Na swoim. Mediator jest jak GPS w komunikacji - mówi Magda Bellwon

Temat mediacji bardzo mnie  zainteresował. Dużo o tym czytałam, zbierałam informacje, już jako funkcjonariusz policji - mówi Magda Bellwon.
Temat mediacji bardzo mnie zainteresował. Dużo o tym czytałam, zbierałam informacje, już jako funkcjonariusz policji - mówi Magda Bellwon. fot. Łukasz Unterschuetz/Trojmiasto.pl

O tym, że najlepszy moment na mediacje jest wówczas, gdy konflikt narasta, a nie gdy nabrzmiał, a także o tym, że ludzie siebie nie słuchają, więc czasem przydaje im się taki moderator komunikacji rozmawiamy z Magdą Bellwon, właścicielką firmy Conseo. W poprzednim odcinku "Jak to jest na swoim" rozmawialiśmy z Magdaleną Rudzińską-Młynarską, właścicielką firmy Avocado Grupa Reklamowa. Kolejny wywiad już za miesiąc.



Jak się zostaje mediatorem i do tego "na swoim"?

Magda Bellwon: Zawsze chciałam być prawnikiem. To było moim marzeniem. Skończyłam studia prawnicze na Uniwersytecie Gdańskim i  planowałam zostać prokuratorem. Wówczas jednak nie było otwartych egzaminów na aplikację, zdawało się je w poszczególnych korporacjach. Dwa razy podchodziłam do egzaminu na aplikację prokuratorską i niestety nie dostałam się. Z bycia prokuratorem zrezygnowałam.
Pierwsze szlify zdobywałam jako członek stowarzyszenia. Nie był to "etat", ale też nie była to jeszcze typowa działalność gospodarcza.
Widocznie tak miało być. Jednak nie zrezygnowałam z planów robienia czegoś, co jest blisko prawa i z prawem związane. Któregoś dnia usłyszałam, że policja w całym kraju poszukuje funkcjonariuszy, których chce zatrudnić na bardzo korzystnych warunkach. Policji zależało na zmianie wizerunku i stąd ten pomysł. Zgłosiłam się. Przeszłam wszystkie testy, wszystkie badania i okazało się, że mam predyspozycje do bycia policjantką. Odbyłam czteromiesięczne szkolenie w szkole policyjnej w Szczytnie, po którym opuściłam mury szkoły policyjnej jako młodszy aspirant. Dzięki temu, że mieliśmy wyższe wykształcenie prawnicze, ominęliśmy długą ścieżkę awansu w policji. Swoją karierę w policji zaczęłam jako detektyw w sekcji do walki z przestępczością gospodarczą, a potem kierownik sekcji do walki z przestępczością komputerową. Jednak to, co dla mnie było najważniejsze, to poznanie w szkole policyjnej w  Szczytnie komisarza, który napisał chyba jedną z pierwszych w Polsce broszurek o mediacji w postępowaniu przygotowawczym, czyli jak stosować mediację w postępowaniu karnym. Temat mediacji bardzo mnie zainteresował. Dużo o tym czytałam, zbierałam informacje, już jako funkcjonariusz policji. Z policji odeszłam po pięciu latach. Po odejściu ze służby postanowiłam zająć się tym, co mnie pociągało od dawna, czyli właśnie mediacją. Trafiłam do filii Polskiego Centrum Mediacji, która miała swoją siedzibę w Sopocie.

Co to jest?

