Szczechowiak: Informatyzacja nie zawsze interesuje urzędników

System informatyczny autorstwa trójmiejskiej spółki Madkom SA dla Urzędu Miasta Gdyni to pierwsze tego typu rozwiązanie dla pojedynczej gminy w Polsce. Dzięki temu funkcjonować ma portal, w którym znajdować się będzie ponad 100 formularzy pism dotyczących procedur, które będzie można w pełni załatwić drogą elektroniczną. O skomplikowanej drodze do informatyzacji polskiej administracji i  niełatwym lokalnym rynku branży IT rozmawiamy z Grzegorzem Szczechowiakiem, prezesem zarządu spółki Madkom

.
Grzegorz Szczechowiak, prezes zarządu Madkom SA.
Grzegorz Szczechowiak, prezes zarządu Madkom SA. mat.prasowe

Na zlecenie Urzędu Miasta w Gdyni spółka Madkom realizuje jedno z największych pojedynczych wdrożeń dotyczących e-administracji. Na czym polega wyjątkowość gdyńskiego projektu?

Grzegorz Szczechowiak: - Budowaliśmy cały system dla Gdyni ok. dwa lata. Jest to system, który swoimi parametrami i zastosowaniem odpowiada rządowemu systemowy ePUAP. Nasza firma wydała jednak na jego stworzenie znacznie mniej pieniędzy niż Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji na stworzenie wątpliwe działającego ePUAP-u, który kosztował ponad 100 mln zł. Nasz produkt to bardzo ciekawe rozwiązanie wyróżniające Gdynię na tle innych miast naszego regionu, dające o wiele więcej możliwości niż sam ePUAP. Przy okazji platforma jest w pełni zintegrowana z niektórymi usługami platformy ePUAP. Dzięki naszemu systemowi Gdynia do końca roku będzie wyspą na mapie e-administracji w naszym województwie i będzie miała najwięcej dostępnych wniosków, które będzie można załatwić drogą elektroniczną.

Jak odczują to mieszkańcy?

- Platforma, która zostanie uruchomiona w Urzędzie Miasta Gdyni spowoduje, że mieszkańcy dostaną możliwość złożenia w pierwszym etapie uruchomienia platformy ponad 100 wniosków drogą elektroniczną, natomiast na koniec wdrożenia dostępnych będzie ponad 161 procedur. Będzie to jedno z największych tego typu wdrożeń w pojedynczej gminie w Polsce. Elektroniczne wnioski będą w dużej mierze dotyczyć przeciętnego mieszkańca oraz inwestorów i przedsiębiorców. Będą to np. wnioski o wydanie karty "Aktywna Gdynia", możliwość składania deklaracji śmieciowej, deklaracje i wnioski związane z inwestycjami lokalnymi. Nie tylko składanie poszczególnych wniosków, ale także decyzje będą wydawane w drodze elektronicznej. Co ważne, urząd będzie zobligowany, w momencie złożenia przez nas danego wniosku drogą elektroniczną, do wydania decyzji także w formie elektronicznej.

Ewentualne uzupełnianie dokumentów także będzie odbywało się elektronicznie. Dodatkowo, po dodaniu numeru naszego pisma, będziemy mogli śledzić na jakim etapie jest dana sprawa. Będzie jednak kilka wymogów użytkowania tej platformy. Jednym z nich jest obowiązek posiadania podpisu elektronicznego lub profilu zaufanego. Mieszkańcy Gdyni taki profil mogą z łatwością potwierdzić bezpłatnie w budynku Urzędu Miasta lub w Urzędzie Skarbowym, a cała procedura jest opisana na portalu epuap.gov.pl. Z chwilą wyrobienia takiego profilu będzie można wymieniać pisma urzędowe z każdym urzędem administracji publicznej w Polsce.

- Czyli będziemy mogli patrzeć urzędnikom na ręce?

- W pewien sposób tak. Jednak ważnym elementem jest też to, że komunikacja elektroniczna z urzędem skraca nam czas oczekiwania na daną decyzję i daje miastu ogromne oszczędności finansowe. W skali takiego miasta jak Gdynia, w grę wchodzą nawet miliony złotych rocznie. Oczywiście skala oszczędności miasta w tym wypadku w dużej mierze zależy od liczby złożonych przez nas samych wniosków, proszę sobie wyobrazić, że te oszczędności biorą się z tak prozaicznych rzeczy jak koszty papieru, tonerów i opłat pocztowych. Z urzędu dziennie potrafi być wysyłane ok. 3 tys. pism, a w szczycie podatkowym w ciągu dwóch miesięcy z urzędu "wychodzi" 60 tys. pism z wymiarem podatku. Poza tym jest jeszcze jedna ważna rzecz. Przy korespondencji drogą elektroniczną nie ma możliwości, aby nasze dokumenty w jakikolwiek sposób zaginęły.

Jeśli system sprawdzi się w Gdyni to spowoduje to, że inne samorządy naszego regionu zdecydują się na zamówienie podobnych rozwiązań?

- Niedawno zakończyliśmy wdrożenie Cyfrowego Urzędu w Urzędzie Miasta Rumi, jednak od chwili, kiedy otworzyliśmy oddział naszej firmy w Krakowie, to na terenie Pomorza sprzedaliśmy zaledwie kilka wdrożeń. W tym samym czasie w Krakowie przeprowadziliśmy ponad 60 takich wdrożeń, w tym uruchomiliśmy portal Cyfrowa Małopolska dostępny dla wszystkich urzędów, jednostek organizacyjnych i organizacji z terenu woj. małopolskiego . W całym 2014 roku 90 proc. naszych produktów sprzedaliśmy na południu Polski. To spowodowało, że powiększyliśmy oddział w Krakowie trzykrotnie i obecnie zatrudniamy w Polsce w sumie blisko 60 osób.

