?

- Zgadzam się z tą opinią. Początki są trudne, trzeba zadbać o klientów, sprzedaż, finanse i własną promocję. Dla mnie najtrudniejsza okazało się jednak... odosobnienie. Zanim założyłam firmę, na co dzień pracowałam z ludźmi i wśród ludzi. Przez pierwsze lata po odejściu z firmy pracowałam głównie w domu, jeżdżąc jedynie okazjonalnie do klientów. Choć umiem się sama motywować i napędzać do działania, to czasem brakowało mi codziennego gwaru, wymiany pomysłów, rozmów. Czasami też potrzebowałam wsparcia i utwierdzenia w przekonaniu, że idę we właściwym kierunku.
Dywersyfikacja działań daje większą stabilizację. Rynek szkoleniowy jest chimeryczny. Dlatego nie opieram swojego biznesu tylko na nim.
Dla mnie taką osobą, która bardzo mi pomogła jest mój mąż, który wspiera mnie od samego początku i zawsze wierzył, że dam radę. Nieocenione też było wsparcie moich mentorów: Hani Sołtysiak, Doroty Markiewicz-Kubik i Ryszarda Kajkowskiego. To osoby znacznie bardziej doświadczone, które poświęciły mi masę czasu, żebym lepiej zrozumiała biznes i nauczyła się w nim poruszać. Na początku musiałam też włożyć dużo pracy w to, aby zdobyć zaufanie klientów, a to się nie dzieje od razu. Dlatego od początku starałam się rozwijać w różnych dziedzinach, bo oprócz relacji i etykiety w biznesie zajmuję się też public relations. Dywersyfikacja działań daje większą stabilizację. Rynek szkoleniowy jest chimeryczny. Dlatego nie opieram swojego biznesu tylko na nim. Dzięki temu mogłam odkładać środki na inwestycje. I teraz jest ten czas, kiedy inwestuję w moją firmę. Wynajęłam biuro, zatrudniłam pracownika. Na początku lipca jadę do Londynu zrobić międzynarodową certyfikację International Business Etiquette and Cross-Cultural Specialist w International Etiqiette & Protocol Academy of London. Dla mnie jest to bardzo ważny czas, na który cierpliwie czekałam.

A ma pani jakąś radę dla tych, którzy dopiero myślą o byciu na swoim?

- Trzeba być cierpliwym. Począwszy od momentu zakiełkowania myśli o własnym biznesie, po jej realizację. Uważam, że warto dać sobie czas, by wszystko dobrze przemyśleć, zaplanować. Nie oczekiwać, że efekty będą od razu. Czasem trzeba dużo się napracować, żeby je zobaczyć. Warto poszukać też projektów, które wspierają młodych przedsiębiorców, takich jak np. Mentors4Biznes, w którym rok temu ja uczestniczyłam, a dzięki któremu otrzymałam wsparcie mentorów, osób doświadczonych biznesowo. Kluczowa jednak jest determinacja i wiara w to, że to, co robimy ma sens. Jeśli jeszcze uśmiechnie się do nas choć trochę szczęście, to chyba wszystko powinno być dobrze.

Podobno najlepiej uczyć się na cudzych błędach. Zdecydowanie lepiej słuchać mądrych rad. Własny biznes to często trudny kawałek chleba, ale - jak postaramy się pokazać - warto spróbować. Dla tych, którzy wolą rady mamy nasz cykl rozmów z doświadczonymi przedsiębiorcami - "Jak to jest na swoim", czyli garść wiedzy od praktyków w biznesie.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (44)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.
13.10.2017 wprowadzono zmiany w regulaminie.
zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie niezwiązane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.

- jeżeli uważasz, że dana opinia nie powinna się tu znaleźć, zgłoś ją do moderacji.

Moim zdaniem

Strefa start-up

Najczęściej czytane