- Polskie Centrum Mediacji to jedno z pierwszych stowarzyszeń w Polsce zajmujących się mediacją. Szkolenie podstawowe z mediacji, które powinien ukończyć każdy, kto chce zostać mediatorem, zrobiłam właśnie w Polskim Centrum Mediacji w Warszawie. I od tego szkolenia zaczęła się moja przygoda z mediacją. Pierwsze szlify zdobywałam jako członek stowarzyszenia.
Mediacje powinny być prowadzone w miejscu neutralnym. Nie powinno się prowadzić mediacji ani w sądzie, ani u stron, dlatego ważne jest, aby mieć przestrzeń biurową do swojej dyspozycji.
Nie był to "etat", ale też nie była to jeszcze typowa działalność gospodarcza. Takie były początki. Bardzo zaangażowałam się w  pracę w stowarzyszeniu, będąc nie tylko aktywnym mediatorem, ale i członkiem Zarządu stowarzyszenia. Po pewnym czasie poczułam, że czas na zmianę. Jestem osobą bardzo aktywną, energiczną i  w pewnym momencie stwierdziłam, że stowarzyszenie to za mało. Założyłam firmę Conseo, która zajmuje się prowadzeniem mediacji, negocjacji oraz szkoleń z zakresu umiejętności mediacyjnych i komunikacyjnych. Na początku swoją działalność związałam z Sopotem - moim rodzinnym miastem, w którym wynajęłam biuro. To był lipiec 2012 roku. Prowadziłam mediacje na zlecenie sądu oraz mediacje umowne, czyli z wniosku osób prywatnych. To były początki mojej samodzielnej działalności jako mediatorki i przyznam - nie było łatwo. Sama musiałam zadbać o współpracę z sądem, reklamę i rozpowszechnienie informacji o sobie jako mediatorze oraz o samej mediacji. Początkowo zleceń zarówno z sądu, jak i od osób prywatnych nie było dużo.

Powiedziała pani, że miała biuro w Sopocie. Dziś korzysta pani z przestrzeni w Olivia Business Center w Gdańsku i jest tzw. coworkerem.

- Tak. Trzy lata temu zrezygnowałam z biura w Sopocie i korzystam z tzw. coworkingu w Olivia Business Center w coworkingu "O4", czyli wspólnych przestrzeni biurowych.

Skąd ta decyzja? Czy poleca pani innym tę formę pracy?

- Wynika to ze specyfiki postępowania mediacyjnego. Mediacje powinny być prowadzone w miejscu neutralnym. Nie powinno się prowadzić mediacji ani w sądzie, ani u stron, dlatego ważne jest, aby mieć przestrzeń biurową do swojej dyspozycji. Coworking ma oczywiście swoje plusy i minusy. Jest coraz popularniejszy, więc z tej formy wynajmu korzysta coraz więcej osób, przez co zmniejsza się dostępność przestrzeni biurowej.
Mediacja to pozasądowa metoda rozwiązywania sporów i konfliktów, która pozwala zaoszczędzić pieniądze, czas i stres.
Minusem jest też brak intymności i poufności, które są niezbędne do prowadzenia mediacji. I mam też poczucie niestałości, ze względu na brak swojego miejsca. Własne biuro daje zawsze autonomię. Plusem z kolei jest to, że mam możliwość korzystania za niewielką cenę z bardzo kreatywnej przestrzeni. Jeżeli chodzi o koszty związane z prowadzeniem własnej działalności, jest to bardzo dobra opcja. Dzięki korzystaniu z przestrzeni O4 nie jestem ograniczona biurem, mogę dowolnie korzystać z sal. Pracując w coworkingu spotykam wiele osób, również prowadzących swoje firmy, co daje mi możliwość wymiany doświadczeń. Będąc coworkerem uczestniczę w różnego rodzaju wydarzeniach organizowanych przez O4, co pozwala mi na zdobycie nowych znajomości i nowych kontaktów biznesowych. Być może kiedyś znowu rozważę pomysł związany z własnym biurem - zwłaszcza że nie zajmuję się tylko prowadzeniem mediacji - dużo czasu zajmują szkolenia, warsztaty oraz spotkania związane z rozwojem mediacji. Współpracuję z trójmiejskimi uczelniami wyższymi, z NGO'sami oraz organizacjami zrzeszającymi przedsiębiorców, jak np. Regionalna Izba Gospodarcza Pomorza. Jestem bardzo aktywna w różnych obszarach, także tych społecznych.

Czym dokładnie zajmuje się mediator?