Na zainteresowanie naszymi produktami mają wpływ pieniądze unijne, nasze województwo na przyszłą perspektywę programową 2014 - 2020 nie przeznaczyło ani jednej złotówki. Natomiast w poprzednim rozdaniu też było tych projektów tylko kilka. Właściwe jedynie Gdańsk i Gdynia zrealizowały większe projekty dotyczące e-administracji. Za kształt Regionalnego Programu Operacyjnego odpowiada władza wdrażająca, tj. Urząd Marszałkowski Województwa Pomorskiego. To jest ewenement w skali kraju, bo Pomorskie będzie jednym z dwóch, może trzech województw, które w najbliższych latach nie przeznaczą na e-administrację pieniędzy - dla porównania Małopolska przeznacza w przyszłej perspektywie na ten cel 140 mln zł.

Gminy wstrzymują inwestycje w naszym województwie w IT. Nie ma możliwości pozyskania pieniędzy unijnych w najbliższej perspektywie, a pieniądze z budżetu centralnego wynikające z Programu Operacyjnego Polska Cyfrowa będą dostępne dopiero od 2016 roku. Z drugiej strony na południu Polski władze samorządowe po prostu chcą i są przyzwyczajone do wdrażania rozwiązań informatycznych w urzędach. U nas brak jest pieniędzy na wsparcie tego procesu, brak szkoleń z tego obszaru i brak dobrego przykładu z góry. Nasi obecni klienci w województwie dokonywali zakupów sami, jednak kompleksowa informatyzacja kosztuje.

To jednak nie zniechęca innych firm z branży IT. Prawie co miesiąc słyszymy o kolejnym inwestorze, który decyduje się na otwarcie swojego oddziału w Trójmieście i poszukuje kandydatów do pracy.

- To też jest paradoks. Dlaczego? Firmy zagraniczne, które lokują się w Trójmieście "wyciągają" pracowników z lokalnych firm. Nasz rynek jest na tyle mały, że nie następuje tutaj przypływ pracowników z zewnątrz jak np. w Krakowie i Wrocławiu, gdzie można pozyskać pracowników z ościennych województw, które posiadają duże uczelnie. To ściśle wiąże się także z działalnością samych władz samorządowych. Szczególnie działalność Gdańska, polegająca na sprowadzaniu kolejnych dużych koncernów, niszczy lokalne firmy.

Władze "ściągają" kapitał, który inwestuje w startupy. Taki startup wytwarza autorskie oprogramowanie po niskich kosztach jak na realia zagranicznych wynagrodzeń. Startup nie przynosi zysków, tylko od samego początku straty, a stworzone przez niego oprogramowanie nie pozostaje w kraju i jest dystrybuowane przez jego właściciela za granicą. Po wykonaniu zadania startup jest zamykany. Pracownicy do takich młodych firm biorą się z takich spółek jak moja, która zatrudnia mieszkańców Trójmiasta i tu płaci podatki. Firmy lokalne nie są wspierane przez władze miast, a mówienie wyborcom, ze ściągnęliśmy kolejny koncern, który stworzy 600 miejsc pracy powinno być brane "in minus" względem lokalnej gospodarki województwa.

Czy to oznacza, że boom na firmy informatyczne w  Trójmieście niedługo się skończy?

- Nie, ale taka polityka na dłuższa metę doprowadzi do wyjałowienia lokalnego rynku z firm, które przynoszą spore dochody dla budżetów miast poprzez płacenie podatku PIT i CIT. Jedyny dochód, jaki będzie wpływał z tytułu podatku PIT od osób mieszkających w Trójmieście będzie niewspółmierny do liczby zatrudnionych w sektorze IT. Nowi pracownicy będą napływowi. Będą tu pracować i wynajmować mieszkania, a pieniądze z ich podatków będą odprowadzane do budżetów miejscowości, w których są zameldowani. Dojdziemy do takiego paradoksu, że będziemy dobrze zarabiali, ale jeździli dziurawymi ulicami i chodzili po nierównych chodnikach dlatego, że gminy nie dostaną dotacji, która wraca jako procent podatku CIT płaconego przez spółki do Skarbu Państwa. O dziwo nasza frustracja wzrośnie, ale nikt nie będzie miał wiedzy dlaczego tak się dzieje - zarabiam, płacę podatki, to dlaczego nie mamy równych chodników ?

Dodatkowo jeśli nastąpi jakikolwiek krach, to w ciągu krótkiego czasu większość branży usługowej, w tym IT, zniknie z Trójmiasta. Zachodnie spółki mają wynajmowane powierzchnie biurowe, sprzęt leasingowany i mogą zlikwidować firmę w ciągu jednego dnia, przykładem takim były spore zwolnienia w Krakowskim oddziale Sabre Polska, i nikt nie podał tego przyczyny. Działalność prawie natychmiast można przenieść do tańszej lokacji, np. Rumunii, gdzie co prawda jest problem kulturowy i problem z terminowością, ale wszystkiego można tych pracowników nauczyć, bądź wprowadzić takie metody działania, które wymuszą terminowość.

Opinie (69) 3 zablokowane

Dodaj opinię
Walczymy z przemocą słownąKasujemy opinie obraźliwe i nie na temat

Dodaj opinię

Odpowiedz

Dodając opinię akceptujesz regulamin dodawania opinii.
Administratorem Twoich danych osobowych jest Trojmiasto.pl Sp. z o.o.. Szczegóły przetwarzania danych znajdują się w polityce prywatności.

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Moim zdaniem

Ważne adresy

Ludzie biznesu

Piotr Podleśny

Sprawował funkcję Prezesa ATENY w latach 2007-2014. Doskonale zna branżę ubezpieczeniową -...