- Mediator wspiera strony w rozwiązywaniu sporów. Mediacja to pozasądowa metoda rozwiązywania sporów i konfliktów, która pozwala zaoszczędzić pieniądze, czas i stres. Pozwala na polubowne zakończenia sporu w atmosferze, która sprzyja wzajemnej rozmowie, która pozwala obu stronom na satysfakcjonujące zakończenie. Mediacja może zakończyć się ugodą, która po zatwierdzeniu przez sąd ma moc wyroku sądowego. Mediacje mogą być kierowane do mediatora nie tylko przez sąd, również skonfliktowane strony mogą same podjąć decyzję o tym, że chcą rozwiązać swój spór przy wsparciu mediatora zanim jeszcze sprawa trafi do sądu. I to zresztą jest najlepszy moment na mediację.

Kto może być mediatorem?

- Osoba, która ukończyła szkolenie podstawowe z mediacji, w wymiarze 40 godzin, które to szkolenie na dzień dzisiejszy jest szkoleniem zgodnym ze standardami wyznaczonymi przez Ministerstwo Sprawiedliwości. Warto też, aby osoby, które chcą być wpisane na listę mediatorów stałych odbyły staż mediacyjny. Mediacji tak naprawdę można nauczyć się dopiero w niej uczestnicząc "na żywo" - żadna symulacja nie zastąpi realnej sytuacji mediacyjnej.
Mediator musi być osobą bezstronną, musi dbać o komfort obu stron i obu stron wysłuchać. Co nie jest rzeczą łatwą.

Liczy się też doświadczenie.

- Oczywiście. Podstawowe szkolenie mediacyjne jest jak kurs na prawo jazdy. Po kursie tak naprawdę nikt jeszcze nie umie jeździć. Na takich szkoleniach ludzie dostają wiedzę, czym jest mediacja, dostają narzędzia i informacje o procedurze mediacji. Mogą sprawdzić, czy mediacja to jest właśnie to, czego poszukują. Natomiast każdy, kto odbędzie kurs powinien przynajmniej przez jakiś czas uczyć się pod okiem doświadczonego mediatora. Bierzemy na siebie ogromną odpowiedzialność. Pracujemy z dwiema skonfliktowanymi stronami, które przychodzą z określonym problemem, które nie zawsze siebie szanują, lubią i darzą zaufaniem. Mediator musi być osobą bezstronną, musi dbać o komfort obu stron i obu stron wysłuchać. Co nie jest rzeczą łatwą. Mediator w czasie swojej pracy musi być na "tu i teraz", nie może sobie pozwolić na oceny i opinie.
Sama musiałam zadbać o współpracę z sądem, reklamę i rozpowszechnienie informacji o sobie jako mediatorze oraz o samej mediacji - mówi Magda Bellwon.
Sama musiałam zadbać o współpracę z sądem, reklamę i rozpowszechnienie informacji o sobie jako mediatorze oraz o samej mediacji - mówi Magda Bellwon. fot. Łukasz Unterschuetz/Trojmiasto.pl

Chyba bardziej przydaje się znajomość psychologii niż prawa?

- Dużo osób pyta mnie, czy mediator powinien być prawnikiem. Idea jest taka, że mediator w mediacji jest... mediatorem. Bez względu na to, kim jest z wykształcenia. Mediator nie musi być ekspertem z żadnej dziedziny. Zadaniem mediatora jest wsparcie stron w rozwiązaniu konfliktu i od tego jest specjalistą. Nie może udzielać porad prawnych, prowadzić terapii, bo wówczas wychodzi ze swojej roli i traci swoją bezstronność oraz neutralność. To nie jest łatwe, bo ludzie mają tendencje do doradzania, oceniania, opiniowania. A w mediacji tego wszystkiego się wyzbywamy. Tu mediator nie może oceniać, nie może narzucać rozwiązań. Mediator powinien być neutralny jeżeli chodzi o przedmiot konfliktu. Jako mediator nigdy nie mówię ludziom, co mają zrobić. Nie dzielę się z nimi swoimi opiniami. Nie oceniam tego, jakie podejmują decyzje. To ludzie sami decydują. Ja jedynie, używając właściwych technik komunikacyjnych oraz technik mediacyjnych, zachęcam ich do tego, żeby się wzajemnie wysłuchali, buduję im płaszczyznę do porozumienia. Niestety bardzo często jest tak, że ludzie siebie nie słuchają. Mediator to jest taki moderator komunikacji. Taki GPS, który prowadzi ludzi przez komunikacyjne meandry.
Coraz więcej instytucji, firm, przedsiębiorców widzi w mediacji szansę na szybsze zakończenie sporu i skupienie się na dalszym prowadzeniu działalności i rozwoju firmy.

Jakie sprawy najczęściej do pani trafiają?

- Przez te lata ewoluowałam jako mediator. Nabieram doświadczenia, praktyki. Wiem, w jakich mediacjach czuję się dobrze, w jakich się odnajduję. Dziś staram się już iść w kierunku mediacji gospodarczych, cywilnych, pracowniczych. Staram się prowadzić mniej mediacji rodzinnych. Nie są to sprawy łatwe - jest tam dużo emocji, często ciężko znaleźć porozumienie. Mediacje cywilne to ciekawe sprawy, bo są to sprawy o spadki, zachowki i podziały majątku. Tu też ważne są wzajemne relacje, emocje, jest też aspekt dotyczący finansów. Interesujące i będące dużym wyzwaniem dla mediatora są mediacje gospodarcze.

Czy mediacja się przyjęła w polskich warunkach?

- Myślę, że powoli się przyjmuje. Coraz więcej instytucji, firm, przedsiębiorców widzi w mediacji szansę na szybsze zakończenie sporu i skupienie się na dalszym prowadzeniu działalności i rozwoju firmy. Niestety po nowelizacji kodeksu postępowania cywilnego przepisy, które zostały wprowadzone nie do końca usprawniły postępowanie mediacji, a wręcz mu zaszkodziły. Teraz te błędy powoli są naprawiane, planowana jest kolejna nowelizacja KPC i myślę, że będzie lepiej. W naszym społeczeństwie pokutuje wiele mitów o mediacji, które niestety jej nie służą. Wiele osób kojarzy mediatora jako osobę pracującą dla sądu, często mediator mylony jest z biegłym. Mamy mediatora zwykłego i mediatora sądowego. Ja jednak idę w tym kierunku, że mediator nie powinien być kojarzony z sądem. Faktem jest, że dostaję zlecenia z sądu na prowadzenie mediacji, bo taka droga jest dopuszczalna, i że jestem mediatorem stałym przy Prezesie Sądu Okręgowego, równocześnie jestem osobną instytucją.

A powinno być tak, że sprawa trafia do mediatora zanim trafi do sądu?

- Zdecydowanie tak. Najlepszy moment na mediacje jest wówczas, gdy konflikt narasta, a nie gdy nabrzmiał. Dlatego, zwłaszcza w tej sferze gospodarczej, staram się zachęcać przedsiębiorców, żeby zaczęli od spotkania z mediatorem. Na sąd zawsze będzie czas. Dlatego włączyłam się w propagowanie idei mediacji w ramach organizacji biznesowych.
Co ważne, wcale nie chodzi o łagodzeni konfliktów. Załagodzony konflikt prędzej czy później wyjdzie i wybuchnie ze zdwojoną siłą.
W chwili obecnej współpracuję z Regionalną Izbą Gospodarczą Pomorza, przy której działa Pomorskie Centrum Arbitrażu i Mediacji oraz inicjatywa "Biznes wybiera mediację" promująca przedsiębiorców, którzy zdecydowali się na wprowadzenie klauzuli mediacyjnej do zawieranych przez nich umów. Jako przedsiębiorca bardzo zachęcam do takiej formy rozwiązywania sporów. W ramach PCAM prowadzimy wiele inicjatyw przybliżających przedsiębiorcom ideę mediacji od szkoleń po spotkania networkingowe. Zawsze mówię, że kropla drąży skałę nie siłą, a częstotliwością spadania. Spory w biznesie nie tylko dotyczą kontrahentów czy klientów. W firmach mamy też sporo konfliktów wewnętrznych. Oczywiście może się tym zająć specjalista od HR, ale taka osoba często nie ma odpowiednich narzędzi i wiedzy do tego, aby rozwiązać konflikt i najczęściej zostaje uwikłana w spór. Wówczas nieoceniony jest mediator zewnętrzny. Zresztą przyda się nie tylko wówczas, gdy konflikt już jest, może też pomóc działać prewencyjnie. Co ważne, wcale nie chodzi o łagodzenie konfliktów. Załagodzony konflikt prędzej czy później wyjdzie i wybuchnie ze zdwojoną siłą. Takie sprawy trzeba rozwiązywać, a nie zamiatać pod dywan. Odnośnie spraw nadających się do mediacji i zachęcania innych do jej stosowania staram się dotrzeć i nawiązać współpracę ze wspólnotami mieszkaniowymi. Tam naprawdę mamy sporo konfliktów, w których mediator może wesprzeć skonfliktowane strony.

A jak jest na swoim?

- Minusem bycia na swoim jest to, że ciężko zrobić plan biznesowy i ocenić, czy w danym miesiącu uda się wypracować zakładaną ilość wpływów, tzn. przeprowadzić określoną liczbę mediacji lub przeprowadzić określoną liczbę szkoleń. Tu nie ma pensji jak na etacie. Wykonuje się określoną pracę za określone pieniądze. Prowadząc swoją działalność trzeba myśleć o ZUS, o podatkach, o kosztach wynajmu lokalu itd.
(...) mam wrażenie, że ten konflikt jest celowo kreowany. Tym, którzy są u władzy chyba zależy, aby nie budować kultury dialogu.

Ale na etacie trzeba liczyć się ze zwolnieniem.

- Tak. I to jest ta druga strona medalu. Do tego osoby na etacie mają określony czas pracy, muszą być dyspozycyjne. Przez jakiś czas pracowałam na etacie i taki rodzaj pracy mnie przerażał. Ta powtarzalność, to podporządkowanie. Ja jestem u siebie, sama zarządzam swoim czasem. Oczywiście czasem jest tak, że pracuje się jeszcze więcej niż na etacie. Niby można odmówić, ale... budżet też trzeba mieć na uwadze. Z drugiej strony cenię sobie niezależność, bo mam taki charakter. Tę pracę, którą wykonuję, sama sobie wymyślam, sama o nią dbam, sama sobie kreuję pomysły i sama też muszę je realizować. Nie można przekładać na jutro, bo potem może się okazać, że zaczyna brakować czasu. Jest też kwestia odwagi. Czasem się zastanawiam, na ile jestem odważna, żeby ten swój biznes rozwinąć, zaryzykować, czy jestem gotowa ponieść porażkę. Czego mnie ta porażka nauczy i czy mam siły się z nią zmierzyć.

Jesteśmy bardzo skonfliktowanym społeczeństwem. To pole dla mediatorów, wręcz pole bitwy. Czy pani zdaniem mamy szansę na zgodę narodową?

- Tak, ale mam wrażenie, że ten konflikt jest celowo kreowany. Tym, którzy są u władzy chyba zależy, aby nie budować kultury dialogu. Wierzę, że ludzie mają chęci, mają w sobie dobro, tylko trzeba im pokazać drogę do tego dobra i porozumienia. Trzeba ich w tym wesprzeć. Ogólnie mamy tendencje do tłamszenia w sobie swoich emocji i refleksji oraz przemilczania. Do tego jesteśmy mistrzami w udzielaniu rad i w ocenianiu. Zawsze wiemy lepiej, co inni powinni zrobić i wszystkim radzimy. Częściej mówimy, niż słuchamy, a to przeszkadza we wzajemnej komunikacji i współpracy.
Podobno najlepiej uczyć się na cudzych błędach. Zdecydowanie lepiej słuchać mądrych rad. Własny biznes to często trudny kawałek chleba, ale - jak postaramy się pokazać - warto spróbować. Dla tych, którzy wolą rady mamy nasz cykl rozmów z doświadczonymi przedsiębiorcami - "Jak to jest na swoim", czyli garść wiedzy od praktyków w biznesie. Cykl nagrodzony w konkursie Narodowego Banku Polskiego.

Opinie (35) 17 zablokowanych

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Moim zdaniem

Ludzie biznesu

Andrzej Adler

Prezes zarządu i jeden z współzałożycieli DGT, firmy zajmującej się telekomunikacją i...